Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Unlocked - południowokoreański thriller o psycholu, który znajduje zgubiony telefon pewnej dziewczyny i pod pretekstem zwrotu wgrywa jej spyware, dzięki któremu śledzi każdy jej ruch, a następnie manipuluje jej życiem. Brzmi jak coś, co napisała grupka scenarzystów wychowana na Instagramie i... rzeczywiście tak jest, bo trąci to mocno sztampą i zamiast przerażać - miejscami nuży. O głupotkach, dziurach i nielogicznym zachowaniu bohaterów można tu pisać cały esej. Nie pomaga tutaj drugi wątek ze śledztwem policyjnym, gdzie ojciec szuka swojego zaginionego syna. Nie dość, że twist z końcówki jest słaby i w sumie podany na tacy 20 minut wcześniej, to jeszcze jest wpasowany w dłuuużący się finał. Nie wiem też, czy to kwestia castingu czy scenariusza, ale dziewoja w roli głównej nie ma czego grać, a złol wygląda jakby urwał się z teledysku BTS. No i jego działanie jest tak słabe, że ani przez moment nie idzie wierzyć, że mógłby być seryjniakiem.

Na plus - bardzo fajny wstęp, przywodzący na myśl początek Lord of War z Cagem, tylko że tu zamiast pocisku mamy smartfona. Dobrze też zaprezentowano szukanie danych, powiązań, zainteresowań, które mogą się przydać w manipulacji. Ale to tyle. Z technicznego punktu widzenia gość dysponował bronią lepszą niż Pegasus, a nie zrobił z tym de facto wiele. 

3/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
High Plains Drifter (1973)

Clint jak to on - gdy jest na ekranie, czy to w kapeluszu czy bez kapelusza, to przywłaszcza sobie samą prezencją ekran. Tym razem w bardziej antypatycznej roli, niż zwykle. Dla przykładu - w jednej z pierwszych scen gwałci kobietę i nie spotyka go za to konkretna kara. Zresztą Clint uchodzi tutaj za wcielenie Czarta i te wszystkie piekielne nawiązania trochę go wyróżniają na tle innych westernów.

Już od pierwszych cichych minut czuć tą otoczkę tajemnicy panującą w miasteczku. Z miejsca widz wie, że coś tam musiało mieć miejsce. Wrażenie robi przede wszystkim finałowa sekwencja na tle płomieni. Jedna z tych scen, które wołają wręcz KLIMAT i za nią podwyższam ocenę o gwiazdkę.

8/10

Odpowiedz
Wiesz, za ten gwałt zostaje prawie zastrzelony, a poza tym to też była metaforyczna kara na tej kobiecie, w końcu Clint nie gra tutaj prawdziwego człowieka tylko raczej siłę natury
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Fakt, choć kula go nie sięga i pewnie dlatego, bo jest właśnie Diabłem ;)

Odpowiedz
Mask of Zorro z roku 1998r

Fajowa przygodówka lecąca po łebkach, z charyzmatycznym Hopkinsem w roli przekazującego pałeczkę młodemu i równie charyzmatycznemu Banderasowi. Za przeciwników obaj mają parę złoli, którzy także świetnie się spisali, bo i kapitan Love i Montero dali radę zaprezentować sukinsynów jak trzeba. Te role są obsadzone doskonale, podobnie jak zjawiskowa i pełna wigoru Zeta-Jones. Rozmach historii i główny wątek mocno dopieszczone, ale jak wspomniałem, całość mimo pietyzmu leci po łebkach i jest tu wiele przypadku oraz skrótów. Zapamiętałem ten film z kina jako mający długi wstępniak z nauką Murietty przez Zorro, ale teraz aż się dziwie, że to tak szybko zleciało: 5 minut i gość jest wytrenowany. Potem skrót przed kolacją, na której Murietta jest już szarmanckim jegomościem. Samego szkolenia nie widać, a z czapy ze złodzieja nagle robi się prawdziwy i wszechwiedzący Don.

Mniejsza, bo ogląda się to mega. Potyczki i humor na poziomie, intryga prosta jak konstrukcja cepa a finałowa walka to przygoda pełną gębą. Zresztą, ten pazur przygody pojawia się od samego początku i nie odpuszcza aż do końca. A wszystko to okraszone cudowną muzyką Hornera i fajnymi zdjęciami.

7/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Heh, też ostatnio obejrzałem - 8/10 jak nic, miejscami nawet więcej. Bo niby jest skrótowość, ale film i tak trwa ponad dwie godziny (czego w ogóle nie czuć), więc wszystko względem bohaterów i ich relacji jest wystarczająco rozwinięte. No i strona techniczna rządzi po całości, a atmosik to już w ogóle bajka.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
[Obrazek: maxresdefault.jpg]
M3GAN (2023) Unrated

Skrzyżowanie filmów o złych androidach z "Chucky'm". A jeszcze bardziej z ostatnim rimejkiem "Chucky'ego" z którego pomysł jest wprost zerżnięty. Niestety nie ma to duszy za grosz, widać i czuć jak bardzo było wykalkulowane. Sam film naiwny i naciągany.
Ale osobną ciekawostką jest to, że do kin wpuścili ocenzurowaną wersję (zarzekając się, że jest DOBRA) ale później na nośnikach wyszła już pierwotna. Tych zmian nie ma dużo ale widać jak BARDZO PG-13 jest ułomne i niszczy sceny.
W SPOILERZE przykłady.

Sam film, jakieś 4/10

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Bluebeard's Eight Wife - tutaj spore rozczarowanie, bo jakieś to wszystko takie na pół gwizdka, sporo komediowych scen chybionych, albo ten humor do mnie po prostu nie trafił. Cała intryga jest naciągana jak guma w majtkach: po samym jej opisie spodziewałem się o wiele więcej, a mam wrażenie, że fabuła się skończyła zanim się na dobre rozwinęła. Pierwsze spotkanie z Lubitschem nieudane. 5/10

Tootsie - słabo dostępny był ten film, zresztą jakoś niezbyt ciągnęło mnie do opowieści o facecie przebierającym się za babę, więc długo zwlekałem z nadrobieniem tego klasyka. W końcu się udało i muszę przyznać, że film jest świetny: dobry pomysł, precyzyjna konstrukcja, znakomicie wszystko zagrane, po prostu bardzo dobrze się bawiłem, to w ogóle jedna z lepszych komedii jakie znam. Ja lubię w filmach motyw oszustwa szytego grubymi nićmi i to napięcie, wyczekiwanie, czy tajemnica w końcu się wyda było tutaj dawkowane w odpowiedni sposób, miałem nawet delikatne skojarzenia z... Karierą Nikodema Dyzmy, gdzie było podobne nabieranie całego otoczenia, że jestem kimś innym niż naprawdę. Podobały mi się też rejony w jakie kroczy historia, czyli, że Michael traktuje to po prostu jak pracę, a bliską relację z Julie próbuje wykorzystać do tego, żeby po prostu zaruchać :D Dzisiaj pewnie zrobiono by z tego film o zagubionym w swojej tożsamości mężczyźnie, któremu jest lepiej jako kobieta itd.
Rola Hoffmana jest już w panteonie Hollywood, szkoda, że nie było za nią Oscara - Kingsley jako Gandhi też był świetny, ale ja bym dał raczej Dustinowi. Oscar dla Jessici Lange dosyć dziwny, bo to rola zaledwie dobra. Ode mnie 8/10
Tak na marginesie: to dosyć dziwne, że Dorothy nigdy na potrzeby tej produkcji telewizyjnej nie jest przebierana, ani nie robi się jej makijażu, tylko staje przed kamerą tak prosto z ulicy. Możnaby pokusić się o scenę w której reżyser mówi, że jej stylówka jest tak dobra, że rezygnujemy z makijażu i kostiumów.

Odpowiedz
(01-03-2023, 10:17)simek napisał(a): Możnaby pokusić się o scenę w której reżyser mówi, że jej stylówka jest tak dobra, że rezygnujemy z makijażu i kostiumów.
Pamiętam jak w Brokacie po ubraniu kostiumów, to od razu szliśmy do charakteryzatorni, by dorobić sztuczne owłosienie, ogarnąć fryzurę bądź makijaż. Gdy szła moja kolej to charakteryzatorki mówiły, że nic nie trzeba mi dorabiać :).


Obcy na poddaszu - gdy film wychodził, byłem w liceum i z kolegami trafiliśmy w gazecie zapowiedzi filmu to typowaliśmy jaki typ postaci odgrywa dany kosmita (ten głupek, ten cwaniaczek, ten mięśniak) - kumpel szczególnie kulał bekę z tego umięśnionego kosmity.

Co do samego filmu - czego się spodziewaliście po tytułu? Głupawa, ale sympatyczna komedia dla dzieci, która leci w niedziele na Polsacie do obiadu i gdyby powstała w latach 90. byłaby mile wspominanym klasykiem. Co mi się podoba, że dzieciaki są dobrej w komitywie z kuzynostwem i nie próbują wciskać rodzinnych konfliktów. I jeśli jest jakiś ludzki antagonista, to jest nim chłopak Ashley Tisdale.

CG kosmitów widoczne już wtedy i bardziej pasowaliby, gdyby film był animowany. Aktor wcielający się w Ricky'ego był kapitalny i widać, że miał frajdę na planie. Też młodzież została dobrze obsadzona i żadne z nich nie irytuje, co jest plusem w tego typu filmach. I filmowcy jednak mają dobry kontakt z dziećmi, bo pokazują nadmierne granie na komputerze jako coś pożytecznego. Poza tym to chyba jedyna okazja ujrzeć jak student tłucze się z moherowym beretem w stylu Street Fightera :).

Jestem zaskoczony, że nie został do niego zlecony polski dubbing, bo było od początku wiadome, że na to przede wszystkim pójdą dzieci i takie familiady zawsze są u nas dubbingowane.

6,5/10


Błękitna nuta - początek jak na Żuławskiego dość pogodny i wygląda jak coś z Asterixa i Obelixa w XIX wieku. Ale nie martwcie się - po 40 minutach zaczyna być odpowiednio po żuławsku. Gdy jak Delacroix używa Demogorgona jako modela do pozowania. A dalej potem na drabince umieszczonej na drzewie buja się jakieś rude włochate coś, a potem Solange gna  w towarzystwie wysłanników Czerwonego Moru. A chwilę później Roman Wilhelmi z Ukrainką widzi francuski oddział KKK. I potem te same metaforyczne postacie razem pojawiają się, gdy Chopin ze swoją marionetkową podobizną brzdąka marsz pogrzebowy.

I to nie wszystko - po kiszeniu kapusty bohaterowie idą przez ścianę w kolorze psychodelicznego fioletu. A po godzinie trwania filmu Chopin i Solange mają kizi-mizi w najbardziej czerwonym pomieszczeniu w historii czerwieni. Ogólnie przesłanie filmu brzmi, że artyści to jebak porąbańcy. Choćby ta nadaktywna Ukrainka to nadawałaby się na uczestnictwo w horrorze o opętaniu. Nikt tu nie jednak do końca przy zmysłach i najbardziej normalni są wspomniany Demogorgon i jego kumpel z Afryki w hipisowskim wianku kwiatów na głowie. Ale dla kontrastu (także dla wersji Antczaka z 2002 r.) Chopin to jedyny normalny z tej czeredy.

Żuławski był progresywny nim było to modne. Skoro Chopin był polskim pianistą, to musi go grać nie tylko Polak, ale i też zawodowy pianista ;). I tak jest trochę dialogów jest po polsku, ale nikt ich nie kaleczy to wymawiają je polscy aktorzy. Na pewno warto to zobaczyć. Zwariowane to, ale pamiętne.

8/10

Odpowiedz
(24-02-2023, 16:21)Mefisto napisał(a): A It's a Mad mad world widziałeś?

O, pamiętam, że miałem się kiedyś za to wziąć, ale okazało się, że są różne wersje, sporo różniące się długością, więc trochę się w tym pogubiłem. Według IMDb metraż to jakieś trzy i pół godziny, ale w necie po prostu nie ma takiej wersji. A ponieważ nie dałem rady znaleźć tej najdłuższej, a nie wiedziałem, czy oglądanie krótszej ma sens, więc odłożyłem to na później, żeby zrobić większy research w tym temacie, no i jakoś wyleciało mi potem z głowy, żeby się podowiadywać.

Odpowiedz
To chyba jakiś babol, bo generalnie wypuszczono do obiegu dwie wersje - 197 minut i 163. Ale już ta krótsza potrafi przytłoczyć.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Powrót do Błękitnej Laguny - to ten film brałem w dzieciństwie za oryginalną Błękitną Lagunę i do tej pory pamiętam jak w finale głównym bohaterom pomógł rekin. Praktycznie to remake jedynki. Ale tym razem opiekunem dzieciaków jest wykształcona kobieta i wyjaśnia im jak się robi dzieci. Ciężko mi ocenić. Jakiś sentyment z dzieciństwa, a z drugiej strony odhaczanie elementów wspólnych z jedynką. Powracają także ludożercy. Ogólnie różni się tym, że w trzecim akcie do wyspy dopływają australijscy marynarze. Młody nie dorasta Atkinsowi - wygląda jak członek boysbandu. Milla Jojovich ujdzie. I pamiętałem to bardziej epicko i dramatycznie. Ale skłamałbym, mówiąc że Maliny zasłużone. Zdjęcia nadal niczego sobie i jak i soundtrack samego Poledourisa. Pięknie prezentują się zwłaszcza okoliczności przyrody (same chociażby rafy koralowe). I dość brutalny, bo w pierwszym marynarz chce zabić dwójkę dzieci, a ich opiekunka tłucze do krwi i wrzuca trupa do wody. I ładnie sugerują omen, gdy są przebitki na jednego z marynarzy ciągle lampi się na Millę. Ogólnie jako film sam w sobie jest OK, a też jako sequel nie psuje niczego.

7/10


K-9Może ona cię lubi, ale kocha mnie! - oj, poczekaj dłużej Dooley i szybko się przekonasz, kto pierwszy dostanie obiadek, a ten drugi jakieś ochłapy z niego :]. Swego czasu ojciec chciał nauczyć naszą suczkę triku "wstydzenia się", jak to robił Jerry Lee w finale :). Zadziwia mnie po latach jak wiele komedii sensacyjnych z lat 80. w większości zdecydowanie sensacyjniaki, a humor generalnie jest okazjonalny. Podobnie jest tu. Z początku jest dość ospałe tempo. Potem jak pojawia się Jerry Lee robi się lepiej. Wcielający się w niego pies świetnie zagrał, a sama postać to niezrównoważony gliniarz, który wiele razy ucieka do brutalności, a nawet gwałtu ;). I jak każdy normalny pies nienawidzi być czysty (wyszczerzone zęby po myjni aż mówią "jesteś kurwa martwy, Dooley!" i domyślam, że dlatego się wykasztanił się w szafie :)). Dooley to podobny psychol i duet pies-Belushi ciągnie ten film w górę. Przy okazji Mental powinien przystopować z rasizmem. Ten film pokazuje sytuację, gdzie Murzyn stosuje się do zaleceń policji i nie kozaczy :o. Ale jest bogaty i wykształcony, więc może dlatego.

7/10

Odpowiedz
Też ostatnio oglądałem K-9 i to super film, takie idealne 7/10. W pierwszych 10 minutach mamy wszystkie klisze filmów sensacyjnych z epoki, a dalej jest tylko lepiej.

Nie polecam za to sequela, jest absolutnie straszny. K-9 P.I. nawet nie odpalałem.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Sindbad: Legenda siedmiu mórz - było się z dziadkiem w śp. kinie Delfin. I był to pierwszy i ostatni seans tego filmu. Aż do dnia dzisiejszego. Naprawdę szkoda, że Dreamworks zrezygnował animacji 2D oraz wolał wziąć mielić shrekową formułę, bo ze wszystkich studiów małpujących disneyowską formułę zrobił to najlepiej i jednocześnie stworzył własną tożsamość.

Z całej czwórki 2D filmów Dreamworksa ten jest zdecydowanie najsłabszy i najmniej pamiętny. Ale to wciąż udana produkcja i to solidna przygodówka. Plusem, że Sindbadowi daleko do good guya. Pewnie, jakiś kręgosłup moralny ma i można z nim pójść na piwo, ale wciąż to pirat i głównie chce okradać. Jak fakt, że początkowo nie zamierza ratować księcia Syrakuz, swego przyjaciela z młodości i chce jechać na Fidżi. Gdyż stwierdza że król nie pozwoli na śmierć swego następcy tronu (co potem okazuje się słusznym rozumowaniem, bo potem jest scena jak król chce ukradkiem wywieźć księcia zagranicę, a pilnujących strażników przekupił). A i Sindbad to ultra seksista i nie uznaje kobiet w przeciwieństwie do swej beta-załogi :). Marina to dobra bohaterka z całkiem subtelnym strong woman. A prawdopodobnie pies jest gejem, bo jako jedyny z załogi Sindbada nie pada urokowi syren ;). No i mile zaskoczyć zwierzęcego sidekicka, które jest... zwierzęciem. 

Jakbym miał na coś narzekać, to romans jest nieco z dupy i wymuszony. Chemia między Sindbadem a Mariną jest, ale nie na tyle, żeby wpadała w nim ślinę (a wcześniej darli między sobą koty).

Nie spodziewałem, że tak płynnej animacji i tym bardziej żal, że obecnie jest ona w Czerwonej Księdze Gatunków zagrożonych w kategorii CR. Szczególnie świetna była animacja Eris, jej główny animator spisał się na medal. Choć cały film mocno korzysta z komputerowych obrazków, jak CGI-statki czy potwory wysyłane przez Eris, a w oddali postacie są zastępowane cyfrowymi dublerami. Ale na tyle to wypada dobrze i CGI jest wystylizowane, że nie powoduje dyskomfortu. Muzyka jest dość mocno elfmanowa.

Pewnie już oskarżony o -izmy i bielactwo, bo Sinbad nie jest Arabem, a świat przedstawiony to miszmasz starożytnej Grecji, a głównym badguyem jest grecka bogini. Ale na tyle jest kreatywności, że można przymknąć oko i mocno korzysta z dawnych wierzeń jak fakt, że Ziemia jest faktycznie płaska. Z kolei syreny to nie Arielki, a jakieś wodne mary.

Polski dubbing dobry i rzadki przykład stosowania akcentu innego niż niemiecki i rosyjski (zwłaszcza wtedy). Jedna postać jest Włochem (który wygląda jak Mongoł) i grający go Boberek mówi narzeczem włoskiego. Widzisz Disney? Nie trzeba nic rusyfikować :). 

7,5/10

Odpowiedz
Crimson Tide - powtórka po 14 latach i dalej jest to dla mnie jeden z najlepszych, a nie najlepszy film o łodzi podwodnej ;) Taki film nie powstanie już nigdy i nawet nie chodzi o tematykę, która siłą rzeczy umarła w na wielkim ekranie na rzecz marvelozy, co o stylistykę i klimat starych czasów - wszyscy tu jarają cygara i fajki na potęgę, na twarzach w wyniku stresu pojawiają się krople potu, mężczyźni zwracają się do siebie dosadnie a nie jak modele z wybiegów, a wszystko to z pieczołowitością obserwuje kamera Wolskiego. Rzadko który film zrobiony głównie na 2 rodzajach planów jest w stanie mnie tak wciągnąć, ale tu Pan Dariusz do spółki z Tonym Scottem ogarnęli niemal wszystko na zbliżeniach i planie średnim miksując ujęcia w jednej scenie. Działa to świetnie, nadaje super dynamiki.

Aktorsko wyszło wszystko zajebiście - Hackman jest perfekcyjny, młody Denzel daje sporo fajnej energii w tym konflikcie bohaterów, a na drugim planie jest cała masa osób z cyklu "o tego już gdzieś widziałem", na czele z Matten Cravenem i James Gandolfinim oraz Viggo Mortensenem. Nawet na chwilę miga w kilku ujęciach Steve Zahn, a na koniec wjeżdża sam Jason Robards, który nawet mając 2 minuty przed kamerą niszczy system.

Crimson Tide to szczytowe osiągnięcie rzemieślniczego podejścia do kina akcji na małej przestrzeni. Piękne, małe arcydzieło.

9/10 bez wahania.

[Obrazek: images-w1400.jpg?1352828176]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Jason Robards, nie James. Ale to jest argument, żeby w końcu obejrzeć.

Odpowiedz
Poprawione. Facet zalicza cameo (nawet nie ma go w creditsach) ale i tak przemiela Denzela oraz Hackmana jednocześnie ;)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Snappik napisał(a):jest to dla mnie jeden z najlepszych, a nie najlepszy film o łodzi podwodnej

Okręcie podwodnym. OKRĘCIE KURVAAAAAA!

;)

Odpowiedz
Człowiek pisze ekstra reckę extra filmu ze starych, dobrych czasów to się gawiedź sra, bo jedno słówko się nie zgadza.

A idźcie w uj ;)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Ja tam wnioski wyciągnąłem prawidłowe - obejrzę. Ale fakt, że co je okręt to nie je uć.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,044 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,799 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,210 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,360 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,920 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,167 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości