Stały bywalec
Liczba postów: 3,002
Liczba wątków: 8
(29-03-2023, 23:38)Rozgdz napisał(a): Czy jest możliwy.. no nie, w sumie przeciez absolutnie nie jest możliwy.. ale.. czy jest możliwy film z 1986 z młodym Charlie Sheenem który jest młodzieżowym (!!) przodkiem zarówno The Crow (1994) jak i The Fast and the Furious (2001) ?
..a jednak... JEDNAK :D
Widmo/The Wraith
Jedyne co pamiętam z tego filmu to boską Sherilyn Fenn.
Debryk, Diane Lane cały czas ma coś w sobie. Jedna z niewielu aktorek, która tak ładnie się starzeje.
31-03-2023, 00:22
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-03-2023, 00:29 przez michax.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,204
Liczba wątków: 29
(30-03-2023, 02:30)Rozgdz napisał(a): Wiem że to niemal na pewno przypadek, ale serio ten film wygląda jakby tamte dwie późniejsze produkcje właśnie na nim się wzorowały :p
A ten wygląda jakby wzorował się na "Czasami oni wracają" i "Starman".
Ma to swój klimat ale razi mnie, że nie ma żadnych wyjaśnień.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
31-03-2023, 00:51
.
Liczba postów: 27,505
Liczba wątków: 60
Shanghai Express - film stoi zdjęciami, Sternberg z ekipą stawali na głowie, żeby każde ujęcie urozmaicić i napchać do kadru jak najwięcej elementów, do tego pobawić się światłem i cieniem - pod tym względem film jest rzeczywiście imponujący, ale miałem wrażenie, że cała para poszła, nomen omen, w gwizdek, bo fabularnie tutaj jest dosyć przeciętnie, a całemu wątkowi miłosnemu bardzo daleko do bycia przekonującym w czym niestety przeszkodziło głównie aktorstwo Marleny Dietrich, które jest po prostu dosyć marne. Po seansie w pamięci zostaje co najwyżej kilka jej ujęć, ale na przykład pod względem dialogowym nie ma tam nic ciekawego. Pomimo tego wszystkiego jest całkiem przyjemnie, więc dam 6/10
Trouble in Paradise - tutaj już dużo lepiej, ale jakoś nie dostrzegam wybitności, którą wielu mu przypisuje. Ma swoje niezaprzeczalne zalety, zwłaszcza elektryzujące aktorstwo w trójkącie Herbert Marshall, Kay Francis i Miriam Hopkins, gdzie na pierwszy rzut oka widać zauroczenie i przyciąganie między nimi, pięknie jest to przedstawione. Dialogi również kapitalne, zdjęcia, scenografia bardzo przyjemne, więc wszystko super, ale tak jak pisałem: jakoś mnie to nie rzuciło na kolana, więc ode mnie "zaledwie" mocne 8/10
31-03-2023, 10:45
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
Za mną klasyk duńskiej animacji - Jungledyret Hugo. Tak mniemam, że jest popularny w Danii, bo powstała trylogia i była nawet wersja serialowa, a w czołówce Pan Andersen opowiada dzieci miały pluszaka Rity.
Wesoły Hugo z dżungli - swego czasu widziałem fragmenty na TVP. Niestety w netach nigdzie nie ma wersji z dubbingiem TVP. No to wyjątkowo obejrzałem w języku duńskim. A co! W końcu Felidae obejrzałem po niemiecku, filmy anime też w japońskim i ostatnio disneyowskie animacje oglądam po angielsku.
Główny bohater, czyli Hugo (nie mylić z pewnym trollem, również narodowości duńskiej) to chomikowato-małpowato-psowate coś, które żyje sobie spokojnie w amazońskiej dżungli. Niestety porywa go zła celebrytka wyglądająca jak Yzma z Nowych szat króla w castingu do roli Olive Oyl, by mieć famę w Hollywoodzie. I nasz zwierzak trafia do miasta, gdzie zaprzyjaźnia się z nastoletnią lisiczką Ritą.
Widać, że animacja nie dysponowała budżetem jak Disney czy Księżniczka łabędzi i widać niedoskonałości. Tła dość kiepskie i płaskie przypominające produkcję TV. I momentami można zauważyć powtórzoną animację. A piosenkę z początku została bezczelnie powtórzona w ostatniej scenie z kilkoma nowymi wstawkami. Ale generalnie poziom techniczny na tyle jest przyzwoity i ładny, iż nie ma się czegoś wstydzić. Jest to jedne z pierwszych europejskich animacji zastosowanie 3D, użyte do wizualizowana kanału ściekowego. I voice acting taki sobie.
Trochę Dania jest mniej pruderyjna, bo kuchcik - ludzik sprzymierzeniec Hugona - ma w swej kabinie kalendarz z gołą babą (ale rysowany szkicowo i nieistotny szczegół, więc dzieciaczki są bezpieczne ;)), Rita wprost mówi, że jej matka morduje koty, a główna zła ma nawet stringi (ale jest to czarny charakter, który na pewno karierę otrzymał przez wyrko ;)). Czy ten dziwny indiański typ zachowujący jak zwierzę.
Najlepiej wypadają momenty, gdy Hugo jest osaczony i nie może się przyzwyczaić do życia w mieście - zero słów i wypisana na twarzy trauma. Co pokazuje jak dla dzikich zwierząt stresująca jest zmiana środowiska - czyli przesłanie ekologiczne, które też nie jest nachalne.
5,5/10
Szalony Jack – Gwiazda Filmowa (aka Wesoły Hugo z dżungli 2, bo rypać spójność) - i w tym przypadku widziałem jedynie fragmenty, mianowicie początek na Super RTL. Jak czytałem Dubbingpedię, ten film miał rzekomo polską premierę w kinach. OK, czemu nic o tym nie wiem, a także nie informowali? Zwłaszcza, że każda reklama jakiejś animki nie umykała mi uwadze. I czemu nie sprowadzili wtedy pierwszej części? Podejrzewam, że jakiś pieniądz by przyniósł, bo dzieci wciąż się rodzą. Pewnie było w jakichś kinach studyjnych.
Pierwsze co uderza, to animacja wyszła dużo lepiej (m.in. Rita bardziej szczegółowa). Szczególnie wypada dobrze cellshading jak na rok 1996 i fakt, że to europejska animacja. Jest bardziej melancholijny zważywszy na jazzową muzyke Andersa Koppela. Lub postać byłej psiej gwiazdy, która jest ładnym neutralnym bohaterem, który po cichu wspiera tytułowego bohatera. Powraca również przyboczny Yzmy Oil, tym razem jako główny zły i jest większym zagrożeniem oraz ma nową pannicę - blondi, która przez otrzymała angaż do filmu przez wyrko.
Także Rita porzuca w cholerę rodzinną norę nie żegnając się z rodziną (no dobra. Bad guye to wymusili). I to w momencie gdzie miała pilnować młodsze rodzeństwo. Dobrze, że jeszcze wtedy w Danii wilków nie reintrodukowano. Pojawia się większy nacisk na romansową relację Rity i Hugona. Jestem pewien, że w związku z tym powstało wiele artów o zasadzie 34, których nie chcę oglądać (może jestem pojebany, ale nie aż tak).
No i tutaj jest dostęp do polskiego dubbingu. Kompletnie nie poznałem Piotra Adamczyka w roli Hugo/Jackiego. Ale mogli lepiej dobrać dublera wokalnego. Z kolei Krzysztof Gosztyła momentami brzmiał jak śp. pamięci Włodzimierz Bednarski. To nie mogli wziąć Gosztyły do Rocqueforta w aktorskiej Brygadzie RR?
5/10
Niesamowity Jungo (aka Wesoły Hugo z dżungli 3, bo polscy dystrybutorzy lubią kogoś wkurwiać) - kolejny przykład, dlaczego trzecie części to te najgorsze. Na rzecz ładnej animacji 2D dostałem kiepawą animację 3D, pasującą do przerywnika gry komputerowej + nadużywanie stockowych dźwięków z Hanny-Barbery. W dodatku Ritę, która w animacji 2D miała ładne zwierzęce proporcje, tak tu wyposażyli w bardziej antropomorfizowane cielsko z uwydatnionymi biustem i okolicami pośladkowymi. Mówiłem, że to materiał do zasady 34. Dochodzą do tego żarty o pierdzeniu.
Trójka jest kontynuacją serialu, którego akcja się dzieje między dwójką a trójką, gdzie zdarzyło wiele rzeczy (więc nie tylko MCU cierpi na rozdrabnianie ekranowe), więc przeczytałem pobieżnie Wikipedię. I w serialu zjawia się kuchcik, który był nieobecny w dwójce, który tu jest opiekunem . No to ludzie, którzy zamierzają ogladać wyłącznie filmy, mocno się podrapią po głowie.
Swoją drogą trochę czasu mija i czy Rita nie powinna być już dorosłym, wyrośniętym lisem? W poprzednich częściach podkreślali, że jest w wieku nastoletnim i sam będzie musiała się wyprowadzić od matki, a jak mi wiadomo psowate szybciej rosną fizycznie niż ludzie. Film, że trwa tyle samo co reszta, czyli godzina i 10 minut, łącznie z napisami, to ciągnie się jak flaki z olejem i oglądałem to na raty. I trójka postanowiła złożyć hołd filmowej tradycji i najbardziej denerwującym bohaterem zrobiło dziecko. Dokładnie jakiś szczeniak z dżungli wyglądający jak nieślubne dziecko Hugona i o głosie po mutacji.
Osobny akapit należy polskiemu dublażowi. O kurwa - NAJGORSZY POLSKI DUBBING SŁYSZAŁEM W ŻYCIU - nie wierzyłem własnym uszom. Hugo brzmi jakby był lektorowany. Jego dialogi to dosłownie lektor! Pierwsi lepsi amatorzy od fanowskieho dubbingu brzmią lepiej od tego.
1/10
Z duńskich animacji to zdecydowanie lepiej podszedł mi Ratunku, jestem rybką.
31-03-2023, 20:43
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-03-2023, 20:50 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
netflixowy tydzień trwa
Good Nurse w reżyserii Tobiasa Lindholma, 2022 (Netffix)
Historia pielęgniarza, Charliego Cullena, który w kilku szpitalach, podczas pracy, zamordował w szpitalach 49 osób (a przypisuje mu się ponad 400!). Film oparty na faktach. Niezłe kino ale biorąc pod uwagę materiał źródłowy to ten film powinien reżyserować Fincher i kropka. Co dostajemy od Netflixa to jedynie wyrywek pracy, ostatni etap morderstw Cullena i malutki skrawek śledztwa ze skróconym zakończeniem. Ten skrawek jest wyreżyserowany poprawnie: ciekawe ujęcia, dobry montaż i dźwięk, więc technicznie jest na wysokim poziomie, Chastain i Redmayne w swoich rolach są super i czuć w nich te wszystkie emocje.
Jednakowoż prawdziwa historia Cullena to moloch kryminalny: gość służył w marynarce, miał problemy psychiczne i go przetransferowali z okrętu podwodnego na transportowce, skąd został zwolniony bo przebierał się za chirurga (!), potem się ożenił i skończył szkołę pielęgniarzy, ale już jego żona zauważyła, że koleś to psychol. Ten wątek sam w sobie jest ciekawy. Drugim najważniejszym wątkiem jest fakt, że we wszystkich szpitalach Cullen był podejrzany i placówki wywalały go, aby maskować błędy w procedurach - bez kitu - koleś miał brudne ręce a przepychali go jakby nigdy nic złego nie zrobił. Wątek tuszowania jego działania sam w sobie powinien błyszczeć a w filmie jest ledwo wspomniany. I trzeci wątek, czyli śledztwo trwające przeszło 10 lat, które doprowadziło FBI do jego ujęcia oraz namierzenie przez zeznania i podszepty Cullena a potem wciągnięcie w to pielęgniarki, która z podsłuchem łaziła za Cullenem ponad dwa miesiące i wyciągała od niego informacje. W filmie to jest jedna akcja i to skrócona do absurdu.
Produkcję netflixa oceniam na 6/10 i aż prosi się, aby zrobić z tego jakiś Biopic z kryminalnym śledztwem.
3 filmy z Sandlerem
Ridiculus 6 Frank Coraci, rok 2015
Pastisz westernu. Biały człowiek wychowywany przez Indian, o magicznych zdolnościach odkrywa, że ma ojca białasa. Tego porywa jakaś banda i chce 50k dolarów od ojczulka. Biały człowiek rusza na ratunek, a po drodze odkrywa że ma jeszcze 6 przyrodnich braci.
Shit z beznadziejnym pomysłem na fabułę, z okropnym scenariuszem, z męczącym się Sandlerem (którego jest zadziwiająco mało) z gagami i żartami na poziomie gówna (dosłownie). W tej pseudo komedii nie ma kompletnie nic zabawnego i nic ciekawego. Postaci zagrane tragicznie, historia wyjęta z d*py, humor rynsztokowy i żenujący. To najgorszy film z Sandlerem i najgorszy z jego wytwórni Happy Madison
0/10
Blended / Rodzinne Rewolucje Frank Coraci, rok 2014
Trzecie spotkanie na planie Drew Barrymore i Sandlera. Wdowiec z trójką córek poznaje na randce w ciemno rozwódkę z dwójką chłopaków. Randka idzie lipnie, ale potem zbieg okoliczności ich łączy. Bardzo przyjemny i przemyślany scenariusz. Chemia między Drew i Adamem namacalna, wszelkie gagi i dowcipy w punkt, bardzo dużo komentarza na temat rodzicielstwa ale podanego w strawny a nawet sympatyczny sposób. Humor generalnie nie opuszcza, ale są też sceny dające do myślenia w czym Coraci (naczelny reżyser Sandlera) się odnajduje, więc te dramatyczne momenty doskonale uzupełniają część radosną. Dzieciaki się spisały na medal, ale u Sandlera to już norma. To w dużej mierze feel good movie ale jest tu odrobinę serca i mądrości przemycanej w tle.
Tutaj zdecydowanie lepiej i 6,5/10 to uczciwa ocena.
Hustle / Rzut życia Jeremiah Zagar, rok 2022
Sandler gra skauta szukającego talentów koszykarskich. W pewnym momencie natrafia przypadkiem na gostka w Hiszpanii, którego uważa za guru koszykówki. Postanawia ściągnąć go do stanów.
Mnie koszykówka w ogóle nie kręci więc sięgnięcie po ten tytuł łączyłem ze zgrzytaniem zębami. Nie wiedziałem też, czy spodziewać się głupiej komedii czy czegoś z głębią. Dostałem zdecydowanie ten drugi film, stojący na pograniczu dramatu. Świetne zdjęcia, muzyka, montaż i dźwięk. Główny bohater Sandlera to dobry wujaszek i idealista. Jego podopieczny Bo Cruz, w roli tej debiutant Juancho Hernangomez, to drublas o wyglądzie zakapiora ale też człowiek o gołębim sercu. Starcie bohatera z nowym światem jest brutalne i pełne walki. Wszystko tutaj zadziałało na tip-top i mimo tematyki mnie nie interesującej, kibicowałem temu duetowi do samego końca.
Scena na basenie sprawiła, że się rozkleiłem :D Możecie się śmiać, ale jako rodzic normalnie czułem rozłąkę Bo z dzieciakiem.
8/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
01-04-2023, 11:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-04-2023, 11:04 przez Debryk.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Body Heat (1981)
Klasyk 1980s w noirowym wydaniu. Zaskoczyło mnie, że zarówno autorem scenariusza, jak i reżyserem jest Lawrence Kasdan. Tak, ten Lawrence Kasdan. W tamtych czasach odpowiedzialny za scenariusze do najlepszych pozycji Kina Nowej Przygody.
Pierwsze 40 minut spłynęło po mnie totalnie, czułem pewną amatorszczyznę w pisaniu dialogów, a główna parka sprawiała mi mocno obojętne wrażenie. Gdy zamiast ruchać się w co drugiej scenie przechodzi wreszcie do działania robi się bardziej interesująco i dynamiczniej. Próbuje się człowiek nagle ustawić w pozycji bohatera. Mimo, że za oknem zima/wiosna to odczuć można ten wydobywający się z ekranu letni upał, z kolei muzyka Johna Barry'ego wprowadza atmosferę do krojenia nożem. Zdecydowanie jeden z jego lepszych, bardziej zmysłowych kawałków. Aż ciężko uwierzyć, że William Hurt i Kathleen Turner w momencie kręcenia byli młodzikami. Obydwoje wyglądają tu znacznie dojrzalej i na okolice 40-tki. Niemniej Kathleen to kiedyś była cud kobieta.
7/10
02-04-2023, 07:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-04-2023, 07:45 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
Rok temu planowałem zrobić analogiczny do grudnia kwietniowo-wielkanocny maraton , ale trochę się pochrzaniło, przespałem nieco sytuację i przez cały Wielki Tydzień obejrzałem może ze trzy tytuły. Teraz już wszystko mam zaplanowane. I tak na Niedzielę Palmową biorę:
Król królów (1927) - wedle Nostalgia Critica w Wielki Tydzień zwykle puszcza się filmy okołobiblijne. A skoro to chrześcijańskie święto, więc nie mogło zabraknąć najsłynniejszego zombiaka i okazji do nadrobienia klasyki. I w końcu dorwałem się do wersji w porządnej jakości i odnowionej - z filtrowaną kolorowo taśmą i ręcznie malowanymi światłami.
Film odhacza większość działalności Jezusa, choć korzysta z tego w mniej odbębniający sposób. W pierwszej scenie to jest Maria Magdalena jako technikolorowa kurtyzana. Przez 20 minut Jezusa nie widzimy i występuje on w dialogach innych bohaterów podkreślających jego zajebistość. I pierwsza scena z jego udziałem jest dość pomysłowa, bo okazuje się on oczyma uleczonego ślepego dziecka. Potem są mniej kojarzone sceny z Jezusem jak np. jego mowa, by nie gromić dzieci. Z kolei Judasza ukazano jako dawnego kochanka Marii Magdaleny, który poszedł za Chrystusem głównie dla prestiżu (m.in. nie umie wypędzać demonów przez brak wiary, to on wygania dzieci, żeby nie plątały się pod nogami Jezusa).
Z perspektywy dzisiejszej ikonografii H.B. Warner w roli tytułowego bohatera może nie zadziwić, bo Jezus wygląda na z 50 lat i ma relatywnie krótkie włosy (fun fact: na pierwszych przedstawieniach z czasów rzymskich był gładko ogolonym i krótko ostrzyżonym kolesiem). Ale aktor z biegiem filmu lepiej się spisuje i wierzy się w tego Chrystusa (Maria Magdalena wcześniej uważająca go za jakiegoś leszcza, na widok jego boskiej chadowości pokornieje i się nawraca) i pokazuje jego ludzką stronę w scenach nieobecnych w Ewangeliach. Np. w scenie z dziećmi, jedna dziewczynka słysząc o uzdrawianiu kalek prosi go o naprawienie lalki i Jezus wykorzystuje swe stolarskie umiejętności (pasuje do postaci). Czy bierze na ręce zgubionego baranka. I gdy w końcu przychodzi co do czego, to ma wyraz twarzy mówiący o rozczarowaniu jego uczniami i ich nieudolnością czy tchórzostwem. I filmowo jest zapowiedź wielu rzeczy jak Jezus spogląda na rzymski krzyż u cieśli, któremu wyegzorcyzmował syna. Czy wspomniana scena z barankiem (bożym?).
Głównie to chodzenie po korytarzach i sceny dialogowe, ale gdzieniegdzie DeMille prezentuje rozmach jak w scenie świątyni przerobionej na hipermarket. Są efekty specjalne jak prześwitujące metaforyczne pożądanie i chciwość otaczają Marię Magdalenę. Zaś Jezus niemal zawsz jest w poświacie. Nie muszę mówić o ówczesnym braku BHP jak np. w pierwszej scenie lampart na smyczy atakuje łabędzie, a zebry powożą rydwan Marii Magdaleny. Aha, Jezus wypuszcza tabun owiec. Zadziwiłem się, że Ostatnia Wieczerza jest ledwie w połowie filmu i byłem ciekaw, co oni ukażą (bo film 2 godziny i 40 minut).
Z pewnością warto obejrzeć. Antyreligijnym marudom również rekomendowałbym seans, bo niejako film to jest antyklerykalny. Gdyż głównymi złymi są spaśli kapłani liczący bogactwa miast wiernych, wycierający obłudne ryje świętymi pismami i podlizują się tutejszej władzy. I to oni podburzają ludzi, by uwolniono Barabasza i skazano dobrego człowieka na śmierć za niewinność.
8/10
02-04-2023, 21:37
Stały bywalec
Liczba postów: 18,467
Liczba wątków: 148
La famille Bélier
Tak, jak uwielbiam film "CODA", tak po obejrzeniu francuskiego pierwowzoru uważam, że nagrodzenie amerykańskiej wersji Oscarem jest bez sensu. To jest niemalże jeden do jeden ten sam film - po prostu zamiast rybaków mamy rodzinkę, która ma farmę z krowami i handluje nabiałem. Reszta jest taka sama przez co francuski film nie zrobił już na mnie AŻ takiego pozytywnego wrażenia, jak remake Sian Heder - kwestia tego, który film obejrzało się pierwszy.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
02-04-2023, 23:58
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,083
Liczba wątków: 66
To coś w stylu "Champions" z Woodym Harrelsonem - wczoraj obejrzałem amerykańską wersję i okazało się, że została nakręcona na podstawie hiszpańskiego filmiku, pewnie też niewiele się od niej różniącego i wydaje mi się, że próbowali powtórzyć sukces "CODY", bo to też taki w sumie średni feel good movie od sztancy, nakręcony ku pokrzepieniu serc i ogórków. Woody trenuje koszykarską drużynę upośledzonych i to w sumie tyle - mimo wszystko kilka żartów fajnych (jest nawet nawiązanie do "True Detective") a Harrelson jak zawsze daje radę.
Polecam za to "Tetris" z Apple TV+ - no i po tytule też od razu wiadomo o czym to jest, ale nie spodziewałem się, że większość akcyjki będzie się rozgrywało w Moskwie lat 80-tych i zamiast oczekiwanych biograficznych blubrów (które też tutaj są, w końcu to historia oparta na faktach) będzie to bardziej całkiem wciągający thriller szpiegowski o różnych ludziach, którzy chcą się przechytrzyć, żeby podpisać upragniony kontrakt na prawa do sprzedaży tetrisa poza Rosją. Aktorzy spoko, klimat bardzo fajny, są różne wesołe 8-bitowe wstawki, muzyka z epoki i bardzo sympatyczny pościg na lotnisko. Jasne, jest to pewnie bardzo zamerykanizowana wersja tej historii ale ogląda się ją bardzo przyjemnie a całość naprawdę wciąga. Jak ktoś interesuje się tematem to powinien sobie rzucić okiem bo to po prostu dobry film.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
03-04-2023, 01:41
Stały bywalec
Liczba postów: 2,985
Liczba wątków: 0
(31-03-2023, 20:43)OGPUEE napisał(a): Trójka jest kontynuacją serialu, którego akcja się dzieje między dwójką a trójką, gdzie zdarzyło wiele rzeczy (więc nie tylko MCU cierpi na rozdrabnianie ekranowe)
Nie trzeba tu przywoływać MCU, bo przecież ten model (film 1 + film 2 + serial + film 3) to żywcem z "Aladyna" wzięty. Choć różnica taka, że tam trzeci film da się obejrzeć bez znajomości serialu i co najwyżej straci się parę smaczków typu postaci z serialu wśród weselnych gości Ala i Dżasminy.
03-04-2023, 08:23
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
(02-04-2023, 23:58)Pelivaron napisał(a): La famille Bélier
Tak, jak uwielbiam film "CODA", tak po obejrzeniu francuskiego pierwowzoru uważam, że nagrodzenie amerykańskiej wersji Oscarem jest bez sensu. To jest niemalże jeden do jeden ten sam film
To też jest remake?! Faktycznie rimejkoza to najczęstszy w Stanach Zjednoczonych sposób dubbingowania zagranicznych tytułów.
Niezwykła wyprawa Wielkanocnego Zajączka - po męce Jezusa coś łagodniejszego i na początek Wielkiego Tygodnia początek działalności Zająca Wielkanocnego. Skoro są święta, to i kolejny specjał Rankin-Bass się znalazł. To zresztą jedyny Rankin-Bass z polskim dubbingiem ( Rudolfa czerwononosego renifera i wyspę zaginionych zabawek robił kto inny i Rankin-Bass już nie istniał, więc nie liczy się). Ale, że dubbingu nie znalazłem nawet na chomikuj, więc zostaje youtube i oryginał (EDIT: Przypomniałem sobie, że polski dubbing miał jeszcze Śnieżny bałwanek Mrozik, czyli Frosty the Snowman).
W zasadzie to remake Santa Claus is Comin' to Town, gdyż w oryginale tytuł niemal ten sam - The Easter Bunny is Comin' to Town, jest ateistycznym originem story tytułowego bohatera, i tu pojawia się depresyjne germańskie miasto rządzone przez głównego złego + groźna postać będąca potem po stronie głównego dobrego, a także występuje się Fred Astaire w roli narratora.
Niczym bożonarodzeniowy odpowiednik raczej standardowy specjał z niczym szczególnym. Ale nawet sympatyczne i można puścić smarkowi. Trochę więcej biblijnych odniesień, bo w piosence kur pojawia się Noe z arką, a jeden z bohaterów nazywa się Alleluja :).
6/10
03-04-2023, 18:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2023, 19:00 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,879
Liczba wątków: 6
(02-04-2023, 21:37)OGPUEE napisał(a): Król królów (1927) - wedle Nostalgia Critica w Wielki Tydzień zwykle puszcza się filmy okołobiblijne. A skoro to chrześcijańskie święto, więc nie mogło zabraknąć najsłynniejszego zombiaka i okazji do nadrobienia klasyki. I w końcu dorwałem się do wersji w porządnej jakości i odnowionej - z filtrowaną kolorowo taśmą i ręcznie malowanymi światłami.
To jest ta wersja, czy Ty miałeś dostęp do jakiejś innej?
Widziałem fragmenty i muszę przyznać, że robią całkiem pozytywne wrażenie. Muzyka sporo dodaje tej produkcji, ale widzę że to jakaś zmodyfikowana wersja względem innej, którą też znalazłem w Internecie. Tak czy siak, dodaje do "rzeczy do obejrzenia, przed Apokalipsą".
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
03-04-2023, 21:42
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
Rip z Blu Raya Lobster Films, ściągnięty z emula.
Prezentuje się to tak (bo od tego roku film jest w domenie publicznej):
03-04-2023, 22:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2023, 22:42 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,879
Liczba wątków: 6
Kurczę, zrobiłem krótkie porównanie i jak będę kiedyś oglądał, to chyba zostanę przy tej wersji, którą znalazłem, bo jakoś tak lepiej muzycznie mi leży.
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
03-04-2023, 22:40
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
Tera żem zauważył, że twój link również prezentuje odnowioną wersję, ale z inną muzyką. Sądziłem po ikonce, że to wersja czarno-biała, gdzie jedyny kolor to były wstawki technikoloru. I również była inna muzyka, też bardziej klimatyczna.
03-04-2023, 22:48
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
Lawrence z Arabii w reżyserii Davida Leana, rok 1962
Fiu fiu fiu. Dałem Spartakusowi 7/10 bo skala a tu dupa. Dla porównania wziąłem się za tego kolosa i co? Spartakus wygląda przy tym jak projekt mocno zaangażowanych amatorów!
Akcja Lawrenca... to historia oparta na faktach, która rozgrywa się w 1917 roku. Porucznik armii brytyjskiej, wydelegowany do urzędu w Kairze ma zajmować się wywiadem na rzecz Wielkiej Brytanii. W pewnym momencie swojej kariery otrzymuje zadanie zorientowania się, czy można stworzyć bunt przeciwko turkom w szeregach klanów Arabów. Ponieważ porucznik jest dobrze wykształcony w temacie Arabii, ma ułatwione zadanie. Z czasem jego osoba jednoczy różne klany i dochodzi do wystąpienia zjednoczonych klanów przeciwko Turkom.
Ten film to kolos realizacyjny i wykonanie jest ZAJ3BISTE w każdym calu taśmy. Reżyser Lean nie szczędzi ukazania pustyni prawdziwej, ciężkiej - bywają nawet lekkie dłużyzny związane z akcją dosłownie przyklejoną do pustyni lecz jest to uzasadnione i ma solidny efekt. Zdjęcia, kadry są wykonane perfekcyjnie. I to dopiero początek zajebistości tego obrazu. W tej samej lidze mamy aktorów takich jak Peter O'Toole (tytułowy Lawrence), Alec Guiness, Anthony Quinn i Omar Sharif. Anthonego Quina wypatrywałem długo i dopiero po czasie zorientowałem się, kogo on gra. Ciul z tym ale aktorsko tutaj jest perliście i zachwyty nad poszczególnymi rolami mnie absolutnie nie dziwią.
Scenariusz jest przemyślany, praktycznie nie wa zbędnych wątków, czasami nawet są użyte fajne klamry spinające konkretne wydarzenia. Podział na część polityczną, tak po stronie Arabii jak i armii korony brytyjskiej - w przeciwieństwie Sartakusa - doskonale wyważony, zagrany i z doskonałymi dialogami.
I na koniec wisienka w czekoladzie: rozmach!!!
Pisząc rozmach, mam na myśli połączenie szerokich kadrów, ogromnych planów z jeszcze większą ilością statystów. Nie mal każde ujęcie jest przemyślane oraz wykonane tak, by pokazać te cyferki stojące za armiami, więc atak na port, pociąg czy finalna bitwa po prostu rozwala galaktykę :) Lecz nie tylko w tym Lean rządzi i dzieli: na przykład atak na pociąg z końmi to kilkadziesiąt koni w wagonach i sekwencja zrobiona z rozmachem poza skalą. Nawet zdobycie Damaszku a potem następująca sekwencja polityka rozsadza ekran ilością detali, statystów i jakością realizacji. Podobnie jest w krótkiej acz szalenie ważnej sekwencji powrotu Lawrenca przez Synaj do biura w Kairze, gdy wchodzi do sztabu i kantyny. Tam każda scena, nawet mała, jest WIELKA!!!
Nie można dać innej oceny niżeli 10/10 i porównać ten film do "Przeminęło z Wiatrem" bo według mnie oba filmy stanowiły kamienie milowe w historii kina.
A taki Spartakus? Blednie przy tej produkcji straszliwie i okrutnie, nie pozostawiając mi nic innego li tylko obniżyć finalną ocenę o co najmniej 2 oczka.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
04-04-2023, 06:36
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
Dzisiaj dwa specjały po 20 minut (bo w Wielki Wtorek czasu nie było na długi metraż):
A Claymation Easter - nie ma to jak wyszukany tytuł :P. Skoro reżyserem jest Will Vinton to jestem, że dr Spike to nawiązanie do króliczego adwersarza Michaela Jacksona z "Speed demon", bo wygląd obu postaci dość podobny. Opowiada o wrednym prosiaku chcącym przywłaszczyć fuchę Zająca Wielkanocnego. Animacja plastusiów bardzo dobra, choć można przymknąć oko na momentami przewijające się dosłownie narysowane scenografię.
Niby dla dzieci, ale też dla trochę starszych. Prosiak wyjątkowo wredny, co ma wypisane na ryju i życzy mu się źle. Trochę z dzisiejszej perspektywy niepoprawny, bo antagonista próbuje udawać zająca i mówi psychologowi, że czuje się zajęczakiem (i jest nawet tekst o wyjściu z szafy) i grozi organizatorom w zawodach na zająca wielkanocnego oskarżeniem o gatunkowizm :).
6/10
It's the Easter Beagle, Charlie Brown! - Amerykanie wtrącają poprawny politycznie bełkot, bo tu zwierzakiem patronującym Wielkanocy jest pies (shut up fellow bunnies) :). Standardowe Fistaszki, czyli taka se strona techniczna, ale kilka życiowych prawd czy ponadczasowych trafnych spostrzeżeń. Bohaterowie idą do sklepu kupić coś związanego z Wielkanocą, a tu wszędzie bożonarodzeniowy szajs (wtedy absurdalny żart, dziś niedalekie rzeczywistości).
Bardziej pamiętny ten grudniowy, ale ten też można ujrzeć. Bardzo klimatyczny soundtrack.
7/10
04-04-2023, 22:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-04-2023, 22:57 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
Jesus Christ Superstar - Wielka Środa i kolejna klasyka już odhaczona. Miałem rok temu zobaczyć, ale nie wyszło. I miałem wczoraj oglądać, bo Wielki Wtorek to zapowiedź judaszowego zdradziectwa i piotrowego zaparcia, ale byłem zajęty dzień cały i dwa animowane specjały zaplanowane na dziś poszły na wczoraj.
O filmie wiedziałem tyle, że jest to musical o Dżizysie i na pewno spowodował zamieszki robione przez dewotki. Trochę się nie spodziewałem tego, że to będzie częściowo anachronistyczny miszmasz - tu ubrania i sprzęty ze z czasów współczesnych, etiopijscy Żydzi, hipisowskie tłumy, Maria Magdalena/nierządnica w roli Yoko Ono, a Jezus to też bardziej wygląda jak muszkieter czy inny Robin Hood. Nie mówiąc o faryzeuszach ubranych jak złoczyńcy z komiksowych X-Men. I gdy ktoś nie zna historii, to widząc to wszystko może być zagubiony (ale wtedy to każdy z Zachodu kojarzył mniej więcej losy Mesjasza).
Muzyka raczej nie kojarząca się z ewangelią - psychodeliczny rock z lat 70. to ostatnie co można byłoby puścić na mszy - ale w kontekście filmu i tytułu pasuje, bo Jezus jakby nie patrzeć był jakby supergwiazdą i na pewno kontrowersyjną i wywrotową w oczach ówczesnych "autorytetów". To jak na razie jedyny kojarzony przeze mnie musical filmowy, gdzie właściwie wszystkie dialogi są śpiewane.
Mimo postmodernistycznego kotła Lloyd odnosi się z szacunkiem do Nowego Testamentu i w historii niczego szczególnie nie zmienia. Taka znacząca zmiana to Judasz ma bardziej ludzkie motywacje w zdradzie. A z kolei Jezus jest ukazany jako ludzki gość, którego przytłacza go uwielbienie przez tłumy i najchętniej by dalej cieślował w niskich cenach (za darmo pewnie by chciał, ale na chleb i wino też trzeba mieć środki). Ale pasuje do postaci i wierzę, że prawdziwy Jezus prywatnie był skromnym i spoko kolesiem i dlatego pociągnął ze sobą tłumy (co wkurzało faryzeuszy zdziwionych, czemu synagogi pustoszeją). Więc należą się ukłony twórcom. Zwłaszcza, że dzisiaj taki postmodernistyczny obrazek na podst. Biblii byłby jakimś lewackim zakalcem wiele razy ukazującym środkowy palec chrześcijanom, a twórcy na twitterze krytykę zbywali faszyzmem.
Jak dla mnie warto ujrzeć. Gdybym był katechetą, z chęcią bym puścił na lekcji religii - lepsze to niż jakaś włoska taniocha nachalnie pouczająca paluchem.
7/10
05-04-2023, 22:30
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
Polnische Ostern - jak w zeszłorocznym Wielkim Tygodniu kolejna produkcja zza Germanii, tym razem dotycząca nas Polaków - to zawsze działa :). A, że dzisiaj Wielki Czwartek i jednanie się z grzesznikami to tytuł idealny. Stary Niemiec bóldupi, że po śmierci jego córki prawa rodzicielskie do jego ukochanej wnuczki dostaje jej ojciec będacy pierdołą i Polakiem. I jedzie na Wielkanoc do Polski (dokładnie to do Częstochowy), by szukać haków na zięcia.
W przeciwieństwie do Tańczącego psa Polaków grają Polacy (m.in. Grażyna Szapołowska) i kręcono w Polsce, no ale Niemcy mieli blisko, a i w kraju jest nieco szwabskich onuc ;). Zresztą reżyser ma polskie pochodzenie. Parę rzeczy komediowo przerysowanych, bo nie kojarzę, żeby na dworze kościelnych ziemi sterczały co 2 metry konfesjonały bądź policji towarzyszył ksiądz, który każe zmówić zdrowaśki miast mandatów :). Z początku Polska jest bura i zatrzymana w latach 90., ale produkcja jest z 2011 roku, więc ziarno prawdy jest. I na obronę twórców to rodzina zięcia mieszka na ładnym osiedlu i generalnie nie różni się od niemieckiego miasta. Więc źle nie jest.
Główny bohater to niemiecki odpowiednik Janusza. Jak wyjeżdża do naszej ojczyzny, to obawia się że Polacy ukradną mu samochód, więc na stacji benzynowej sika na dworze, a na strzeżonym parkingu osobiście zakłada blokadę na koło. Potem z czasem się przekonuje do polskich warunków, a nawet znajduje wspólny język z Grażyną Szapołowską.
Film to nieco przyziemna psychodrama w burych kolorach, przez co gryzą się ewidentne wstawki parodystyczne nt. polskiej rzeczywistości (chyba, że w Małopolsce czymś normalnym jest chrzczenie w domu i obmywanie nóg niczym Jezus). Z drugiej strony nie jest to depresyjne jak analogiczne obrazki z Polski (i Niemiec), tyczy się zwykłych everymanów i na plus nie jechanie po sąsiedzie.
6,5/10
06-04-2023, 20:58
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-04-2023, 21:23 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Punch Drunk Love (2002)
Z 8 lat tego nie widziałem. To był ten film od którego zaczął się mój romans z Andersonem i dzięki któremu polubiłem w końcu Sandlera oraz tym samym przestałem skreślać filmy za samo jego nazwisko nad tytułem. Bez wątpienia jeden z najoryginalniejszych kom-romów jakie widziałem. Przez dużą część się ogląda bardziej to jak jakąś psycho-dramę, niż kolejny walentynkowy film z Hugh Grantem. Idealnie zresztą owy klimat oddaje zagubioną psychikę głównego bohatera, któremu się z początku współczuje, że musi cierpieć przez swe wkurwiające siostry, a jednak z czasem zaczyna też imponować swą postawą.
Sandler absolutnie rewelacyjny - idealnie się wpasował w postać cichego biznesmena w niebieskim garniturku i z wybuchami złości. Złodziejem filmu jest jednak nieodżałowany Philip Seymour Hoffman jako właściciel sex-telefonu naciągającego ludzi na kasę. Scena kłótni przez telefon zagrana koncertowo. Zwracam uwagę, iż w poprzednich dwóch filmach PTA robił za urocze pipy, a tu z kolei jest pewnym siebie kutasem. Jeden z tych policzalnych na palcach jednej ręki aktorów, którzy dosłownie potrafili zagrać wszystko.
No i co jeszcze warto odnotować - film ma niezwykle piękną muzykę. Sekwencje przeplatających się na ekranie kolorów w rytm nut Jona Briona to jedne z piękniejszych momentów w historii kina. No i "He Needs Me" śpiewane przez Shelley Duvall podrasowane do perfekcji <3
9/10 - osobiste TOP3 PTA - za TWBB i Phantom Thread
07-04-2023, 13:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-04-2023, 13:56 przez Kryst_007.)
|