Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Dziś rocznica wyboru Papieża-Polaka będącego wielkim ciosem dla komunistów (co prawda ten cios w praktyce okazał się lekkim klapnięciem, bo komuchy wciąż miały i mają się dobrze, a polski katolicyzm zraził do siebie wielu, czego mamy plew), więc jak uczcić ten triumf kościoła? Ano filmem krytykującym kościół. I to 16. tytułem mego halloweenowego maratonu.

Nie torturuj kaczuszki - Lucio Fulci. Ten też debiutuje u mnie w tym roku. Po potworach spopularyzowanych przez Universal Pictures w latach 30. ubiegłego wieku coś bliższego rzeczywistości.

Początek już nastraja - cisza jedynie wzmagana śpiewem jakiegoś dzieciaka na słonecznej autostradzie i podejrzana megiera wykopuje szkieletu dziecka - fuuu….
Choć po tym jest sekwencja przypominająca perypetie z jakiegoś sitcomu o rozwiązłych Januszach i Grażynach, a potem jacyś Hyzio, Dyzio i Zyzio je podglądają. I Zyzio na zlecenie matki zanosi soczek gołej lafiryndzie.

Trochę to takie włoskie W11, bo lwia część to karabinierzy prowadzący śledztwo w sprawie zabijania dzieci. Scen z wiodącą parą jest dosyć mało, zwłaszcza że oni mają robić za głównych bohaterów. Ale to też dobry zabieg ze względu na charakter scenariusza. Ten oferuje wiele zwrotów akcji. Sądzi człowiek, że będzie miał do czynienia z czymś nadnaturalnym. Potem Barbara Bouchet gra niezłą harpię ujawniającą ciągoty do małych dzieci. Naprawę czułem się niekomfortowo i myślałem w duchu "w sumie kobieta-pedofil to też rzadkość w kinie". Ale jak mnie nauczył Ptak o kryształowym upierzeniu prawdziwa tożsamość mordercy w giallo to najmniej spodziewana osoba. I podobnie jest u Fulciego.

Odczuwa się klimat (bardzo) syfnego miasteczka, na pozór normalnego. Policja wprost mówi, że pierwszy podejrzany nie mógł zabić chłopaka, a lokalna wiedźma to tylko lokalne plotki, nawet jak przyznaje się do morderstwa (zaś czarownicy są akceptowani, jeśli służą Bogu). Nawet ksiądz to spoko ziomek i nie gwałci dzieci. Jednak w powietrzu wisi nieuchronne, a mieszkańcy do pewnych kwestii też zachowują się fanatycznie. Sceny gore dość zdawkowe, podobnie muzyka, ale gdy się pojawiają... no panie! Muzyka dość ostra i wzmagająca klimat grozy, a produkcja nie żałuje czerwonej farby i widoku roztrzaskiwanej do kości głowy.

Podejrzewam, że reżyser dopiero co się rozkręca, ale jestem na "tak" odnośnie reszty twórczości.

8/10

Odpowiedz
Cytat:Lucio Fulci.
Hotel siedmiu bram i Zombi pożeracze mięsa polecam. Fenomenalne filmy, a muzyczka z tego drugiego... <3

Odpowiedz
Dzięki za polecajki. Choć grafik na październik jest zapełniony, to dzięki za polecajki i pewnością je obczaję (Zombiaki prędzej czy później chcę zaliczyć).

(15-10-2022, 21:27)Lashly napisał(a): Frankenstein Meets the Wolf-Man (1943) - Początek crossoverów, protoplasta dzielonych universów. Jeden z czterech takich filmów i chyba najlepszy.
W tym uniwersum miał być jeszcze Wolfman vs. Dracula, kręcony w technicolorze:
https://cinemassacre.com/wolfman-vs-dracula-unreleased-episode-20/

Odpowiedz
https://www.tapatalk.com/groups/monsterkidclassichorrorforum/magic-image-scripts-from-the-crypt-alternate-histo-t77399-s20.html
Według ekspertów to prawdziwy skrypt choć pewnie daleki był od produkcji. Najbardziej żal tego War Eagles od Willisa O'Briena. Amerykański gotyk jest na pewno wyjątkowy, ale niestety rozwinął się na trupie filmów fantasy z animacją poklatkową ponieważ ze względu na kryzys studia wolały inwestować w tanie projekty. Było tyle planów na całą serię a niewiele co z tego powstało King Kong wyprzedzał swoją epokę o 20 lat. Konkretnie 20 lat, 3 miesiące i 12 dni.

Teraz zmieniam zupełnie klimat i oglądam klasyki lat 50 i dalej. Część oglądałem wcześniej jak The Blob. Niestety chociaż to praktycznie kapsuła czasu i chyba nie sposób znaleźć filmu, który bardziej by odpowiadał wyobrażeniem o tej dekadzie to sporo w nim marnowania czasu. Jednak najlepsze zachodnie monster movies z lat 50. to Them! czyli Aliens Camerona w wersji retro.
Teraz oglądam jakiś syf od Cormana a nastepnie Abominable Dr. Phibes, bo jest to jeden z nielicznych klasyków z Vincentem Pricem, które do tej pory omijałem a jego to można oglądać w czymkolwiek. Mało jest aktorów, którzy tak podnoszą wartość wszystkiego w czym się znajdują samą swoją obecnością.

Odpowiedz
Te recenzje horrorów to byście dali do... Horrorów.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Jak tematy są, to dajemy, jak nie, to wrzucamy tu, do krótkiej piłki, bo to głównie minirecenzje :) w przyszłym roku może założę odpowiedni temat, w stylu "spooktober 2023" czy coś na taki miesięczny maraton.

Odpowiedz
(24-08-2022, 23:23)Krismeister napisał(a): O wiele lepiej te tematykę przedstawił niedawno obejrzany przeze mnie "Boogie Nights".

Boogie Nights to kompletnie inny film, który tak naprawdę pokazuje zupełnie co innego (inne czasy, inna perspektywa), trudno więc mowić, że lepiej przedstawia tematykę, natomiast na pewno jest lepszym filmem (choć "Pleasure" w sumie nie było złe).

Odpowiedz
Wczoraj:
Trench 11, 2017: końcówka pierwszej wojny, brytyjski wywiad wpadł na trop niemieckiego bunkra innego niż wszystkie, wysyła ekipę by sprawdziła o co chodzi, czyli typowe niemieckie eksperymenty i dzielni alianci próbujący powstrzymać zło. Takie sobie, ale raz, że całkiem klaustrofobiczne to jest, a dwa dość sporo namacalnego gore jest. To jednak trochę mało, więc tylko. 4/10
Dziś:
Ouija, origin of evil, 2016: córka oszustki udającej medium okazuje się prawdziwym medium i... ależ to było dobre! Gdyby nie obrzydliwe cgi w paru ujęciach i nudne, bezsensowne motywy oklepane po wielokroć, byłoby dużo lepiej. Wygląda to i brzmi wspaniale, stylizacja jest niemal absolutna, ciuchy, fryzury, wnętrza (są nawet charakterystyczne znaczki w prawym górnym rogu!) cieszą zmysły, a jakieś 3/4 filmu to b. dobra, nastrojowa robota z rosnącym napięciem, które niestety wykłada się przez niezliczone klisze (jak ściąganie kołdry w nocy, czy rozdziawiona morda, albo nagłe i niekontrolowane ruchy czy widniejące na granicy pola widzenia postaci, by rzec o kilku) i smętną końcówkę, zrobioną chyba tylko po to by pasować do pierwszego filmu. 7/10, wymaga parę poprawek, ale jako film z nawiedzonym gówniarzem sprawdza się :)

Odpowiedz
Wczoraj Stephen King i jego Creepshow, dzisiaj Edgar Allan Poe i jego: 
 

Maska Czerwonego Moru (1964) - zachciało mi się zerknąć na jedną z adaptacji Poego od Rogera Cormana, zważywszy na zaskakująco pochlebne opinie. To padło na ów tytuł. Jestem mile zaskoczony przyzwoitym wyglądem. Jak na robiony po taniości film (bo to Corman) to naprawdę dobrze wygląda począwszy od kostiumów z epoki (niech Mental ogląda, bo to film dziejący się w średniowieczu, gdzie noszą bardzo kolorowe ciuszki) po scenografię. Oczywiście można domyśleć niektórych trików - np. jak kolo w czerwonym habicie zmienia kolor róży, to wiadomo, że kamera dostała czerwony filtr, ale efekt przekonywujący ponieważ owa róża była na czerwonym tle. Karły zaś ewidentnie są dubbingowane.

Jak tak jak oglądałem z początku dziwiłem się, że Polska nie sprowadziła tego filmu do kin (jak to zrobiła np. z Krukiem tego samego pana), bo temat nośny w komunie - zdemoralizowani bogacze palący wieśniaków, gore mało, na podst. uznanych klasyków... Dobra, sporo jest o Bogu i bad guye są satanistami, ale podejrzewam że nawet kacykowie też nie przepadali za takimi osobnikami. Potem oglądałem film i jak Juliana zostaje zadziobana przez orła. No, juchy od cholery i trochę. I potem jak w finale wszyscy są pokryci czerwoną posoką - no... musiało to robić wrażenie / wzbudzać obrzydzenie. Serio, nie spodziewałem tyle krwi w filmie z tamtego okresu.

Vincent Price znakomity jako okrutny władca zabijający dla własnego rozbawienia. Ale potrzebna jest równowaga we wszechświecie. I aktorka grająca Francescę... O jeny, ale drewno. Jeszcze mówi swe kwestie z takim tonem jękliwej nastolatki. Podobnie jak jej gach urwany rodem z bajki o Jasiu i łodydze fasoli, który zaskakująco ma mało do roboty w finale.

Scenariusz zawiera trafnych spostrzeżeń. Że Bóg niekoniecznie musi być sprawiedliwy, a także że często nie masz wpływu na wielkie rzeczy. 

7,5/10

Odpowiedz
The Seventh Victim (1943). Skromniutki, bo trwający troszkę ponad godzinę film o siostrzanej miłości i sekcie, będący czymś w rodzaju kryminału noir zmieszane z okultystycznym horrorem. Jest tu wszystko, co powinno być w takim filmie: tajemnicze zaginięcie, śledztwo, prywatny detektyw, nagła śmierć, niewypowiedziane groźby, sekciarskie tło, narastająca paranoja, widmo śmierci... ale czegoś zabrakło. Nic wielkiego, we wprawniejszych rękach pewnie byłoby tu arcydzieło, a tak jest tylko dobrze. 7/10.

Odpowiedz
Jak to bywało w Halloween zawsze musiał być ten jeden gniot/komediowiec oglądany przede wszystkim dla beki z kumplami. Więc 19. tytułem mego maratonu jest:

TerrorVision - normalnie podaję polski tytuł, ale ten jest tak kiepski i generyczny, jak tylko się da. Potwór z kosmosu - toż tytuł pasujący do pierwszego lepszego shlocka z lat 50., a nie ejtisowa komedia o mutantach z innego wymiaru przechodzących przez sygnał ziemskiego telewizora polujące na różne archetypy z ejtisów - chłopiec będący fanem horrorów, jego zdzirowata siostra myśląca tylko o MTV i imprezach, jej bad-boyowy chłopak rockers, matka będąca fanatyczką aerobiku, zwariowany dziadek-wymiatacz (który uważa, że MTV to spisek mający na celu ogłupienie ludzkości, ale horrory i monster-movies są pouczające i szkolą do survivalu) czy sexy gospodyni horrorów w stylu Vampiry.

No właśnie, ci co mówią że to film "tak zły, że aż dobry" nie wiem czym oglądali. Nikt z twórców nie tworzył tego z myślą że to będzie kolejny The Thing. Ewidentnie to miała być durna komedia wyśmiewająca ówczesne tropy w amerykańskim kinie sf. Siostra bardziej wygląda jak spoof ejtisowej mody, nie mówiąc o jej chłopaku (w ogóle wszyscy mają dezaprobatę na jego widok łącznie z małoletnim bratem). I nie wiem czy w latach 80. to było cos faktycznie, ale dom głównych bohaterów jest pełen jakiejś erotycznej sztuki, a rodzice bawią się w swinging :D. I mam nieodparte wrażenie, że Jerry Orbach tworząc głos Płomyka do Pięknej i Bestii inspirował się jednym z owych swingersów - nie ma bata :).

Poziom efektów specjalnych różny - pierwsze ujęcie na planetę (już nie, hehe) Pluton to oczywisty zestaw modelowy czyjegoś dziecka, a zewnętrze domu Puttermanów to oczywiste studio, a i ktoś nie przyłożył się do charakteryzacji kosmity, bo brak łączeń z lateksem. Ale mięchowaty potwór już wykonany jest przyzwoicie.

Gdyby usunąć nawiązania do swingersów, wyedytować te zbereźne dzieła sztuki (z dzisiejszym CGI to możliwe) i co bardziej drastyczniejsze momenty, to można puszczać bez obaw w niedzielę na Polsacie w pasmie familijnym :). Problem byłby z zakończeniem - serio, nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy.

8/10

Na deser piosenka tytułowa:

Odpowiedz
Jak jestem fanem takiego kinowego śmietnika, tak ten tytuł nawet rozpatrywany w tej kategorii jest zwyczajnie chujowy. Gdzie mu do takiego Blood Diner.

Odpowiedz
The Poughkeepsie Tapes - kolega z pracy polecił ten film. A, że dokument (nawet fałszywy) to niecodzienność w kinie grozy, i chciałem być różnorodny w tym miesiącu, to oglądam. Pochwalę twórców za pomysł i umiejętne sprzedanie iluzji dokumentu o faktycznym seryjniaku z upodobaniem do snuff movie. Wygląd, wypowiedzi ekspertów i świadków, styl - spokojnie dałoby się nabrać. O właśnie, gra aktorska była świetna.

W jednym aspekcie technicznym ilustracja pryska - tematem są kasety VHS, na których killer uwiecznił swe zbrodnie i sporo tych scen pokazują – jest to format 16:9 jak reszta filmu. Naprawdę mogli dać format 4:3. No i czasami zdradza się, że to materiał przerobiony w adobie na VHS, bo czasem obraz jest zbytnio ostry. I sceny mordów zbyt długie i częste, szczególnie że widz się przyzwyczaja. Aczkolwiek kilka scen jest creepiastych - zwłaszcza jak morderca porwał kobietę na "policjanta" czy jest ujęcie na związaną ofiarę, a morderca kroczy na czworaka w podwójnej masce jak jakiś stwór.

Spokojnie można przeznaczyć prawie półtorej godziny.

7/10

Odpowiedz
Cat People (1942). Początkowo miałem wątpliwości, czy oglądam właściwy film, bo wszystko nosiło znamiona zwykłej obyczajówki i romansu, ale im dalej, tym było lepiej - karty były stopniowo odkrywane, jak to się ładnie mówi, wątki zyskiwały drugie dno i głębię, a atmosfera gęstniała coraz bardziej i bardziej. Kotki i inne zwierzęta bardzo fajne, nawet jump scare się pojawił i wziął mnie z zaskoczenia, chyba pierwszy w historii kina tak bezpośrednio zaserwowany, bo nie przypominam sobie czegoś podobnego w innych filmach z tych czasów czy dawniejszych:
:)
W ogóle obie panie, Irena i Alice, są przecudowne i mógłbym patrzeć na nie godzinami: nie są to jednak typowe pannice, których role ograniczają się bycia obiektem uczuć, czy malowniczego krzyku i omdlewania w ramionach mężczyzn, o nie. I jedna, i druga mają tutaj naprawdę pole do popisu, chociaż siłą rzeczy to Irena wygrywa, bo jest główną bohaterką. Nieśmiała, cichutka szara myszka zafiksowana na punkcie historii swego kraju, wioski i legendy, jaka się z tym wiąże - przepięknie jest ukazane jak zmienia się z myszki w kocicę właśnie, wściekłą i gotową rzucić się do gardła. Sztos horror. 8/10.

Odpowiedz
Moim ulubionym filmem Val Lewtona jest The Body Snatcher z 1945. Fenomenalna sceneria. Edynburg lata 30. XIX wieku, mgła, mrok, puby oraz Boris Karloff (i Lugosi w małej rólce). Luźno zainspirowany sprawą Burke'a i Hare'a, wykopujących zwłoki a potem zabijających ludzi by dostarczyć świeżych zwłok doktorowi Knoxowi. Czysta, klasyczna, gotycka makabra.

Odpowiedz
[Obrazek: MV5BYmUwYWI5YzQtOGQ1ZC00OGY4LWFmNzEtZTc3...@._V1_.jpg]

Barbarian Queen (1985)


Wspaniały film. Daję 3/10. Za cycki.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Tagline mocarny :)

Odpowiedz
Odrażający Dr Phibes - tym razem cuś z filmografii Vincenta Price’a (Maska Czerwonego Moru to przede wszystkim Corman i Poe - nie liczy się!). Kolejny po I Was a Teenage Werewolf obraz spooktoberu, z którym wcześniej zapoznały Horrendalne Horrory. I dziś dowiedziałem się przypadkiem, że okazała się to też produkcja Amicus Productions, która w latach 70. natłukła sporo horrorów, głównie antologicznych. Więc tym samym dałem im zarzuconą szansę.

Początek w dechę - tytułowy bohater ubrany jak Ponury Żwiniarz wyłania się wśród fikuśnych organów, potem odpala animatroniczne figury, co zwykle są na świątecznych festynach, a potem po wzmożeniu tej psychodeli pojawia się jakaś Królowa Śniegu. Wszystko bez słów. Ogólnie pierwsze 10 minut bierze do serca zasadę show don’t tell. I sporo tu cichych momentów związanych z Phibesem. 

Złoczyńca też niejednoznaczny. Gościu morduje każdą z ofiar inspirując się egipskimi plagami (chociaż nie kojarzę, by Mojżesz zesłał najbardziej uroczo wyglądające nietoperze do wysysania krwi), jednak nie robi tego bezzasadnie i można zrozumieć jego motywację. Też zaskakująco, że choć ma tytuł doktora, to doktorat ma z muzyki i teologii, a nie chemii czy fizyki jak to w zwyczaju mają filmowi źli doktorzy. Oczywiście Vincent Price jak zawsze się wywiązał i poradził aktorsko, gdyż jego postać w scenariusza ma jeden wyraz twarzy. W ogóle sporo podobieństw widzę do innej roli Price'a House of Wax - też tam złoczyńca wzbudza sympatię, mial paskudny wypadek i w ostatniej scenie widać jego prawdziwą twarz. I finał z z synem Vesaliusa musiał być inspiracją dla Jamesa Wana przy Pile.

Film opisano jako czarną komedię, ale nie wiem co tam było komediowego. Jedyny taki humorystyczny motyw, to jak Terry-Thomas ogląda gorącą laskę i trzęsie się jak Benny Hill. I może jak przełożony policji tam rozbija się za ekranem i jak transportują kolesia przebitym jednorożcem. No i sporo tu dłużyzn. I widać, że charakeryzacja to charakteryzacja.

7/10

Odpowiedz
VHS'99 (2022) to chyba najgorszy film tegorocznego maratonu. Ze wszystkich opowiastek tylko jedna naprawdę przypadła mi do gustu i wydaje się w pełni wykorzystywać potencjał kaset wideo, kamer oraz epoki - reszta to albo totalna głupota robiona jak najtańszym kosztem, albo bzdurka, która ma kilka fajnych elementów.
3/10 to i tak za dużo.

Odpowiedz
Widziałem tylko poprzednią i tam każda historyjka była dobra.
Slyszalem, że to najlepsza część więc innych nie oglądałem.


(21-10-2022, 08:49)simek napisał(a): Tagline mocarny :)


Plakat i tagline są lepsze od filmu.
Bo ten wygląda jak jakiś bieda, półamatorski kobiecy Conan.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,953 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,785 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,194 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,344 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,689 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,152 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości