Krótka piłka, czyli mini-recenzje
The Prince of Dinosaurs - jestem teraz pewien, że taki wysoki bodycount we Włoszech podczas pandemii covida to kara boska za tworzenie okropnych filmów animowanych, szczególnie tych o Titaniców.

Twórczość Orlanda Corradi i jego Mondo TV bardzo dobrze znam. Niesławnego animowanego Titanica (tego bez rapującego psa) oglądałem niegdyś na Super RTL. Niektórzy mogą z dzieciństwa kojarzyć taki serial Simba, król lew, gdzie tytułowy mały lew (wyglądający bardziej jak mysz) przyjaźni się z jelonkiem strzelającym laserem, walczył z Shere Khanem z anime Księgi Dżungli i generalnie miał tripowe przygody. Jeszcze była na TVP3 Wielka księga natury będącą składanką... północnokoreańskich propagandowych kreskówek. Aha, i to Corradi stworzył animowane wstawki do Karola, który został świętym, recenzowanego przez Mietczynskiego.

Jestem pewien, że Mondo TV to jakaś przykrywka do przemytu narkotyków, bo wychodzą tak dziwne i popieprzone produkcje, że musiały zostać stworzone na haju. Tak jest i tu. Główny bohater będący jakimś gimbusem (o jakimś hinduskim imieniu) dostaje książkę o dinozaurach - przenosi się do niej jako władca krainy zasiedlone przez antropomorficzne dinozaury, które zna z jakiegoś powodu (nie wiem, czy to jakaś pełnometrażowa kontynuacja jakiegoś serialu, ale nie zdziwiłbym się). Zaś jego pies jest rycerzem, ma za wierzchowca wielkiego ślimaka o psiej mordzie i walczy z czarownicą ziejącą ogniem. A potem dołączają do nich LGBT-kuzyni Kapitana Planety, by walczyć z "siłami zła" składającej się z odrzutów z mitologii hinduskiej. Z kolei jeden z bohaterów to dowódca kompanii powietrznej pterozaurów (które podczas latania brzmią jak myśliwce) ma na imię Rodan. Toho, gdzie twoi prawnicy?

Ale... fabuła ma jakiś sens (wiem, złe słowo, jeśli chodzi o Mondo TV), bo na początku młody chowa się w składziku głośno mówiąc, co będzie. I film daje do zrozumienia, że to wszystko dziecięca wyobraźnia (a dzieciom przychodzą różne pomysły nie zawsze logiczne).

Niby rok 2000, a wygląda jakby zanimowali w latach 80. i to na potrzeby telewizji (choć przyznam, momentami animacja bywa ładna). I są tu wstawki CG, które wygląda kijowo. Równie do kitu jest montaż i czasem postsynchrony. Widać, że postacie nie ruszają ustami, a i tak gadają. Aha, animacja był robiona w Korei Pn. Czy oglądanie tych dzieł tudzież wspieranie finansowe to nie jest jakieś wątpliwe moralnie? Tylko Dennis Rodman uważa, że w Korei Pn. jest cacy.

Co mogę powiedzieć pozytywnego... Muzyka była w miarę w porządku.
    
Co ja kuźwa obejrzałem/10

Odpowiedz
Cincinnati Kid (1965)

Powiem tak. Jeśli nie orientujecie się w pokerze to małe szanse, że ten film będziecie oglądać ze wciągiem. Niestety u mnie tak właśnie było. Naprawdę klawy oldschoolowy klimacik i kilka wyróżniających się jak na tamte czasy ujęć. W końcu Jewison to jeden z tych rzemiechów, którzy potrafią pod tym względem. Niestety gorzej z całą resztą.

Historyjka właściwie taka sobie. U mnie wyjątkowo słabo angażująca i mocno obojętna. Nieco ciekawiej robi się, gdy na ekranie dochodzi do pojedynku między świeżakiem, a starym wyjadaczem. Brakuje jednak bardziej pamiętnych bohaterów i nawet świetna obsada z McQueenem na czele legnie przy uatrakcyjnianiu powierzonego materiału. Powiem, że ciekawie przedstawili relacje tytułowego Kida ze starym mistrzem. Mimo rywalizacji to obydwaj się wzajemnie szanują i w pewnej chwili stwierdzają, że mogliby zostać przyjaciółmi. Antagonista z dupy i jego motywacje to jeden wielki zieeeew. Jeszcze ta scenka, gdy swoim córeczkom zaczyna opowiadać bajeczkę o niedobrej żoneczce Karla Maldena. Serio?

6/10

Odpowiedz
simek napisał(a):Właśnie nie rozumiem tego francuskiego na IMDb, może w tle coś ktoś mówi po francusku, ale na pewno nie żadna postać.

Mówi. Jest tam taki brodaty nauczyciel literatury, który chwali dziewczynę za dobrze napisane wypracowanie.

simek napisał(a):A co jeszcze ciekawsze: napisy w czołówce są po francusku...

Tylko pierwszy napis, potem już wszystko po angielsku (oglądałem w HBO Max).

simek napisał(a):The Lover - Imdb twierdzi, że oryginalny tytuł to L'Amant, ale coś nie jestem przekonany

Żeby tylko to, „Imię róży” od wieków wisi na Imdb jako „Der Name der Rose”. :)

Odpowiedz
(29-07-2022, 15:28)Cassel napisał(a):
simek napisał(a):A co jeszcze ciekawsze: napisy w czołówce są po francusku...
Tylko pierwszy napis, potem już wszystko po angielsku (oglądałem w HBO Max).
Jaka pamięć potrafi być zawodna: dałbym sobie rękę uciąć, że w tych napisał było Réalisateur Jean-Jacques Annaud


Jeszcze jedna ciekawostka: otóż główną rolę męską gra Tony Leung. Wydawało by się, że to ten hongkoński aktor znany głównie z filmów Wong Kar-waia. Nawet myślałem sobie, że jebaniutki ma szczęście że zagrał w dwóch świetnych erotycznych filmach u światowej klasy reżyserów (drugi to Lust, Caution Anga Lee), ale coś mi się nie zgadzało, bo zapamiętałem jego twarz trochę inaczej :P Po seansie sprawdzam, no i zgadza się, że to Tony Leung, ale ten z Kochanka to Tony Leung Ka-fai, a ten drugi to Tony Leung Chiu-wai :D

Odpowiedz
(17-08-2019, 15:56)Snappik napisał(a): Captive State

3/10

Nie byłbym taki ostry dla tego filmu, bo pomysł fajny, żeby pokazać wszystko z punktu widzenia ruchu oporu. Klimat ma fajny posmaczek takich podziemnych, wojennych (czy nawet zimno-wojennych) działań w absolutnej tajemnicy. Głównym problemem całości - poza kiepskim castingiem głównych bohaterów, którymi są oczywiście totalnie bezjajeczni, snujący się po kadrach Murzyni bez grama charyzmy - jest brak głębszego nakreślenia świata przedstawionego i, co gorsza, brak konsekwencji w jego ukazaniu. Obcych właściwie mogłoby tu nie być, a całość mogła by się dziać w jakimś totalitarnym świecie. Technika pokazana na ekranie co chwila kłóci się ze sobą i na dobrą sprawę ja nie wiem, co ludzie mogą, a czego nie, bo jest mowa o zabraniu ziemianom największych zdobyczy cywilizacyjnych, ale jednak pojawiają się komórki i na przykład monitoring, kiedy jest to wygodne. Trochę bez sensu. Niemniej cała intryga mi siadła, mimo że finał w pewnym momencie da się przewidzieć, a posępny klimacik robi swoje. Szkoda jednak, że przed wejściem na plan nie odesłano scenariusza na jeszcze jedne poprawki, czego rezultatem zmarnowana szansa na naprawdę dobry sajfaj.

5-6/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Mefisto o "Pasażerze 57":

(05-07-2022, 23:33)Mefisto napisał(a): Oczywiście nie muszę dodawać, że dziś by ten film nie powstał w takiej formie.

Ale właściwie dlaczego? Jest bohaterski Murzyn łojący białasów + kilka krindżowych tekstów dotyczących rasy, które sprawdziłyby się świetnie w dzisiejszym woke-kinie ("Zawsze stawiaj na czarne" czy "W tym kraju zawsze deptano czarnych") + terroryści to jakieś Brytole, więc film nie urazi żadnej mniejszości etnicznej. Jak dla mnie to akurat wygląda jak film, który na spokojnie mógłby powstać w dzisiejszych czasach. I więcej powiem - gdyby miał premierę teraz, to w niektórych momentach na pewno przewracalibyście oczami.

Dla mnie "Pasażer 57" wypada trochę średnio. Nie nudzi, to przyznaję, ale sama fabuła jest jakoś tak prosto poprowadzona. Właściwie rozgrywka między Snipesem a tymi złymi ogranicza się do
. Nie ma tu za bardzo miejsca, żeby obaj bohaterowie stojący po przeciwnych stronach barykady mogli wykazać się większym sprytem, strategią, no po prostu czymś, co by jakoś uatrakcyjniło intrygę.

Tak że ja tam z tych terrorystyczno-samolotowych filmów akurat wolę "Krytyczną decyzję". A nawet "Air Force One" chyba też, chociaż CGI-samolot w niektórych ujęciach wygląda naprawdę fatalnie.

Odpowiedz
(01-08-2022, 11:49)al_jarid napisał(a): Ale właściwie dlaczego?

Bo to po pierwsze w 100% męskie kino i nawet w zamierzeniu strong kobiety (of kolor) są tylko popychadłami. Po drugie obsada jest w 90% biała i Snipes zostaje aresztowany jak tylko staje na ziemi - i niby jasne, że dziś można by to ładnie podpiąć pod tezę rasizmu, ale nie oszukujmy się: dzisiaj połowa obsady byłaby kolorowa (także w kolorach tęczy), łącznie z ludźmi na lotnisku, a biali byliby tylko złymi/debilami. Dodajmy do tego przemoc na R-kę, nie na PG-13, akcję w wesołym miasteczku (w dobie gun control i nagłaśniania każdego incydentu z bronią rzecz nie do pomyślenia) i parę akcji/dialogów/żarcików, które zdecydowanie przeczą wokeismowi i film by W TAKIEJ FORMIE już nie powstał :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Romeo musi umrzeć - czy ten film nie powinien być na listach tych wszystkich woke/progresywnych serwisów lub uznawany za przełom? W głównej obsadzie nie ma ani jednego białego, a jakikolwiek białas pojawia się grubo po pół godziny i to na moment (i to rok 2000!). Może dlatego, że reżyserem był biały (i to nasz rodak - Polak!)? Ma symptomy stylistyki kina z początku 2000s (jak chociażby rentgeny podczas fatality serwowanych przez Chińczyków), ale to nie było jeszcze tak nieznośne. Zaś bardziej siedzi jeszcze w późnych latach 90. (nostalgia bitches!). Sceny akcji nakręcone zacnie (mimo widocznego bluescreenu i wygumkowanych sznurków w końcowym pojedynku)..  Nawet gruby Murzyn robiący za comic reliefa, co pojawił się w późniejszych filmach Bartkowiaka w tej samej roli nie irytuje (głównie dlatego, że robi tu za złego i dostaje zasłużony wpiernicz od Jeta Li).


7/10

Odpowiedz
(02-08-2022, 00:06)OGPUEE napisał(a): czy ten film nie powinien być na listach tych wszystkich woke/progresywnych serwisów lub uznawany za przełom? 

Biorąc pod uwagę o czym opowiada, to dziś to niedobra wspominać o tem :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Ogpuee, ale akurat fabularnie to jest całkiem uzasadnione, bo RMD opowiada o wojnie mafii czarnych z żółtkami, więc legitne to jest i sensowne. Poza tym w filmie piosenkarz DMC (?) z AR15 w łapie mówi niepopularne teraz hasło "Guns don't kill people! People kill people!".

Sam film lubię, ma też towarzyszącą spokojną piosenkę (teledysk również z Jetem Li) wykonaną przez Aaliyah, niezłe tempo i dobrze wykorzystanego Jeta Li, który przyjemnie kopie tyłki murzonym i robi się z niego taki żółty wybawca :)
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Oliver Twist (2005) Polańskiego

O, cholera. Ale mocne to jak na film dla dzieci. Tak to jest, gdy za taki typ kina bierze się twórca po tylu życiowych przejściach. Mamy tu niekiedy krew, przymieranie głodem, groźbę szubienicy, Billa Sykesa nie szczędzącego przemocy na dzieciach, kobiecie i czworonogu. Jak się porówna z tamtym oscarowym musicalem z 1968, to film Polańskiego jest wręcz "Listą Schindlera" dla całej rodziny. OGUPEE na pewno by się tym dziełem zachwycał ;)

