Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Sequel "Młodych" to "Substytut".
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Biorąc pod uwagę najnowsze horrory Smile podobał mi się mniej więcej tak samo jak Pearl i znacznie bardziej od przecenianego Barbarian. Jest w tym gronie równowcześnie najbardziej konwencjonalny, co pewnie rozczaruje kilku purystów gatunku. Reżyser korzysta bowiem ze sprawdzonych metod straszenia (długie jazdy kamerą obejmujące ciemne zakamarki oraz okazjonalne dżampskery plus niepokojąca muzyka [wyjąkowo udana ścieżka dźwiękowa]), natomiast czyni to sprawnie; widać wzorowanie się na najlepszych skutkujące dobrze odrobioną pracą domową. Fabularnie jest dość sztampowo - ot, kolejna historyjka o swoistej klątwie, niezaskakująca chyba w żadnym momencie. Zgrabnie za to sprzężono horror z traumą i rzeczone tematyczne zazębienie się tematów przewodnich stanowi chyba główny atut. Jasne, po Hereditary, Babadooku i dziesiątkach podobnych produkcji motyw cierpienia psychicznego może zdawać się nieco wyświechtany, niemniej Smile ze swoim solidnym skryptem, dobrą realizacją i świetną młodą Baconówną plasuje się zdecydowanie w górnej połówce horrorów XXI wieku.

Odpowiedz
Prime Cut, 1972
Dość mocno komiksowy w duchu gangsterski film akcji. Lee Marvin jako dobry gangster i Gene Hackman jako do szpiku kości zły gangster. Istnieje możliwość, że zauważycie któregoś z tych aktorów o ile na ekranie nie będzie akurat 22-letniej Sissy Spacek. Sweet baby Jesus!
Spacek dała się potem poniekąd zaszufladkować w rolach szarych myszek, tym większym objawieniem jest jej obecność tutaj. Grana przez nią Poppy emanuje nieco lolitkowatym świeżym erotyzmem, a świńtuch reżyser wie co robi pakując ją w serię strojów od półprzezroczystej sukni wieczorowej po mundurek uczennicy. A wprowadza ją na ekran w ogóle bez stroju. Tytuł filmu ewidentnie odnosi się do niej, bo to zaiste nieziemska porcja cielę(dalej następuje seria głęboko seksistowskich i uprzedmiotawiających kobiety porównań i metafor które w trosce o wrażliwość przeciętnego forumowicza oraz dobre imię forum zostaną pominięte - Ministerstwo Miłości KMF)
Ogólnie zupełnie sympatyczny seans, któremu w normalnych okolicznościach dałbym jakieś 7/10. No ale

Odpowiedz
Tommy (1975)

Ponad 100-minutowy teledysk The Who autorstwa Kena Russella. Każdemu nie da się tego polecić i zdecydowanie trzeba być fanem tamtej muzyki, by to docenić. Rock-opera bez trzymanki i absolutna potęga postmodernistycznego kiczu.

Wiadomo, 75% wielkości filmu należy do muzyki Ktosiów. Trochę szkoda, że nie są tak dobrze zapamiętywani jak trzej inni przedstawiciele "brytyjskiej inwazji" - Beatelsi, Stonesi czy Bee Gees. Ken Russell to była idealna osoba, by przeniosła ich muzykę na taśmę filmową. Gość potrafił zawrzeć to szaleństwo w kadrze jak mało kto. Atrakcją są epizody, bo okazję do pośpiewania dostają na moment Eric Clapton, Tina Turner czy Elton John. Cholera, nawet Nicholson zalicza bezprecedensowy moment w karierze (nigdy żem nie podejrzewał go o jakiś talent wokalny). Łyżką dziegciu w tym chórze jest Oliver Reed, który ze śpiewem nie powinien mieć nigdy nic wspólnego, choć to jeszcze nie poziom Russella Crowe jako Javerta.

8/10

Fun Fact: George Lucas mógł to kręcić, jeśli wierzyć ciekawostkom. Bezskutecznie próbuję sobie wyobrazić jakby to wtedy wyglądało xD

Odpowiedz
Disenchanted (2022)

Kontynuacja "Enchanted"  z Amy Adams.

Nie widziałem pierwszej części, obejrzałem to kompletnie przypadkiem. I... Kurczę, bardzo dobre :) To jest "współczesna baśń" z jednej strony totalnie na disnejowskich kliszach i schematach.. a nawet używająca zapożyczeń.. a z drugiej bardzo fajnie bawiąca konwencją.

Wszystko ciągnie Amy Adams która.. jest fenomenalna a nawet wzbudziła we mnie myśl że pod pewnym względem się solidnie marnuje bo powinni ją często obsadzać jako


Mój ulubiony moment to chyba brawurowy wspólny song villainów na temat kto jest większym villainem :p

Acha, gdy piosenkę zaczyna śpiewać Idina Menzel słuchanie jej w dubbingu powinno być ścigane i karane więzieniem.



To je ten song :)



Ode mnie 8/10

Odpowiedz
The Menu (2022)

Miałem olać ten film w kinach, ale skoro krytycy i widzowie za oceanem zgodnie się spuszczają nad tym i już rozpoczęli kampanię oscarową na Twitterze to uznałem, że może wypadałoby jednak rzucić okiem. No ja się niestety tym daniem nie najadłem (*kulinarny suchar odhaczony*). Fajne pomysły i okraszone czarnym humorem. Problem w tym, że zlepione są w pozostawiającą do życzenia całość.

Nieprzewidywalność, którą tak w recenzjach zachwalają działa tylko przez pewną część filmu. Niestety im dalej, tym lepiej potrafiłem przewidzieć jaki z danej sceny wyniknie zaraz twist. Bohaterowie to klisze, które widywałem przedtem w wielu innych satyrach - krytyczka niszcząca kariery, egocentryczny gwiazdor filmowy etc. Żaden z tych gości nie jest konkretnie rozwinięty i po prostu są podstawieni by przyjmować od scenarzystów ciosy wymierzone w VIPowstwo. Na Anyę Taylor-Joy zawsze miło popatrzeć, ale nie da się ukryć, że służy tu po prostu za zastępstwo Emmy Stone. Ewidentnie rolę pisali pod rudą dziewczynę z "La La Landu" i nawet gołym okiem widać od kogo Anya miała podpatrzone aktorskie tipsy. Największa zaleta (nie licząc oczywiście tych wszystkich dań) - Ralph Fiennes. Lata mijają, a on nadal tylko udowadnia, że z niego prawdziwy aktorski szef kuchni.

6/10

Odpowiedz
Smerfy: Poszukiwanie zaginionej wioski - no! Satysfakcjonujące przeprosiny po live action smerfuanie (choć nie było to trudne). Piękne kolory, animacja zbliżona do stylu Peyo, od razu wtajemniczają w lore Smerfów, większe korzystanie z różnorodności Smerfów (mimo, że na pierwszym planie jest tylko czwórka Smerfów, a reszta służy do żartów), ZERO przenoszenia do czasów współczesności i problemów rodzinnych Neila Patricka Harrisa, a jedyny "nowoczesny" element to biedronkosmartfon. I tu na pierwszym planie jest kryzys tożsamości Smerfetki jako tworu Gargamela też niebo a ziema w porównaniu… ekhm aktorską dwójką…

Jak film sam w sobie? Peyo nie musi się przewracać w grobie, z szacunkiem podeszli do jego kreacji. Przez moment nawet Papa Smerf pokazuje swój choleryczny charakter jak w komiksach. Co prawda nieco ugrzecznione, bo prezenty Zgrywusa nie są wypełnione materiałem wybuchowym. A głównym wątkiem jest, że Smerfetka szuka swego charakteru i natrafia na matriarchalną wioskę Smerfów nieznającą płci męskiej (Gdyby robił to Peyo to Osiłek, Ważniak i Ciamajda pewnie zmuszeni byliby robić za byki rozpłodowe ;)). Aż dziwne, że z Gargamela nie zrobiono księdza, a jego zamku kościoła :).

A trochę mamy momentów łamania czwartej ściany, co nie wiem czy pasuje do Smerfów. Sporo jest oklepanych motywów typowych dla animowanego kina familijnego, a fabułą to równie dobrze mógł nadawać się na odcinek serialu od HB czy album komiksowy. Smerfki dość nudne i te same same (sic!). A na dodatek średniowieczno-fantasy stylistyka gryzie się tu mocno z nowoczesną klubową muzyką. I jak to bywa pojawia fejkowa śmierć, ale była niecodzienna i interesowało mnie jak z tym wybrną.

Z czym ja mam problem to polski dubbing - dość kiepska gra aktorska, a głosy niedopasowane. Choć to pewnie przyzwyczajenie się do polskiej wersji serialu z wieloma charakterystycznymi głosami (Gajda jako Ważniak czy Olesiński jako Osiłek). Stuhr młody jako Gargamel wypadł najlepiej, no i dobrze, że to był 2010s, bo  wcześniej tłumacze nie omieszkaliby nawsadzać żenujących nawiązań do obecnej władzy.

Jakbym bym dzieckiem, na pewno film bym pokochał. Dorosły raczej nie, ale spokojnie bym zarekomendował. Seans jqak najbardziej udany.

7/10


Marley i ja - film idealnie odzwierciedla jak wygląda posiadanie psa - wszystko pogryzione, ganianie za innymi czworonogami, pilnowanie jedzenia przed żarłokiem, który wiecznie drze ryja (a w dodatku drze go, gdy niemowlę już usnęło), a także mocne pocenie się oczu, gdy weterynarz posyła psinkę najkochańszą do nieba. A tak to standardowa obyczajówka, choć sympatyczna.

7/10

Odpowiedz
Dla mnie te "Smerfy" to takie letnie, bez wyrazu filmidło, totalnie po mnie spłynęło. Film w ogóle nie jest w stylu tych Smerfów, które znam z dobranocki (jak się ma do komiksów, to nie wiem, bo nie znam). Większość humoru na przykład to w ogóle nie jest w tym klimacie. No ale nie widziałem (i nie zamierzam oglądać) tych aktorskich, więc pewnie tego porównania mi brakuje, żeby docenić tę mdłą "Zaginioną wioskę".

Odpowiedz
Weekend of a Champion (1972)

Polański odwiedził kiedyś Jackiego Stewarta biorącego udział w Grand Prix i skręcił dokument o tym. Bardziej się w tym odnajdą fani Formuły 1, jak filmów Romka. Demon prędkości zachowany, ale warto rzucić też okiem dla pokazu wiedzy Stewarta na temat zasad śmigania po torze. Najlepiej wypadają te ujęcia z kamery przymocowanej do bolidu i przed wielkim ekranem pewnie trzymałbym się twardo fotela. Po 40 latach dodali epilog z Polańskim i Stewartem podsumowującymi minione dekady w świecie sportów wyścigowych, co dodaje wartości. Taka tam ciekawostka z życiorysów obydwu Panów.

6/10

Odpowiedz
Filadelfia - kultowa piosenka Springsteena i już na wstępie klimat 200%. Czuć tu, że wszystko szczere w tym główny wątek ukazany z , gdzie dobrze uchwycono grozę AIDS zobrazowaną przez stopniowy rozkład Becketta - pojedyncze plamki, potem niezdrowa skóra i postarzenie się o 20 lat. Normalnie jak Goldblum w Musze. Czasy, kiedy oscar-baity były robione dobrze (zwłaszcza dotyczące dyskryminacji wszelakich mniejszości), a nie według utartego klucza. Np. to czarny jest tym saviorem broniącym białego dyskryminowanego. A potem wychodzi, że ów czarny jest homofobem i sam nie wie co myśleć o AIDS. A strona firmy (mająca mecenaskę) też ma dobre argumenty, np. wytyka, że dyskryminacja kolorowych/AIDS jest wyolbrzymiona, skoro mogą mieć awans. Wielkie role Washingtona i Hanksa, zwłaszcza tego drugiego. 
10/10

Kult (1973) - remake z Cage'em kojarzę i nawet widziałem. Oryginał planowałem ujrzeć i najprawdopodobniej byłby to następny spooktober, ale że była emisja na TVP Kultura, to plany się zrewidowały. Niebo a ziemia, jeśli chodzi o porównania z nową wersją. Zdecydowanie od początku robi klimat. Szczególnie muzyka. Praktycznie sprawia, że to nie horror - bardziej jak pełnometrażowy skecz (Ale kłamliwa plansza na początku filmu :D). I to taki surrealistyczny jak końcowy korowód prowadzony przez Christophera Lee w cosplayu Cher z jej lat z Sonnym Bonno. Albo oglądasz, oglądasz - a tu nagle film zmienia się w teledysk z udziałem gołej baby. W ogóle sporo scen wygląda jak z filmu muzycznego. Faktycznie horrorowo/mrocznie się robi, gdy pojawia się tytułowy Wicker Man. Podejrzewam, że tak progresy będą patrzeć za sto lat na chrześcijańskie praktyki :).
9/10

Człowiek, który spadł na Ziemię - sądząc po tytule i Bowiem w roli głównej, sądziłem że będzie o Ziggym Starduście. Jednak nie. To inny kosmita. Znowu brytyjski film surrealistyczny, i to na fulla. Praktycznie jak ze snu. Głównie to jak kosmita podróżuje po Ameryce z jakąś aktorzącą dziołchą, a potem zostaje traktowany jak gwiazda rocka w złotej klatce. Sądzi człowiek, że skoro planeta, z której pochodzi kosmita jest dokładnie ta sama (też mają telewizję i radio), to rudy Bowie to docelowy wygląd. Ale potem pojawia się w swej faktycznie creepy odsłonie. Sporo momentów niemych na potrzeby kadrów żujących scenografię/scenerię. Człowiek nawet nie wie co powiedzieć. Przynajmniej ja.
8/10

Diabolik (2020) - dowiaduję się, że na Cinemax leci nowa wersja, więc zobaczę. Pierwszej ekranizacji od Mario Bavy nie widziałem. Robi to Rai, czyli włoski odpowiednik TVP i do kin wypuszcza adaptację komiksu o włamywaczu w kostiumie rodem BDSM. A my najwyżej jakieś smutasy o wojnach ojczyźnianych i od biedy coś weselszego o discopolowcach. Trochę wrażenie mam, że to pierwotnie miał być serial, bo dość długi i fabuła dość epizodowa.  Dosyć poważny - nie ma zbędnego śmieszkowania, jest odrobina krwi i papierosów. I dzieje się to w latach 60., robi to naturalnie i nimi nie szczuje. Także policja jest nieco bardziej kompetentna i jest w stanie schwytać Diabolika. Pierwsza połowa trochu nudnawa, ale potem się robi się konkretniej. Tytułowy bohater dość magnetyzujący. Realizacyjnie nie wygląda to źle. Wykorzystano sprytnie użycie alfabetu Morse'a w języku filmowym. Potem też korzysta z komiksowych paneli niczym Ang Lee w Hulku. Tylko czemu to ma takie mdłe kolory? W prawdziwych latach 60. to taki Bava czy później Argento potrafili nakręcić bijące tęczą filmy i to bez wielkiego budżetu i wsparcia telewizji publicznej i banków (jednym z producentów był tu Crédit Agricole). Jak ktoś chce rzucić okiem na film komiksowy, a rzyga MCU (i DCEU) to może skierować oczy na Stary Świat.
7/10

Odpowiedz
The Good Nurse - film twórcy świetnego Polowania z Mikkelsenem, tym razem opowiada o słynnym pielęgniarzu-seryjniaku Charlim Cullenie. Miałem wysokie oczekiwania, bo historia - nawet na kartach Wikipedii - jest jak z jakiegoś koszmaru. Gość pracując na nocnych zmianach w szpitalu wstrzykiwał do worków z solą fizjologiczną różne specyfiki czym powodował śmierć pacjentów nad ranem. Kreatywne, nie powiem ;) Film przyjmuje postać thrillera połączonego z dramatem i to samo w sobie nie jest złe, ale problematyczny jest tu cały wątek Cullena, który jest po prostu poprowadzony jak w C-klasowym serialu sensacyjnym. Motyw śledztwa 2 policjantów to już w ogóle trąci biedą. Jedyną postacią, która ma jakiś background, to ta grana przez Chastain ale i tu dla odmiany jest letnio. Niby lekarz ostrzega ją o potencjalnym zawale w ciągu kilku miesięcy, a tu mija prawie rok i... kobieta sobie spokojnie biega sprintem po schodach kilka pięter, radzi sobie na luzie w stresowych sytuacjach. Generalnie choroba mam wrażenie to się uwstecznia w efektach, zamiast budować napięcie i niepewność.

Co na plus? Pierwsza scena nakręcona na jednym, do tego statycznym ujęciu (ale za to jak!) oraz Redmayne, który wygląda czasami jak stara lesbijka, ale to jego jedna z lepszych ról - gra stonowanie, w punkt i nie irytuje.

5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Lody na patyku (1, 2 i 3) – Podobno to były przeboje ery VHS, ale ja nigdy nie miałem z tym do czynienia. Teraz mogę stwierdzić jedynie, że to straszne ramotki przedstawiające miłosny i erotyczny świat młodzieży (izraelskiej) w sposób siermiężny i prymitywny, a festiwal końskich zalotów i prostackich amorów przeważnie wprawiał mnie w zażenowanie. Swoistym fenomenem jest tu zwłaszcza postać jednego z trzech kumpli, Johnny'ego, psa na baby i samozwańczego Casanovy, tłuściocha, który najczęściej i najchętniej z wszystkich zrzuca ciuchy i próbuje ruchać wszystko, co ma cipę. Na swój sposób szanuję jego odwagę i bezpruderyjność, choć podziwianie jego „wdzięków” nie jest przyjemne. Mimo wszystko ogląda się to z lekkim rozbawieniem i sympatią, zdarzają się rzeczy śmieszne, zwłaszcza w trochę bardziej dopracowanej dwójce, dlatego daję jej ocenę 6, a jedynce i trójce po 5.

Odpowiedz
Lodów jest chyba z 9 czy 10 części. Jeden zrobili po latach.


Smile (2022)
Horror, który był ponoć jakimś hitem za Oceanem.
No cóż, ma kilka fajnych momentów (choć to głównie "jump scary") ale ogólnie jest to totalna sztampa, momentami wyglądająca jak zżynka z "Ring", "Grudge" czy... "Koszmaru z ulicy Wiązów. Bezczelnie pożyczyli też najbardziej charakterystyczną scenę z przeciętniaka "Coś za mną chodzi".
Niczego nowego i oryginalnego tu nie znajdziecie.

4/10 chyba
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
The Villainess (2017). Koreański miks Nikity i Johna Wicka (i innych filmów). Kaskaderka i akcja na najwyższym poziomie, może trochę przegięta, czy przesadzona, ale cieszy oko i naprawdę nie nudzi - co innego reszta. Niezbyt angażująca fabuła, kiepskie aktorstwo i po prostu nudne wątki męczą. Obejrzeć można, jeśli ktoś chce jakiegoś egzotycznego akcyjniaka.
6/10

Odpowiedz
Sceny akcji w Villainess są tak genialnie nakręcone i zrealizowane, że jestem w stanie wybaczyć, że to milionowa kopia Nikity oraz melodramatyzm jaki pojawia się w filmie. Tak mi się sceny akcji i mordobicia podobały, że każdy nowy film akcji z Azji jaki oglądam, to porównuję sceny akcji i mordobić z tymi z Villainess i żaden nowy film akcji z Azji nie dorównuje Pani Zło w tym elemencie. W Villainess doszli do ściany, co najlepiej pokazał nowy film reżysera Villainess, czyli Carter (jest na Netflixie), który jest jednym z najgorszych mordobić/filmów akcji jakie widziałem w ostatnich latach.

Reżyser chciał przeskoczyć wysoko zawieszoną poprzeczkę w Pani Zło w swoim drugim filmie, w Carterze, a upadł i się mocno potłukł. Dostałem w Carterze wszystko to co chciałem po azjatyckim kinie akcji, czyli pretekstowa fabuła, najważniejsze są mordobicia i sceny akcji, przesadzone choreografie, akcja akcje akcją pogania, ale nie potrafiłem podziwiać kaskaderki, mordobić i przegiętych scen akcji, bo kamera w Carterze trzęsie się cały czas.

Kamera lata więcej razy jak w Ambulansie Michaela Baya i Bourne’ach Greengrassa. Carter jest tak przebajerowany i tak źle pokazane są sceny akcji, że film mnie zmęczył. Byłem wypoczęty a zacząłem ziewać oraz przysypiać po godzinie (film trwa ponad 120 minut). Pierwszy raz mnie zmęczył film, w którym non stop jest akcja, przez to jak jest słabo nakręcona, a trzęsąca kamera wybijała mnie z seansu. A nawet gdy przez parę minut jest spokojna scena to kamerzysta i tak szaleje, bo dostałem w spokojnych scenach albo zbliżenie, albo oddalenie, albo spowolnienie, więc opadłem na seansie z sił jak przeciwnicy Cartera.

Odpowiedz
W obronie życia (1991)

Kojarzy mi się ten film z wieczorami na Zone Europa i rocznym pobytem u dziadków między przeprowadzkami. Takie tam lekkie niedzielne kino, które mimo klawego pomysłu nie chce być niczym więcej. Trochę żałuję, bo sam koncept brzmi fenomenalnie - facet umiera i zamiast do nieba trafia do jakiegoś czyśćca na wzór metropolii i w procesie na wzór rozprawy sądowej ma udowodnić, że opanował lęki w minionym życiu, bo inaczej czeka gościa kolejna reinkarnacja. Scenarzysta pokroju Charliego Kauffmana wycisnąłby z tego wszystko co się da, choć wciąż nie brakuje kilku niezłych pomysłów (uśmiałem się przy scenie w Pawilonie Minionych Żyć).

Albert Brooks chyba czuje się jak ryba w wodzie w rolach takich życiowych przegrywów. Aż świerzbi mnie co kierowało Refnem, gdy powierzał mu rolę nie dającego się robić w chuja gangstera w Drive. Fajnie się ogląda Meryl Streep jeszcze za czasów, gdy z każdego występu nie robiła szopki pod kolejne Oscary. Końcówka tandetna i przeckliwiona jak tylko się da, mimo że sensownie rozwiązuje problem.

6/10

Odpowiedz
Cyd (1961) - POTĘŻNY. FILM. Dekoracje i plenery, powalające ilości statystów. Dziś można kręcić nosem na brownface, ale przynajmniej twórcy zadali trud, żeby pomalowane samoopalaczem białasy wyglądały jak faktyczni mieszkańcy Bliskiego Wschodu. Charlton Heston jak zawsze wybitny, ale reszta też mocna. Niejednoznaczny król, demoniczny Ben Yusuf, szlachetny i wdzięczny Al-Mu'tamin. Człowiek sądzi że, Sophia Loren będzie wierną kochanicą służącą za wzdychający plot device. A okazuje się m.in., że
Wciąż to film z czasów, gdy to muzułmanie mogli być tymi złymi. Jednocześnie też nie demonizuje islamu, a Cyd jako chrześcijanin każe oszczędzić emirów, mówiąc że ich egzekucja spowoduje muzułmańską zemstę na niewinnych. Banałem będzie napisanie, że takich filmów się nie kręci.

9/10


Cena strachu (1953) - co te Francuzy w gry nie grali? Mario to ten grubawy wąsaty, a Luigi to ten wysoki - nie na odwrót ;). pierwsza 1/3 dość ospała, bardziej w stylu egzystencjalnego dramatu. Potem faktyczna sekwencja z przewozem nitrogliceryny jest konkretna i pokazująca, że najmniejsza pomyłka lub zawahanie może mieć fatalne konsekwencje. I pokazuje, że śmierć może przyjść niespodziewanie. Czwórka kierowców mocno zarysowana; . najciekawszy jest tu Jo będący byłym gangsterem i cwaniaczkiem, który potem ma mokro w gaciach i nawet się powoli zaprzyjaźnia z Mariem i dziwi mu się, że
7/10

Odpowiedz
Troll (2022) - norweska odpowiedź na monsterverse od reżysera ostatniego "Tomb Raidera" czy "Cold Prey". Przyzwoity film, który jedzie totalnie na schematach dla monster movies ale robi to bardzo sprawnie, przez co nie nudzi i fajnie się to wszystko ogląda. Jasne, nie jest to nic nadzwyczajnego, ale przynajmniej bohaterowie nie wkurwiają jak w wielu podobnych produkcjach (chociaż schemat znany z naszego serialu o powodzi choćby - dupeczka najmądrzejsza ale nikt jej nie słucha) a efekty specjalne są zaskakująco niezłe. Powiedziałbym nawet, że to dobry film, ale niestety wiele różnych scen to kopia/wariacja/plagiat innych znanych filmów od czasu "Godzilli" Emmericha (ten filmik jest kopiowany chyba najczęściej) po wszystkie ostatnie wysokobudżetowe mm - jedna scena akcji to prawie dosłowna kalka ujęcie w ujęcie walki Konga ze śmigłowcami w "Skull Island", ale rzecz jasna jest tego tutaj o wiele więcej. Za ten ogólny brak oryginalności (bo trolle już mieliśmy w "Troll Hunter" też) mimo wszystko ocenka w dół.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Lady Chatterley Lover (2022) - nowa wersja słynnego książkowego ero-romu, przemielonego przez kino i telewizję, nawet w formie erotyków z Silvą Kristel i spin-offami. Tu dla odmiany - bo fabuła została praktycznie nietknięta - jest coś takiego jak gra aktorska, bo duet O'Donnel-Corrin ma bardzo dobrą chemię. Na tym opiera się zresztą większość zalet tego filmu, bo też nie jest to specjalnie drogi, dopieszczony wizualnie (zielono-niebieski filtr jest lekko irytujący) z jakąś dynamiczną akcją. Corrin, którą do tej pory kojarzyłem tylko z The Crown dała z siebie całkiem sporo i jest fajnym zaskoczeniem. 
Co do kategorii wiekowej, to jest tu trochę bobrów, ale też mocnych scen seksu (bez epatowania - poza jedną sceną w deszczu - penisami i waginami). Historia rozkręca się powoli i tak naprawdę też nieco się dłuży, a zakończenie jest mocno takie sobie (chyba brakowało już pary na lepsze zakończenie wątku). Nie mniej film jest zrobiony na poważnie i - o dziwo - pozbawione większości dzisiejszych elementów diversity. W porównaniu do takich Bridgertonów jest to wręcz "powiew klasyki" bez nowoczesnych i woke'owych naleciałości. 

7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Nietolerancja - spodziewałem się o wiele więcej, a tutaj rozczarowanie. Gdyby nie rozbuchane fragmenty z Babilonu, to zostanie zupełnie przeciętny film o którym nikt po latach by nie pamiętał. No może jeszcze montaż, tempo filmu robi wrażenie, zwłaszcza pod koniec gdy historie się ze sobą przeplatają, ale niestety tylko formą, bo treściowo to jest naciągane straszliwie. Jakby kogo interesowało, to polecam zobaczyć same fragmenty z Babilonu, bo przy nich rzeczywiście można z podziwem pokiwać głową nad skalą przedsięwzięcia, ale cała reszta do zapomnienia. 6/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,979 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,200 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,346 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,736 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,157 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości