Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Dlatego piszę że byłoby to ryzykowne, ale takich wartości poznawczych miałby dzięki temu więcej, bo Beatlesi już mocno wyeksploatowani. Najlepszy byłby o wiele dłuższy dokument, mini serial, bo to co dostaliśmy miejscami wygląda jak zaledwie zajawka, poruszony jest jakiś fajny temat, który znika po dwóch zdaniach. Ale cóż, ja to traktuję tak, że ogromne danie główne już podano w postaci Get Back, a ten dokumencik to taki skromny deser.

Odpowiedz
Weekend z Kevinem Jamesem

Fajnie, że w sumie Happy Madison Pictures (czyli studio Adama Sandlera) tworzy jakieś tam meta-universum, w którym przewijają się Ci samo aktorzy. I to akurat się sprawdza. To lecimy

Mall Cop 2009r.
Czyli po naszemu oficer Blart...
Niezbyt ogarnięty ochroniarz galerii handlowej trafia na Czarny Piątek, podczas którego bad guye chcą zrobić skok stulecia. I bohater Kevina Jamesa ratuje dzień. Takie se to jest - humor jak już jest to dźwiga go gra aktorska tego aktora, bo większość sytuacji jest po prostu albo przegięta albo dziwaczna. Charyzmy w bohaterach (poza ochroniarzem) nie ma co szukać, a bad guy i jego henchmeni to zapchajdziury. Love interest i wątek z czapy. Ale kilka razy się zaśmiałem. No i od groma wpadek realizacyjnych.

4/10

Mall Cop in Las Vegas
A tu, o dziwo lepiej. Lepsze nazwiska na pierwszym i drugim planie oraz setting, sama historia jakby lepiej poukładana bo heist na dzieła sztuki oraz ekipa bad guyów robi wrażenie znacznie lepsze. I jakby humor związany z pomocnikami Blarta lepszy, bo te postaci są bardziej realne niż ekipa z marketu. Jest urodziwa love interest a niewielki wątek wygląda też lepiej. Ponownie, akcja przegięa ale James dostarcza w tej roli równie dobry poziom, co w jedynce, a że reszta po prostu wypada lepiej, to też lepiej się oglądało.

5/10

Co ciekawe, te filmy u nas są prawie nieznane, a w USA zrobiły całkiem niezłą furrorę!

Here comes the boom z 2012r.

Nauczyciel biologi zbiera fundusze na uratowanie szkółki muzycznej, którą prowadzi jego znajomy. W tym celu zaczyna uprawiać amatorskie walki UFC. Typowy zer-to-hero movie ale jakże fajnie zmontowany. Nie ma tutaj może jakiegoś wielkiego humoru, ale chemia pomiędzy psotaciami, przesłanie i połączenie wątków działa doskonale jako feel-good movie. Salma Hayek czaruje i ma fajną chemię z Jamesem, ekipa uczniów nie jest jakoś specjalnie wypaczona, walki efektowne i czasami aż za bardzo naturalne. Znów Kevin James jest sobą i w pewien sposób niezdarny, tylko tutaj to jakoś się spina. Finałowa walka over-the-top, ale też spoko. Duża nielogiczność związana ze zbiórką kasy razi w oczki, ale ciul tam. Oglądałem ten film z 5 razy i po prostu bawi.

7/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Jak chodzi o ten ostatni film, to warto dodać, że finałowego przeciwnika gra polska legenda MMA, czyli Krzysztof Soszyński
.

Odpowiedz
Les Olympiades - przetłumaczony u nas jako Paryż, 13. Dzielnica. Kapitalny film, wygląda na to, że mój ulubiony zeszłoroczny. Niby takie zwykłe miłosne opowieści kilku osób, których losy się przeplatają, ale jednak w reżyserii Audiarda jest coś szlachetnego, film jest niezwykle empatyczny wobec swoich bohaterów, których wnętrze rozumiemy natychmiastowo, całość precyzyjnie skrojona, no po prostu świetna robota. Wszystko mi się podobało właściwie od samego początku: to niby banalne rozpocząć film od ujęć blokowisk i zapuścić fajną muzę (ogólnie kapitalna w całym filmie autorstwa jakiegoś Rone), ale potem wjeżdża sympatyczna golizna, świetny dialog i już jestem wchłonięty przez klimat filmu :) Może wdarło się parę banałów, przyczepiłbym się, jak zwykle, do niepotrzebnie czarno-białych zdjęć, ale całościowo to perełka, chyba najlepszy film w karierze Audiarda. Zastanawiałem się nad dziewiątką, ale ode mnie jednak mocne 8+/10
Zostałem fanem Noémie Merlant: świetna aktorka, a i jest na czym oko zawiesić :)

Odpowiedz
Shadow Of Doubt

Najgorszy film Hitchcocka. Dawno niewidziany wujek (hobbystycznie morderca) odwiedza rodzinkę złożoną z durnego ojca, głupiej matki, irytującej córki (głównej bohaterki) i dwóch lekko upośledzonych, rezolutnych (najgorsza cecha ekranowej dziatwy) bachorów (dziewczynka czyta książki, chwali się wiedzą, poucza innych i wypowiada się z tą irytującą, typową dla kina z tamtego okresu manierą; dajcie mi kierwa strzelbę). Nie mija 10 minut seansu, a ja już kibicuję złoczyńcy (jedynej przyzwoicie napisanej i zagranej postaci w tym szrocie) i bezgłośnie błagam o zgubę dla jego krewnych. Nie wiem kto zatwierdzał scenariusz, ale powinien natenczas karnie odpowiadać za doprowadzenie do realizacji tych bredni; dawno nie spotkałem się z tak wieloma fatalnie nakreślonymi bohaterami. Palmę zjebania dzierży młodziutka protagonistka z rozmarzonych uśmiechem (oni tu w ogóle cieszą ryje jakby byli zdrowo pierdolnięci) - na początku gnuśna, znudzona prozą życia, zaś po przyjeździe ukochanego wujka niby nowo narodzona, radosna i hiperaktywna. Obściskuje wuja, prawi mu komplementy, chwali na każdym kroku i z maślanymi oczami rozpowiada wszystkim jak to się cieszy z przybycia kochanego Charliego. W pewnym momencie naszła mnie przelotna, głupia myśl i zacząłem się zastanawiać, czy nie wskoczy mu czasem na bolca. Pomysł oczywiście durny, niemniej byłoby to i tak jedno z bardziej logicznych rozwiązań fabularnych, bo cała intryga sięga najwyższych poziomów absurdu. Durne babsko dowiaduje się o zabójczych instynynktach wuja i... nie robi z tym kompletnie nic. Dwukrotnie unika śmierci w wyniku podejrzanego zbiegu okoliczności i... nic z tym nie robi (cała rodzinka zresztą przechodzi nad tym wypadkami do porządku dziennego). Skrypt upstrzony jest takimi właśnie głupotkami, przez co relacja dziewczyny z wujem (mająca spory potencjał dramaturgiczny) śmieszy (zamiast intrygować). Wydarzenia spuentowano dialogiem ze standardowym morałem (musimy uważać na zło tego świata), po usłyszeniu którego zlapałem się za głowę. Nic tu nie zagrało.

Michał Oleszyczyk wystawił 10/10. Ode mnie słaba dwója. Tego typu filmy wywołują w Nortonie złe emocje.

Odpowiedz
Oglądałem to jakieś z 10 lat temu, gdy jako dzieciak poznawałem kino sir Alfreda. Wtedy to mi się bardzo fajnie to oglądało, ale dzisiaj zapewne byłbym mniej łaskawy. Jak na razie Marnie jest u mnie na samym dole TOP-ki Hitcha.

Odpowiedz
(14-02-2023, 14:31)Norton napisał(a): na początku gnuśna, znudzona prozą życia, zaś po przyjeździe ukochanego wujka niby nowo narodzona, radosna i hiperaktywna. Obściskuje wuja, prawi mu komplementy, chwali na każdym kroku i z maślanymi oczami rozpowiada wszystkim jak to się cieszy z przybycia kochanego Charliego. 
Jak czytałem ten opis, to od razu pomyślałem o tym samym co Norton :D.

Odpowiedz
Mullholand Drive 2001. w reżyserii Lyncha.

Nie ogarnąłem tego filmu. Hipnotyzuje ale nie zakumałem go totalnie. Musiałem sobie poczytac (o czym jest film Mullholand drive), żeby połączyć wątki. Normalnie czułem się jak Rita, która nie ogarnia otoczenia, no to ja nie ogarniałem tego, co widzę. Momentami też miałem wrażenie jakbym oglądał film Blacka, np w scenie w willi Keshera z tą dziwaczną babką czy tam jego żoną. Ale Watts is hipnotizing oraz ta piękna czarnulka. Jak już mi się żarówka zapaliła i fabuła stała się jasna to aż się za głowę złapałem.

Za wuja nie wiem, jak co ocenić.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
(14-02-2023, 19:28)Debryk napisał(a): Za wuja nie wiem, jak co ocenić.
To bardzo proste:

1)To film niełatwy i nie dla każdego widza. Lynch prowadzi z nami wielką, oniryczną grę w zagadki a na końcu zostaje dwa razy tyle pytań co odpowiedzi. Choć samo stawianie pytań jest olbrzymim wysiłkiem intelektualnym, bo to kino trudne, uciekające od interpretacji a sam Lynch z lubością wodzi widza po manowcach swojego burzliwego intelektu. Wielkie, trudne, wybitne kino na które nie ma już miejsca w dzisiejszym świecie. 10/10

2) Chvj wie o co w tym wszystkim chodziło, a ten szarlatan zapewne zwijał się setki razy ze śmiechu na swojej dizajnerskiej sofie kiedy czytał napuszonych krytyków i egzaltowane studentki etnografii próbujących to wszystko wyjaśnić. Nieśmieszny i niesmaczny żart.
1/10

Oczywiście po lynchowsku, wybieram opcję numer 4.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Your place or mine - nic nowego w świecie komromów, a szkoda bo za całość odpowiada babka, która pisała scenariusz m.in. do The Devil Wears Prada. Liczyłem na coś bardziej kreatywnego i w zasadzie formuła filmu na początku odrobinkę taka jest (dwójka bohaterów, mimo że zna się od 20 lat dzieli ze sobą ledwie 2 sceny w filmie), ale szybko zostaje ona przywalona toną klisz i słabego humoru (trzeba jednak docenić, że nie ma nic o pierdzeniu, nierównościach, BLM i white-privelege). Kutcher po wyjściu z ciężkiej choroby (przez rok odzyskiwał wzrok i słuch) powoli wychodzi na prostą, ale to nie jest dobra rola. Whiterspoon z kolei gra to samo co kiedyś w młodzieżowych komediach, ale PESEL ruszył do przodu i... no ja ją akurat kupiłem, bo jest ok ;) No i jest jeszcze Steve Zahn. Zahn był spoko, ale to tyle. Jak ktoś się zastanawiał, to niech zrobi sobie powtórkę 500 Days of Summer, bo tu po kwadransie całość zmienia się w taki typowy, netflixowy produkt z Excela.

3/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Eliksir miłości (1992) - dzisiaj Walentynki, a że Titanica już widziałem cztery dni temu, to oglądam co innego. Widziałem kiedyś zapowiedź na TV4 na przełomie wieków i wydawała mi się dość mrocznawa. I sądziłem, że to jakiś obskurny film telewizyjny. A widzę, że głównych bohaterów grają Sandra Bullock i Tate Donovan (OK, typa jedynie kojarzę z tytułowej roli w disneyowskim Herkulesie). No cóż, początek trochę mrocznawy, a Cyganka dająca tytułowy specyfik dość creepy. Potem jest standardowe romansidło ze wszystkimi wadami i zaletami. Zabawna była postać prostytutki i jej scena w finale. Jak ktoś ciekawy Bullock sprzed ery Speeda może rzucić okiem.

5/10

Odpowiedz
(14-02-2023, 22:39)Snappik napisał(a): Your place or mine - nic nowego w świecie komromów, a szkoda bo za całość odpowiada babka, która pisała scenariusz m.in. do The Devil Wears Prada. Liczyłem na coś bardziej kreatywnego i w zasadzie formuła filmu na początku odrobinkę taka jest (dwójka bohaterów, mimo że zna się od 20 lat dzieli ze sobą ledwie 2 sceny w filmie), ale szybko zostaje ona przywalona toną klisz i słabego humoru (trzeba jednak docenić, że nie ma nic o pierdzeniu, nierównościach, BLM i white-privelege). Kutcher po wyjściu z ciężkiej choroby (przez rok odzyskiwał wzrok i słuch) powoli wychodzi na prostą, ale to nie jest dobra rola. Whiterspoon z kolei gra to samo co kiedyś w młodzieżowych komediach, ale PESEL ruszył do przodu i... no ja ją akurat kupiłem, bo jest ok ;) No i jest jeszcze Steve Zahn. Zahn był spoko, ale to tyle. Jak ktoś się zastanawiał, to niech zrobi sobie powtórkę 500 Days of Summer, bo tu po kwadransie całość zmienia się w taki typowy, netflixowy produkt z Excela.

3/10

Łoo, film Netflixa widziałem w sobotę, nijaki w chuy. Schemat goni schemat. Film Webba widziałem dzisiaj - tak samo zajebisty jak za pierwszym razem. Nie lubię Summer.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(14-02-2023, 19:49)Dr Strangelove napisał(a):
(14-02-2023, 19:28)Debryk napisał(a): Za wuja nie wiem, jak co ocenić.
To bardzo proste:

1)To film niełatwy i nie dla każdego widza. Lynch prowadzi z nami wielką, oniryczną grę w zagadki a na końcu zostaje dwa razy tyle pytań co odpowiedzi. Choć samo stawianie pytań jest olbrzymim wysiłkiem intelektualnym, bo to kino trudne, uciekające od interpretacji a sam Lynch z lubością wodzi widza po manowcach swojego burzliwego intelektu. Wielkie, trudne, wybitne kino na które nie ma już miejsca w dzisiejszym świecie. 10/10

2) Chvj wie o co w tym wszystkim chodziło, a ten szarlatan zapewne zwijał się setki razy ze śmiechu na swojej dizajnerskiej sofie kiedy czytał napuszonych krytyków i egzaltowane studentki etnografii próbujących to wszystko wyjaśnić. Nieśmieszny i niesmaczny żart.
1/10

Oczywiście po lynchowsku, wybieram opcję numer 4.


Bardzo eleganckie, daje lajka (ok)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(14-02-2023, 19:49)Dr Strangelove napisał(a):
(14-02-2023, 19:28)Debryk napisał(a): Za wuja nie wiem, jak co ocenić.
To bardzo proste:

1)To film niełatwy i nie dla każdego widza. Lynch prowadzi z nami wielką, oniryczną grę w zagadki a na końcu zostaje dwa razy tyle pytań co odpowiedzi. Choć samo stawianie pytań jest olbrzymim wysiłkiem intelektualnym, bo to kino trudne, uciekające od interpretacji a sam Lynch z lubością wodzi widza po manowcach swojego burzliwego intelektu. Wielkie, trudne, wybitne kino na które nie ma już miejsca w dzisiejszym świecie. 10/10

2) Chvj wie o co w tym wszystkim chodziło, a ten szarlatan zapewne zwijał się setki razy ze śmiechu na swojej dizajnerskiej sofie kiedy czytał napuszonych krytyków i egzaltowane studentki etnografii próbujących to wszystko wyjaśnić. Nieśmieszny i niesmaczny żart.
1/10

Oczywiście po lynchowsku, wybieram opcję numer 4.
Ten opis o wiele bardziej pasuje do Lost Highway czy nawet Fire Walk with Me, Mulholland Drive wbrew pozorom wcale nie jest takim mindfuckiem za jakiego powszechnie uchodzi.

U mnie po ostatnim seansie dycha, piękny film, śmialem się i płakałem.

Odpowiedz
Oglądałem to strasznie dawno i w sumie niewiele pamiętam poza tym, że obiecałem sobie więcej nie oglądać filmów tego pana.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Ciekawe, ja oglądałem tylko raz pewnie z 15 lat temu i byłem zachwycony podobnie jak nawrocki. To był mój pierwszy film Lyncha i zastanawiałem się czemu ludzie uważają go za tak nieprzystępnego, skoro to całkiem normalny film. Ocena między 9 a 10, kiedyś przydałaby się powtórka, bo pamiętam strzępy.

Odpowiedz
Mulholland Drive to z pewnością najlepszy film Lyncha, preludium do niego mieliście w Lost Highway.
Film hipnotyzuje, choć jak oglądałem po raz pierwszy to w połowie filmu się zgubiłem. Trzeba obejrzeć 2-3 razy, wtedy się rozjaśnia, ba, wręcz powiem ze jest fantastycznie przemyślany i nakręcony.

Ten film to ucieleśnienie wszystkiego co najlepsze w kinie. Klimat, aktorstwo, tajemnica, symbolizm, możliwość rożnego interpretowania, muzyka, zdjęcia. Tu jest po prostu wszystko i to na najwyższym poziomie. Zdecydowanie nie jest to film dla każdego ale jego wartość artystyczna jest po prostu na niebotycznym poziomie, zwłaszcza porównując do filmów XXI wieku, które w zdecydowane większości są odczuwalnie gorsze pod tym względem niż produkcje z ubiegłego stulecia.

Laura Harring wyglada w tym filmie jak milion dolarów. Film uznany przez sporo niezależnych źródeł (w tym krytyków BBC) jako jeden z najlepszych w XXI wieku. 10/10 bez wahania ode mnie.

Odpowiedz
Czy jeśli, żaden film Lyncha (poza Prostą historią) do mnie nie trafił, to jest sens się za to zabierać? Czy jest to bardziej przystępna w strukturze historia czy znowu jakieś bajdurzenie o niczym?
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Czyli, że oglądałeś te wszystkie dziwadła Lyncha, a Mulholland Drive nie? To nie wiem nad czym się zastanawiać, zwłaszcza skoro już kolejna osoba z forum twierdzi, że to dycha, albo blisko.

Odpowiedz
Absolutnie nie spodziewaj się liniowej narracji z punktu A do punktu B. Zawiedziesz się.
Ten film to taka trochę łamigłówka.

Lost Highway nie podobał Ci się? Wg mnie jest łatwiejszy trochę w odbiorze no i ma to!:



Film ma tez nieprawdopodobny opening i closing.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,010 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,203 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,351 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,820 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,160 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości