Użytkownik
Liczba postów: 128
Liczba wątków: 2
(09-01-2023, 01:17)Pelivaron napisał(a): M3gan trochę cierpi na kategori wiekowej. Rka by tu pasowała jak ulał do tej kampowości, a tak to sumie to co mogłoby być wartością dodaną, czyli mordy w sumie dzieją się poza kadrem. Szkoda. Trochę mięska i gore by nie zaszkodziło.
Z drugiej strony film nieźle zarabia, 30 baniek na otwarcie przy 12 mln budżetu i dużo lepszy wynik niż prognozowano (17-20 mln). Do tego szansa na długie nogi bo konkurencji sensownej nie będzie do lutego (nie licząc Avatara). U mnie na pokazie to była rodzina z bachorem, na oko to gość miał z 10-11 lat max :D
Dobre jest tłumaczenie reżysera że PG-13 wyszła im mroczniejsza dlatego ja wydali :D . Druga wersja podobno ma wejść na streaming ponoć universal to rozważa
09-01-2023, 08:20
Stały bywalec
Liczba postów: 6,795
Liczba wątków: 6
(08-01-2023, 13:37)Pelivaron napisał(a): 9/10
No i totalnie mi wyleciało, że Charlbi Dean grająca główną rolę kobiecą zmarła w tamtym roku. Wielka strata dla kina.
O fuck, nie wiedziałem.
Aż tak zachwycony nie jestem, ale też mi się podobało i to chyba najlepszy z trzech ostatnich filmów Ostlunda, bo Force Majure był tylko niezły za to The Square mnie totalnie rozczarował. Tutaj długo myślałem, że będzie podobnie, z podobnych powodów, czyli głównie zbyt grubych nici, którymi uszyto tę satyrę. Jak się śmiejemy ze świata mody, kryzysu męskości i kapitalizmu to trzeba dosłownie do dialogów wrzucać feminizm, gender roles, Marksa itd. Ale na szczęście najgorzej jest pod tym względem na początku (w tym modowym prologu może byłem trochę uprzedzony po tych marketingowych scenach w The Square, ale ostatecznie wyszło dużo lepiej) i ogólnie nie jest może super subtelnie, ale ogólnie poza 2-3 dialogami nie mam się czego przyczepić. Rozmowy o Marksie na jachcie ratuje Harrelson. Swoją drogą, część na jachcie odrobinę przydługa a wychwalana sekwencja rzygania nie aż taka dobra. Nie wiem czy najlepsze nie zaczyna się w trzeciej części, gdzie też początkowo dla mnie niezrozumiałe umieszczenie akcji drugiej części na jachcie nabiera sensu. No i ogólnie scenariusz naprawdę solidny zarówno jako całość, jak i na poziomie poszczególnych scen i dialogów, nawet jeśli czasami wali łopatą. Kilka razy dosyć mocno się zaśmiałem. Aktorsko bez fajerwerków. Harrelson jak zwykle dostarcza. Buric niezły. Dean i Diskinson solidnie, ale bez szału. 7/10 na spokojnie. Do 8 chyba odrobinę zabrakło.
Aftersun - czyli tegoroczny faworyt krytyków i miłośników sundancowych smętów. Z jednej strony, historia (a właściwie jej brak) dosyć typowa dla takiego kina: młody ojciec zabiera na krótkie wakacje córkę, z którą na co dzień nie mieszka. Problemy z dogadaniem się między nimi i przede wszystkim jego problemy plus jej dorastanie to nic odkrywczego, takie powiedzmy Somewhere Coppoli, ale w wersji dla biedaków. Ale warto przebrnąć przez nudę, bo oczywiście wszystko opiera się na do czasu tłumionych emocjach (które ostatecznie jakoś spektakularnie nie wybuchają, co chyba też uznaję za plus), drobnych gestach itd. Trzeba przyznać, że reżyserka prowadzi w bardzo zdyscyplinowany, pewny i spójny sposób. Drugim filarem jest, jak to też bywa w takich filmach, aktorstwo. I tu też jest bardzo dobrze. Mescal gra w sumie podobną postać do tej z Normal People, więc trudno mi ocenić, czy hype na niego jest aż tak uzasadniony czy po prostu sprawdza się w takich rolach. No, ale tu sprawdza się znakomicie. Dziewczyna też nie gorsza a może i lepsza. Na lekki minus jedynie sceny z przyszłości. Chociaż gdyby nie one, nie dostalibyśmy jednej fajnej, powtarzającej się z kumulacją na końcu. Wiąże się też z tym trochę nachalne, nie sprawdzałem, ale zdziwię się, jeśli to nieprawda, zasugerowanie autobiograficznego podłoża całej historii. Z kolei fajnym skutkiem ubocznym tego jest umieszczenie akcji pewnie z dwadzieścia kilka lat temu i tym samym kilka fajnych piosenek z tego czasu. Zdjęcia też konsekwentne i z pomysłem. Wybaczam nawet ujęcia z wakacyjnej kamery. Ocena podobnie jak wyżej, mocne 7/10.
09-01-2023, 10:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2023, 12:08 przez PropJoe.)
Red Crow
Liczba postów: 12,674
Liczba wątków: 50
Mona Lisa and the Blood Moon
Jeżeli w swoim pierwszym filmie Amirpour bawiła się tematyką wampiryzmu, a w "Bad Batch" kinem postapo, tak tutaj śmiało można powiedzieć, że jej celem było Kino Nowej Przygody. Oczywiście odpowiednio przefiltrowane przez jej autorską wrażliwość. Efekt jest bardzo fajny - trochę jakby Sean Baker wziął się za Stranger Things. Zdjęcia Pogorzelskiego i soundtrack robią potężną robotę, bo fabułka jest w sumie dość prosta i pretekstowa. Ale całosć wyreżyserowana świetnie, ogląda się to z dużą frajdą (lekko ejtisowa stylistyka robi swoje), obsadzona też bardzo dobrze (aczkolwiek troszkę żałuję, że koniec końców Fuzza nie zagrał Zac Efron), śmiało mogę polecić nawet tym, którzy mają alergię na art-house.
09-01-2023, 12:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2023, 12:08 przez nawrocki.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,497
Liczba wątków: 29
Złote dziecko - o tytule tyle wiedziałem, że Eddie Murphy ratuje tytułowe dziecko mające magiczną moc. I nastawiałem się na czarnoskórego Indianę Jonesa. A to Gliniarz z Beverly Hills spotyka Wielką drakę w chińskiej dzielnicy. Czemu dopiero teraz to ujrzałem? To zajebista bajka dla dzieci. Klimat ejtisów aż się kipi i korzysta z dobrodziejstw - świetne zdjęcia, znakomite technikalia, poklatkowe efekty, pamiętny soundtrack, zaskakująca fabuła z sympatycznym protagonistą. Niby to też figuruje jako komedia, ale w zasadzie komediowo jest jedynie w rzekomym śnie Chandlera. I trochę przesadzają z dalszej części z błaznowaniem u Murphy'ego, jakby producenci nie mieli wiary w to, że potrafi zagrać coś poważniejszego. Zwłaszcza, że Murphy dobrze zagrał, a czasem jego wyszczekanie pasuje jak spławienie Charlesa Dance'a z policjantami i reagowanie na nadnaturalne otoczenie. I fajne jest to, że Chandler to człowiek o złotym sercu. Fajnie ukazali to podczas programu telewizyjnego, gdzie dostaje wkurwa, że gdy prosi o informacje o zaginionej nastolatce, to amerykański Kuba Wojewódzki robi se śmieszki. Jedyny raz, gdzie zachowuje obcesowo, to gdy pierwszy raz Kee Nang prosi go o pomoc, a ten logicznie wyśmiewa ją i gadki o tybetańskich czarach marach. I nie dziwota, że nie chce lecieć do Tybetu - w Ameryce zajmuje się realnym problemem, a tu ma lecieć na drugi koniec świata bawić w jakiś wybrańcowy bulszit. Mówiąc szczerze nie spodziewałem kim się okaże bad guy. W sumie nawet dobrze, że trochę to bardziej zapomniany Murphy, bo pewnie zrobiliby żenujący rebootosequel albo co gorzej daliby remake.
9/10
PS. Polski plakat znacznie lepszy i bardziej oddający sedno filmu.
09-01-2023, 13:30
Agent Mossadu
Liczba postów: 32,021
Liczba wątków: 4
Kurcze, OGPUEE, myslalem, ze takie klasyki to masz juz dawno odfajkowane. Swego czasu Zlote Dziecko regularnie smigalo na Polascie, w pasmie swiatecznym, ewentualnie jako Mega Hit - to byly czasy :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
09-01-2023, 14:00
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,155
Liczba wątków: 6
Swego czasu to było u nas w kinach ^^
09-01-2023, 22:06
Uzurpator
Liczba postów: 1,491
Liczba wątków: 7
Pickpocket (1959) - jeden z tych męczących klasyków, które zabijają w człowieku miłość do kina. Film o kolesiu, który kradnie portfele i patrzy sie smutno na ludzi. Dla urozmaicenia szczątkowej fabuły, reżyser spróbował nieudolnie nawiązać do rozkmin Raskolnikowa ze "Zbrodni i Kary" o nadludziach - takie dosłowne cytowanie wzmogło tylko moją frustracje. Bohater chodzi po barach i pociągach, snując swoje francuskie wywody, a widz ma wrażenie, że czas stanął w miejscu. Tylko dla zboczeńców podniecających się francuska nową falą, grą oczami i mdłymi monologami. Czas trwania to 75 min, których już nie odzyskam. 2/10, punkt za przepiękna Marike Green.
Youniverse
09-01-2023, 22:23
.
Liczba postów: 27,635
Liczba wątków: 61
Boyz n the Hood - z dzisiejszej perspektywy można docenić co najwyżej realizm w oddaniu murzyńskiej mentalności, ale i tak od tej strony z filmu przebija dydaktyczny smrodek w postaci tezy, że "eh, jakby tylko więcej czarnych chłopców miała ojców, którzy zagonią ich do nauki, to wszyscy byliby na uniwersytetach". Ogólnie, gdybym wcześniej nie wiedział jaką popularnością i estymą cieszy się film, to bym za cholerę nie zgadł, że za coś takiego 30 lat temu dawali oscarowe nominacje za reżyserię i scenariusz, bo te elementy są zupełnie przeciętne. Najlepsze tam jest aktorstwo, ale to żadne wyzwanie, bo postaci są dosyć proste. Bezbolesny seans, ale nie wnoszący do życia absolutnie niczego, ode mnie 5/10
10-01-2023, 11:57
Stały bywalec
Liczba postów: 18,503
Liczba wątków: 148
The Hatchet Wielding Hitchhiker (2023)
Historia tego gościa:
Cytat:Prawdziwa historia Kaia - bezdomnego włóczęgi, który uratował kobietę przed brutalnym napastnikiem. Błyskawicznie stał się celebrytą, za którym uganiali się fani i producenci tv. Aż do dnia, kiedy popełnił morderstwo, a sława ustąpiła potępieniu.
Kolejny z tych "blockbusterowych" dokumentów Netflixa, który ma nas zainteresować szokującą historią, ale wszystko znowu jest podane tak po łebkach, że teoretycznie to co najfajniejsze, czyli intryga kryminalna, wcale taka fajna nie jest. Finalnie okazuje się to strasznie mało interesujące, niejakie i pospolite. Zero wgłębienia się w postać Kaia - po obejrzeniu tego dokumentu ma się więcej pytań niż chciałoby się zadawać po seansie filmu dokumentalnego.
Pierwsza część dokumentu sprawiła mi dużo większy fun, kiedy tytułowy "Autostopowicz z siekierą" stawał się popkulturowym fenomenem, który zagościł nawet w programie Kimmela. To uganianie się producentów i stacji telewizyjnych za gościem, który wystrzelił tak naprawdę przez przypadek i śmiesznie krzyczał, jak komuś rozwalił łeb, pięknie definiuje media. No, ale mimo wszystko to za mało, żeby jakoś bardziej docenić ten przeciętny dokument.
5/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
11-01-2023, 00:43
.
Liczba postów: 27,635
Liczba wątków: 61
Louis Armstrong's Black & Blues - po opisach spodziewałem się więcej, bo wizja tego, że jedna z najbardziej ikonicznych postaci światowej kultury pozostawiła po sobie cały gabinet taśm z zapisami swoich prywatnych rozmów jest cudowna, a tutaj tego zupełnie nie wykorzystano. To trochę tak, jakby na podstawie materiału z nagrywania Let it Be Beatlesów nakręcić 90 minutowy dokument o całej karierze czwórki z Liverpoolu i wsadzić w niego z 15 minut tego materiału. Nie wiem o co chodzi, że tak skromnie użyto taśm Louisa, w sumie pojawiają się nie więcej niż z 10 razy w krótkich fragmentach i odniosłem wrażenie, że więcej się o nich opowiada, niż puszcza ich treść.
W każdym razie pomimo pewnego rozczarowania, to jednak jest to bardzo dobrze zrobiony dokument, świetnie podobierano archiwalne nagrania, wypowiedzi, występy, dużą przyjemnością było oglądanie tego, chociaż niewiele nowego się o Louisie dowiedziałem. Dam 7/10
Terms of Endearment - tutaj również spodziewałem się cudów, bo to w końcu jeden z filmów z oscarowym pokerem (wiem, nie do końca, bo Nicholson za drugi plan, ale to taki bardzo obszerny drugi plan), a jednak rozczarowanie i dzieło zaledwie dobre. Bardzo mi się nie podoba ta zmiana klimatu, gdy wjeżdża choroba i śmierć głównej bohaterki, trudno o lepszy przykład pójścia na skróty przy pisaniu historii niż "a tutaj nagle okazuje się, że ma raka!", no po cholerę to było? To mógł być taki dobry, bezpretensjonalny film o czwórce bohaterów przesiąkniętym egoizmem, a jednak próbujących mierzyć się z własnymi problemami, ograniczeniami, bardzo chciałem zobaczyć "normalny" koniec tej historii, a tutaj bez większego sensu i potrzeby jeb! choroba, śmierć. Żeby to jeszcze powodowało u widza jakiś szok, czy gorycz, a u mnie i mojej towarzyszki seansu reakcją było tylko "serio? w tą stronę ciągnięcie tę historię? czemu?". Mocne 6/10
Oscar dla Shirley MacLaine w pełni zasłużony, ale ten dla Jacka, hm, no sam nie wiem, nie oglądałem wszystkich konkurentów z tamtego roku, ale już nawet Sam Shepard z The Right Stuff był lepszy. Tak ogólnie, to zupełnie inaczej wyobrażałem sobie te oscarowe kreacje Nicholsona: u Formana wiadomo, że to pomnikowa rola, ale dwie statuetki za występy u Brooksa to spora przesada. Prędzej bym mu dał za Chinatown czy Ludzi honoru.
11-01-2023, 17:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2023, 17:03 przez simek.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,238
Liczba wątków: 67
(11-01-2023, 17:01)simek napisał(a): Żeby to jeszcze powodowało u widza jakiś szok, czy gorycz, a u mnie i mojej towarzyszki seansu reakcją było tylko "serio? w tą stronę ciągnięcie tę historię? czemu?".
Chyba wszystko zależy od tego jak się zżyłeś z bohaterami. Co by nie pisać to główna bohaterka jest naprawdę fajna, przez co scena śmierci potrafi kopnąć - zwłaszcza, że jest naprawdę dobrze zrobiona, taka życiowa i jednocześnie bardzo filmowa. Ogółem dobra rzecz.
11-01-2023, 18:46
.
Liczba postów: 27,635
Liczba wątków: 61
Trochę się zżyłem, było mi przykro i w ogóle, ale dla mnie to był taki niedobry moment, że mnie trochę wytrącił z seansu, bo zamiast pomyśleć "ojej, ale smutno, że ją choroba dopadła", to pomyślałem "co ten scenarzysta tutaj odwalił? Po co tak zmieniać nastrój tej opowieści?"
11-01-2023, 19:29
.
Liczba postów: 27,635
Liczba wątków: 61
Out of Africa - bardzo ładne to było, uwielbiam filmy pokazujące w tak nienachalny sposób mentalność epoki; to małżeństwo z rozsądku, właściwie wymiana handlowa traktowana jako coś normalnego, tak samo jak notoryczne zdrady, oprócz tego stosunki między białymi, a czarnymi: świetna jest ten moment, gdy wódz nie pozwala uczyć się starszym dzieciom, aby nie stały się mądrzejsze od niego, a na koniec jego tekst, że Brytyjczykom nic dobrego nie przyszło z umiejętności czytania - niby proste sceny, a jest w nich jakaś antropologiczna głębia, podobnie jak w dwóch scenach z lwami. Nawet rola Streep mi się podobała: to chyba jej najlepszy występ jaki widziałem.
Ocena 8/10
13-01-2023, 11:54
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,306
Liczba wątków: 29
Zwariowani detektywi (1990)
Gene Hackman i Dan Aykroyd jw komedii sensacyjnej, jako detektywi na tropie nazistowskich artefaktów. W tle Ronny Cox i kobieta-budyń Nancy Travis. Co może pójść nie tak?
WSZYSTKO. Nieśmieszne, wymęczone, sztuczne. Chyba żaden żart czy gag tu nie leży a często żenuje.
Między główną parą - zero chemii.
3/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
13-01-2023, 12:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2023, 12:27 przez shamar.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
The Wiz (1978)
Wait! To nakręcił Sidney Lumet? TEN Sidney Lumet!? I to jeszcze świeżo po "Pieskim popołudniu" i "Sieci"? Okey. Zwalę to na studio, które w ogóle wpadło na pomysł by adaptację brodłejowskiego musicalu na podstawie "Czarnoksiężnika z Oz" powierzyć komuś, kto specjalizuje się w krytycznym spojrzeniu na rzeczywistość. O, i jeszcze Schumacher napisał scenariusz! No to mamy już pełne wyjaśnienie tego dziwactwa.
Niektórzy pewnie uznają, że twórca tego musicalu chciał być poprawny politycznie na dekady zanim było to modne, bo ta stara jak świat historia obsadzona jest czarnoskórymi artystami ;) Bywają piosenki całkiem ok (ale zdecydowanie nie zawsze), a pomysł na połączenie krainy Oz z NYC akurat brzmi "jakoś" (kurde, w wyobraźni Terry'ego Gilliama to mogłoby być złoto). Niestety Lumet kompletnie nie czuje gatunku i to jest trochę tak jakby za kamerą kina superbohaterskiego dać Antonioniego czy Bergmana. Jako musical jest to pozbawione odpowiedniego wigoru, a jako fantasy strasznie jałowe - scenografia to po prostu beton i plastik. Nie pomaga Diana Ross, która gdy tylko przestaje śpiewać to zaczyna swym aktorskim występem napastować nerwy. W roli małej Dorotki obsadzili Panią po 30-tce i nawet nie uczynili postaci ani trochę dojrzalszą mentalnie. Bez jaj, udało im się też pozyskać Michaela Jacksona, a jego układów tanecznych w tym dziele jak na lekarstwo.
W skrócie - nijaki musical od wielkiego reżysera i z dwoma legendarnymi wykonawcami.
4/10
13-01-2023, 13:39
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2023, 18:31 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Jest to film koszmarny, ale te wymienione przez Ciebie sprawy robią z niego jednak dość fascynującą ciekawostkę.
Michael Jackson wtedy jeszcze nie był taką gwiazdą, bo to kilka lat przed Thrillerem powstało. Chyba Diane Ross go w to wpakowało. Ważne jest jednak, że na planie tego cuda z Jackonem poznał się legendarny Quincy Jones, który robił aranże piosenek i dostał nawet za to nominację do Oscara, nie pierwszą już zresztą. No i ta współpraca skończyła się dla nich jednym z największych sukcesów w historii muzyki popularnej.
Niesamowite, że przy tej produkcji było tyle talentów, a wyszło z tego badziewie i klęska zarówno artystyczna, jak i finansowa.
.
13-01-2023, 14:13
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
No i poza Quincym, Dianą czy raczkującym Michaelem jeszcze legenda komedii Richard Pryor. Gość pomimo kultowych stand upów chyba nie miał często szczęścia do projektów filmowych (vide Superman III)
13-01-2023, 14:31
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,306
Liczba wątków: 29
Żartujesz? Ile filmów z nim widziałeś?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
13-01-2023, 14:57
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Zawsze to oczywiście nie, bo przecież jego komedie z Wilderem to klasyki. Ale z tego co wiem to wiele z jego filmów z miejsca było porażkami wśród krytyków - Superman 3, The Toy, Harlem Nights etc.
13-01-2023, 15:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2023, 19:04 przez Kryst_007.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,306
Liczba wątków: 29
Nie kumam hejtu na "Noce Harlemu". Kiedyś bardzo lubiłem.
I to było w sumie takie spełnienie dziecięcych marzeń zobaczyć Pryora i Murphy'ego razem.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
13-01-2023, 16:45
|