Krótka piłka, czyli mini-recenzje
NOŻOWNIK

William Friedkin, niech mu ziemia lekką będzie. Przezakurwisty film, w którym traper i survivalista, TLJ, ściga po lasach Oregonu spuszczonego ze smyczy komandosa (szkolił go kiedyś w zabijaniu i sztuce przetrwania). Jezu, jak ja tego filmu dawno nie widziałem. Kompletnie mi umknęło, jak dobre to jest kino. Jedyne, do czego mogę się przywalić, to wrażenie skrótowości fabuły. Jakby w postprodukcji wyleciało jakieś pół godziny.

9+++/10

Odpowiedz
https://forumkmf.pl/Thread-The-Hunted-aka-Nożownik-William-Friedkin-2003--1438

też Mental napisał(a):zerowa epa - w dialogach, w postaciach, w scenach akcji. sensu brak. ciężkie, wymęczone dno.

:)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Może teraz obejrzał Chaos Edition za 4 euro?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Oceny w zależności od układu planet.

Odpowiedz
(04-07-2023, 13:37)OGPUEE napisał(a): Naszła mnie ochota na nadrobienie/przypomnienie sobie tych ważniejszych ekranizacji Alicji w krainie czarów. Więc bez ceregieli pierwsza transza:

Alicja w krainie czarów (1915) - w sumie o tej niemej wersji nie można powiedzieć za wiele. Ot, takie nakręcone przedstawienie teatralne dla dzieci. Tyle, że w plenerze. Mogą imponować kostiumy z paper-mache będące wiernymi replikami ilustracji Tenniela. I jest to jedyna wersja, gdzie wiersz o Ojcu Williamie został zwizualizowany (no dobra, wersja z 1985 roku na upartego się liczy). 

bez oceny


Alicja w krainie czarów (1931) - pierwsza dźwiękowa wersja. Jest... osobliwa. Jan Švankmajer opowiedział, że w jego opinii powieść Carrolla to amoralny sen, a nie bajka. Bud Coller prawdopodobnie wyznawał tą samą filozofię. Bo ni z gruchy i pietruchy Alicja ląduje już w krainie czarów bez wstępu i zapowiedzi. Scena bardziej poplątana jak w Sędzi Anny Marii Wesołowskiej (Biały Królik nagle przyznaje się do winy, bo chce grzmotnąć Księżną) i zakończenie wizyty w krainie czarów nagłe, niezrozumiałe - jak to bywa ze snami. Nawet Alicja zdaje się nie mieć poukładanych klepek, (co ładnie odnosi się do słów Kota z Chesire o tym, że każdy jest zwariowany - nawet Alicja, bo inaczej by nie trafiła do krainy czarów. Aha, Kot z Chesire dość creepy). Widać też, że był tu niski budżet, co widać po wyglądzie i kostiumach - Pan Gąsienica to jakiś dzieciak w zszytym śpiworze. Choć przez te tanie kostiumie Biały Królik i Marcowy Zając wzmagają ten creepy factor. Nie wiem czy rekomendować tą adaptację, ale cieszę się, że mogłem zobaczyć ją.

5/10


Alicja w krainie czarów (1933)
- w przeciwieństwie do wersji z 1931 roku o tej wiedziałem i nawet ściągnąłem z emula za czasów szkolnych. Ale wtedy jak to bywało u mnie często nie objerzałem poza fragmentami. Więc teraz przyszła pora na pełny seans. Prędzej to adaptacja Po drugiej stronie lustra, ponieważ bohaterka trafia do Krainy Czarów przez lustro i finał polega na zostaniu królową po przejściu szachownicy jak w w/w książce. Takie postacie jak Królowa Kier mają ograniczony czas ekranowy (nawet Księżna więcej chyba pojawia się na ekranie).

Widać sporo, że z tego filmu Disney przy swojej Alicji. Niektóre sceny jak spadanie w króliczej norze czy prezencja kart są toczka w toczkę, a dialog z Gąsienicą niemal ten sam. A las, w którym Alicja lula gówniaka Księżnej wygląda jak Zupełnie Inny Las z wersji disneyowskiej. I obsadowy easter egg - tu występuje Sterling Holloway jako żabi służący Księżnej, który potem u Disneya był Kotem z Cheshire.

Widać, że nie szczędzili budżetu i robi to wrażenie. No, ale czuwał nad tym William Cameron Menzies (będący też współscenarzystą). To co może z perspektywy czasów zaskoczyć, to charakteryzacja jak na tamte czasy. Postacie faktycznie wyglądają jak z ilustracji Tenniela – Księżna wygląda jak spasiony ogr, podobnie Tweedledee i Tweedledum jako bracia Kaczyńscy. I wiele z tych postaci ukrytych w kostiumach i maskach zagrały dość znane osobistości jak np. Gary Cooper czy W.C. Fields. I zaskoczony jestem, że animowanej wstawki nie tworzyło Fleischer Studios, które robiło dla Paramountu wszystko co animowane. Dokładnie to Harman-Ising (tworzyli dla MGM-u w latach 40. i pod ich nadzorem powstał Tom i Jerry). A jak jeszcze jesteśmy przy specyfice tamtych lat, podczas partyjki w krokieta faktycznie grają oni żywymi flamingami (ech, te czasy sprzed PETY).

Niestety, strona techniczna imponująca jest, nie można powiedzieć tego o scenariuszu. Problemem jest, że film starał się umieścić dwie książki w jeden 76-minutowy metraż i wiele scenek trwa i znika (tutaj Biały Królik, zwykle prominentny w ekranizacjach pojawia się ledwie w dwóch krótkich scenkach), przez co nie mają jak wybrzmieć i są na na zasadzie odhaczenia, by fani książek nie utyskiwali. Te udane ekranizacje to zwykle mieszały pojedyncze elementy albo po prostu dzieliły to na dwie części. No i aktorka w roli głównej bohaterki jest dość nijaka. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że Alicja z 1931 roku bardziej mnie urzekła. I niektóre przedstawienie tam postaci wypadło moim zdaniem lepiej - lepsza była minimalistyczna charakteryzacja Księżna, a Kot z Cheshire był bardziej pamiętny.

5/10


OGPUEE, mam cos dla Ciebie, bo moze nie znasz:

https://www.instagram.com/reel/CwYcrcyMjsH/?igshid=MTc4MmM1YmI2Ng==



(28-08-2023, 13:41)slepy51 napisał(a): https://forumkmf.pl/Thread-The-Hunted-aka-Nożownik-William-Friedkin-2003--1438

też Mental napisał(a):zerowa epa - w dialogach, w postaciach, w scenach akcji. sensu brak. ciężkie, wymęczone dno.

:)


Wilki nie ludzie, wszystko wypomna!!!


Leave Mental Alone!

https://media.tenor.com/8Kjchj6pKkMAAAAd/leave-britney-alone-crazy.gif

:)

Odpowiedz
(28-08-2023, 13:41)slepy51 napisał(a): https://forumkmf.pl/Thread-The-Hunted-aka-Nożownik-William-Friedkin-2003--1438

też Mental napisał(a):zerowa epa - w dialogach, w postaciach, w scenach akcji. sensu brak. ciężkie, wymęczone dno.

:)

Kolejny przyklad, że Mental jest podstawiony, od jakiegoś już czasu.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Wypowiedź sprzed 14 lat. Przecież ja wtedy nawet nie byłem biały.

Odpowiedz
Hahaha :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Bucho napisał(a):Thunderheart (1992)

10/10 w swoim gatunku.

Jutro oglądam.

Odpowiedz
Mental - kolejna polecajka: Sweet Virginia (2017)

Odpowiedz
(28-08-2023, 14:03)Bucho napisał(a): OGPUEE, mam cos dla Ciebie, bo moze nie znasz:

https://www.instagram.com/reel/CwYcrcyMjsH/?igshid=MTc4MmM1YmI2Ng==

Jak nie znam, jak znam. Nawet widziałem i wypowiedziałem się w tym temacie:
https://forumkmf.pl/Thread-Kr%C3%B3tka-pi%C5%82ka-czyli-mini-recenzje--1192?pid=645611#pid645611

I było o tym wspomnienie w dalszym maratonie Alicji. 

Odpowiedz
No wlasnie sprawdzalem, ale najwyrazniej mi umknelo.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Jeanne du Barry (2023)

Poszedłem na to tylko i wyłącznie dla Deppa. Niestety film kompletnie nieudany. Ot, jak zwykle w tego typu produkcjach aktorzy ubrani w ładne kostiumy, ale to za mało. Gdybym chciał popatrzeć na takie wizualia to wolałbym np. sprawić sobie kolejną powtórkę "Faworyty", której ekspozycja jest najmniejszą z wielu zalet zresztą. Dzieło Maiwenn z kolei ogląda się jak typowe straight-to-Hallmark bez charakteru. Nie ma mowy o ciekawszych pomysłach reżyserskich, a już tym bardziej o ciekawszej historii. Połowę filmu oglądam Maiwenn chodzącą po Wersalu i śmiejącą się z byle drobiazgu, a przez drugą Maiwenn robiącą coś niezgodnego z dworską etykietą i prowokującą komentarze nadętych paniusi w ciasnych gorsecikach.

Jak Depp? Niby fajnie go widzieć z powrotem wśród żywych nawet w czymś, czego większość jego starej widowni nie tknie kijem przez szmatę, ale on sam sprawia wrażenie jakby już mu się niewiele chciało. Niby zmęczenie procesowaniem się z Amber wpisuje się w rolę, ale nawet jak król rzekomo odzyskuje radość życia, to Johnny przestawia aktorski tryb ledwie o jeden stopień. Choć już jest tu zdecydowanie mniej bolesny w oglądaniu, niż w ostatnich inkarnacjach Sparrowa.

4/10

Odpowiedz
Dolores Claiborne (1994) - świetna gra aktorska nie ratuje tej dramatycznie nieudanej adaptacji Kinga. To wygląda jakby za scenariusz filmu wzięli się scenarzyści Wiedźmina i Rings of Pała, poprzeinaczali istotne elementy całkiem niezłej powieści po swojemu, brak podbudowy dla relacji żona-mąż, brak podbudowy dla postaci Very Donovan, bo Tony Gilroy wiedział lepiej niż King jak poprowadzić historię Dolores i jej motywacji, bo to one są kluczowe. Oprócz tego relacje z córką poprzekręcane, zupełnie zbędna rola Plummera, zmarnowana świetna gra aktorska J.J.Leigh dla kiepsko napisanej postaci, zamiast świetnego dramatu psychologicznego, Trudne Sprawy z zawodowymi aktorami, kwint i esencją tego jest kluczowa scena na promie pomiędzy matką i córką, kiedy matka dowiaduje się o tym, że mąż molestuje córkę, u Kinga wzorcowa subtelność i delikatność trzyma w niesamowitym napięciu, u Hackforda matka wygląda jak murzyńska maciora z wściekłością macicy. 
Powieść czytałem dzień wcześniej, więc miałem bardzo dobre porównanie.
Szkoda gadać, 2/10 tylko za dobre aktorstwo. 

Odpowiedz
Dla mnie to jest jedna z najbardziej niedocenianych i niesłusznie zapomnianych adaptacji jednej z najlepszych książek Kinga (i chyba mojej ulubionej), tylko tak pechowo się złożyło, choć nie wiem czy to odpowiednie słowo, że widzowie chyba oczekiwali powtórki z Misery, skoro King i Bates, a dostali dramat obyczajowy ze świetnymi rolami Leigh i Bates, więc film nie odniósł takiego sukcesu. Pierwszy raz czytałem książkę za premiery i już wtedy bardzo mi podeszła ta powieść, film też oglądałem niedługo jak wyszedł na kasetach i od pierwszego seansu stawiałem tą produkcję na równi z najlepszymi adaptacjami, a kolejne powtórki książki i filmu, tylko potwierdziły, że to jest rewelacyjne dzieło, trzymające w napięciu jak najlepsze thrillery. Uwielbiam klimat tej produkcji. W tym podcaście z początku tego roku chłopaki powiedzieli wszystko co sądzę o DC, więc nie będę się rozpisywał. Po pierwszym seansie było 9/10 i tak pozostało po powtórkach.

https://konglomeratpodcastowy.pl/radio-sk/dolores-claiborne-2/

Odpowiedz
Cytat:Gray Man, z Netflixa, 2023r.

Nie pisze, kto reżyserował, bo to był kolejny no-nejm

Od kiedy Anthony i Joe Russo zostali no name'ami?

Odpowiedz
(16-07-2023, 14:23)Rozgdz napisał(a): Year of the Comet (1992)




To winiarsko-szkockie kino przygodowe/romans któremu najbliżej chyba do Indiany Jonesa. Lekkie, fajne, bohaterowie i ich relacja po prostu przeuroczy a Tim Daly urodził się aby grać bezczelnych zawadiaków z wąsem :) No i ten główny motyw muzyczny jest kapitalny. Aczkolwiek jak się ktoś spodziewa rozbuchanego blockbustera to ten film jest naprawdę skromny. Obejrzałem ponownie po dwudziestu latach z hakiem i jak dla mnie w ogóle się nie zestarzał, bawiłem się przednio :)

8/10



Kompletnie zapomnialem o istnieniu tego filmu. Zobaczylem tytul i nagle pojawil sie flashback jakiejs butelki wina, jazdy na motorze i finalowego twistu. Obejrzalem jakos w polowie lat 90. na TV Bydgoszcz, a ta nigdy nie puszczala nic ciekawego. Akurat tego dnia nigdzie nie bylo nic sensownego i zasiadlem przy tym, a tak po pieciu minutach juz ogladalem zachwycony cala intryga. I tak moglo pozostac, mgliste wspomnienia. Film jest slaby, chaotyczny, brzydko zrealizowany (zabraklo budzetu) i sam nie wie czym chce byc - niesmieszna komedia? Slabym filmem szpiegowskim? Przygodowka bez przygody? Jedyny plus to rola Tima Daly'ego, choc tutaj powinien byc Tom Selleck. Pomysl nawet fajny, kilka motywow i pomyslow takze, ale reszta do naprawde nizsze stany srednie.

4/10




China Moon (1991/1994)

Polecam olac trailery i ogladac w ciemno, bo to zajebisty, choc zapomniany crime thriller z poczatku lat 90. Glina z wydzialu zabojstw zakochuje sie w femme fatale, ktorej mezem jest zarobiony bankier. I jak wiadomo, beda z tego problemy. Neo noir w najlepszym wydaniu, pieknie zrealizowany, ze swietnym kilmatem i zdjeciami, aktorsko jest przezajebscie (Ed Harris, Madeleine Stowe, Benicio Del Toro, Charles Dance), scenariuszowo solidnie, a rezysersko to taka mala perelka. Zajebiste kino/10

Ogladac!
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
[Obrazek: 8074756.3.jpg]

Last Voyage of the Demeter (2023)

Nie będę zaśmiecał tym tworem wątku "Bram Stoker's Dracula" gdyż nie godzi się.

Wiadomo, że ciężko byłoby zekranizować (bez dopowiadania) kilka stron książki z bardzo ogólnymi opisami. I to dało pole do typowej, "postępowej" ekranizacji, na miarę XXI wieku.
Więc w oryginale mamy załogę ROSYJSKIEGO statku w liczbie 9 osób. Wymienionych z nazwiska/narodowości jest jedynie 4 (Pietrowski, Abramow, Olgaren, Rumun) ale chyba należy zakładać, że na rosyjskim statku większość będą stanowić Rosjanie.

Pietrowski, Olgaren i Rumun (?) 1wszy oficer to chyba jedyne postaci z książki, jakie pojawiają się w filmie.

A pozostałe we "wspaniałej adaptacji"?

* główny bohater lekarz Clemens murzyn - inteligentny, pomocny, odważny i filozofujący
(oczywiście) prześladowany/wyszydzany (w Brytanii, w Rumunii, a także na tym statku) za kolor skóry.
Bo jak wiemy żadna dobra opowieść z murzynami nie może się obejść bez wrzut rasowych.

* kapitan Elliot - Brytyjczyk
* wnuczek kapitana Elliota - Toby - Brytyjczyk
* Anna - Rumunka
* lekarz Joseph - Azjata

A teraz mała, trudna ZAGADKA dla czytających:
Zgadnijcie KTÓRY bohater, z całej ekipy, przeżywa? Czyli wbrew książce.
I na marginesie, który na końcu filmu dostanie ultrażenującą scenę.

Poza tym? Film jest dosyć nudny, niewiele grozy, końcówka niesatysfakcjonująca (dodatkowo ze wspomnianą żenującą wrzutą). Dracula przez większość czasu przypomina Nosferatu/wampira z "Salem's Lost", póki nie zamieni się w kiepskiego nietoperzo-humanoida.


3/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Dersu Uzała (1975)

Ktokolwiek w tym Mosfilmie wpadł na to by zekranizowanie historii poczciwego myśliwego żyjącego w ussuryjskich lasach powierzyć cesarzowi japońskiego kina, powinien dostać kieliszek najlepszego sake. Niby film ogląda się jak relację z większej wyprawy i raczej mało tu akcji (najwięcej to w scenie w rzece), ale to nie jest najważniejsze. Świetna historia o męskiej przyjaźni i naturze zakorzenionej głęboko w człowieku. Ciekawa postać Dersu, która urzeka swym doświadczeniem życiowym i aż chciałoby się jej dorównać. Najlepsze jednak w tym wszystkim jest ostatnie 30 minut skupiające się na konflikcie żywiołów.

Polecam oglądać w jak najbardziej kopiącej krocze jakości. Dla tych fenomenalnych zdjęć. Niestety unikatowe już wydanie DVD z radzieckiej kolekcji Epelpola nie oddaje tak dobrze tej potęgi tajgi. Może przy powtórce z kopią po renowacji ocena pójdzie w górę ;)

8/10

Odpowiedz
Złodziej życia (2004) - początek z fajnym klimatem, ale ten się kończy na napisach początkowych. Jolie w roli głównej taka sobie, a rozwiązanie całej tajemnicy do bólu przewidywalne i tylko przez chwilę miałem wątpliwości, czy może jednak nie chodzi tu o coś innego, niż sądziłem od początku, ale szybko mi przeszło. 5/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,196 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,878 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,256 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,751 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,420 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,697 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,277 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
al_jarid, 2 gości