The Last of The Mohicans (1992)
#41
No cyfra u Manna zepsuła mi nieco odbiór jego filmów, chociażby "Wrogów publicznych", którzy wyglądali jakby byli nakręceni do jakiegoś fabularyzowanego dokumentu.

Co do "Ostatniego Mohikanina" to po prostu zjawisko filmowe, które nie jest obecnie możliwe do nakręcenia, film jedyny w swoim rodzaju a przy tym, nakręcony po bożemu, ze świetnymi zdjęciami Spinottiego (chyba jego najlepszy obraz) i muzyką Trevora Jonesa/Randy'ego Edelmana.

Odpowiedz
#42
Cytat:ze świetnymi zdjęciami Spinottiego (chyba jego najlepszy obraz)
Bez przesady, do Manhuntera nie ma startu.

Odpowiedz
#43
(08-01-2023, 15:50)Danus napisał(a): Dla mnie wszystkie jego filmy sa niesamowicie jak ja to mowie sterylne i za grosz w nich klimatu. Jakbym ogladal fabularyzowane dokumenty co w połączeniu ze wspomniana cyfra tylko to wrazenie poteguje.
That’s the point. Mann starał się skrócić dystans pomiędzy dziełem a jego odbiorcą stawiając maksymalny nacisk na realizm. Wprowadzenie cyfry do zdjęć i nadanie im tej płynności miało dodatkowo wzmocnić ten efekt „bycia na miejscu”. W Miami Vice tak naprawdę wiele się nie dzieje, bo Mann próbował pokazać codzienność policjantów z niecodziennej jednostki. To nie miał być kolejny wypełniony akcją film, który oglądasz na skraju fotela i martwisz się o bohaterów. To miał być film, w którym policjant musi na serio przepracować żmudne godziny, żeby złapać przestępce a na koniec dnia i to nie jest pewne. To film gdzie jak bohater idzie to mija pielęgniarki na fajku w przerwie od pracy. Cinema Verite wciśnięte w garnitur. Jak dla mnie szacun za próbę, niekoniecznie mu się to udało, ale Miami Vice jest przez to też jedyne w swoim rodzaju. Public Enemies już tak dobre nie było, a Zakładnik byłby milion razy lepszy bez Cruise’a za to z jakimś mniej rzucającym się w oczy aktorem
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#44
OGPUEE napisał(a):też zaskoczyło mnie, że fabuła nie była z cyklu "Blade twarze chcą zniszczyć raj rdzennych Amerykanów"

Może dlatego, że to jest na podstawie książki napisanej w pierwszej połowie XIX wieku.

Inna sprawa, że Mann masę rzeczy pozmieniał, co wypunktowałem w artykule (i poście otwierającym po części też).

Cytat:Jakby co, nie czytałem książkowego oryginału, jako że jestem z pierwszego pokolenia nie czytającego powieściowych klasyków i znającego je głównie z ekranizacji.

Czytałem Mohikanina i jeszcze trzy tomy z tego cyklu i w tym przypadku powiedziałbym, że film jest lepszy.

Odpowiedz
#45
Po tych ostatnich zachwytach stwierdzilem, ze czas na powtorke, bo w calosci film widzialem chyba tylko raz, jakies dwie dekady temu i przypasowal mi wtedy na naciagane 7/10, i jakos nie mialem ochoty na powtorke.

Ok, a wiec teraz, po odswiezeniu moge dac...ciut mniej naciagane 7/10 Uśmiech


Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale calosc ma tak cholernie dziwny rytm i trudna do okreslenia maniere, ze po prostu nie moglem dac sie poniesc ani fabule, ani akcji, ani bohaterom, ani ich emocjom. Ladny to film pod wzgledem wiuzalnym (zdjecia miejscami przepiekne!), ale narracyjnie czulem jakbym ogladal film nie sprzed 30, ale conajmniej 60 lat. Fabula taka na pol gwizdka, ktora w pewnym momencie przyspiesza jak pojebana, byle tylko do finalu.

Emocji brak, albo sa letnie, ktos tam cierpi, ktos tam ginie, ale wiekszosci jest to pokazane tak, ze naprawde trudno sie tym przejac. Sceny akcji kuleja, sa mocno teatralne i brak im dynamiki, a jak juz sie dzieje cos zajebistego to zazwyczaj ledwie to widac - jak to sie robi pokazal dopiero Gibson, trzy lata po LM. Ogolnie nie jest zle, ale tez nie mialem poczucia, ze ogladam cos wyjatkowego. Ot, solidne kino, ale to tyle.


Aktorsko dobrze, DDL zajebisty, w formie tak aktorskiej, jak i fizycznej - ta jego postac zaslugiwala na lepszy i ciekawszy film.



Najlepsza scena:



Kiedys to bylo, teraz to jest Le hui.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#46
Znakomity przykład, ile znaczy dobra muzyka w filmie:


Odpowiedz
#47
Oglądając czasem ten film mam wrażenie, że muzyka jest głównym bohaterem i wybrzmiewa mocniej niż cokolwiek innego, fabuła, postacie itd.

Odpowiedz
#48
Bucho, za ten post nieco wyżej - you're dead to me Duży uśmiech

Cytat: trudno sie tym przejac.

Mohikanin to film, który sprawia, że przejmuję się nawet ledwo zarysowanymi (albo i w ogóle niezarysowanymi) postaciami co jest równie dziwne co zajebiste.

Własnie zamówiłem blu-raya (do tej pory męczyłem na DVD).

Odpowiedz
#49
Oglądałem dwa razy i za każdym razem totalnie po mnie spłynął ten film. Ale fajnie, że innym dostarcza emocji.
To tylko pokazuje, jak bardzo subiektywny jest odbiór filmów. Wiem, wiem, stwierdzam tu oczywistą oczywistość.

Odpowiedz
#50
al_jarid napisał(a):Oglądałem dwa razy i za każdym razem totalnie po mnie spłynął

Ja właśnie obejrzałem całość i po mnie nie spłynął. Fenomenalny film. Dzisiaj nie mógłby powstać, bo jest zbyt realistyczny w ukazywaniu relacji na linii biali-Indianie oraz Indianie-Indianie. Poza tym wiadomo: muzyka jest wybitna (kawałek Clannad "I Will Find You" ciągle hula mi w głowie), natomiast Madeleine Stowe jest najpiękniejsza.

Gieferg napisał(a):Własnie zamówiłem blu-raya

Ja też.

Odpowiedz
#51
Finałowa sekwencja "Mohikanina" jest w większości niezgoda z faktami historycznymi, ale to nie jest wina autora książki, ten bowiem dysponował niepełnymi informacja o wydarzeniach.

Prawdziwa zasadzka nie była bitwą tylko masakrą. Atak przerodził się w bestialską orgię przemocy. Brytyjczycy byli torturowani, odcinano im genitalia, wycinano trzewia, kobiety gwałcono i sprzedawano do niewoli.

Posłuchajcie od 42:20


Odpowiedz
#52
(09-03-2023, 09:48)marsgrey21 napisał(a): Oglądając czasem ten film mam wrażenie, że muzyka jest głównym bohaterem i wybrzmiewa mocniej niż cokolwiek innego, fabuła, postacie itd.

Dla mnie Ostatni Mohikanin to w pewnym sensie musical, w którym bohaterowie może nie śpiewają, ale poruszają się do muzyki, zwłaszcza w finałowym pojedynku, wyglądają jakby tańczyli. Jest to najlepsze tego typu widowisko obok Braveheart. No i w obu filmach mamy genialną muzykę, nie potrafię wybrać, który soundtrack jest lepszy.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości