There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,872
Liczba wątków: 15
Lost Highway, Wild at Heart, Diuna, Prosta Historia z filmów i Twin Peaks z seriali. Podobała mi się tylko historia o dziadku na kosiarce i pierwszy sezon TP, na drugim się męczyłem lekko, zwłaszcza w końcówce.
MD od zawsze mam na liście, fragment o dziadku wyskakującym zza kosza na śmieci mnie ujął doskonałym przełożeniem klimatu koszmaru, ale boje się, że podobnie jak przy reszcie filmów spędzę czas a na końcu nie będę wiedział po co ja to właściwie obejrzałem ;)
15-02-2023, 14:38
Stały bywalec
Liczba postów: 18,472
Liczba wątków: 148
Ja np. serialu Twin Peaks nie lubię (chociaż nie ukrywam, że przymierzam się do powtórki, chodzi to za mną - dużo bardziej lubię film), ale Mulholland Drive to jest absolutny sztos i najlepsza rzecz Lyncha jaką stworzył. Chociaż Człowieka słonia też lubię :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
15-02-2023, 14:41
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Dla mnie chyba jego nr to Blue Velvet, a widziałem wszystko. Fanem się nie nazwę zdecydowanie, ale niektóre prace doceniam mocno. Tak faktycznie źle-źle to oceniłbym tylko Inland Empire, bo to już strumień świadomości, którego mnie się nawet nie chce zgłębiać. Mulholland Drive jest fascynujące i warto zerknąć, nawet w sumie jak się od tego odbije. To przykład takiego kina, które moim zdaniem warto poznać, jeżeli ma się ogólnie jakąś tam sympatię do kinematografii jako takiej.
Lynch to czołówka filmowych autorów w historii, czy się go lubi czy nie, to taki jest fakt
.
15-02-2023, 14:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2023, 14:49 przez srebrnik.)
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,197
Liczba wątków: 5
Blue Velvet był nawet spoko. Reszta to w większości "karzeł tańczący w czerwonym pokoju".
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
15-02-2023, 14:46
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,745
Liczba wątków: 14
Najlepsze są te "normalne" filmy, czyli Prosta Historia i Człowiek Słoń. Blue Velvet, Dzikość Serca, Mulholland Drive - bardzo spoko. Trzy pozostałe majndfaki i Diuna na minus. Twin Peaks kapitalny (serial, bo film taki se), no ale to inna sprawa.
15-02-2023, 14:51
.
Liczba postów: 27,527
Liczba wątków: 60
Mulholland Drive >> Człowiek słoń > Prosta historia > Blue Velvet > Diuna, reszty niestety nie widziałem. Trochę wstyd.
15-02-2023, 14:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2023, 14:52 przez simek.)
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,861
Liczba wątków: 11
Nie widziałem jeszcze Prawdziwej Historii, ale do tej pory to zamuliła mnie trochę Diuna (choć zyskała przy ponownym obejrzeniu zwłaszcza wersji Extended). No, ale jest to trochę dziwaczną jednak wizją, choć ma cudną muzykę i młodziutką Sean Young.
Film TPFWWM to rzecz bez której cale to uniwersum TP nie istnieje i znów, po latach, bardzo zyskuje. Ja najbardziej kocham Lyncha za Twin Peaks, ale swoimi filmami pokazał ze fachura i wizjoner z niego niezwykły. Po prostu Pan Artysta przez duże A.
15-02-2023, 14:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2023, 14:58 przez Doppelganger.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,004
Liczba wątków: 8
Ja jestem fanem Lyncha. Każdy film Lyncha mniej lub bardziej podoba mi się, tylko IE źle oceniam. Widziałem raz w kinie, postawiłem 1, i obiecałem że więcej nie wrócę do tego filmu, mimo świetnej roli Dern i polskich wątków, więc potrafię też zjechać jednego z moich ulubionych reżyserów. A ja jedynki stawiam bardzo rzadko.
@Corn jeśli podobała Ci się Prosta Historia, to podejdzie Ci też Człowiek słoń, bo to też właśnie prosta historia.
Dziwi mnie trochę, że na 2 sezonie TP się męczyłeś, bo to jest tak prosta historia jak w 1 sezonie. No i też elementów lynchowych jest mało, głównie są w odcinkach Lyncha, których tak dużo wcale nie ma w 2 serii, bo odszedł po wyjaśnieniu kto zabił Laurę Palmer i wrócił na finał drugiej serii.
A bawi mnie to jak wiele osób nawet dzisiaj, powtarza, że TP to serial, w którym się nic nie wyjaśniło, np.kto zabił Laurę zostało bez odpowiedzi, a gdy oglądają TP odkrywają, że w 1 i 2 sezonie poznaliśmy odpowiedzi na kilka pytań, np. główny wątek rozwiązano na poziomie kryminalnym i paranormalnym co odbiło się na oglądalności, która poleciała bardzo w dól, bo okazało się, że tylko sprawa Palmerówny interesuje widzów, a nie Cooper i mieszkańcy miasteczka.
Choć pamiętam, że jak powtarzałem pierwszy raz 1 i 2 sezon wieki temu to byłem zaskoczony lekkością serialu, który mógłby lecieć, nie licząc odcinków Lyncha, w popołudnie w weekend. Pewnie przez filmy Lyncha z lat 80 zapamiętałem serial, który oglądałem z całą rodzinę co tydzień, gdy leciał w TVP, jako produkcje mroczną w stylu Blue Velvet ,a okazało się, że tak do końca nie jest. Okazało się że Lyncha jest mało w 1 i 2 serii, więcej humoru i zabawy gatunkami, a nie dziwności i straszenia, np. w drugiej serii BOB i karzeł potrafili zniknąć nawet na 6-10 odcinków.
Drugi sezon to było kilka seriali w jednym sezonie - zakończenie wątku Laury, serial o mieszkańcach, pastisz oper mydlanych i rozbudowanie mitologii w końcówce co wyszło zaskakująco zgrabnie biorąc pod uwagę zamieszanie za kulisami. Naciskała telewizja na Lyncha i Frosta, żeby wyjaśnili w końcu kto zabił, choć tego twórcy nie chcieli, wyjaśnienia mieliśmy nie dostać (w pewnym sensie zabawili się tym w serii trzeciej), ale się dał w końcu Lynch złamać i wyjaśnił kręcąc jeden z najlepszych odcinków, jeśli dobrze pamiętam siódmy 2 serii, po którym odszedł z serialu, a od 10 odcinka próbowano zrobić nowe otwarcie o mieszkańcach i życiu Coopera, a na koniec sezonu Frost postanowił skupić się na rozbudowaniu mitologii na której też się skupiono w kinowym TP.
Ale jeśli na drugim sezonie się męczyłeś to na trzecim sezonie mózg by Ci się zlasował, bo to jest połączenie MD, IE, FWWM, Zagubionej Autostrady, czyli późniejszego Lyncha.
@Norton moim zdaniem, nie licząc Głowy do wycierania, to wszystkie filmy Lyncha od Diuny do Dzikości serca są "normalne", nie są to łamigłówki do rozkminiania. Dopiero od FWWM Lynch poszedł bardziej w nielinearne historie, z przerwą na Prostą Historię. Tak na marginesie polecam film Lucky z Harry Dean Stantonem, który można nazwać nieoficjalnym sequelem Straight Story, bo aktor grał brata Alvina w SS i film klimatem mocno mi się ze SS kojarzył. Reżyserem jest Lynch, ale nie David, który ma w Lucky gościnny występ, tylko John Caroll Lynch.
Z każdym kolejnym filmem dzieła, które nakręcił Lynch po kinowym Twin Peaks, stawały się coraz bardziej skomplikowane, czego apogeum dostałem w IE, który mnie pokonał. Choć mógł na to mieć też duży wpływ brzydki obraz, a filmy Lyncha wizualnie zawsze prezentowały się ładnie.
A co do FWWM to zawsze uważałem za jeden z najlepszych filmów Lyncha i najbardziej niedocenianych, więc jak przed premierą 3 serii ogłosił Lynch, że ważny dla powrotu TP będzie Ogniu krocz ze mną, to mnie ta informacja ucieszyła. Nic o TP 3 nie było wiadomo przed seansem, ale ta jedna ogólna informacja, że lepiej obejrzeć prequel przed 3 sezonem zasugerowała mi czego można się po TP 3 spodziewać, czyli bardziej kontynuacji filmu niż oryginalnego serialu i sezonu, który klimatycznie będzie bliżej FWWM. No i tak było. Dla mnie kinowe TP (plus wycięte sceny, Missing Pieces, w których odpowiedziano na kilka pytań jakie zostały po 2 serii) to jest w pewnym sensie Pilot 3 serii TP.
Ja filmów i seriali Lyncha nie rozkminiam, nie zastanawiam się przed cały seans np. na MD, który też uważam za najlepsze jego dzieła, co twórca miał na myśli, tylko płynę lynchowskim strumieniem świadomości. Pewnie jakieś tam teorie po seansie miałem, ale dla mnie w czasie seansu ważniejsze jest obcowanie z atmosferą filmów Davida.
16-02-2023, 03:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-02-2023, 03:58 przez michax.)
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,861
Liczba wątków: 11
Amen to that!
16-02-2023, 10:57
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
This Is a Robbery: The World's Biggest Art Heist - o kradzieży obrazów Isabella Stewart Gardner Museum w 1989 roku. Ja chyba będę częściej oglądał dokumenty Netflixa. Świetnie to się ogląda niczym dobry kryminał. Początkowo wydaje się, że to jakaś typowa kradzież jakiejś amatorki, bo część obrazów wycięto z ram. Potem pojawia się więcej tropów np. powiązania z Cosa Nostra czy gierki FBI. Ja osobiście uważam, że skradzione dobra znajdują się w piwnicach jakiegoś brytyjskiego lorda/rosyjskiego oligarchy/hrabiego Drakuli/izraelskiego lobbysty. Ale również interesujące, że oprócz obrazów skradziono mniej znaczące obiekty np. malutką akwafortę, dwa szkice programu i rzeźbę orła wieńczącą patyk od flagi. Zwłaszcza że wokół były dużo cenniejsze obiekty. Bo na cholerę jakiemuś wpływoemu zleceniodawcy jakaś pomętlona kartka czy akwaforta wielkości znaczka? Przy trzecim odcinku robi słabiej i nudniej, wciąż mnie utrzymywał w zainteresowaniu i rozwikłaniu sprawy.
7,5/10
17-02-2023, 21:52
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,861
Liczba wątków: 11
Wielki Gatsby, reż Jack Clayton, 1974
Ten film mógłby się też nazywać Wielki Pot, bo to jest coś co się pojawia na skroni prawie każdego bohatera w większości ujęć. No ale podobno lato 1922 roku było w NY bardzo upalne.
Ten film jest jak letarg, dlatego być może ten upał i pot się idealnie wpisuje w narracje i tempo filmu. Można mu zarzucać nudę, zwłaszcza przez połowę filmu kiedy to skupiamy się na obserwowaniu świata w którym pławią się głowni bohaterowie. Ja obejrzałem go 2 razy bo uznałem ze mogę źle go ocenić i odebrać po tym jak mnie odrzucał na początku. Tak więc, film się snuje, jest gorąco, jest pot, są leniwe dialogi, są imprezy taneczne. Historia jest znana: gość który robi wszystko aby się przypodobać elitom towarzyskim NY i zdobyć swoją wielką miłość. Określenie "zdobyć" jest trafne bo odnoszę wrażenie ze Jay Gatsby (choć nazywał się naprawdę inaczej) traktuj tę pusta i zepsutą idiotkę trochę jak zdobycz i raczej kocha swoje wyobrażenie o niej a nie ją samą (zresztą, jak można kochać kogoś takiego jak Daisy Buchanan).
Film bardzo zyskuje jeśli spojrzy się na scenografię i wizualizację lat 20tych. Ma znakomitą muzykę, naprawdę ścieżka dźwiękową jest najwyższych lotów - sam się złapałem na tym ile ja tych melodii znam, nie wiedziałem tylko ze to z Wielkiego Gatsby'ego.
Aktorsko najbardziej podobał mi się Scott Wilson, który grający oszalałego z zazdrości i rozpaczy mechanika. Robert Redford gra dobrze, Sam Waterston jako narrator sprawdza się dobrze. Nie mogę jednak obojętnie przejść obok roli Mia Farrow - nieprawdopodobnie mnie drażniła. Nie wiem czy to wina jej kreacji czy tak należało właśnie grać tę zepsutą Daisy (książki nie czytałem).
Film o niespełnionej miłości, próżności, pozorach. Obłudzie i fałszu przykrytymi płaszczykiem ciszy.
Ocena chyba sprawiedliwa 7/10
A jak Wy widzicie ten film?
19-02-2023, 15:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-02-2023, 20:51 przez Doppelganger.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Listonosz Pat i wielki świat - się oglądało na Wieczorynce. I się widziało plakat pełnometrażówki w kinie, który zapowiadał cringe. i też nie wiem czy to jest dobry materiał na film pełnometrażowy, bo oryginalnie to była prosta kreskówka pokazująca zawód listonosza od kuchni (BTW to dość charakterystyczna cecha brytyjskich seriali animowanych, że ich fabuła polega na kulisach danego zawodu zaufania publicznego), gdzie wszystkim postaciom podkładał głos jeden koleś.
No i bez zaskoczeń. Fabułę to się widziało z milion razy w tego typu produkcjach dla dzieci. Gość ma szansę stać się kimś, ale traci to co jest ważniejsze. Ughh... I mówiąc o cechach nieobecnych w oryginale to Jess często ma slapstickowe wywalanie na glebę, by było śmiesznie. I wiem, że to produkcja dla małych dzieci, ale ciężko mi uwierzyć, że w dzisiejszej UK listonosz z prowincji zostanie drugą Susan Boyle i fenomenem, który chce zekranizować Spielberg czy Bay - jest białym heteroseksualnym facetem ze wsi i zdejmuje czapkę w kościele. I jestem zaskoczony, że w filmie z postaci pastora nie zrobili złego albo zmienili płci.
Jest jeszcze wątek jak zły koszerny (bo ma zakrzywiony nos ;)) wiceprezes Royal Mail chce zawładnąć światem za pomocą robotów począwszy od zastąpienia Pata i Jessa mechanicznymi sobowtórami. No i potwierdza się, że ludzie ze wsi to zacofane przygłupy. Nie zauważyli, że ten Robonosz z dziwne metalicznym głosem, świecącymi oczami i uśmiechem Jokera to jakiś robot z Doktora Who? Animacja to nieco lepsze Stacyjkowo. I całość mocno pod dzieci, tak pojawiają się dość nieadekwatne rzeczy - Terminakot na pewnie będzie się śnił dzieciom w koszmarach.
Polski dubbing OK. Trochę wysilili się - przez moment pojawia się postać z Irlandii i w polskim dubbingu mówi jakimś akcentem. I mamy postać będącą pastiszem Simona Cowella – tutaj Simon Cowbell. A, że Kupa Mojesutki to polska podróba Cowella, to w polskim dubbingu się nazywa Kuba Powiatowy - widać, że tłumacz nie mógł się powstrzymać i chciał utrwalić jakoś ten suchar :).
5/10
Praziomek - też w kinie żem nie widział, bo jakoś mnie nie ciągnęło. Wciąż Kubo i dwie struny to dla mnie najlepsza animacja od Laiki, ale tą również warto ujrzeć. Zwłaszcza dla animacji, która jest momentami tak płynna, że można wziąć to za CGI. I tylko ruchy ust wskazują na poklatkowy rodowód. To najlepsza jakościowa animacja Laiki.
Nieco zaskoczyła mnie fabuła, bo jedynie wiedziałem, że jest brakujące ogniwo i ma zabawne perypetie w XIX-wiecznej Europie. Lionel całkiem nieszablonowy - mam wrażenie, że w innym filmie dla dzieci byłby villainem. Rozwaliło mnie, że Yeti wprost uważają Sasquatcha za przypałowego krewnego, którego trzeba się pozbyć, by nie robił siary :). Adelina też zabawna i choć jest twarda i nie wpada w romanse z Lionelem (lać wątki miłosne!), to wiele razy staje się damą w opałach ku jej wściekłosci :). Brak wyjaśnienia jaka wspólna przeszłość stał za Lionelem i mężem Adeliny. Z drugiej strony czułem że będzie to twist powodujący chwilowe rozstanie w 3. akcie, ale Laika jest na szczęście jest zbyt ambitna na tego typu klisze.
Szkoda, że produkcje Laiki tak mało zarabiają, bo zasługują na większe uznanie i wybijają na tle animowanego mainstreamu.
7,5/10
19-02-2023, 17:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2023, 11:45 przez OGPUEE.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,208
Liczba wątków: 29
Point Blank (1967) czyli pierwsza wersja "Payback" Gibsona.
Poczytałem trochę o starej wersji jaka to jest dobra i... "Payback" wygląda przy niej jak arcydzieło.
Nużące, chaotyczne i naciągane a trwa jedynie ok. 1h 30 minut.
3/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
19-02-2023, 19:55
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
The Fall 2022r.
Dwie laski wspinają się na wierzę telekomunikacyjną o wysokości 600 metrów, aby nagrać odlotowe video na youtube. Jako, że youtuberzy i inni influencerzy to rak, to shit goes wrong i niebezpieczna zabawa staje się zagrożeniem dla ich życia.
Film ma marną podbudowę do głównego dania, którą wykonuje ładna kobieta o kompletnym braku umiejętności aktorskich. Druga bohaterka też nijaka. W każdym razie, jak już wlezą na tę wieżę to się nawet fajnie dzieje do momentu gdy faktycznie zaczynają się dziać złe rzeczy. Jest tu kilka sprawdzonych chwytów budujących napięcie i - o dziwo - jakoś to działa. Ale potem scenariusz usiany jest głupotami takimi jak na przykład pominięcie faktów żeby akcja się działa
- Dron nie miałby takiego zasięgu, ale co tam
- Telefon z kolei, jeśli miałby mieć zasięg na dole, bo przeca się babka tak ratuje w ten sposób, tym bardziej miałby zasięg na górze
- jeśli obie kobiety to doświadczone climberki, spokojnie jedna by zeszła za pomocą liny do dolnej partii wieży, gdzie już jest drabina, wykorzystując oplecenie słupa i poszłaby po pomoc.
- Oddalony od wieży około 3 kilometry bar i motel to miejsce, w którym kompletnie nikt nie reaguje na wystrzelenie racy z wieży będącej lokalną atrakcją
- Kobiety otwarcie pytają o wieżę, a mimo braku ich powrotu do motelu nikt się nimi nie interesuje, nawet jeśli nie wracają przez dwie doby.
Twist związany z dziewczynami (a w sumie nawet dwa - ten drugi to pozbawiony pomysłu twist obyczajowy) jest o tyle ciekawy, że ucina pewne niedociągnięcia scenariuszowe. Ale jest umiejscowiony za daleko w filmie, aby ta przewrotność miała wpływ na scenariusz. Choć doceniam chęci scenarzystów.
5/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
20-02-2023, 07:23
Stały bywalec
Liczba postów: 4,867
Liczba wątków: 4
1.Całkiem niedawno dałem szansę francuskiemu filmowi o tematyce okręty podwodne: The Wolf's Call z 2019. Miałem całkowicie zerowe oczekiwania. Ogólnie jest bardzo pozytywnie zaskoczony, gdyż film ma wszystko: zwrotu akcji, dramaturgia, stopniowo budowane napięcie, mamy honorowy pogrzeb i kapitana z krwi i kości, które idzie z swoim okrętem na dno. Do tego mamy elementy wojskowej biurokracji oraz niesubordynacji oraz świetną ścieżkę dźwiękową. Solidne francuskie kino sensacyjne. Ode mnie mocne 7/10.
2. W końcu obejrzałem pierwowzór filmów "Ocean's Eleven" z 1960. Mamy gwiazdorską obsadę' Sinatra, Dean Martin, Sammy Davis i inni. To naprawdę dobry film, chociaż momentami byłem zirytowany głupimi spacerami złodziei po kasynach. Momentami to prawie musical, no ale mając takie głosy w obsadzie aktorskiej, grzechem było tego nie wykorzystać. Z ekranu bije elegancją oraz czuć kilmat tamtych czasów. Film jest zdecydowanie mniej widowiskowy niż wersja Soderbergha, ale zbudowany na tej samej zasadzie: bierzemy zgraję gwiazd i kręcimy film. Scenariusz ma duży mankament jak dla mnie, bo główny antagonista pojawia się pod koniec filmu, więc jak tu budować napięcie. Ode mnie 6.5/10
Napisane dla was na moim RMX3363 przy użyciu Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
20-02-2023, 10:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2023, 23:13 przez Nemo.)
Użytkownik
Liczba postów: 128
Liczba wątków: 2
Emily The Criminal - w roli głównej Aubrey Plaza . Dobrze zrobiony trzymający w napięciu i mający nie mniejsze tempo niż filmy braci Safdie. Film opowiada o dziewczynie która wchodzi do świata kradzionych kart kredytowych bo chce spłacić swoje długi . Jest to intensywne kino oraz dobrze zagrane jedyne do czego się mogę przyczepić to wątek miłosny ale warto nadrobić ten film
20-02-2023, 13:12
Stały bywalec
Liczba postów: 12,424
Liczba wątków: 29
Konwój (1978) - surowa nieprzyjemna pustynia + groovy soundtrack = jest moc. Chciałbym się przenieść do listopada 1979 i ujrzeć film na wielkim ekranie. Pełno praktycznej kaskaderki, sensownego slomo, zajebistego klimatu i sympatycznych postaci. Np. przejąłem się losem Spidera i nie chciałem, by zginął. Oraz czasy, gdy emancypacja faktycznie była - gryfne panienki różnych kolorów, które kokietują samców alfa i same uczestniczą w męskich bójkach barowych. I same są truckerkami! Praktycznie to ekranizacja jakiejś kreskówki Texa Avery'ego. Gdy główny bad guy ponosi kolejną porażkę, to wymyśla kolejny, to coraz większy i bardziej gargantuiczny plan. Piękna afirmacja wolności jednocząca wszystkich wokół bez patrzenia na cechy zewnętrzne.
9/10
20-02-2023, 19:05
Stały bywalec
Liczba postów: 13,245
Liczba wątków: 77
Raise the Titanic - za dzieciaka sekwencja podnoszenia statku robiła ogromne wrażenie. A dzisiaj? No nie powiem, dalej świetnie to wygląda i tylko udowadnia, że modele > CGI. Mega scena, broniąca się rozmachem nawet po latach. Reszta to już taki mix różnych pomysłów hit & miss - sam koncept, aby podnieść wrak statku jest głupi, ale nośny (no i nie ukrywajmy - 43 lata temu musiał intrygować w dobie nieznajomości stanu statku, który odkryto dopiero kilka lat później) więc można to przemilczeć lub potraktować jako kino przygodowe. Motywacja, że na pokładzie jest cenny minerał jest wciąż niezła. Ale to, że ten minerał jest źródłem broni przeciwrakietowej to już niezła halucynacja scenarzysty (choć z drugiej strony dodaje to stawce kolorytu w postaci pojedynku imperiów bo ZSRR też jest tym zainteresowane). Poza tym w obsadzie jest kilka naprawdę mocnych nazwisk - Jason Robards, Richard Jordan, Alec Guiness (!), młodziutka Anne Archer i M. Emmet Walsh.
Ocena? Z sentymentu 5/10, przy czym 2 punkty za poniższy, wybitny efekt specjalny:
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
20-02-2023, 21:23
NUMA Director
Liczba postów: 2,092
Liczba wątków: 2
Jedna z dwóch powieści Clive'a Cusslera przeniesionych na ekran (druga to "Sahara"). Warto jeszcze zwrócić uwagę na muzykę, bo też była bardzo dobra :) Ogólnie książka jest o wiele lepsza. Zresztą samemu autorowi (ma cameo jako dziennikarz) film się nie spodobał. Rok później do kin weszli "Poszukiwacze zaginionej Arki" i Cussler twierdził, że chciałby ekranizacją właśnie w takim stylu.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
20-02-2023, 22:24
Stały bywalec
Liczba postów: 13,245
Liczba wątków: 77
Ten film pożarł jakieś astronomiczne ilości hajsu. Podobno zanim klepnięto pierwszy klaps to wydatki przekroczyły 15 milionów dolarów, co przy obecnych warunkach infacyjnych oznaczałoby, że preprodukcja kosztowała jakieś 160-170 baniek. No zabawili się tam we wczesnego Camerona ;) Podobno najwięcej kasy pochłonął ten imponujący model statku wraz ze zbiornikiem na którym mieli to kręcić. Ogólnie do Cusslera mam abiwalentny stosunek, ale czuć tu pewnego rodzaju kino przygody w starym klimacie.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
20-02-2023, 22:55
|