Film nie jest zły. Nieźle oddany ten brud XIX-wiecznej biedoty. Miałem niestety problemy z uwierzeniem, że na ekranie widzę Anglię. Plenery jakieś zbyt słowiańskie jak na Wyspy Brytyjskie. Gołym okiem widać, że to Czechy, no ale gdyby Romek postawił stopę w prawdziwym Londynie, to z miejsca miałby transport do Stanów z wiadomych powodów. Brawa dla Kingsleya w roli Fagina, którego nie tyle dzięki charakteryzacji, co grze nie można gościa poznać. Byłby z niego dobry Gargamel w "Smerfach" ;) CGI tła z kolei troszkę nadgryzione zębem czasu.

6/10

Odpowiedz
Olivera Twista od Romka widziałem kiedyś na TVP. Faktycznie, był drastyczny. I nie wiem czy to na pewno miał być film kierowany do dziecięcej widowni. Bo został zdubbingowany w polskich kinach? W takim PRL-u to nawet film Lucia Fulciego leciał z polskim dubbingiem :).

Odpowiedz
Nie trzeba tak daleko szukać - "Logan" też był w Polsce z dubbingiem :)
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.

Odpowiedz
Sam Polański w jakimś wywiadzie stwierdził, że kręcił "Olivera Twista" z myślą o swoich dzieciach (które w momencie premiery miały kolejno 12 i 7 lat). Więc cóż... masz odpowiedź.

BTW. Jedna rzecz odnośnie Twista mnie ciekawi. Czy rodzice tych wszystkich dziecięcych aktorów nie mieli oporów, by ich latorośle zagrali w filmie "pedofila" ;)

Odpowiedz
(02-08-2022, 09:57)Kryst_007 napisał(a): Czy rodzice tych wszystkich dziecięcych aktorów nie mieli oporów, by ich latorośle zagrali w filmie "pedofila" ;)

Mi się wydaje, że Europa w tych kwestiach była mniej świętojebliwa niż Ameryka Pn. Np. u nas nikogo nie gorszyły ganiające nago dzieci nad Bałtykiem aż do teraz, mimo że gadka o pedofilach trwa od dawna.

Przypomnę, że w latach 90. Michael Jackson w USA był na cenzurowanym, bo media z łatwością uwierzyły w zmyślenia jakiegoś białasa, gdy w Europie mógł mieć audiencję u prezydenta i łamać jakieś protokoły, bo nikt nie zwracał większej uwagi. I jak przyszedł ten nieszczęsny proces, to europejskie media były bardziej neutralne, gdy te amerykańskie z satysfakcją wydawały skazujący wyrok (i potem miały pikachu face, gdy sąd uniewinnił MJ-a). I jak wyszło kolejne bajeczki białych "Leaving Neverland" to w USA ochy i achy "czeba wieżyć ofiaro", gdy w francuskiej TV reżyser został zmasakrowany i wytykano oczywiste nieścisłości. 

Odnośnie luzu lat 90. - w polskim dubbingu Muminków pojawiło słowo "molestować" i nikt nie robił dramy - dzisiaj gwarantowana burza na twitterze i prześmiewcze memy.

Odpowiedz
Cóż, "molestowanie" nie miało wtedy jednoznacznie seksualnego wydźwięku (podobnie zresztą jak "gwałt", który oznaczał, że robi się coś przemocą i nie musiało mieć to żadnego związku z seksem). Nikt nie robił dramy o "molestowanie" w "Muminkach" nie dlatego, że ludzie byli mniej drażliwi i przymykali oko, tylko dlatego, że po prostu znaczenie słowa było szersze i w określonym kontekście całkiem niewinne. Ileż to razy w dzieciństwie, jak o coś się dopraszałem, mama mi mówiła, żebym przestał ją molestować, albo poszedł molestować tatę zamiast niej. Teraz to heheszki, ale wtedy tak się po prostu mówiło. Obraz języka i konotacji różnych słów niekiedy zmienia się bardzo szybko.

Odpowiedz
Paradise Highway

W teorii ten film ma wszystko, żeby być wybitnym: mega mocna tematyka, znakomita nastolatka w roli głównej (Hala Finley wymiata, dawno nie widziałem tak dobrze grającego teensa), chemia między dwiema głównymi bohaterkami, Morgan Freeman, któremu nawet chce się grać, Frank Grillo, który od kilkunastu lat występuje w tej samej fryzurze i z tym samym zarostem etc. Ale nie wyszło. Czemu? Bo słabuje reżyseria i operator kamery przynudza kadrowaniem. Słowem, nie ma tu klimatu.

5/10

Odpowiedz
(02-08-2022, 00:06)OGPUEE napisał(a): Romeo musi umrzeć - czy ten film nie powinien być na listach tych wszystkich woke/progresywnych serwisów lub uznawany za przełom? W głównej obsadzie nie ma ani jednego białego, a jakikolwiek białas pojawia się grubo po pół godziny i to na moment (i to rok 2000!). Może dlatego, że reżyserem był biały (i to nasz rodak - Polak!)? Ma symptomy stylistyki kina z początku 2000s (jak chociażby rentgeny podczas fatality serwowanych przez Chińczyków), ale to nie było jeszcze tak nieznośne. Zaś bardziej siedzi jeszcze w późnych latach 90. (nostalgia bitches!). Sceny akcji nakręcone zacnie (mimo widocznego bluescreenu i wygumkowanych sznurków w końcowym pojedynku)..  Nawet gruby Murzyn robiący za comic reliefa, co pojawił się w późniejszych filmach Bartkowiaka w tej samej roli nie irytuje (głównie dlatego, że robi tu za złego i dostaje zasłużony wpiernicz od Jeta Li).


7/10

Też lubię ten film, ale wystarczy porównać ten pierwszoplanowy debiut Jeta Li w amerykańskiej produkcji, a debiut Jackiego Chana (Draka w Bronksie), żeby zrozumieć, iż mimo czynionych kiedyś porównań, nie ma czego porównywać. Do dzisiaj nie mogę skumać, czemu w poważnym filmie, za jaki kreował się RMD, zdecydowano się na tak paskudne zagranie jak te sznurki. I one nie były tylko w ostatniej scenie. Przypominam sobie jeszcze scenę grania w futbol amerykański w parku i jak go złapali w domu murzynki. On dosłownie latał w tych scenach. Do tego beznadziejna choreografia.

Jackie Chan był po prostu odważniejszym i bardziej kompletnym twórcą, który mocniej angażował się w wiele aspektów swoich produkcji. Tak naprawdę istniała tylko jedna wada. Żeby jego sceny walki wyglądały najlepiej jak się da, do ról aktorskich angażował kaskaderów, którzy zwyczajnie nie potrafili grać. Wyglądało to okropnie. Za to sceny walki, absolutny top:


Odpowiedz
Bullet Train


Nic specjalnego, niestety. Brakuje jakiejś fajniejszej choreografii, jak na film pt. biją się w superszybkim pociągu. Tanizna w CGI, dziwny ton (komediowy montaż, aktorskie szarże i aroganckie odzywki vs historia opowiadana na serio), ogólnie takie kino do zapomnienia, które równie dobrze mogłoby trafić od razu na Netfliksa.

Odpowiedz
Inglorious Bastards (1978) - nie ten od Tarantino

Głupi i kicz, ale z tego właśnie powodu bawiłem się przednio. Czuć, że ekipa miała fun na planie bawiąc się w Hollywood, jednocześnie wyśmiewając typowe dla niego patetyczne gadki. Zdecydowanie nie powinno się konwencji traktować z kijem w dupie. Tytułowi bohaterowie z piekieł, których pociski nie trafiają nawet we włos na głowie, porucznik będący tańszą i bardziej drewnianą wersja Steve'a McQueena, wąsacz kryjący pod mundurem istny magazyn, umięśniony murzyn, którego lepiej nie robić w chuja, zajebiste one-linery, nagie niemki strzelające z karabinów... Czego tam nie ma?

Nie dziwne, że Tarantino tak bardzo to pokochał. Aż żal, że ze swoich "Bastardów" wywalił ujęcie z Enzo G. Castellarim będące hołdem dla cameo z jego filmu. Ocena? Coś pomiędzy guillty pleasure, a naprawdę klawym samym w sobie akcyjniakiem. Niech zatem będzie szczere...

7/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,122 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,823 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,232 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,745 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,384 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,253 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,218 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości