Agent Mossadu
Liczba postów: 31,777
Liczba wątków: 4
(31-03-2024, 15:18)OGPUEE napisał(a): (31-03-2024, 02:51)Bucho napisał(a): Przy czym to wlasnie ten hipis, a nie Barabasz obalil potege Rzymu :)
Bardziej to podbił ten Rzym i długofalowo przekonał do swej idei.
Potato, potahto. Podbil (owszem), ale tez obalil, bo Rzym w starerj formie i wierzeniach przestal istniec.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
01-04-2024, 21:37
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
April Fool's Day (1986) - co prawda Prima Aprilis był wczoraj, ale dzisiaj oglądałem. Wczoraj byłem na urodzinach kolejnego austriackiego dziecka, a nawet gdybym miał siły na obejrzenie filmu, to jeszcze ktoś by uznał reckę za żart.
Jak wypada ten studencki wariant I nie było już nikogo? Początek z retrospekcją już sugeruje jakiś jumpscare i miałem rację, bo jakiś wujas-śmieszek zakupił zabawkę u Sida z Toy Story. Postacie praktycznie zlewające się. Laski to same blondyny, ale chociaż faceci są bardziej różnorodni – dwóch brunetów, Biff z Powrotu do przyszłości i klon Nika Kershawa. Gospodyni mieszkanie na wyspie niby odgrywa wycofaną, a w praktyce wygląda jakby dopiero co zaczynała i nie była dobra aktorka. To nawet kupowałem, bo czułem że z nią będzie związany główny twist. Ale reszta aktorów nie lepsza.
No właśnie. Tytuł i tematyka dość adekwatne. Podejrzewałem, że albo jednak wszyscy przeżyli (albo wyłącznie pierwsza ofiara zważywszy na jej powiązanie z gospodynią) albo co innego, szczególnie, ze wszystkie zabójstwa odbywały się poza kadrem. I gdy odbywa się główny twist, to słusznie podejrzewałem, że potem jest coś jeszcze będzie. Klimatyczny motyw muzyczny.
6/10
02-04-2024, 20:49
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
Sisu z roku 2023
Europejskie kino wojenne naśladujące Tarantino. Jest II WŚ, daleko w Finlandii żyje sobie ex commando, który szuka złota. Gdy je znajduje, na drodze do szczęścia stają Naziści. I umierali długo i w męczarniach.
Nie da się pominąć inspiracji Hollywood. Oprócz Tarantino, jest też Anderson i Wright na tapecie. To dobre inspiracje, a w ślad za nimi idzie niesamowita jakość tej produkcji. Jest to zrobione z sercem i pomysłem. No, ehm i tutaj plusy się kończą, bo jak na pastisz to za słabo się postarali z realizmem film ma niewiele wspólnego. Oczywiście taka konwencja tylko to scenariusz durnowaty próbuje ratować bohatera. A takich zabiegów nie lubię. Są plusy i minusy więc oglądało się mi dobrze i do samego końca chciałem zobaczyć, co i jak się wydarzy. I ta końcówka jednak podkopała wizerunek, bo poniosło autorów aż za bardzo. Moja ocena jest uśrednioną wrażeń i jest to 5/10 przy czym szkoda, bo tak po prawdzie stonowanie zdarzeń i pójście w realizm dałoby znacznie więcej dobra dla tej produkcji.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
05-04-2024, 07:05
Dużo pisze
Liczba postów: 739
Liczba wątków: 3
La Bamba (1987) - Klasyk ery vhs, który obejrzałem niezliczoną ilość razy, gdy byłem dzieciorem. Włączyłem ostatnio po ponad 20 latach. Świetny film. Zagrało tam wszystko. Klimat lat 50. oddany idealnie. Muzyka Valensa po prostu kapitalna. Zaskoczyło mnie, bo byłem przekonany że Lou Diamond Phillips sam śpiewał wszystkie kawałki. Ponoć w castingu pokonał kilkaset innych kandydatów, więc naturalne dla mnie było, że gość został wybrany w dużej mierze dlatego, że umie śpiewać. Ale nie. Nie miał żadnego backgroundu muzycznego, a głos który słyszymy w filmie, należy do muzyka Davida Hidalgo.
Aktorsko film skradł Esai Morales w roli starszego brata Valensa. Dzika dusza z problemami i niskim poczuciem własnej wartości, ukrytym za skórzaną kurtką, motocyklem i udawaną pewnością siebie. Zresztą wszyscy aktorzy spisali się na medal. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to kompletnie mnie nie przekonał wątek Donna - Ritchie. Nie czułem chemii między nimi. Zresztą wyglądało jakby ich wątek był dziwnie pocięty. W jednej scenie Ritchie ma pretensje, że Donna umawia się z innymi kolesiami, de facto z nią zrywa. Chwilę później widzimy jak śpiewa dla niej piosenkę w budce telefonicznej, aby za chwilę pojechać z bratem do Tijuany na dziwki:)
Jest w tej historii coś bardzo smutnego. Mimo, że widziałem ten film kilkanaście razy, to po odświeżeniu go sobie, siedział mi w głowie kilka dni. Na youtube obejrzałem wszystko, co dotyczy Ritchiego. Jego kawałki, występy. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że gdyby nie katastrofa, chłopak byłby dziś absolutną legendą rocka, na równi z Elvisem. Zobaczcie sobie poniższy film. On ma tam 17 lat, a głos dojrzałego muzyka. W ogóle nie wiem czym karmili tych nastolatków w latach 50. ale on wyglądał na chłopa dobijającego do 40:)
Miałem w głowie ocenę 8/10, ale ostatecznie dam oczko wyżej, bo czuję ogromną nostalgię do tej produkcji.
05-04-2024, 13:39
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-04-2024, 13:41 przez ugh.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
(05-04-2024, 13:39)ugh napisał(a): Ponoć w castingu pokonał kilkaset innych kandydatów, więc naturalne dla mnie było, że gość został wybrany w dużej mierze dlatego, że umie śpiewać. Ale nie. Nie miał żadnego backgroundu muzycznego, a głos który słyszymy w filmie, należy do muzyka Davida Hidalgo.
Dawniej to było coś normalnego, że w scenach wokalnych aktora dubbingował śpiewak (oczywiście o tym nie wspominano). W My Fair Lady Hepburn śpiewała nie swoim głosem, podobnie było z Deborah Kerr w Król i Ja. Z ostatnich takich musicali to kojarzę The Greatest Showman .
Cytat: W ogóle nie wiem czym karmili tych nastolatków w latach 50. ale on wyglądał na chłopa dobijającego do 40:)
Powtórzę kolejny raz - dawniej ludzie dużo mocniej starzeli. Gorszej jakości medycyna, chroniczne palenie i podły alkohol i masz dwa razy więcej niż w dowodzie:
https://joemonster.org/art/48906
https://joemonster.org/art/48989
Z polskiego podwórka wspomnę, że Marzenę Kipiel-Sztukę i Bartosza Żukowskiego grających w Kiepskich matkę i syna dzieli tylko 10 lat różnicy.
05-04-2024, 13:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-04-2024, 13:58 przez OGPUEE.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
(05-04-2024, 13:57)OGPUEE napisał(a): Powtórzę kolejny raz - dawniej ludzie dużo mocniej starzeli. Gorszej jakości medycyna, chroniczne palenie i podły alkohol i...
...jakoś to właśnie ludzie z tamtych lat dobijając dzisiaj 90. i 100. lat we wcale nienajgorszym zdrowiu :)
05-04-2024, 17:13
Stały bywalec
Liczba postów: 1,048
Liczba wątków: 0
(05-04-2024, 13:39)ugh napisał(a): Aktorsko film skradł Esai Morales w roli starszego brata Valensa. Dzika dusza z problemami i niskim poczuciem własnej wartości, ukrytym za skórzaną kurtką, motocyklem i udawaną pewnością siebie.
Zgadzam się. Scena, gdy dowiaduje się o śmierci Valensa zawsze w pamięci.
05-04-2024, 17:40
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
(05-04-2024, 17:13)Mefisto napisał(a): ...jakoś to właśnie ludzie z tamtych lat dobijając dzisiaj 90. i 100. lat we wcale nienajgorszym zdrowiu :)
Wojna zawsze konserwuje :).
05-04-2024, 18:48
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,777
Liczba wątków: 4
Brak chemii w zarciu i duzo mniejsza ilosc cukru w diecie, plus przymusowe glodowki i mozna zyc do setki :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
05-04-2024, 19:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-04-2024, 19:18 przez Bucho.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Irma la Douce (1963)
Uwielbiam "The Apartment". Jeden z moich ulubionych rom-comów ever, a przy tym bez wątpienia jeden z najbardziej błyskotliwych filmów swoich czasów. Naturalną siłą rzeczy było zainteresowanie się kolejnym owocem pracy Billy'ego Wildera, I.A.L. Diamonda oraz cudownego duetu Jacka Lemmona i Shirley MacLaine. W sumie wyszła w tym przypadku "tylko" sympatyczna komedia, ale wciąż niepozbawiona uroku.
Scenariuszowo bywa naiwniutki i jeśli ktoś tu liczy na podobną szczyptę dramatu jak w poprzednim dziele wspomnianych ludzi to się przejedzie. Niemniej klimat francuskich ulic absolutnie urzekający i nie chce się odrywać wzroku od ekranu. Aktorski duecik nie zawodzi. Lemmon jak zwykle fenomenalny i widać, że trochę się zabawił w tej podwójnej roli. Sam bym nie poznał, że ten poczciwy stróż porządku i angielski lord z przegiętym akcentem to jedna i ta sama osoba. MacLaine z kolei ponownie dopełnia duet swym czarującym wdziękiem. W ostatnich 20 minutach Wilder wysiada jednak nie na tym peronie co trzeba i dostajemy końcówkę głupawą i przekombinowaną aż po bandzie. Taki scenariuszowy rollercoaster raczej od czapy.
7/10
07-04-2024, 08:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-04-2024, 21:05 przez Kryst_007.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
Obczaj Avanti!
(03-04-2023, 01:41)slepy51 napisał(a): Polecam za to "Tetris" z Apple TV+ - no i po tytule też od razu wiadomo o czym to jest, ale nie spodziewałem się, że większość akcyjki będzie się rozgrywało w Moskwie lat 80-tych i zamiast oczekiwanych biograficznych blubrów (które też tutaj są, w końcu to historia oparta na faktach) będzie to bardziej całkiem wciągający thriller szpiegowski o różnych ludziach, którzy chcą się przechytrzyć, żeby podpisać upragniony kontrakt na prawa do sprzedaży tetrisa poza Rosją. Aktorzy spoko, klimat bardzo fajny, są różne wesołe 8-bitowe wstawki, muzyka z epoki i bardzo sympatyczny pościg na lotnisko. Jasne, jest to pewnie bardzo zamerykanizowana wersja tej historii ale ogląda się ją bardzo przyjemnie a całość naprawdę wciąga. Jak ktoś interesuje się tematem to powinien sobie rzucić okiem bo to po prostu dobry film.
Faktycznie zaskoczenie gatunkowością i niezły seans, który bardzo przypominał mi niedawne Air, od którego jest przy tym lepszy. Kilka "ale" jednak się znajdzie:
- brzydki ten film masakrycznie, a w dodatku od strony czysto realizacyjnej jest mocno telewizyjny;
- duża powtarzalność wydarzeń, co w pewnym momencie już męczyło;
- przesadzony finał pasuje do reszty jak pięść do nosa;
- strasznie pocieszny wizerunek Rosji - ja wiem, że to już ZSRR w czasie rozkładu, ale jak na taki zamordyzm, to bohaterowie niezwykle łatwo sobie funkcjonują w tym świecie bez większych problemów, co kłóci się zarówno z realiami, jak i wybranym gatunkiem;
- zabrakło mi w tym Tetrisie... Tetrisa.
Ale generalnie polecić można, choćby dla Egertona, który naprawdę przyciąga do ekranu. Chętnie zobaczyłbym jego przesłuchanie do Bonda :)
6+/10
07-04-2024, 13:43
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Obejrzałem dziś przypadkiem "Remember Me" z 2010 z Bobem Pattinsonem, takie se patrzydło, ale miło spędziłem czas, to ten film ze słynnym 9/11 motive na końcu.
Wspominam o tym filmie jednak dlatego, że zaczyna się od zastrzelenia białej matki na oczach białego dziecka przez czarnego niggusa w metrze. 10/10 za realizm.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
08-04-2024, 15:27
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Emperor of the North - czytając ciekawostki nt. Godzilla i Kong: Nowego Imperium dowiedziałem, że Skar King był inspirowany bad guyem z tego filmu, więc zdecydowałem się obejrzeć.
Pokazuje, że za słowami muszą stać czyny. Cigaret to ta rycząca krowa mało daje mleka - wielokrotnie się przechwala jakim nie jest kozakiem, a zawsze wychodzi na durnia. Z kolei Shack mając kuśtykającego Cigareta na widelcu też przechwala, czego mu nie zrobi zamiast przejść do konkretów (przez co A-No.-1 miał czas wejście na dach i zaatakować Shacka). Kolejnym przesłaniem jest posiadanie serca i jakiegoś honoru. Pracownicy kolejowi kibicują włóczęgom i też nie znoszą Shacka (bo są ludzcy i rozumieją, że Wielki Kryzys nikogo nie oszczędza), a choć życie bywa okrutne i przede wszystkim trzeba liczyć na siebie, to A-No.-1 ma ludzkie odruchy i nie przekracza pewnych granic. To jeden nielicznych filmów, gdzie klisza "hero nie zabija bad guya choć mógłby" działa. Raz, że A-No.-1 ma honor i w zasadzie nie ma powodu do zabijania, a dwa wie że dla nadętego Shacka od śmierci gorsze będzie upokorzenie, że dał się ograć jakiemuś żulowi.
Lee Marvin jako kultowy bezdomny dość pamiętny. Partnerujący mu Carradine odpowiednio irytujący i cwaniacki. Ale show kradnie Ernest Borgnine, który jak w Konwoju znowu wciela się w postać urwaną się z kreskówki Texa Avery'ego albo Friza Frelenga. Ogólnie Borgnine na stare lata nadawałby się na rolę Czarnego Piotrusia z Disneya. Jednak w przeciwieństwie do Konwoju grany przez niego Shack to ewidentny potwór wprost upajający się swą przewagą i gardzący każdym, który jest niżej od niego. Spokojnie sprawdziłby się jako kanar. Stąd cieszy się ma gęba, gdy dostaje po dupie. Ale bardziej satysfakcjonujące było wyjebanie Cigareta wprost do rzeki, bo wyjątkowo zasłużył. Oportunistyczny kutasiarz, który jest kameleonem w zależności od sytuacji .
Chwali się determinację Hollywoodu, że kręcili to w plenerze i jechali tym pociągiem (a jak jakieś sceny powstały w studiu, to też chwała, bo na takie nie wyglądają). Końcowy pojedynek pamiętny i wiadomo czemu Wingard przerobił to na walkę między wielkimi kaiju. Jednocześnie czegoś tu mi brakuje. Ale i tak lepiej mi się nadrabia takie wiedząc, że BANAŁ "takich filmów już się nie robi".
7/10
Straw Dogs - kolejny Sam Peckinpah za mną. Co w fabule chodzi mniej więcej znałem. Spodziewałem, że będą karykaturalne chavy, a wioskowi wyglądają normalnie - takie typowe brytyjskie kasztany. Jak w Deliverance też na razie nic nie sugeruje złego. Miasteczko jest normalne, ot jakaś wiejska mieścina. Jeden pijaczyna to jednostkowy przypadek. Nawet główni antagoniści z początku odnoszą się życzliwie do Dustina Hoffmana i jego żony i nie licząc jakichś podśmiechujek z głupiego miastowego to jest spokojnie. Aż do pierwszego ataku.
Są słynne peckinpahowskie montaż i zwolnione tempo. Muzyka z kolei momentami wydawała jakaś niedopasowana. Też nie przesadza z ukazywaniem gwałtu, który jest niecodzienny. Najpierw Venner, jakby niechętnie bzyka Amy i sądziłem, że to będzie to. A potem pojawia się kolejna petarda gdy zjawia trzeci. Zaskoczyło mnie, że to Venner ze wszystkich okazuje się najbardziej pozytywny. Aniołkiem nie jest, fakt, ale żałuje napaści seksualnej, podczas finałowego ataku wykazuje najwięcej rozsądku. Nawet jest sympatyczniejszy od Heddena, który w finale akurat miał legitny powód, by być agresorem.
Co wybija to finał. Trzymający w napięciu, pełen konkretnej przemocy i charyzmatycznego protagonisty odpierającego atak złoli. Sądziłem, że Hoffman znowu będzie grać cichego słabiaka i jedynie będzie stać go na ciskanie grejfrutami w kocura. Cóż, wciąż większym mięczakiem był w Maratończyku. David po prostu stara się być dyplomatyczny i powściągliwy, a gdy przychodzi co do czego to on zachowuje zimną krew, a nie jego irytująca żona wiecznie wyzywająca go od tchórzy. Zaskakująco rosną mu jaja, gdy nie zamierza oddać Nilesa na lincz (mimo że miałby spokój), uważając ze tym powinno się zająć prawo, a nie dziki tłum. I jak ma walczyć, to o swoje przekonania. I gdy jest po wszystkim, to się filuternie uśmiecha, zamiast być straumatyzowany przemocą.
Tak więc, warto więc ujrzeć ten prekursor Kevina samego w domu, a dla tych co chcą poznać twórczość Peckinpaha pozycja obowiązkowa.
8,5/10
PS. Ciekawe, że mimo grubego swetra wciąż widać suty Susan George.
15-04-2024, 01:48
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-04-2024, 00:12 przez OGPUEE.)
Red Crow
Liczba postów: 12,665
Liczba wątków: 50
Monkey Man - kino zemsty w najlepszym wydaniu, z satysfakcją na koniec. Akcja jest odpowiednio brutalna i dynamicznie nakręcona, świetnie zmiksowana z kontekstami społeczno-kulturowymi, rzecz to ogólnie (co za niespodzianka!) mocno osadzona w hinduskich wierzeniach i mitach. Patel daje radę po obu stronach kamery i choć inspiracje Wickiem i The Raid są oczywiste (do tego pierwszego jest nawet bezpośrednie nawiązanie), to film ma jednak sporo własnego charakteru. Całosć mogła by być trochę krótsza, pierwszy akt jest trochę chaotyczny, ale cała reszta tip top.
23-04-2024, 22:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-04-2024, 22:43 przez nawrocki.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
Kod Mercury z 1998 roku, czyli wesołe lata Hollywood.
Bruce Willis gra tajniaka, który po nieudanej akcji pracuje w jakichś niskich szczeblach operacyjnych. W międzyczasie autystyczny chłopak Simon rozwiązuje tajny kod rządowy Mercury, który grupa szyfrantów zamieściła na łamach czasopisma z zagadkami dla dzieci. No i ktoś chce dzieciaka odj3bać, a Bruce czyi filmowy Art, go ma uratować.
Ten film był reklamowany jako wielkie kino akcji, tymczasem to zwykłe B clasowe i durnowate filmidło jakich pełno powstawało w latach 80tych. Tak po prawdzie to jest tutaj najwięcej vibe z dawnych lat pod względem łopatologii w fabule i durnot w scenariuszu, które dosłownie wylewają się w każdej minucie. Od zawiązania akcji po kolejne kołowrotki bohatera. Mech, nuda i do tego rola tego chłopaka jako Simona wcale nie ułatwiało seansu. Dałbym takie lekkie 4/10 i na więcej ta produkcja nie podskoczy.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
24-04-2024, 07:07
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,060
Liczba wątków: 66
"Arthur the King" (2024)
Marky Mark, Missandei z "Gry o tron", Shang-Chi i Ali Suliman biorą udział w Mistrzostwach Świata w Rajdach Przygodowych na Dominikanie, podczas których przyłącza się do nich pies menel. Historia oparta na faktach, czyli to co można się spodziewać - typowa hollywoodzka wersja mniej lub bardziej wierna tym wydarzeniom, którą ogląda się przyjemnie, jest trochę akcyjki, napięcia i wzruszeń, po seansie robi się cieplej na serduszku, sprawdzamy jak to było naprawdę a potem do tego filmu raczej już nie wracamy, chyba że poleci gdzieś w TV w porze niedzielnego kotleta z mizerią. Oczywiście najlepiej ze wszystkich zagrał pies, toteż polecam miłośnikom tych właśnie czworonogów. 6/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
24-04-2024, 11:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-04-2024, 13:55 przez slepy51.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,742
Liczba wątków: 14
Used Cars
Nie powinienem być zaskoczony udanym seansem, skoro zapewnili go twórcy Najlepszego Filmu W Historii. Sporo tu wszakże niecodziennych rozwiązań, na czele z umieszczeniem akcji w mikroświecie oślizłych, złotoustych cwaniaczkamów naciągajacych przedstawicieli klasy robotniczej. Proceder skubania frajerów nie jest jednak gloryfikowany, a sami handlarze zdezelowanymi autkami dają się lubić, takoż ich zwariowane perypetie (hehe) śledzi się bez zgrzytania zębami. Humor nie zawodzi, czasem niespodziewanie stykając się z granicą mroku i zabarwiając smołą, a w pędzącym na złamanie karku finale Zemeckis przeciera szlak (tj. toruje drogę) DeLoreanowi. Bobby zatracił się już chyba na dobre w tasiemcowatych animacjach oraz miernych filmkach dla nikogo, co jest niepowetowaną stratą dla kinematografii. W latach 80. zawsze trafiał (do nadrobienia debiut), a seria od Used Cars do Cast Away to praktycznie same sukcesy (może za wyjątkiem Death Becomes Her). W każdym razie mocne 7/10 dla Autek.
The Incident
Uwielbiam wyławiać takie perełki. Mocno teatralne studium charakterów i zachowań ludzi prześladowanych przez dwóch oprychów w wagonie nowojorskiego metra. Można się krytykować (widoczny) sceniczny rodowód, można się zżymać na biernych bohaterów i (nieco) oczywistą konkluzję, można też nie być czepialskim zrzedą. Nie jest to łatwy seans, bo przemoc (głównie psychiczna) wylewa się z ekranu i osacza intensywnością. Postać Joego to ucieleśnienie demona, biesa wyczuwającego największe bolączki ofiar i wywlekającego je z lubością na zewnątrz. Na wierzch wychodzą więc kompleksy, skryte urazy, żądze, nałogi i nienawiść rasowa, słowem: film społecznie zaangażowany pełną gęba. Tony Musante (Nino Schibetta z Oz) błyszczy w roli rzezimieszka, deklasując debiutującego Martina Sheena. Powinien zrobić większą karierę. Kino ocierające się o wybitność, na razie asekuracyjna ósemka.
25-04-2024, 16:50
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Władca ksiąg - w Polsce ten film spotkała wielka niesprawiedliwość. Kojarzę, że był obecny w kraju minimalny merchandise z postaciami (m.in. głównym bohaterem, piratem-książką czy tytułowym władcą, którego szatę efekt Mandeli ukazywał w kolorze zielonym, miast błękitu) i robiły wrażenie. I była nawet książkowa nowelizacja. Też oglądałem na anglojęzycznym jeszcze Cartoon Network behind the scenes filmu i urywki, i naprawdę zapowiadały one na jakąś zajebistą bajkę. Ale sam film w latach 90. do Polski nie zawitał, a jak już to pewnie na niszowym VHSie z lektorem i dopiero w 2000 roku został wyemitowany z dubbingiem na TVP (i potem był puszczany z tym samym dubbingiem w Kinie Cartoon Network, gdzie okazję miałem ujrzeć urywki).
Jakby w latach 90. dostałby polską premierę kinową, to na bank byłby mile wspominanym klasykiem jak Księżniczka łabędzi. Żeby potem po latach okazać się rozczarowaniem. Kolega z liceum wspominał, że w dzieciństwie widział Władcę ksiąg na Cartoon Network i się zachwycił, a po latach to film się skiepścił. Nostalgia Critic krytycznie się wypowiedział, a Joe Johnston reżyserujący sekwencje aktorskie do filmu się nie przyznaje. Więc podchodziłem z rezerwą.
Szczerze mówiąc, nie okazał się taki zły. A widziałem już wiele nie-disneyowskich animacji z lat 90. (większość widzianych za dzieciaka) i mogę stwierdzić, że nie są to udane produkcje. Może to kwestia, że wobec filmu mam jakieś ciepłe uczucia i... nie wiem jak mam to określić. Nostalgia za utworem, którego nawet się nie widziało. Przede wszystkim warto pochwalić, że film nie próbuje małpować ówczesnej musicalowej konwencji Disneya i jedyna piosenka to popowy kawałek do montażu. Widać, że stara się mieć własną Tożsamość i nie kopiuje modnych morałów jak np. ochrona środowiska. Poza postacią głównego bohatera (czyli geek będący outsiderem) nie nadużywa jakoś familijnych klisz. Dzieciak o dziwo ma dwóch rodziców - pewnie dlatego, że film był częściowo aktorski :P. Miło, że rodzice mimo wszystko wspierają swego dzieciaka i starają na wszelkie sposoby zachęcić do bycia bardziej odważnym. Też nie ma wiodącego czarnego charakteru i po prostu mamy przeszkody po drodze i na końcu final bossa w postaci randomowego smoka. Plus duży że nie ma oczywistego comic reliefa - w innej produkcji to Horrorek byłby takowym, ale scenariusz stara się go bardziej niuansować i robić samotnego przegrywa.
Główne postacie proste, ale dające się zapamiętać. Każda z książek ma swoją osobowość, Czuć chemię miedzy bohaterami . Opiekuńcza Bajeczka, która potrafi być zadziorna i sarkastyczna, czy najbardziej wyrazisty kapitan Przygoda, będący zawadiackim i nieokrzesanym piratem. Progresywna część społeczeństwa uśmiechnie jak Przygoda namiętnie daje całusa Bajeczce, a ta po chwili daje mu w mordę :). Richard to generyczny dzieciak, ale uchodzi. Całkiem wiarygodny progres u tchórza, który stopniowo zdobywa się na odwagę. Czego zwieńczeniem jest młody zamiast ukorzyć się jak jego książkowi kumple przed Władcą Ksiąg, to go ochrzania, że zmusił go do obcowania z krwiożerczymi postaciami literackimi. Tytułowy władca ksiąg dość płaski, ot taki nobliwy czarodziej-troll internetowy z generycznym wyglądem.
Dość fajne przesłanie, że warto przezwyciężyć swe lęki i jednak podjąć się czegoś na własną rękę, zamiast liczyć że ktoś będzie cię prowadzić za rączkę. I mam wrażenie, iż krytycy nie dostrzegli sensu filmu - nie chodziło o to, żeby zachęcać do literatury (bo to również czasy, gdy czytelnictwo klasyki było powszechniejsze), a postacie literackie są na dalekim planie, bo to postacie epizodyczne, a to główni bohaterowie muszą być wyrazistsi i nie może być tłoku. To jak się czepiać Ralpha Demolki, że te wszystkie postacie z innych gier video pojawiają się na chwilę. A także przez zdawkowe urywki może zachęcić dzieciaki do poznania ich historii i o czym faktycznie opowiadają. Biblioteka z barokową rotundą całkiem zacna i ja mógłbym tam zamieszkać :).
W sumie to jeden z nielicznych filmów ukazujący prawdziwy sens Doktora Jekylla i pana Hyde'a - czyli Jekyll zawsze był zły, ale nie chcąc brukać swej pozycji społecznej, wymyśla eliksir zmieniający postać, by bez konsekwencji czynić zło. Otóż jako "dobry" Jekyll ostrzega ich przed złem, ale daje głównym bohaterom do skosztowania jakiś kwas, po czym ostentacyjnie ignorując ich ostrzeżenia wypija swą miksturę, by jako Hyde ich pomordować.
Animacja to czasem hit & miss i czuć niższy budżet niż u takiego Dona Blutha chociażby patrząc na niektóre tła, ale generalnie trzyma wysoki poziom. Używa wczesnego CGI, które jest wplecione umiejętnie i wychodzi jedna z bardziej pamiętnych scen. Znowu zauważyłem, że animacja próbuje być różnorodna jak w doborze postaci literackich. Prostsze tła w sekcji grozy, proste i szkicowe, w sekcji przygodowej to są realistyczne i szczegółowe, czy wieloplan stylizowanych teł rodem z disneyowskiej Śpiącej Królewny w sekcji baśni. Z takich bardziej kreatywnych rzeczy to wróżki ukazano jako rotoskopowe wyładowania elektryczne. Co mnie dotknęło - to dość słaby montaż, jakby brakowało scen. Wartościami dodatnim są muzyka Jack Hornera i naprawdę świetne piosenki. .
I jeszcze to okres, gdzie nie nadużywano celebrytów do ról głosowych, bo Horrorka gra Frank Welker (i jest w napisach początkowych wymieniony zaraz po Whoopi Goldberg i Patricku Stewarcie). Oczywiście gry głosowej nie ocenię, bo ujrzałem to z polskim dubbingiem.
Takie filmy są trudne do zdubbingowania, bo z postaciami animowanymi spokojnie można dać radę, to sceny live-action są trudniejsze i wymagają większego nakładu i innej gry aktorskiej. Przykładem był polski dub Rock-a-Doodle, gdzie animacja wypadła OK, gdy sceny live action to był koszmar. Na szczęście Władca ksiąg nie wpadł w tą pułapkę. Przede wszystkim nie popełnia tego błędu co Rock-a-Doodle i Culkina dubbinguje faktyczny mały chłopiec, a nie 30-letnia aktorka. I w przypadku live action wypada dobrze, jako animek wypada drętwo, ale poprawnie. I dobrze dobrali Christophera Lloyda grającego Henryka Sienkiewicza. Co prawda dla mnie to Grzegorz Wons powinien być defaultowo polskim Lloydem (jak ktoś oglądał animowany Powrót do przyszłości, to wie o czym mówię), ale Marek Bargiełowski też pasuje. Z całym szacunkiem do Miriam Aleksandrowicz, to Stanisława Celińska powinna być polskim głosem Whoopi Goldberg i film to udowadnia. Do reszty obsady nie mam zastrzeżeń - typowy wysoki standard do jakiego przyzwyczaiła Dorota Kawęcka. BTW Władca ksiąg na końcu mówi do Richarda "Niech cię Bóg prowadzi". Kurde, dziwne się słyszy takie frazy w filmach dla dzieci nie będących chrześcijańskimi kreskówkami puszczanymi tylko na religii :).
Reasumując - średniaczek, który widać, że się stara.
6/10 że wskazaniem na 7 i serduuszko
27-04-2024, 15:33
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,115
Liczba wątków: 67
Chyba pomyliłeś temat i/lub ilość znaków ;)
27-04-2024, 18:27
Stały bywalec
Liczba postów: 12,414
Liczba wątków: 29
Nie będę tworzyć tematu do filmu, który przez 5 lat będzie miał jednego posta, a nic nie poradzę, że Ted Turner nie ma własnego wątku ;).
27-04-2024, 19:14
|