Krótka piłka, czyli mini-recenzje
A to nie to samo :)?

Odpowiedz
Violent night, czy tam Przemocowa noc - niemożebne gówno. Szkoda dobrego aktora Harboura na po raz kolejny odpierdzielanie roli zapijaczonego moczymordy, naprawdę nikt nie może mu dać normalnej roli komediowej? Scenariusz to największy rzyg i kiepska kalka z Die Hard i Kevina, obraza dla inteligencji 5- latka i wzwyż. Zero treści, tylko cringe i pustka. Oczywiście obowiązkowa promocja ciemnego pigmentu i obrzydliwa trawestacja mikołajowej tradycji, który jest tutaj jakimś Thorowym mścicielem rozpierdalającym wrogów niczym podczas Ragnaroku, scen śmierci nie powstydziłby się wczesny Jackson, czy Sam Raimi. 
I z jakiego sarkofagu oni wskrzesili Melanie Griffith? 
- 10000/10


Menu - fajne filmidło. Czegoś zabrakło, ale ogólnie świetna zabawa, pojedynek aktorski Fiennesa i Taylor-Joy, niemniej Fiennes to klasa sama dla siebie, jako widz wręcz czułem jego wewnętrzną rozpacz i wynikający z tego obłęd. Niestety końcówka z hamburgerem ssie pałkę ostro i pozostawia spory niedosyt z morału. Sam morał zbyt łopatologiczny, o wiele lepiej (subtelniej) wyszło to w Pasożycie. 
7/10

Odpowiedz
(07-03-2023, 20:47)first-pepe napisał(a): Violent night, czy tam Przemocowa noc  

Psst, psst. Do bożonarodzeniowych filmów jest odpowiedni temat ;): (wiem, że Boże Narodzenie już dawno było nawet u prawosławnych)
https://forumkmf.pl/Thread-Filmy-na-%C5%9Bwi%C4%99ta--1992?page=7

Odpowiedz
Prawie pod rząd trafiły mi się 3 filmy ze skopanym zakończeniem

[Obrazek: omega-man-1.jpg]

Omega Man (1971) czyli stare "Jestem legendą".
Taylor Heston, tym razem w przyszłości z plagą zomb...
Nie ma CGI-zombiaków ale nie znaczy, że ich pierwowzory są lepsze. Są złe na innym poziomie. Film bardzo krótki więc automatycznie jest kolejną zmarnowaną szansą. Ze spartolonym finałem.
4/10

[Obrazek: MV5BMTI1NjIzMDIyN15BMl5BanBnXkFtZTcwNjIz...@._V1_.jpg]

Judgment Night (1993)
Grupka przypadkowych gości jest świadkiem niecnych uczynków bandy gangsterów, po czym musi uciekać przez dzielnicę slumsów. Zapamiętałem to jako bardzo dobry survival-akcyjniak. No i przez większość czasu tak jest. Niestety (a może stety) zapomniałem o FATALNYM finale. Właściwie krótkim fragmencie, kilka sekund, która rzutuje na całość.
Naprawdę chciałem dać 7 ale wspomniany fragment psuje odbiór całości.
Swoją drogą, muzyka jakby zaraz miała przejść w motyw z "Predatora". Ciekawe czemu.
6/10

[Obrazek: Innocent-Blood-1992-Movie-Scene-12.jpg]
Innocent Blood(1992)
Mało znany i chyba zapomniany komedio-horror tego sku... Landisa.
Piękna i seksowna (choć to kwestia gustu) wampirzyca karmi się głównie złymi ludźmi. Pewnego razu trafia na przedstawicieli włoskiej mafii ;)
Ogląda się fajnie i przyjemnie choć główna aktorka zupełnie nie przekonuje za to wymiata pan ze zdjęcia. Dla niego samego podnoszę ocenę o oczko. Choć finał też jest trochę skopany.

7/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Shamar, tyś się gdzieś teleportował do wypożyczalni VHS? :)
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
On z niej nigdy nie wyszedł ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Kim, u licha, jest Taylor Heston?

(08-03-2023, 23:30)shamar napisał(a): Niestety (a może stety) zapomniałem o FATALNYM finale. Właściwie krótkim fragmencie, kilka sekund, która rzutuje na całość.

Co takiego dzieje się w ciągu tych kilku sekund? Zdradzisz? Czy też trzeba znać kontekst i lepiej obejrzeć cały film, by przekonać się na wlasne oczy?

Odpowiedz
Swoją drogą „Jestem Legendą” to bardzo prosta powieść do adaptacji, a za każdym razem wychodził chujowy film. Nigdy tego nie ogarnę
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
(09-03-2023, 08:17)Debryk napisał(a): Shamar, tyś się gdzieś teleportował do wypożyczalni VHS? :)


Ostatnio robię się nostalgiczny. Wolę powtórzyć stary film, którego już nie pamiętam, niż ryzykować oglądanie czegoś nowego.

Choć w sumie, oglądam też stare filmy, których nigdy nie widziałem. Ale zazwyczaj nie warto nawet wspominac o nich.

(09-03-2023, 11:40)al_jarid napisał(a): Co takiego dzieje się w ciągu tych kilku sekund? Zdradzisz? Czy też trzeba znać kontekst i lepiej obejrzeć cały film, by przekonać się na wlasne oczy?


Motyw, który bardzo podobny już się zdarzał w filmach. Otóż bohater chce
To jest tak kurva kretyńskie, że rzutuje na CAŁY FILM.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(09-03-2023, 11:40)al_jarid napisał(a): Kim, u licha, jest Taylor Heston?

duh, to ten koleś co poharatał nos DiCaprio w Chinatown

Odpowiedz
(09-03-2023, 11:40)al_jarid napisał(a): Kim, u licha, jest Taylor Heston?


U stupid woman.

[Obrazek: 66335c2976298d0e99005451931d76bf.jpg]
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Shamar, kurva, nie zmieniaj się nigdy xD

Odpowiedz
(09-03-2023, 11:42)Corn napisał(a): Swoją drogą „Jestem Legendą” to bardzo prosta powieść do adaptacji, a za każdym razem wychodził chujowy film. Nigdy tego nie ogarnę

Tylko, że sama powieść jest cienka jak dupa węża, więc i pole do popisu spore.
Captain Obvious

Odpowiedz
Kickboxer - powtóreczka po latach i wciąż to czołówka Van-Damme'a. Kolejny seans przypomniał mi się, że posypka z Hot Shots 2 parodiowała właśnie ten film. I wyleciało mi z pamięci, że Tong Po porwał i zgwałcił siostrzenicę Xiana. Film praktycznie to suma wszelkich filmów turniejowo-kopanych - mamy głównego Amerykanina o szlachetnym sercu, starego mentora uczącego tajemnej techniki walki z niecodziennym (tutaj Xian rozciąga JVCD giry jak za średniowiecznej tortury), sadystycznego czempiona będącego na usługach tutejszego gangstera, egzotyczne lokalizacje, chęć zemsty za kogoś bliskiego, training montage, niezobowiązujący wątek romantyczny z laską, która nie ma nic do roboty, ale też nie irytuje. I chyba to najlepszy przedstawiciel tego gatunku, w każdym razie jest na podium. Ma dobre piosenki, zwłaszcza końcowa. Dochodzą do tego świetne zdjęcia i plenery. Kobieca postać jest spoko i wątek miłosny nie przeszkadza, bo w sumie jest dość nienachalny. No i charakteryzacja dobra - gdybym nie wiedział, że Michel Qissi to Marokańczyk, to byłbym przekonany, że Tong Po gra jakiś lokalny azjatycki wymiatacz.

8/10


Małolaty u taty - ech, ta Ameryka. Jak nie jakaś klasistowska szkoła z pruskim wychowaniem, to reszta nie są dobrymi alternatywą - każde przedszkole to albo prowadzone przez palącego white thrasha, drugie to prowadzą sekretni seryjni mordercy, a do trzeciego to wzywana jest co chwila policja :). A jak chcesz założyć przedszkole, to panuje dyskryminacja płciowa, że jak faceci prowadzą przedszkole, raz że to na pewno zboczeńcy. I . A tak to standardowa komedyjka familijna z przeróżnymi kliszami, które świat widział wiele razy. Choć w całym przedszkolu to Trekkies okazuje się najbardziej kompetentnym przedszkolankiem, to miło że Eddy Murphy i ten drugi jako tako ogarniają dzieciaki (co pomaga w tym, że sami mają własne), co nie jest częste w tego typu filmach. Miło, że urzędas wysyłany przez Anjelicę Huston nie jest sadystycznym ciulem i po prosto wykonuje służbowe obowiązki (i sam nawet się w pewnym momencie zaangażował w opiekę nad dzieciakami). Można to puszczać młodszym, ale samemu nie ma uczucia żenady.

5/10

Odpowiedz
[Obrazek: 7204520.3.jpg]

Last American Virgin (1982) czyli "Lody na Patyku", wersja USA.
Film skopiowany praktycznie w każdym elemencie, niektóre sceny wypadły, niektóre delikatnie zmodyfikowano. Zmieniono oczywiście miejsce, czas i... muzykę. Szczególnie jakieś nieznane w większości (przynajmniej mnie) przeciętne kawałki 80/70 nie mogą się równać z hitami lat 50, 60 oryginalnego filmu. Aktorzy też wydają mi się gorsi.

3+/10

[Obrazek: MV5BMTMzMzg5MjkxOF5BMl5BanBnXkFtZTYwMDE3Mzg4._V1_.jpg]

Straumatyzowany Chuck vs Quasimodo Myers Voorhees z teatru, o ksywie... Terror.
Już na początku jest niedorzeczna scena, że odechciewa się oglądać ale... można przebrnąć jakoś bo krótki.
4/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Familijne powtórki:


Piotruś Pan (2003) - najwierniejsza ekranizacja powieści Barry'ego. M.in. Piotruś mówi, że nie ma Zagubionych Dziewczynek, ponieważ te są za mądre na wypadanie z kołysek. Filmowcy zasugerowali, że tak jak w książce Nibylandia to coś w stylu Fantazji z Niekończącej opowieści, bo na początku dzieci wspominają wcześniej o piratach i na miejscu rozpoznają każdego z piratów, mimo że widzą ich pierwszy raz. I Zagubieni Chłopcy są zaadaptowani mimo początkowych zastrzeżeń pana Darlinga (i tak ¾ z nich zginie na froncie I wojny światowej :)). Choć film pozwolił na parę uaktualnień, bo pojawia się nowa postać (ciotka Darlingów chcąca posłać Wendy do żeńskiej szkoły), a Wendy chce pisać powieści, co nie podoba się innym, bo literatkom ciężko znaleźć męża.  A Nana jak w Disneyu jest bernardynem zamiast nowofundlandem. I Wendy przeraża fakt, że musi się hajtnąć. A oprócz Tygrysiej Lilii porwani zostają Janek i Michaś, którzy są bezczelnie traktowani jako piąte koło wozu, o którym Piotruś wiecznie zapomina :D.

Ale na szczęście powstał w odpowiednich czasach, ponieważ Wendy choć ma w łapie miecz i walczy z jednym z piratów, to nie robią jakiejś feministki, a jedyne diversity to załoga Kapitana Haka (tak jak w książce) i syreny. I Hakowi pozwolono palić podwójne cygaro. I jakaś aktualizacja względem obecnej wrażliwości to, że Indianie są wierniej odtworzeni i mówią wyłącznie po indiańsku, a Tygrysia Lilia jest nieco kompetentniejsza od chłopców, co jednak nie psuje wrażeń i pasuje w kontekście świata przedstawionego (mi się spodobał moment, jak bracia żałośnie proszą piratów o litość, a Tygrysia Lilia patrzy na nich z czystą żenadą :D). 

I choć disneyowski Piotruś Pan ma specjalne miejsce w mym sercu, to ten film jest lepszy. Dzwoneczek jak w Disneyu świecąca się na złoto (czy to trudno disnejowska live action wersjo?) i niema zawistna socjopatka, która nawet wypina dupę przed Wendy - świetna aktorka. Dzieci wypadają bardzo dobrze i jeremy Sumpter pięknie uchwycił istotę tytułowego bohatera będącego popisującym się mądralą przerażonym na myślą o prawdziwej dorosłości. Oraz jego miłość Wendy traktującej Piotrusia jako swój pierwszy crush. I Hak jest smutny, że jakiś gówniarz znalazł miłość, a jemu zostało trzepanie do pornoli, których jeszcze nie wynaleziono. W ogóle pamiętam w Co jest grane? jak recenzent pisał pierdolety o jakimś erotyzmie Piotrusia i Wendy, gdy w filmie to zwykły niewinny romans ze szkolnych lat i sam film spokojnie można pokazać dzieciom bez obaw, że będą miały skazy na psychice. OK, technicznie Czarny Zamek to mroczna sekwencja, a syreny są urwane z horroru i nie szczędzą widoku na odcięty kikut Haka (w ogóle scena jak Hak pierwszy raz się pojawia i wygląda jak śćpana gwiazda glam rocka :)), który zabija kilku piratów... i przyznam, że ta gnijąca papuga piratów jest nieco creepy, ale też twórcy z tym nie przesadzają i wiele mrocznych scen rozładowuje duża ilość humoru.

Film jest mocno wystylizowany, głównie przez dość kreatywne wykorzystanie CGI służące przede wszystkim do owej stylizacji, bo w większości to analogowa szkoła. W scenach lotu trochę odstaje tło i bluescreen, ale zwalam na ząb czasu. CGI krokodyla bardzo dobre na tamte lata. Świetna muzyka, gdy dzieci startują z Piotrusiem do Nibylandii.


Polski dubbing poprawny, choć Fronczewski cholernie wybija się jako pan Darling / Hak - przykład dlaczego znani i ropzoznawalni aktorzy w dubbingach powinni się ograniczać do animacji. I wszyscy bohaterowie w polskim dubbingu otrzymali polskie imiona, a jedyną osobą bez takowego jest Wendy. Kurde, w PRL-owskim dubbingu jakoś potrafili zrobić Wendy Wandą, a tu nie dało się?!

Spokojnie można pokazać dzieciakom jako alternatywę dla disneyowskiej wersji

9,9/10 

 
Rybki z ferajny - byłem w kinie i dziś jest mi wstyd. Nie bez powodu to jest wymieniane jako najgorsza animacja Dreamworksa. Praktycznie wygląda jak spoof takowej animacji - duże ilości celebrytów w obsadzie, popkulturowe nawiązania dla samego nawiązywania, żenujące próby poklasku pod starszych widzów, randomowy żart z pierdzeniem na zasadzie "bo tak", nawsadzanie popowych kawałków i wspólne tańce na końcu.

Ziomalski do przesady, nie mówiąc o oklepanych chwytach, które przy lepszym scenariuszu by nie wybijały, a tu wybijają. Jak dziewczyna głównego bohatera z nim zrywa, bo "stał się inny i oto chodzi w marzeniach" i wcześniej zgrywa zazdrosną małpę, bo jej gach całował się z całkowicie zbędną postacią rybiej Angeliny Jolie (nie pamiętałem, o co z nią chodziło oprócz zarywania do Oscara). No dobra, liar revealed pokazano w końcówce i nikt od Oscara się nie odwraca. Ale to byłby jedyny film, gdzie wszyscy nienawidzą kłamcę i każą mu się wynosić, gdzie miałby to sens. Bo koleś okłamuje, że jest w stanie zniszczyć rekiny aka mafię (i daje nadzieję na lepsze jutro), a okazuje się żałosnym zakłamanym przegrywem, pewnie niektórzy by pomyśleli, że jest cynglem mafii. A na dodatek gość jest nieco złamasem, więc ostracyzm byłby wskazany. A w nagrodę Oscarowi przebaczone i zostaje współwłaścicielem myjni i potem scena jednania się z Nagiej Broni 1. A gangsterzy zostają spoko ziomkami w hiphopowej stylówie, mimo że dalej pewnie wymuszają haracze i łamią kończyny rybkom, a pewnie wciąż żyją osoby, którym zniszczyli życie :P.

Końcowa taneczna sekwencja już za dzieciaka budziła u mnie cringe. Teraz zdałem sprawę, jakie niektóre projekty graficzne są zwyczajnie paskudne i podobieństwa do aktorów głosowych są aż nazbyt uderzające. A wspominają już, że Oscar to nieco złamas? Jego dziewczyna daje mu swą rodzinną perłę na spłatę długu, a ten w ostatniej chwili woli postawić na wyścigach koni morskich (co nawet Sykes uważa za debilizm). Próbują zrobić smutny i dramatyczny moment śmierci Frankiego, oczywiście spaprany bo kolesia jest mało i to złoczyńca, a wcześniej dali suchar ze zmiennocieplnością i plaskaczem. Świat przedstawiony to jakiś dziwny miks Tęczowych rybek i Spongeboba z licznymi punami polegającymi na zmianie literek w znanych markach. I czemuż to ojciec Oscara ma ludziee afro, które przeradza w łysinę i wąsy mimo bycia łuskowatą RYBĄ!? Poza tym rekiny są jako pokazane mięsożercy, bo mafia. Dobra, ale rekiny nie są jedynymi drapieżnikami w środowisku wodnym. Ech, za dużo wymagam. Jedyny taki przejaw kreatywności to są meduzy będące rastafarianami (i z nimi się wiąże jedyny udany in-joke). I na sój sposób fajna była ta łysa ośmiornica na usługach główny szefa rekinów.
  
Polski dubbing ujdzie. Cezary Pazura to kompletna pomyłka i żal, że jednak nie wzięli Jacka Kopczyńskiego (który dubbingował Oscara w zwiastunie) jak pierwotnie chcieli. A to dlatego, że producenci z Ameryki uparli się na kogoś znanego. No i to ten czas cholernych wierzbiętyzmów, które z perspektywy czasów wypadają fatalnie, nie mówiąc o polskich wtrętach zahaczających o politykę (jak rybia Monika Olejnik rzuca "będziesz Hausnerem" czy "Belka ostatniego ratunku" - urgh...) czy o wacikach.

2/10

Odpowiedz
True Spirit z Netflixa w reżyserii Sarah Spillane, 2023r
(Siła Ducha)

Szesnastolatka postanawia samodzielnie okrążyć świat w łodzi Pink. Wspiera ją rodzina i trener Ben. Zajefajne i trzymające dobre tempo dziełko, które bez zbędnego pierdololo pokazuje pasję i dążenie do jej realizacji. Główna narracja przeplatana jest retrospekcjami i ten montaż wychodzi fajnie, zaś całość zlatuje ekspresem. Moment dramatyczny rozdziera serce i przyznam, że pojawił się ninja z cebulą, bo zagrane i zmontowane to jest doskonale. Bardzo polecam, zwłaszcza polecam NIC nie czytać przed seansem. Nie mam do czego się przyczepić: aktorsko bardzo dobrze, muzyka i zdjęcia też na plus, a do tego film ma jakąś fajną, magiczną otoczkę. No i całkiem fajna i stonowana rola Curtisa

8/10

I zastanawiam się, czy nie dać nawet wyżej :)
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
(11-03-2023, 23:29)OGPUEE napisał(a): 2/10


Fajny film. how dare U
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Extintion z Netlifxa, 2018r.

Michael Pena jako Peter, który chroni swoją rodzinę przed inwazją kosmitów. Średniawka realizacyjna i widać momentami ciulowy budżet oraz niezbyt dobre zdjęcia oraz kadry. Aktorsko jest przyzwoicie, emocje sprzedane. Ale co mi się podobało bardzo to istotnie super ciekawy koncept na Invasion Movie. Kosmici na początku jacyś tacy niemrawi ale jest twist i ten twist właśnie sprawia iż całość jest chyba najbardziej oryginalnym w całym genre! W rękach jakiegoś hardcora starej daty byłby to z pewnością top klasyk ale tutaj wyraźnie brakło ręki do poprowadzenia tej historii.
Pomijając słabości wspomniane wyżej, przyjemny film z czego główną zasługą jest pomysł.

6/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Byłem w tej samej wypożyczalni VHS co shamar.
 
McBain (1991, reż. James Glickenhaus) – Jadący jeszcze na ejtisowych oparach prosty (nawet zbyt prosty) akcyjniak o grupie weteranów z Wietnamu dokonujących przewrotu w Kolumbii. Zawiera wszystko, za co można kochać filmy akcji z tamtej dekady (poziom takiego Action Jacksona czy Zaginionego w akcji), jednak tak samo jak one jest przy tym średnio angażujący. Nie ma żadnych oszałamiających akcji, a komandosi nie wyróżniają się niczym szczególnym i nie dokonują żadnych spektakularnych wyczynów, ot tylko tyle, że celniej strzelają niż przeciwnicy. Sztampa, można popatrzeć jedynie dla Walkena, Ironside’a (o dziwo, nie gra kanalii) i lektorującego Knapika. 5/10
 
Forteca (1992, reż. Stuart Gordon) – Oo, to zupełnie co innego, to chyba czołówka futurystycznych B-klasowców w starym stylu, w których pewnie roi się od głupot i dziur, a jednak się ogląda z wypiekami na twarzy. Wszędzie mrok, surowizna, żelastwo, goły metal, brud, smród i ubóstwo, no i przede wszystkim klimat. Lambert dzielny, bo jakżeby inaczej, do tego Jeffrey Combs jako nerd, Vernon Wells jako zakapior (jego walka z Lambertem na wysuwanym moście i co z tego wysuwania wynikało to najlepszy motyw) i zwłaszcza Kurtwood Smith jako niepokojąco enigmatyczny naczelnik więzienia. Ogląda się świetnie, 7/10.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,258 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,926 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,259 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,453 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,752 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,426 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 723,045 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,307 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
chino, yawning, 1 gości