Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(12-12-2022, 16:12)simek napisał(a): Znowu mam wrażenie, jakbyś przeczytał co drugie zdanie i postanowił się przyczepić tego pierwszego, nie czytając drugiego.

No ja przeczytałem całą reckę. Pytanie czy Ty zrozumiałeś to, co napisałeś. :) Niemniej tak, w co drugim zdaniu widać sito dzisiejszych czasów względem filmu - jak sam to ująłeś - z innej epoki, co jest w ogóle dziwną praktyką, bo albo się ogląda film albo nie, a nie myśli o tym, że "dziś by to nie przeszło" albo że "obecnie to stereotyp" (już pomijam kwiatki typu "Coś, co obecnie byłoby odebrane jako odcinanie kuponów przez Nicholsona dało mu wtedy Oscara" w momencie, w którym Jack jest nieobecny w kinie od ponad dekady, a sam film był właściwie jednym z jego ostatnich w karierze, co już w momencie premiery było odczuwalne - coś jak Naiwniak w przypadku Newmana, czyli obaj potem jeszcze pograli ładnych parę lat, ale te role były praktycznie zwieńczeniem kariery oraz konkretnego image'u). Film się nie może zestarzeć pod tymi względami, więc jeśli coś w nim nie działa, to znaczy, że nie działało od początku - o czym w tym wypadku trudno napisać jednoznacznie, bo gdyby tak było, to nie dostałby tych wszystkich nagród.

Cytat:Skoro widziałeś dawno i niewiele pamiętasz, to cóż mogę powiedzieć - wpadnij do tematu jeśli kiedyś zrobisz powtórkę

Napisałem, że nie pamiętam detali, ale cały film pamiętam jak najbardziej, bo widziałem go kilka razy. W przeciwieństwie do połowy tutejszego forum nie potrzebuję cyklicznego oglądania poszczególnych filmów, żeby pamiętać ich fabułę :) Co nie zmienia faktu, że chętnie go sobie odświeżę jak będzie okazja.
Poza tym mógłbyś wydzielić już temat, bo przestał być krótką piłką :)

Cytat:a moja opinia to jakiś rewizjonizm spod znaku political correctness.

Shieeeeet, nigga, było nie sięgać po narzędza PC przy pisaniu tekstu :) Poza tym nadinterpretujesz moje słowa, które, żeby było śmieszniej, w pierwszym poście rzuciłem ogółem do towarzystwa, a nie tylko do Ciebie (bo nie tylko Ty pisałeś, że się zestarzał, więc jest cienki).
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(12-12-2022, 17:22)simek napisał(a):
(12-12-2022, 17:10)Debryk napisał(a): jego przeciwwagą jest kelnereczka, która go uwielbia: bo tak!
Nie "bo tak", tylko "bo kasa na leczenie synka" ;)

Ja właśnie Czułych słówek nie miałem okazji nigdy obejrzeć, ale tak patrząc, że to ten sam reżyser i scenarzysta plus Nicholson tam również dostał Oscara, to można podejrzewać, że Lepiej być nie może to taki duchowy bieda-sequel Czułych słówek. Czuję, że taka postać jak Melvin w lepszym wydaniu, w lepszym filmie może działać i Nicholson jak najbardziej zasługiwać na statuetkę.


Zeby bylo smieszniej to Czule slowka mialy swoj prawdziwy bieda-sequel, w tym samym roku co Lepiej byc nie moze:


Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Fall (2022) to z jednej strony dwie skrajne idiotki, a z drugiej naprawdę trzymający w napięciu film. Jak pisałem, nie mam lęku wysokości, ale kilka razy dłonie mi się spociły, a serce zabiło mocniej. Fajna rzecz, 7/10 jak nic.

Cytat:Co mi się (głównie) nie podobało to twist na końcu
Tak.

Odpowiedz
Mnie denerwował ich spokój na tak małej przestrzeni ;)
W sensie: mnie by denerwował, w połączeniu z wysokością ale to były profesjonalistki więc kupuję to

Co do finału-twistu - nie do końca o to chodzi - (choć mogliby coś takiego wykombinować i też na to liczyłem)
jak pisałem, jest żywcem zerżnięty z podobnego filmu, sprzed kilku lat, ale pewnie nie widziałeś bo nasuwa się od razu.

Tak czy inaczej fajnie, że się podobał. Ja obejrzałem, zachęcony, po recce Snappika. Niech tak idzie dalej. Bo warto.

Swoją drogą: w kinie ten film oglądałoby się znacznie lepiej.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Akademia Dobra i Zła (2022).



To jest ponoć ekranizacja jakiejś książki. I..

Hm..

To jest bajka. Dla dzieci. To nie "Percy Jackson" czy "Wednesday" bardziej dla nastolatków, czy "Cindirella" albo  "Disenchanted" raczej dla dorosłych.

Tutaj zdecydowanie trafi najlepiej do tych co z bajek jeszcze nie wyrośli a przynajmniej niezupełnie. I to jest naprawdę fajna, mądra bajka o przyjaźni, ludzkiej naturze, jak to jest z tym prawdziwym dobrem i złem.. a jak z bajkowym. A, no i z silną postacią kobiecą of course którą naprawdę można polubić i która może być wzorem. Bo postacie przyjaciółek nie są bynajmniej równorzędne.

Z ciekawostek, można tu zobaczyć trochę "nazwisk" jako nauczycieli z czego widać że Charlize Theron i Laurence Fishburne bawili się kapitalnie :p

Do pewnego momentu musiałem się przemęczyć i cały czas truli - "dobro", zło", "dobro", "zło'"...


Ale później wszystko się ładnie zazębiło.

No i daję 7,5/10 ;)

Odpowiedz
(10-07-2021, 08:48)Kryst_007 napisał(a): Stacja arktyczna Zebra (1968, reż. John Sturges)

Ciekawy przypadek ten film. Tyle jest w nim pozornie fajnych dla mnie rzeczy - ujęcia podwodne, poniosła muzyka Michela Legranda, scenografia łodzi podwodnej, klimaty Zimnej Wojny... a i tak się nudziłem. Nie wiem czego mi tu konkretnie brakowało. Może jakiegoś bardziej angażującego scenariusza lub bardziej charyzmatycznych bohaterów. Ciężko mi to ustalić.

Realizacyjnie to przez większość czasu sprawne rzemiosło, choć i tak są momenty, które trącą dzisiaj myszką na kilometr. Głównie w drugiej połowie rozgrywającej się na powierzchni, czyli styropianowym Biegunie Północnym. Intryga na papierze brzmi całkiem całkiem, ale finalnie przedstawiona jakoś tak bez tego trzymania za jaja. Średnio tu pomaga nawet przyzwoita obsada - Rock Hudson niestety bardziej tu nijaki, jak charyzmatyczny. Nawet jeden z moich ulubionych aktorów tamtej ery, Ernest Borgnine to jako Rusek casting co najmniej dziwaczny. W paru scenach słychać było zresztą jak gubi ten swój "akcent". Z filmów Sturgesa to zdecydowanke bardziej wolę "Siedmiu wspaniałych", "Wielką ucieczkę" (aż sobie powtórzę chętnie) czy "Czarny dzień w Black Rock". Temu to zabrakło po prostu jakiegoś mięsa. Podobno książka dużo lepsza i film trochę partaczy wątki z niej.

5/10

W sumie to cytuję całość bo się zgadzam ze wszystkim.

Zabierałem się długo (nomen sromen) i... szkoda czasu. Bo ten film jest właśnie niebywale długi, przez 3/4 niewiele się dzieje a na końcu dostajemy kapiszon. Historyjka, która niby jest bardzo ważna ale nie czuć tego, nie pomaga tu, właśnie kiepawy finał.
Zdjęcia podwodne, czy raczej "podwodne" są ładne. Polarne niestety walą tak studiem, że ciężko brać to serio.

4/10 bo nie jest to jakiś gniot, tylko film starej daty.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
The Professionals (1966)

Miły western, jednak początek zwiastował coś bardziej kupującego uwagę widza. Fajna ta czołówka, w której po kolei i na szybko poznajemy tytułowych zawodowców. Niestety z czasem wychodzi na to, że to film Lee Marvina i Burta Lancastera - ten pierwszy robi swoje, ten drugi czaruje jako poczciwy kobieciarz (ciężko uwierzyć, że to Lancaster jest tym 10 lat starszym w obsadzie), z kolei Robert Ryan i Woody Strode robią tu bardziej za ich posiłki, którym nie poświęca się za wiele czasu. Do pewnego momentu ogląda się z zainteresowaniem, jednak kiedy Marvinowi i spółce udaje się odbić małżonkę z rąk meksykańskiej hordy to film się rozłazi. Nie brak mocno obojętnych momentów, a przebieg historii staje się łatwy do przewidzenia. 

Warto jednak szczególnie dla tych pięknych skalistych krajobrazów. Przy najwyższej jakości muszą robić kolosalne wrażenie. Chwalę też zwrot akcji odnośnie pozornie oczywistego villaina tej historii, choć opaleni Jack Palance i Claudia Cardinale jako Meksykanie to dzisiaj już mocno śmieszny miscast.

6/10

Odpowiedz
Ja wiem, czy taki śmieszny. Weszłem na Google Grafika i nie widzę nic kuriozalnego jak np. Mickey Rooney w Śniadaniu u Tiffany'ego. Zresztą Jack Palance ma to samo co Alfred Molina i Roma Maffia - rysy twarzy pozwalają mu grać różne etniczności, że nie budzi to dyskomfortu.


Wichry namiętności - dobra, Alan Menken przy tworzeniu soundtracku do Pocahontas musiał inspirować tym filmem. Główny motyw brzmi podejrzanie jak Kolorowy świat. Po tytule bardziej spodziewałem się romansidła w epoce - w sumie to dostałem, ale akcja dzieje się w Ameryce do czasów Wielkiej Wojny do okresu prohibicji i bardziej to gritty Domek na prerii (nie widziałem jak co). Choć nieco tu sentymentalizmu, to znajdzie się nieco horroru jak sekwencja z frontem wojennym czy niespodziewanych w tego typu kinie twistów jak 
Ogromne role Pitta i Hopkinsa. 

7/10

Odpowiedz
Hopkins oczywiście wyborny, ale jak dla mnie ten film kradnie Pittowi Aidan Quinn. Poza tym Alfred to najlepiej napisana postać.

Odpowiedz
Wszyscy w tym filmie są topowi. To w ogóle wyjątkowy obraz - melodramat dla facetów. Chyba jedyny przedstawiciel tego super niszowego gatunku :D
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
(19-12-2022, 19:50)OGPUEE napisał(a): Po tytule bardziej spodziewałem się romansidła w epoce

Polski tytuł jest totalnie harlequinowy. Przez to miałem ciężko namówić brata, żeby obejrzał.

Odpowiedz
I Wanna Dance with Somebody

Z racji tego, że lubię muzyczne biografie to zdecydowałem się wybrać do kina również na tę, tym bardziej, że dla mnie Whitney Houston była zagadkową postacią i sama historia była dla mnie o tyle zaskakująca, że ja ją zawsze miałem za jakąś dobrze prowadzącą się gwiazdę. Fanem nigdy nie byłem, kilka hitów z radia się oczywiście znało, ale o żadnym głębszym poznawaniu dyskografii czy tym bardziej życiorysu mowy nie było. A tu się okazuje, że była ćpunka, alkoholiczka, która zjebała sobie używkami głos.

Generalnie jest to filmowa laurka, która pomimo tego, że porusza trudne kwestie z życia Whitney, to nigdy nie przekracza w jakimś większym stopniu granicy. Reżyserka Kasi Lemmons ani na moment nie chce dać nam zapomnieć, ze to film ku czci wielkiej artystki, a nie próba jej rozliczenia. Nie wiem jak będzie z prawdziwymi fanami, ale na mnie w jakimś stopniu działał ten film i ciężko się patrzyło na jej upadek. Naomi Ackie w roli tytułowej jest poprawna - i chociaż śpiewa sporadycznie, to wczuwa się na tyle dobrze w rolę, że w ogóle nie odczuwa się, że to nie ona. No, ale nie dziwie się twórcom, że zdecydowali się na taki zabieg. Zresztą sekwencje muzyczne najlepsze. Nawiązanie do kariery filmowej też było.

Ackie gorsza niż Butler i Egerton, ale lepsza niż Malek :)

6/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
też będę oglądać niebawem bo Whitney to samograj dosłownie. Ona była postacią tragiczną ale w tym złym sensie, bo jak porzuciła kościół i wlazła na scenę to jej odj3bało na maksa, a do tego doszły alko i dragi w ilościach hurtowych. Dziwne, że tego nie wiedziałeś bo przecież od czasu "Bodyguard" jej kariera była na równi pochyłej w dół, aż ją światek biznesu wywalił za burtę. Powrót do RNB zaliczyła udany jednym singlem, ale ćpała w trakcie nagrań. Zresztą, duet piosenki z Marysią Carey to wybitny dowód na dno Houston, bo nawet na planie była naćpana. Jak odeszła na boczny tor i powróciła przed płytą z My Love is Your Love to jej wielki come back rozgłaszało MTV< które z tej okazji zrobił live wywiad. A tam Houstonka naćpana tak, że nie kontaktowała. I to był jej koniec na amen. Potem się zaćpała w hotelu. Co ciekawe, jej córka zrobiła takiego samego samobója. Także ogólnie ona i jej kariera to powinien być solidny dramat z momentami
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
To małżeństwo z Bobbym Brownem też jej raczej do niczego potrzebne nie było, tak przynajmniej można wywnioskować z filmu. Poważniejszy zjazd zaczął się właśnie od momentu, kiedy się z nią hajtnął, chociaż jak pada w filmie "ćpałam zanim cię poznałam".

A sam film jest jeszcze bezpieczniejszy niż "Bohemians Rhapsody" - teraz jak sobie tak myślę, że to chyba są może ze dwie sceny, jak Whitney pije alko, a ćpanu na ekranie nie ma mowy. No i scena śmierci
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Ten film obiecałem sobie omijać szerokim łukiem ze względu na gościa podpisującego się pod scenariuszem. Anthony McCarten to akurat IMO ścisła czołówka najgorszych scenarzystów w Holly. On nie pisze filmów, tylko rozpracowuje plany zdobycia Oscara. Obstawiam, że i ten film nie ma innego celu. W przeciwnym razie zjadłbym własne adidasy.

Odpowiedz
(23-12-2022, 19:32)Pelivaron napisał(a): chociaż śpiewa sporadycznie, to wczuwa się na tyle dobrze w rolę, że w ogóle nie odczuwa się, że to nie ona. No, ale nie dziwie się twórcom, że zdecydowali się na taki zabieg. Zresztą sekwencje muzyczne najlepsze.

Podobny zabieg był w What's Love Got to Do with It, gdzie wykorzystano prawdziwy wokal Tiny Turner.

Co do Whitney, to jej ćpuńska kariera (i fatalne małżeństwo z Brownem, który też nie szczędził w żyłę. Co też kosztowało utratę roli Powerline'a w Goofy na wakacjach) była mi znana. I z tej perspektywy to zdjęcie bardzo źle się zestarzało:
[Obrazek: ead8323c5bd395d6eb125af9e1a675b37df827d3.jpg]

Odpowiedz
(23-12-2022, 19:32)Pelivaron napisał(a): Ackie gorsza niż Butler i Egerton, ale lepsza niż Malek :)

6/10


Co niektórzy mają do tego Malka? Konkrety.
Bo jako wieloletni fan Queen uważam, że wypadł bardzo dobrze.
Szczególnie ciekawi mnie w kontekście Butlera, w którym w ogóle nie widać Elvisa.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Samuraj i kowboje - Charles Bronson i Toshiro Mifune wspólnie wyruszają, by skopać bandę rzezimieszków pod wodzą Alaina Delona. Działa tu mocno kontrast między dzikim zachodem USA a facetami w sukienkami cyt. postać Bronsona, z racji tego że w latach 60./70. takie ekstremalne diversity robiło wrażenie, zwłaszcza że Daleki Wschód wciąż stanowił niewiadomą dla Zachodu (i Bloku Wschodniego). Stąd też romatyczne stereotypy - Japoniec jest stoicki i honorowy, a także wykazuje znajomość kilku japońskich słów. Bronson cudownie nieczuły kulturowo, co chwila mając bekę z japońskich zwyczajów. Ogólnie się nie szczypie - nikt z kowbojów nie jest stuprocentowo dobry, Indianie (tu Komancze) ukazani jako okrutni i dzicy, a kobiety służą tylko do bycia popychadłami i krowami rozpłodowymi dla głównych bohaterów. Co też jest ciekawostką dla mnie to zawarto obecność Indian, którzy w spaghetti westernie praktycznie nie byli obecni (przynajmniej w tych co ja widziałem).

7/10

PS. Praktycznie to (poważny) protoplasta Kowboja/rycerzy z kowboju. Speaking of devil...


Kowboj z Szanghaju - tu filmowcy prawdopodobnie lepiej odwzorowali odległe kultury i ich zderzanie - koprodukcją zajmował się Hong Kong. Ale mam wrażenie - powtórzmy razem ten frazes "dziś by już nie powstał/Odys by rozszarpał na strzępy". Jackie Chan ratuje Tygrysią Lilię przed krwiożerczymi Indianami. I potem pojawiają dobrzy Indianie, którzy mają bekę z Jackiego i jego wystroju ("dlaczego nosi sukienkę?") i wódz czyni go zięciem bez jego wiedzy i zgody :). Potem biali osadnicy biorą Jackiego za Żyda, bo takiego dziwnego Indianina nie widzieli. Jest dobra chemia między Wilsonem i Chanem. Najlepiej wypada ten kontrast między Wschodem a Zachodem i wynikający z tego humor. Generalnie dość sympatyczne.

7/10


Rycerze z Szanghaju - tu słabiej znacznie. po tytule sądziłem, że akcja przeniesie się do Chin i to Owen Wilson będzie czuł się nieswojo w nowym świecie. A tu jadą do Brytanii i mamy nabijanie się ze szkodliwych stereotypów nt. Brytoli :). Mniej mało poprawny, bo żarty o kulturze brytyjskiej te same - ohydne jedzenie, paskudne uzębienie, gwardziści w wielkich czapach czy królowa rozdająca tytuły jak leci. Choć pozwala trochę na pieprzu, bo Roy dorabia jako Karl May i w jego książkach Szanghaj Kid robi za pociesznego przydupasa :D. I choć siostra Wanga też wymiata, to jednak film nie ukrywa, że to kobieta i przegrywa z silniejszym mężczyzną, a znajomość kung fu u Wanga nie wystarcza do pokonania final bossa w postaci lorda z rapierem. Dostrzegłem anachronizm. Jednym z bohaterów jest ok. 10-letni Charles Chaplin. Akcja dzieje się dwa lata przed narodzinami Chaplina. Wiem, że to komedia, ale wciąż... Ostatecznie można zobaczyć, lecz startu do jedynki nie ma.

6/10

Odpowiedz
[Obrazek: p5611_p_v8_ac.jpg]

The Inglorious Bastards (1978)

Jest kilka ładnych plenerków, widać też, że wyłożyli pare lirów na pirotechnikę i dekoracje. No i w sumie na tym kończą się pozytywy. Ten film jest tak koszmarnie durny, że brakuje tylko śmiechów z offu, rodem z "Allo, Allo". To nawet jako przygodówka wojenna (a chyba tym miało być) nie daje rady. A zaczyna się nawet w miarę bo pierwsza oznaka zdebilenia jest dopiero gdzieś ok. 20 minuty.
Żeby nie spoilerować podam tylko jeden przykład: za Niemca (w sensie udaje Niemca) robi tu typ, który wygląda jak brat Mario w wersji żul. I Niemcom, wcale nie zapala się lampa czemu ten "Niemiec" ma obleśne wąsiska i wygląda jak cygan.

3/10

PS: są cycki. O... Widzę, że nawet na plakacie dali.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(24-12-2022, 21:38)shamar napisał(a): I Niemcom, wcale nie zapala się lampa czemu ten "Niemiec" ma obleśne wąsiska i wygląda jak cygan.

Pomyśleli, że z SS-Galizien czy innych ochotniczych formacji :).

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,157 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,856 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,248 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,749 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,410 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,549 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,254 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Bartholomew, Rozgdz, 2 gości