Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Jest temat w dziale horrory. Shamar dał 4/10 ;)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(21-03-2024, 18:04)slepy51 napisał(a): Jest temat w dziale horrory. Shamar dał 4/10 ;)

Jak widać to nie jest film dla starych ludzi.

Dzięki za info o oddzielnym temacie. Film ten na to zasługuje. Petarda!
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
The Voyeurs - przyjemne patrzydło z intrygującym pomysłem wyjściowym, ale z każdym kolejnym twistem jest coraz głupiej, a niestety jest ich tutaj sporo, więc na koniec lądujemy na niebotycznych poziomach głupoty i przesady. Sprawdza się jako reklamówka Sidney Sweeney, ale nie jej umiejętności aktorskich, które są dosyć liche, w przeciwieństwie do cycuszków. W ogóle trochę zaskoczyła mnie otwartość w pokazywaniu seksu, nagości, jest nawet ujęcie zużytej prezerwatywy :p Gdybym miał 15 lat to by mi się bardzo podobało, ale że mam ile mam, to ostatecznie jest to marne. 4/10

Odpowiedz
(21-03-2024, 18:04)slepy51 napisał(a): Jest temat w dziale horrory. Shamar dał 4/10 ;)

Wzialem do siebie uwagi o czestym wystawianiu 6/10 :)
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Wielkanocny tydzień czas zaczął!

Parada wielkanocna (1948) - w zasadzie Wielkanoc aż tak nie jest tu istotna, poza początkiem gdy Fred Astaire podstępem podprowadza jakiemuś chłopczykowi fajnego pluszowego zająca dla swej laluni (i daremnie, bo lalunia daje mu kosza) i końcówka, gdy dostajemy ferię prezentów. Fabuła pretekstowa i służąca do piosenek i technicolorowych harców. Romans z kolei skojarzył mi się z My Fair Lady - doświadczony nauczyciel traktuje protagonistkę jako uczennicę, by pomiędzy nimi powstało uczucie. (przy czym Fred Astaire jest sympatyczniejszy od Rexa Harrisona). Zdecydowanie warto ujrzeć dla Judy Garland i Freda Astaire'a - zwłaszcza jego, gdyż dobijał się do 50-tki, a miał w sobie energię i mobilność godną dwudziestolatka. Oczywiście mamy do czynienia z klasycznym technicolorem i jest na co popatrzeć. Parada wielkanocna pozwoliła nawet na jeden efekt specjalny, gdy Astaire tańczy w zwolnionym tempie, a stojący za nimi tancerze ruszają się w normalnym tempie.

7/10

Odpowiedz
"Prey" (2024)

Kolejny survival w Afryce nakręcony małym kosztem z lwami w roli drapieżników, a drugi pod takim samym tytułem - w 2007 mieliśmy ciut lepszy "Prey" z Peterem Wellerem w jednej z ról. Tutaj ciekawostką na pewno jest obsada, bo w głównych rolach zobaczyć możemy niegdysiejszych bożyszczy nastolatków w osobach Ryana Phillippe, Emile'a Hirscha czy Meny Suvari. Kolejną jest fakt, że gość o nazwisku Dewil nakręcił film ku chwale Jezusa naszego pana. I to w sumie tyle z ciekawszych rzeczy, o których warto tutaj wspomnieć. Nie polecam.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Hank i Mike - niby kanadyjski film, a od pierwszych minut czuć złego ducha, a nawet depresji, co wzmaga ziarnista taśma oraz chłodny filtr. Coś jest zabawnego widząc tych wszystkich stereotypowych roboli - prostych i wulgarnych – w tych różowiutkich puchatych kostiumach Zająca Wielkanocnego. A tytułowi bohaterowie cały czas chodzą w zajęczych kostiumach, w tym także podczas innych prac m.in. kurierzy czy szambiarze. Główni bohaterzy skojarzyli mi się z Dołkiem i Szczycikiem z Siedmiu krasnoludków: Historii prawdziwej - jeden to ponury buc bez chęci do życia, a drugi to pozytywny wesołek. A także nieco ze Smosh - dwaj dobrzy funfle, którzy do siebie nie pasują i jak trzeba to najchętniej by się pomordowali wzajemnie. Sporo jest tego mocno wrednego humoru - np. jeden z bohaterów był oskarżony o "sexual harrasment". Na czym polega? Dla jajec robi z ukrycia fotę pracującej przy kompie jakiejś babci ubranej w sweterek :D. Mimo depresji film próbuje nadać nadzieję wydarzeniom i główni bohaterowie dalej się lubić (nawet zaskakująco odnajdują się w pracy z dziećmi, którym nie przeszkadza że Zajączek to przeklinający palacz). Rozwiązanie sprawy z czarnym charakterem - nie spodziewałem się. Jak kogoś w Wielką Noc będzie mdlić od słodyczy, to jest to idealnie pikantna przyprawa.

6/10

BTW w Filmwebie faktycznie pracują analfabeci - opis brzmi "Hank i Mike to para najlepszych przyjaciół, którzy przebrani za króliczki wielkanocne przemierzają ulice wielkiego miasta wręczając...". W tej części Europy to są ZAJĄCE WIELKANOCNE, nie żadni imigranci z Iberii! #StopKrólicyzacjiWielkanocy

Odpowiedz
Aviator (2004)

Długo wzbraniałem się przed obejrzeniem tego filmu, z dwóch powodów: po pierwsze nie przepadam na biopicami, a po drugie to film trwa 160 minut co w połączeniu z gatunkiem trochę mnie odpychało.

Wczoraj jednak się przełamałem i dałem Scorsese szansę. No i w sumie to film mi się spodobał. Nie nudziłem się zbytnio choć oczywiście jakby trwało to mniej to nie miałbym z tym żadnych problemów.
Film sam w sobie spoko wygląda a Leo jest bardzo dobry w roli Hughesa, nigdy nie oglądałem Raya i nie wiem jak sprawił się tam Foxx ale myślę że jakby to DiCaprio zdobył wtedy Oscara to byłoby to zasłużone zwycięstwo.

7/10

Odpowiedz
"The Boys in the Boat" (2023)



Dramat sportowy ku pokrzepieniu serc i ogórków (głównie amerykańskich) wyreżyserowany przez znanego i lubianego George'a Clooneya. Film opowiada opartą na faktach historię juniorskiej załogi wioślarskiej ze Stanów, która podczas Igrzysk w Berlinie w 1936 roku zdobyła złoty medal czym wkurwiła samego Führera.

Pierwsze skojarzenie jakie miałem podczas oglądania to Steven Spielberg z tych jego bardziej familijnych produkcji - nie wiem, czy Clooney jakoś się na jego kinie wzorował, ale osobiście nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że Stefan mógłby coś podobnego skręcić gdyby zajął się takim tematem. I jest to jak najbardziej plus, bo ogląda się to świetnie m.in dzięki bardzo sprawnej reżyserii właśnie. Swoje dodaje też bardzo dobry i bardzo Williamsowy soundtrack Desplata.

Przyznam szczerze, że nigdy nie byłem fanem wioślarstwa ale tutaj podczas tych dwóch godzin trwania wkręciłem się w tę konkretną historię i choć domyślałem się, jak to się wszystko skończy to i tak kibicowałem tym chłopakom, w dużej mierze też dzięki mało opatrzonym twarzom zatrudnionym do głównych ról. Edgerton czy Guinness wiadomo, starzy wyjadacze i klasa sama w sobie, ale zupełnie nie odstają młodzi i takiego choćby Calluma Turnera widziałem pierwszy raz a wypadł naprawdę świetnie.

Oczywiście, nie jest to kino w żadnej mierze zaskakujące czy łamiące schematy, bardziej te schematy szanujące i nie wstydzące się tego - jako taka historia grupy underdogów, którzy wygrywają choć nikt na nich nie stawia sprawdza się świetnie i dla mnie trafi na pewno do czołówki podobnych produkcji. Ciepły, inspirujący a także podrywający do walki i podtrzymujący na duchu klasyczny obraz o sile przyjaźni - pewnie raz na jakiś czas sobie do niego w wrócę, bo do spółki z takim choćby "Miracle" z Kurtem Russellem na pewno wybija się spośród kilku innych obrazków o zbliżonej tematyce.

Bardzo dobra, nieskażona współczesnymi naleciałościami filmowa robota. Polecam fanom tego typu historii ale nie tylko bo myślę, że każdy znajdzie tutaj coś fajnego dla siebie.

The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Around the World in 80 Days (1956)

Nie wiem czy kino godne tych Oscarów, ale przyznać trzeba, że skala przedsięwzięcia imponuje. Za sam fakt, że postawiono na autentyczne plenery i jak często ekipa musiała zmieniać lokację oddaję pokłony. Wierzy się, że Phineas Fogg z towarzyszami serio okrążają świat, a nie teren studia filmowego i w to wszystko upchano kolosalne kwoty. Namacalne wydaje się niemalże wszystko. Powiem też, że absolutnie kocham tamte ujęcia nowoczesnej wówczas panoramy z kamery przymocowanej do jadącego pociągu.

David Niven się urodził by grać Phineasa Fogga. Angielski dżentelmen z nutką ekscentryzmu jak się patrzy. Szanuję także za nagromadzenie tylu legend kina nawet w najdrobniejszych rólkach (Marlene Dietrich, Frank Sinatra, Fernandel, Buster Keaton, John Gielgud, Peter Lorre, Cesar Romero etc.), choć bywa że to często cameo dla samego cameo. Niektórzy serio dostają tu lichą robotę i są po to by twórcy nie mogli się nachwalić kogo to nie zaciągnęli do obsady. Miewa problemy z tempem i wydaje się trochę na siłę rozciągnięty pod te 3h by móc z czystym sumieniem reklamować film jako widowisko, ale wciąż to świadectwo tamtej determinacji Hollywoodu, która już nie powróci.

7/10


Shane (1953)

Podpisuję się pod Nortonem i Cornem. Ten bachor jest wkurwiający na maksa. Nie znoszę go, sprawia że osoby nielubiące dzieci są sympatyczniejsze w mych oczach, a gdy tylko kadr skupia się na jego otępiałej facjacie to mam ochotę wymierzyć rewolwerem w ekran. W ogóle to jego zapatrzenie się w Shane'a oglądało mi się momentami niezręcznie. Czasem się zastanawiałem czy pociąg Matyldy do Leona Zawodowca nie był inspirowany Joeyem i Shanem xDDDD

A sam western? Raczej jeden z tych co nie postarzały się z klasą. Ot zdjęcia ładne, choć to zasługa otaczającej ekipę przyrody. Fabułka niestety naiwna i mocno mi obojętna. Wiele momentów za bardzo infantylnych. Sama tytułowa postać też na mnie zrobiła zerowe wrażenie i gość nie posiada tego magnesu, który mieli ci wszyscy tajemniczy kowboje Eastwooda. Film kradnie mu Jack Palance, który choć pojawia się na ekranie mało i jego villain nie jest mega interesujący na papierze, to gość był ładunkiem elektryzującej charyzmy. Wolałbym więcej scen z nim, niż z gadatliwym piskliwym gówniakiem.

5/10

Odpowiedz
Cytat:Sama tytułowa postać też na mnie zrobiła zerowe wrażenie i gość nie posiada tego magnesu, który mieli ci wszyscy tajemniczy kowboje Eastwooda.
Alan Ladd to był super aktor kina Noir, ale w westernach to on się w ogóle nie odnajdował. Rzuć okiem na This Gun for Hire z jego noirowych czasów.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Dzięki. Będzie trzeba rzucić okiem. Tak właśnie przeglądałem filmografię Ladda i poza tym Shanem to mocno zapomniane kino. Większość tytułów nawet nie przetłumaczona na polski. Ciekawe w sumie czy jego życiowy film nie byl przed nim skoro tak wcześnie zmarł.

Odpowiedz
Shane (i dzieciak) powinien "mieć" taki koniec:



De Wilde przed śmiercią zrehabilitował się nieco występem w wybornym Hudzie (polecam kolejny raz).

---

Obejrzałem ostatnio Duraka/Durnia Yuriego Bykova (porównywanego czasem do Smarzola twórcy Majora). Z Wojtkiem współdzieli tendencję do używania szufli, przy czym u Jurka pewna łopatologia (paradoksalnie) wzmacnia surowość przekazu poprzez dodatkowe podbicie poziomu rosyjskiej beznadziei. Filmwebowi "krytycy" oczywiście czepiają sie rzeczonej łopaty, a ja znowu mam wrażenie, że gdyby kacapów zamienić na czarnych, to czytalibyśmy bzdety w stylu "odkrywczego ujęcia ludzkiej natury". :)

W każdym razie tytułowym durniem jest hydraulik próbujący zapobiec zawaleniu się bloku. Zwraca się o pomoc do lokalnych władz i... no, nietrudno przewidzieć dalszy przebieg zdarzeń. Siła tkwi w prostocie, autentyczności i głęboko zakopanym humaniźmie (nawet u nakreślonych grubą krechą złoczyńców). Nie wiem no, może to jakiś filmowy fetysz, w każdym razie lubię te smutne, brudne, mroczne ruskie dramato-horrory w stylu Ładunku 200 z bohaterami zmierzającymi do samozagłady w oparach wszechobecnej deprechy. Polecam (zwłaszcza, jeśli widziało się wcześniej i polubiło Majora), ale z zastrzeżeniem: nie nastawiajcie się na odkrywczą, subtelną opowieść.

Odpowiedz
"Anaconda" (2024)



Chiński rimejk filmu Luisa Llosy z 1997, łączący w sobie także elementy jego sequela i trochę własnych wesołych pomysłów. Cała historia jest w sumie taka sama jak w oryginale, tylko że zamiast grupy filmowców mamy ekipę beznadziejnych cyrkowców (ogólnie pierwsze pół godziny filmu to bardzo kiepska komedia z masą żenującego humoru).

Film kopiuje fabułę oryginału ale nie tylko, mamy też masę scen czy nawet pojedynczych ujęć odwzorowanych praktycznie 1:1 - jedyna różnica to oczywiście komputerowe efekty, które są tutaj trochę lepsze ale dziwne byłoby, gdyby po niemal 30 latach miało to wyglądać inaczej. Ataków węży jest od groma, praktycznie od samego początku widzimy CGI gady w całej okazałości, niestety nagromadzenie kretynizmów i głupot jest tutaj także o wiele większe niż w filmie Llosy. Poważnie, jeśli ktoś myśli, że tamten film był idiotyczny i kiepsko zrealizowany, niech obejrzy sobie jego chińską przeróbkę.

Tutaj nawet skośnooki odpowiednik bohatera granego przez Joha Voighta jest jeszcze bardziej złowieszczy i przerysowany niż Sarone z tamtego filmu - już w pierwszej scenie odcina kolesiowi głowę nożem i wrzuca ją do rzeki, bo typ chciał od niego wyciągnąć więcej kasy za transport. Ogólnie cały film to "Anaconda" z 1997 roku tylko na sterydach i podkręcona do 11 - wszystko jest tutaj większe i dużo bardziej idiotyczne, niestety brakuje klimatu i uroku tamtego filmu.

Pochwalić można w sumie tylko realizację, która jest jak najbardziej ok i choć nie jest to poziom oryginału (tam zdjęcia Billa Butlera, muzyka Randy'ego Edelmana i efekty animatroniczne Walta Contiego do dziś robią wrażenie), to jednak ładne naturalne plenery i raczej niemały budżet robią swoje. Warto też dodać, że twórcy nie mogą się zdecydować, jaki wąż jest głównym antagonistą - tytuł filmu to "Anaconda", wszyscy bohaterowie mówią ciągle o anakondach, jednak w jednej linijce dialogu nagle pojawia się pyton siatkowy a miejsce akcji jak i wygląd gada też jak najbardziej wskazywałoby na pytona. Nic, są to szczegóły, które nie mają i tak żadnego wpływu na poziom samego obrazka.

A ten jest mimo wszystko bardzo niski, przyznam szczerze, że o ile do oryginału lubię sobie wrócić raz na jakiś czas i pomimo wielu jego wad bardzo go lubię, tak tutaj cały czas męczyłem się podczas seansu i ledwo dotrwałem do napisów końcowych. Jasne, jest to lepsze i bardziej oglądalne niż wszystkie sequele "Anacondy" wyprodukowane dla Syfy razem wzięte, ale nie jest to specjalnie wielkie osiągnięcie, gdyż tamte filmy były naprawdę tragicznie złe. Ten jest z kolei zupełnie niepotrzebny i po prostu słaby. Nie polecam.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(29-03-2024, 18:23)slepy51 napisał(a): tytuł filmu to "Anaconda", wszyscy bohaterowie mówią ciągle o anakondach, jednak w jednej linijce dialogu nagle pojawia się pyton siatkowy a miejsce akcji jak i wygląd gada też jak najbardziej wskazywałoby na pytona.

Pewnie oryginalny chiński tytuł brzmiał inaczej i zagraniczny dystrybutor dał Anakondę z lenistwa.

Barabasz (1961) - Barabasz zawsze wydawał mi się intrygujący. Ot, jakiś łachmyta uwolniony kosztem Jezusa. Ale informacje o byciu buntownikiem i bojownikiem o wolność dawały inne światło i można było zrozumieć, czemu Żydzi chcieli uwolnić kogoś takiego, a nie jakiegoś hipisa. I nigdy jakoś nie wydawał się zły i też nic nie miał do Jezusa, nawet w Pasji, gdzie faktycznie był ukazany jako ewidentny łajdak. W Biblii był fragment o tym, że Barabasz udał się na ukrzyżowanie Jezusa.

Na te rozważania odpowiada De Laurentiis i Fleischer. Barabasz to człowiek mająca świadomość, że jest złą osobą i nie wie co myśleć o tym całym Chrystusie i cały czas myśli o tym nawiedzeńcu. Nawet Piłat stwierdza, że szkodliwsze było ułaskawienie Barabasza, bo ten to bandzior zagrażający porządkowi państwa, a Jezus to wariat będący krótkotrwałym lokalnym problemem. W pewnym momencie Barabasz otrzymujący kolejne razy od losu oskarża Jezusa o to, że specjalnie dał się ukrzyżować. Prócz scenariusza dużo daje też Anthony Quinn w roli głównej.

Co do filmu, z racji bycia włoszczyzną może więcej pozwolić na więcej niż USA, mniej teatralności, a więcej surowości i naturalizmowi. Zaskakująco tu jest dużo cichych momentów. I na duży plus nie ma wątku miłosnego! Love interest Barabasza występuje tylko na początku, a potem zostaje ukamieniowana. Nie żeby, ze jest źle napisany czy co - jest dobrze prowadzony i jest dobra aktorka, ale gdzie indziej zajmowałby połowę filmu. Zdecydowano warto ujrzeć w okresie wielkanocnym. Swoją drogą to zdziwiony jestem, że Blu Ray ma jakość z DVDRipa - oni te taśmy filmowe trzymali w najbardziej zapleśniałej piwnicy z bakteriami?

8/10


The Robe - pierwszy film w CinemaScope za mną. Dziwne, że za zdjęcia otrzymał tylko nominację zważywszy na to, że to jeden z pierwszych filmów panoramicznych w Ameryce. Film zresztą korzysta z bogactwa rozmachu i człowiek tęskni za dawnym rozmachem Hollywoodu, gdzie jedynym ułatwieniem w stylu CGI były dorysówki (które w tym w filmie akurat niezbyt dobrze się zestarzały). Co ja zauważyłem poro ściemnień jakby twórcy myśleli przyszłościowo i robili to specjalnie pod przerywniki reklamowe :).

Co do historii, to dość wiarygodnie przedstawiono drogę duchową Marcellusa i hipotetyczne dzieje Sukni z Trewiru. Plus początkową niechęć Cesarstwa Rzymskiego do chrześcijan, pod względem duchowym, jak i religijnym. Jak w dwóch pierwszych Ben-Hurach nie widać twarzy Jezusa. Richard Burton poprawny, ale szczególne brawa należą do Victora Mature'a, który już samą mimiką potrafi oddać emocje i można uwierzyć jego przemianę duchową. Tu wątku romansowego jest więcej, w tym filmie działa i widz jest usatysfakcjonowany jego zakończeniem.

Ben-Hur i Dziesięcioro przykazań to nadal czołówka starych filmów okołobiblijnych, ale spokojnie i ten film warto ujrzeć, zwłaszcza za przełom techniczny. 

PS. Na początku narrator mówi, że niewolników jest więcej od Rzymian (#StopBarbaryzacjiRzymu ~Gregorius Braunus). 

8/10


Demetriusz i gladiatorzy - dopiero teraz dowiedziałem się, że The Robe ma sequel, który zaczyna w tym samym miejscu, co kończyła się jedynka... więc obejrzę. O ile o The Robe miałem jakieś pojęcie, to o ty filmie nic nie wiedziałem. Całość ogląda się jak odcinek Ja, Klaudiusz - więcej dworskich intryg i walki (dopiero Neron zaczął się szurać do chrześcijan).

Ustępuje na każdym kroku - rozmach jest mniejszy, film krótszy (bo trwa niewiele ponad półtorej godziny zamiast ponad dwóch) i historia mniej zajmująca. Nawet Victor Mature, choć wciąż dobry, sprawia wrażenie, że mniej mu się chce. Nie podoba mi się nagła zmiana głównego bohatera. Wiem, że chcieli dać wątpiącego bohatera i wystawionego na próbę, ale w ciągu drogi przebytej przez dwa filmy Demetriusz staje się mocno out of character. Z kolei zauważyłem, że jako chrześcijanin odmawia zabicia człowieka, ale w walce z tygrysami nie szczędzi sztyletów - w sumie Jezus nie wspominał nic o zwierzętach. Co mogę pochwalić to grę aktorską Jaya Robinsona. Już w The Robe jego Kaligula to była odrażająca, której należy cios w nos, ale tu wznosi się na wyżyny.

Dobrze się ogląda, ale nic się nie straci jeśli nie zaliczy się seansu. Uważam, że The Robe nie potrzebowała kontynuacji. 

6/10

Odpowiedz
OGPUEE napisał(a):Pewnie oryginalny chiński tytuł brzmiał inaczej i zagraniczny dystrybutor dał Anakondę z lenistwa.

Tu nie chodzi o sam tytuł a o to, co gadają wszyscy w tym filmie - w napisach cały czas pojawiają się anakondy (dodam, że napisy angielskie są oryginalnie wklejone w obraz razem z tymi chińskimi), a pyton pada raptem w jednej linijce dialogu tylko jeden, jedyny raz i to dodatkowo w tym samym dialogu, w którym wcześniej nazywany jest karmazynową anakondą (później zresztą też). Dodatkowo tak jak pisałem, cały film to dosyć wierny rimejk "Anakondy" z 1997 roku do tego stopnia, że nawet niektóre linijki dialogów są przeniesione z niej jeden do jednego.

Co do wyglądu węży to też jest różnie, w większości przypadków, tak jak pisałem, kształtem łba i ubarwieniem przypominają pytony tygrysie, ale trafiają się też takie osobniki, które jak najbardziej kolorystycznie są podobne do anakondy zielonej ale też choćby ogromnego pytona królewskiego. Mamy więc tutaj jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem i to samo jest w przypadku żywych węży, które także widzimy dosyć często na ekranie - jasne, w większości są to bardzo popularne w tamtych rejonach kobry, pytony birmańskie czy połozy tajwańskie, ale jest masa innych, powrzucanych tam zupełnie przypadkowo i od czapy.

Absolutnie nie jest to więc ten przypadek, że Chińczycy nakręcili coś zupełnie niezwiązanego z pierwowzorem a dystrybutor dał taki tytuł tylko dlatego, żeby film się lepiej sprzedał.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Dwa telewizyjne tytuły w jeden dzień (bo z powodu obchodów urodzin siostrzeńca nie miałem czasu czegoś obejrzeć we wtorek) w ramach mego wielkanocnego maratonu:

Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham: Wyjątkowa Wielkanoc - żeby nie było, że zmieniam się w mohera to musi być ta jedna produkcja o Zającu Wielkanocnym. Na ten tydzień mam wybrany jeden film o zajęczakach, ale nie ma nic wspólnego z zmartwychwstawaniem czy szukaniem jajek. Odcinek specjalny całkiem sympatycznego serialu animowanego o małym zającu i jego ojcu (matka nieobecna, prawdopodobnie wyszła po marchewki). I owy zajączek w Wielkanoc chce udowodnić istnienie leucystycznego jelonka, którego rzekomo widział.

Chwalić Brytyjczyków, że dali właściwe zwierzę patronujące Wielkiej Nocy - czyli zająca szaraka. Tak, można się zastanawiać skąd dzikie zwierzęta mogą wiedzieć o Wielkiej Nocy (no dobra, zające akurat powinny wiedzieć), która tutaj symbolizuje nadejście wiosny/nowego życia i jak upleść koszyczki na święconkę (tutaj to forma podarków), a przyrodniczy autyzm każe narzekać na nierealistyczne idylliczne stosunki pomiędzy zwierzętami. Ale sam serial (i ów specjał) jest dość uroczy, a jednocześnie bardzo kompetentny i wartościowy, że nie wypada narzekać. Nawet voice acting jest dość dobry i młode grają dzieci (tak jak w dubbingu jestem za totalną różnorodnością/wiekiem, tak jestem zdania że dzieci powinny dubbingować dzieci). Zwłaszcza, że w zalewie większości animowanego szamba to jest perełka. Dałbym jedno czepialstwo - skoro to odcinek wielkanocny, to w miejsce jelonka dałbym zająca bielaka, który znany jest z białego futerka podczas zimy (i można byłoby przymknąć na artystyczne licencje przyrodnicze), zwłaszcza, że autor oryginalnych książeczek zrobił jedną, w której ów młody zając zaprzyjaźnia się z białą rówieśniczą zajęczycą.

9/10


The Easter Promise (1975) - Jean Simmons jako zgorzkniała celebrytka, która w Wielkanoc znajduje sens życia z pomocą czterech dziewczynek. Niby sprawia wrażenie nakręconej przez jakieś amerykańskie TV Trwam, bo wszystko relatywnie grzeczniutkie, dziecięce protagonistki noszą się jak u wiekowej cioci na imieninach (akcja dzieje się w latach 40., ale wątpię, by wtedy tak się ubierali), ale ku memu zdziwieniu zero wtrętów o Bogu, kościele etc. Bardziej to uniwersalna powiastka na temat pomagania bliźniego, a Wielkanoc to głównie tło, choć przewijają tamtejsze amerykańskie tradycje.

Dzisiaj pewnie uznane jako problematyczne i źle starzejące, bo wszyscy biali, a ojciec przy wspólnym śniadaniu kurzył papierosa przy córce :). Produkcja zdecydowanie z pozycji tych zapomnianych, ale ponad poziom tej przeciętności wynosi Simmons, która dała z siebie wszystko i widać postać z krwi i kości. Plus te dwadzieścia lat po The Robe Simmons nieźle się zestarzała i dobrze wygląda. Zresztą reszta aktorów też daje radę, także dziewczynki były przyzwoite. A mimo ciężkich tematów całkiem to ciepła produkcja i czuć w niej szczerość.

6/10

Odpowiedz
(29-03-2024, 23:40)OGPUEE napisał(a): Barabasz (1961) - Barabasz zawsze wydawał mi się intrygujący. Ot, jakiś łachmyta uwolniony kosztem Jezusa. Ale informacje o byciu buntownikiem i bojownikiem o wolność dawały inne światło i można było zrozumieć, czemu Żydzi chcieli uwolnić kogoś takiego, a nie jakiegoś hipisa.


Przy czym to wlasnie ten hipis, a nie Barabasz obalil potege Rzymu :)

Natomiast fakt, Zydzi chcieli i nadal chca nie duchowego, ale fizycznego, politycznego Mesjasza, na wylacznosc dla nich samych i dla ich rasistowskiej etno-nacjolskiej psychozy. Na tej samej zasadzie Niemcy dostaly Adolfa, ta sama szajba. I Zydzi historycznie oglaszali Mesjasza zreszta wielokrotnie, co konczylo sie tradycyjnie dla nich katastrofa i ostrym wpierdolem:

https://www.tiktok.com/@romantribune/video/7205909370977176878

Na tej samej zasadzie Niemcy dostaly Adolfa, ta sama szajba.

Chrzescijanstwo (zydowska sekta) w swym uniwersalizmie odrzucilo zydowski fundament cywilizacyjny, natomiast Talmudysci odrzucili Chrystusa na rzecz bycia rasa Panuff. Jak im idzie to widzimy, takze wypatrujmy Antychrysta, bo Zydom ciagle sie marzy globalna dominacja, a ta musi zostac zwieczona odbudowa swiatyni i wybraniem Mosziacha, ktory z zalozeina bedzie przeciwstawienstwem Chrystusa. I teraz tak, ja wiem, ze to pierdolec do potegi, ale wytulmacz to religijnym Zydom.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(31-03-2024, 02:51)Bucho napisał(a): Przy czym to wlasnie ten hipis, a nie Barabasz obalil potege Rzymu :)
Bardziej to podbił ten Rzym i długofalowo przekonał do swej idei. 

Dziś ostatni dzień tygodnia wielkanocnego, po śniadaniu i spędzeniu mszy w wiedeńskiej katedrze była pora na utwierdzenie się jaki film wielkanocny jest najlepszy


I moja polecajka filmowa na przyszłą Wielkanoc (albo jeszcze dzisiejszą):
https://betoniarka.net/najlepsze-filmy-wielkanocne/

Odpowiedz
Missisipi w ogniu

Ależ rewelacyjny film. Zdecydowanie moja ulubiona rola Gene Hackmana, w ogóle obsada jest świetna - młodziutki Willem Dafoe, Brad Dourif, Michael Rooker, zaskakująco urodziwa Frances McDormand, Ned z Dnia Świstaka jako przywódca KKK.

Przypomina mi trochę drugą część Elitarnych - umiejętnie łączy kino sensacyjne z pokazaniem politycznej skali wydarzeń. Przez 2 godziny nie spowalnia nawet na moment, cały czas trzyma w napięciu.

9+/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,247 243,662 12-05-2026, 00:28
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,945 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,268 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,453 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,756 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,438 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 723,840 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,333 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 327 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości