Stały bywalec
Liczba postów: 18,479
Liczba wątków: 148
(25-09-2022, 17:28)Snappik napisał(a): Lou - kolejna netflixowa próba nakręcenia filmu o "female stronk", ale tutaj dla odmiany tak z 50% treści jest na luzie do obejrzenia i nawet klei się jako niezły akcyjniak. Może dlatego, że tytułowa bohaterka wpisuję się w schemat filmowych wykolejeńców z mroczną przeszłością i z odpowiednią prezencją - siwe, niezadbane włosy, pokrwawione od polowań paznokcie i stylówa totalnego outsidera dają radę + wysoko ceniona obecność przy sobie broni palnej. Alisson Janney wypada w tej roli wiarygodnie.
Od pewnego zwrotu akcji całość zalicza zjazd i nie wstaje aż do ostatniego ujęcia krzyczącego "może będzie sequel!". Wcześniej zdarzają się słabsze momenty, ale rozpływają się w strugach nieustannie padającego deszczu, budującego fajny klimat. Ostatni akt to natomiast zalatujący groteską teatrzyk, który podkopuje charakterystykę każdego z bohaterów.
Lou z chłodnej i zdystansowanej do świata postaci staje sie fajną, pomocną i ciepłą babcią
Logan Marshall Green z doświadczonego komandosa zmienia się w leszcza, aby zostać skopanym przez 2 kobiety
To film, który ma naprawdę fajne momenty i ogląda się fragmentami całkiem przyjemne. Niestety niektóre elementy tak wytrącają z rytmu, że można odnieść wrażenie jakby za film odpowiadały dwie różne osoby.
Alisson Janney super prezencja - w tym kapeluszu wygląda jak żeńska wersja Indiany Jonesa ;)
I ten spoiler kuriozum totalne. Najgorsze zakończenie jakie mogło być. Włącznie z wołaniem o sequel poczułem inspirację "Extraction". Tak jakby Netflix chciał wykorzystać ten sam motyw, ale w filmie z silną babeczką.
A sequel zapewne będzie tylko gorszy, bo nie będzie osadzony w takiej ładnej, deszczowo-mrocznej scenerii jak pierwsza część :)
5/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
30-09-2022, 09:10
.
Liczba postów: 27,564
Liczba wątków: 60
The Bridge on the River Kwai - To jeden z tych przypadków, gdy worek Oscarów jest w pełni zasłużony, monumentalne osiągnięcie kina. Oglądałem w UHD i co chwila zbierałem szczękę z podłogi jak ten film wygląda, bez przesady jedne z najpiękniejszych zdjęć jakie widziałem: te wszystkie ujęcia przyrody, dżungli, kamienistego dna rzeki są po prostu cudowne, nie mówiąc o konstrukcjach wznoszonych przez człowieka, to końcowe wysadzenie mostu z pociągiem robi większe wrażenie niż jakikolwiek komputerowy efekt. W ogóle mam wrażenie, że tak wyglądający film byłby dzisiaj właściwie nie do zrobienia, chyba, że ktoś miałby zbędne 250 mln$.
Piękna opowieść, realizacja najlepsza z możliwych, jedyne go czego można się przyczepić, to brak namacalności trudów obozu, no ale takie były czasy i tego to typu film, że nie polega na epatowaniu naturalizmem. Przyznaję mocne 9/10
30-09-2022, 09:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-09-2022, 09:25 przez simek.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
Geostorm z 2017r.
Film-bigos. Tutaj jest taki miszmasz gatunkowy że łociępanie: "Grawitacja + Pojutrze + 8 Części Prawdy + 2012 + coś jeszcze". Można się pogubić w ilościach zapożyczeń z gatunków lub konkretnych filmów.
W skrócie leci tak: Natura nas wykańcza więc cała ludzkość rączka w rączkę tworzą ogromną sieć satelitów dookoła ziemi, które to potrafią w stylu mumbo-jumbo wpływać na pogodę, niwelując burze, huragany, susze i powodzie. W pewnym momencie anomalia lub awaria sprawia, że satelity zaczynają niszczyć miasta i regiony w iście diabelski sposób. Gerard Buttler, twórca systemu satelitów o nazwie Holender, rusza na misję aby odkryć usterkę i uratować świat. Oczekiwałem jakiegoś gadanego kupsztala a otrzymałem napakowany akcją blockbuster który logikę miał na orbicie Saturna. I wcale nie było to tragiczne tylko okropnie i strasznie przekombinowane.
Koncept tych satelitów jest ciekawy. Pomijam całkowicie logikę czy wątek naukowy, bo to radosna twórczość, ale samo w sobie jest ciekawym i dość oryginalnym rozwiązaniem. Na tym polu film stara się dostarczyć czegoś świeżego. W między czasie można odkryć, czym naprawdę jest Holender i zaczyna się wątek główny, który bogaty jest w pościgi, intrygę, strzelaniny. W tle przejawia się aktywność Holendra, który robi np. burzę gradu, tsunami, smaży Moskwę i Hong Kong i ogólnie sprowadza katastrofy rozmiarów koszmarnych. Jeszcze w między czasie sporo akcji dzieje się na stacji kosmicznej. Jak już napisałem wyżej - jest tutaj bigos z wielu składników i niemal każdy stara się wybić w jakiejś scenie. Sceny generalnie to koszmarki CGI z małymi wyjątkami: stacja kosmiczna i w zasadzie większość zabaw na orbicie wygląda całkiem całkiem, za to twistery i inne takie w CGI to kaszanka. Za wyjątkiem ujęcia tsunami w Dubaju, większość efektów wali komputerem na kilometr.
Całkiem dobrze wypada obsada: są dwie ładne panie w osobach Alexandy Marii Lary (ta z Der Untertag) i Abbie Cornish (ta z Robokopa 2014) i nawet coś tam grają, ale z pierwszej babki zrobili taki stereotyp że witki opadają. Buttler gra to co zawsze - bez szału. Sturgess z kolei przeszarżował swoją rolę i jakoś mi nie odpowiadał. W dalszym planie jest Ed Harris i Andy Garcia.
Ogólnie całość wygląda jakby to pisał Emmerich na poważnie a ktoś wziął się zawziął i dołożył patenty z innych filmów, klejąc tego Frankensteina. Mimo głupot i bzdur i tak nie to jakimś cudem wciągnęło.
5/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
01-10-2022, 07:48
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Footloose (1984)
Gdyby trzeba było wskazać film, który najlepiej oddaje ducha ejtisów, to byłby to pewnie jeden z częściej wybieranych tytułów. Fabułka raczej kiepściawa, ale kogo to obchodzi! Szczególnie jak film ma ten świetny nostalgiczny klimat, zarąbisty soundtrack, wspaniałe umiejętności taneczne młodego Kevina Bekona czy nawet pojedynek traktorów w rytmie "I Need a Hero" (jak ja kocham tą piosenkę!). Aż się żałuje, że nie żyło się w tamtych mniej wypaczonych czasach.
Podoba mi się tak poza tym, że druga strona konfliktu, czyli pastor nie został uczyniony jakimś oczywistym villainem. Po prostu zwykły człowiek żyjący w błędzie i jednocześnie posiadający jakieś tam uzasadnienie stojące za motywacją (nawet jeśli nie do końca trzymające się kupy). W sumie poniekąd to było też potrzebne dzieło w tamtych czasach, miejąc świadomość, że jeszcze wtedy istniały takie wioski z klapkami na ślepiach.
7/10
01-10-2022, 10:56
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,863
Liczba wątków: 4
Skoro wspominasz o soundtracku, tytulowa piosenka, jeden z najgenialniejszych taneczno-popowych kawalkow w historii muzyki. Dla mnie perfekcja, nie wyobrazam sobie potancowy bez utworu Loginsa.
Przy okazji:
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
01-10-2022, 11:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-10-2022, 11:41 przez Bucho.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,454
Liczba wątków: 29
W tym roku zamiast corocznego maratonu w Halloween (w które też coś obczaję), ta sama formuła jak w grudniu - rozłożyłem ów maraton na cały miesiąc i w wszystkie dni oglądam jakiś horror - część jakichś nienadrobionych klasyków, jakieś nowości lub rzeczy do przypomnienia sobie i zweryfikowania na nowo oceny. Więc na pierwszy ogień:
Koszmar w Dunwich (1970) - adaptacja jednego z moich ulubionych opowiadań Lovecrafta. Trochę sceptycznie podchodziłem, bo od Wilbura nie bije nadnaturalność i da o sobie amerykańska pruderyjność (i niski budżet). Cóż, film korzysta z faktu zniesienia kodeksu Haysa i wiele jest odniesień do erotyzmu. Czy np. główna bohaterka czuje miętę do Wilbura, któremu daleko do bożyszcza. Reszta jak najbardziej zgodna z moimi przewidywaniami.
Fabuła w miarę wiernie podąża za literackim pierwowzorem, mimo iż Wilbur w tej wersji wygląda jak najbardziej normalnie i wygląda jak czyiś stary. Lecz brakuje tej surowości i aury tajemnicy. Sam początek przypomina prędzej Rodzinę Addamsów, a deliryczna sekwencja erotyczna wygląda jak ekipa z filmów o panie Kleksie kręcili scenę seksu z Dziecka Rosemary. Co uderza, kiepska gra aktorska - od dukających ról kobiecych, po niemrawego Stockwella czy kończąc na szarżującym starym Whateleyu. A i muzyka bardziej przypomina coś z opery mydlanej.
Technicznie znośnie, choć ograniczenia są widoczne. Bliźniaka Wilbura jest mało i pojawia się w całej okazałości na 10 sekund, a tak głównie to ujęcia POV i zabijanie przy pomocy psychodelicznych kolorów.
Koszmar w Dunwich zasługuje na lepszą ekranizację.
4/10
01-10-2022, 16:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-10-2022, 16:34 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
(01-10-2022, 16:34)OGPUEE napisał(a): scenę seksu z Dziecka Rosemary.
Moje koleżanki-feministki ze studenckiego rocznika mocno by Cię zyebały za mylenie seksu z gwałtem, tak jak naszego profesora Szyłaka, który na jednym wykładzie popełnił ten sam błąd mówiąc o tej samej scenie. Ja mieszać z szambem nie zamierzam, ale tak tylko ostrzegam, że inni są mniej litościwi ;)
01-10-2022, 16:47
Stały bywalec
Liczba postów: 12,454
Liczba wątków: 29
Oglądałem dawno. Moja pamięć ma prawo zacierać szczegóły :).
01-10-2022, 17:56
.
Liczba postów: 27,564
Liczba wątków: 60
Przecież gwałt też jest seksem.
01-10-2022, 18:10
Agent Putina
Liczba postów: 4,332
Liczba wątków: 21
"Violation is a synonym for intercourse." (Andrea Dworkin)
01-10-2022, 18:38
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
LOU z roku 2022, by Netflix
Kobieta o imieniu Lou żyje sobie na wypizdowie, jakiejś wysepce w zwartej społeczności i chyba każdy ją lubi. Najwyraźniej życia ma już dosyć bo postanawia sobie przewietrzyć głowę nabojem 7,62mm (to nie spoiler, tak się film dosłownie zaczyna). W międzyczasie poznajemy babke z córką, która u Lou wynajmuje kwadrat. Ktoś porywa córkę tej babki i obie wyruszają na "łowy".
Początek jest wykórwiście obiecujący, pierwsze kilkanaście minut jest rozrysowane elegancko, z umiarem i charakterem. Lou jawi się jako jakiś tajemniczy killer, który nie lubi mówić a raczej działać. Jeszcze do akcji w chatce jest spoko, ale od tego momentu forma zanika niczym poranna mgła. Scenariusz zaczyna mocno kuleć (od tej żółtej kurtki wtf), a jak już wchodzi twist to robi się źle. Bardzo źle.
Bardzo dobre zdjęcia. Nie ma tutaj szału, ale i montaż i zdjęcia przyczyniają się do klimatu, podobnie (momentami) muzyka. Strona techniczna do samego końca podrasowywuje tę historię która - im bliżej końca - popada w jakieś debilne rejony. Propsy za główną aktorkę, jej charakteryzacje i odegranie oschłej Lou (do pewnego momentu, bo scenariusz mnie okłamuje w durny sposób).
4/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
02-10-2022, 08:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-10-2022, 08:59 przez Debryk.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,330
Liczba wątków: 9
Spooktober zaczynam od Bodies bodies bodies (2022), czyli bandy bogatych gówniarzy na imprezie w wilii ojca jednego z nich: jest fajnie, chleją sobie, pluskają się w basenie, bawią się ogółem, a potem pada tekst "zagrajmy w mordercę!" i po drugiej rundzie gry trafiają na prawdziwego trupa. Kto zabił? Dlaczego? Jak? To wygląda jak przeniesienie Agaty Christie czy innego klasycznego murder mystery we współczesny świat z gromadą wkurwiających dzieciaków z pokolenia Z czy innej generacji tiktoka. Ogółem tragedii nie ma, a oglądania jak ekipa się coraz bardziej nakręca i wzajemnie oskarża jest w jakiś perwersyjny sposób przyjemne, choć daleko do zachwytów i ideałów, perfekcji. Gdyby wyciąć końcówkę (patrz spojler), byłoby dużo lepiej. 5/10, za stary chyba na takie rzeczy jestem.
Pierwszy trup, prawdziwy, to zwykły wypadek. Koleś chciał nagrać filmik na tiktoka czy gdzieś jak otwiera butelkę szampan maczetą, źle machnął, poderżnął sobie gardło. Tyle.
02-10-2022, 09:07
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
(01-10-2022, 18:10)simek napisał(a): Przecież gwałt też jest seksem.
Koleżankom pewnie chodzi o to, że seks jako słowo samo w sobie się kojarzy tak... pozytywnie ;) Za to gwałt wręcz przeciwnie i nadaje bardziej adekwatnego znaczenia do owej sceny. Chyba dlatego wymagają one by zwracać na to uwagę.
Cóż. Ja się w to specjalnie nie mieszam, bo nie mam takiego twardego zdania, tylko chciałem przedstawić sytuację z doświadczenia wobec identycznej pomyłeczki ;)
02-10-2022, 09:28
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-10-2022, 09:30 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,454
Liczba wątków: 29
(02-10-2022, 09:07)raven.second napisał(a): Spooktober zaczynam od
Widzę, że nie tylko ja wpadłem na całomiesięczne halloween i jest druga edycja drugokruczego Spooktoberu :). O wilkołaku mowa, gdyż za mną drugi horror o tytule...
The Vampire Bat - gdzieś w Austrii jakaś persona zabija ludzi, lokalni urzędnicy panikują, że to wampir. Oczywiście zawsze się znajdzie jakiś sceptyk uważający takie brednie za przesądy wieśniaków. Jak jest naprawdę? Film z lat 30. o wąpierzu, który nie jest Drakulą. I mimo tytułu fabuła jest dość zaskakująca i nieprzewidywalna. No, prawie bo można się domyśleć, że lokalny wariat mający niezdrową fascynację nietoperzami i krwią okaże się red herringiem, ale faktycznie można zaskoczyć niespodziewanym rozwiązaniem oddalającym od klasycznej gotyckiej powieści.
Ciekawostką jest fakt, że film ten zabawił się w efekciarstwo i na czarno-białej taśmie dorobiono ręcznie robione kolory (takie sztuczki były już zresztą już w kinie niemym), tutaj w scenie jak wieśniacy ganiają z kijami i pochodniami:
Lecz ogólnie to jednak ramotka i czegoś brakuje. Spokojnie zasługuje remake, bo jest potencjał.
6/10
PS. Wspomniany sceptyk namiętnie całuje się w laboratorium z Fay Wray, a jakaś fiolka wyskakuje z baniaka z hukiem - no to ówczesne dewotki miały ból dupy :).
02-10-2022, 14:18
Fhtagn
Liczba postów: 5,330
Liczba wątków: 9
Cytat: jest druga edycja drugokruczego Spooktoberu :)
Jest :) wczoraj oglądałem horror o gówniarskiej imprezie pełnej pomyłek, a teraz skończyłem The Night House (2022), w który, Rebecca Hall jest świeżo owdowiałą kobietą. Mąż wypłynął na jezioro i palnął sobie w łeb, zostawiając żonę - ta stopniowo zatraca się w depresji i żałobie, a nade wszystko odkrywa, że w telefonie męża była fotka jakiejś innej kobiety. Bałem się, że to będzie jakiś nudny snuj bez ładu i składu dotyczący rozpadającej się psychiki kobiety i NA SZCZĘŚCIE się myliłem. To nie jest żaden dramat udający horror, tylko najzwyklejszy horror z dramatem, zwyczajny straszak ubrany w bardzo eleganckie ciuszki dramy o depresji, żałobie i stracie! Gdyby tylko podkręcić bardziej motyw "dlaczego", "jak" i "po co" byłoby jeszcze lepiej, a tak jest tylko 7/10, bo klimacik jest, parę naprawdę dobrze zrealizowanych jump scarów też, a samo tło historii świetne:
Jak się bowiem okazało, żona nastolatką będąc miała wypadek i przez parę minut była martwa pod każdym możliwym względem, ale udało się przywrócić jej życie, ot taka techniczna pierdoła. Serce się zatrzymało, do mózgu nie docierała utleniona krew, płuca nie działały, bla bla bla. Lekarze swoje robili, przeżyła, to się liczy - ale śmierć czy coś takiego nie lubi takich akcji, więc upomina się o swoje :) z tego względu motyw męża próbującego ochraniać żonę przed "złem" pragnącym dokończyć dzieła kupuję w ciemno. Zwłaszcza, że mąż zaopatrzył się w odpowiednie książki i wiedzą z pogranicza supernatural occult i po prostu mordował kobiety podobne do żony w charakterze ofiar. Zbudował nawet drugi, bliźniaczy dom, by wszystko miało sens! To jest tak zajebisty motyw, że morda się cieszy! E: Spooktober, dzień trzeci. Antlers (2021), Oregon. Jakieś zadupie. Jesień. Ponuro, mglisto, deszczowo. W nieczynnej kopalni dochodzi do wypadku z udziału dwóch kucharzy metamfetaminy, jeden ginie, drugi zostaje ranny, sztos film, niesamowicie klimatyczny i ponury, a gdyby pocisnąć trochę mocniej byłoby jeszcze lepiej, toteż daję 8/10, bo to po prostu film o
wendigo i to bardzo dobry film o wendigo.
02-10-2022, 16:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-10-2022, 19:16 przez raven.second.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,454
Liczba wątków: 29
I za mną też trzeci film z miesięcznego maratonu:
The Bat Whispers - no, do trzech razy sztuka i w miarę przyzwoity film, któremu mogę dać wysoką notę. Roland West zremake'ował własny film The Bat (który również polecam) w wersji mówionej. Podobno tym się inspirowali twórcy Batmana i to widać. Co zadziwia praca kamery i zastosowanie trików, zwłaszcza na rok 1930. Trochę jednak fuckupów jest. Jak momentami zbyt duża rola pokojówki będącej większą trzęsidupą niż moja mamusia. I Głosik Dale - o rany, brzmiała jak babunia udająca Olive Oyl. Ale generalnie polecam to obejrzeć.
7/10
03-10-2022, 22:45
Fhtagn
Liczba postów: 5,330
Liczba wątków: 9
#4
Censor (2021): do połowy wspaniały film, od połowy fatalny. Historia o cenzorce dbającej o to, by co mocniejsze i brutalniejsze filmy nie ujrzały światła dziennego, czyli tzw. video nasties. Wygląda fenomenalnie, początek też jest taki, potem jednak wszystko się rozłazi. No cóż, źle nie jest, ale i nie jest też dobrze. 6/10, bo klimat jest tu naprawdę gęsty, a gdyby skupić się bardziej na kasetach wideo, horrorach i tym, jak to wpływa na ludzi, byłoby tylko lepiej... bo tak szczerze to w dupie miałem całe śledztwo głównej bohaterki :)
04-10-2022, 19:32
Stały bywalec
Liczba postów: 12,454
Liczba wątków: 29
Moontrap - pora na coś nowszego i kolorowego. Chekov ze Star Treka i Bruce Cambpell kontra starożytne kosmiczne roboty firmy Acme. Z początku się bałem, że trailery kłamią, bo na początku jest kibordowa muzyka będąca jakąś wariacją nt. Star Treka i sporo luzu. Robi się konkretniej, gdy zjawia wrak tajemniczego promu kosmicznego. A już świetnie się robi, gdy akcja przenosi całkiem na Księżyc i pewny jestem, że wiele dzieciaków ze strachu siusiała w majtki podczas seansu z vhs-u. Efekty specjalne przyzwoite, choć czasem matte-painting jest widoczne, a niektóre efekty są jak z Kiepskich. No i aktorstwo jest tu bardzo słabe. Ale całość nadrabia klimatem i kadrami wzmaganymi przez chłodny niebieski filtr, gdy sceny dzieją się na Księżycu: 8/10
04-10-2022, 20:48
Fhtagn
Liczba postów: 5,330
Liczba wątków: 9
Spooktober #5:
Werewolves within (2021). Zadupie w górach, burza śnieżna, pojawiają się trupy ze śladami zębów i pazurów. Pani listonosz (urocza aż do przesady babka, patrz gif) i dopiero co zatrudniony leśniczy badają sprawę. Gdyby potraktować temat poważnie, byłoby wspaniale, ale jako, że to nieco komediowe podejście, to jest "tylko" dobrze. Krew jest, przemoc też, a wszystko na tle zimowego, mroźnego krajobrazu.
Fajny lekki horrorek, ale ma dwie wady. Pierwsza to charakteryzacja wilkołaka, doceniam strój, futerko, maskę i tak dalej, ale wygląda to po prostu brzydko, nie ma startu do kudłaczy z np. Dog Soldiers, ale nie jest też tak tragicznie jak w przypadku pierwszej części Ginger Snaps. Na całe szczęście wilkołak jest widoczny w pełnej krasie tylko w finale, a tak to przemyka poza kadrem i morduje. Drugą wadą jest właśnie ten rozstrzał między humorem a grozą: nie jest to w pełni komedia, nie jest to w pełni horror, tylko niezbyt udany miks obu. Ogląda się jednak dobrze, nie nudzi, a w pewnym momencie całość skręca w rejony zgadywania kto jest mordercą i czy w ogóle jest tutaj wilkołak. 7/10.
05-10-2022, 16:11
Stały bywalec
Liczba postów: 12,454
Liczba wątków: 29
Widzę, że w tym roku u ciebie same świeżynki, bo najwcześniej to 2020. Ja zaś nadal jadę z starociami.
Cube - mam wrażenie, że dzisiaj Murzyn nie zostałby obsadzony w roli najbardziej antypatycznego osobnika (ale za to najrozsądniejszego), który nie zawaha się zdzielić wkurwiającego, ale empatycznego babsztyla :). Cóż, klimat robi swoje, szczególnie w drugiej połowie. Pomaga też, nie wiadomo czym jest tytułowy sześcian. Aktorstwo momentami przejaskrawione, ale chyba było to celowe i mówiąc szczerze każdy by się tak zachowywał. I parę razy scenariusz mnie zaskoczył. Technicznie też dobrze, a CGI chociaż widoczne, to wytrąca z seansu, bo jego jest bardzo mało i zjawia się króciutko.
8/10
05-10-2022, 21:41
|