Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(24-07-2024, 13:53)Kryst_007 napisał(a): a przypierdalaj się, Mefisto

a taki wuj! :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
I słowo "wilkołaczyca" pojawiła się w jednym numerze Kaczora Donalda z 1999 roku!

Odpowiedz
Kodachrome (2017) - Uwielbiam takie kino drogi. Spokojne, niespieszne, ale bez zbędnych scen. Każde ujęcie w tym filmie ma znaczenie. Historia mężczyzny (Jason Sudeikis), który żyje jakby poza nawiasem społeczeństwa. Sam, wypalony życiem, funkcjonujący na autopilocie. W cieniu ojca (Ed Harris), światowej klasy fotografa, z którym nie rozmawiał od wielu lat. Pewnego dnia w jego biurze pojawia się asystentka ojca (Elizabeth Olsen) z informacją, że ten umiera, a jego ostatnie życzenie to wspólna podróż do jedynego w kraju zakładu, który wciąż wywołuje klisze Kodachrome. Pomimo początkowych oporów, główny bohater zgadza się na podróż, która okaże się podróżą przede wszystkim w głąb samego siebie, rozliczenia się z trzymaną wewnątrz traumą oraz urazą do ojca. 

Po raz kolejny sprawdza się teoria, że aktorzy komediowi rewelacyjnie radzą sobie w rolach dramatycznych. Sudeikis zagrał perfekcyjnie. Oszczędnie, ale perfekcyjnie. Całkowicie pozbył się swojego komediowego zacięcia. Nie pokazał ani jednej głupiej miny, ani jednego głupiego gestu. Harris równie dobry. Od razu widz kupuje jego postać skończonego dupka, który poświęcił rodzinę dla kariery, kochanek, używek i nie żałuje absolutnie niczego. Nie wie jak komunikować się z synem i uzyskać jego przebaczenie, albo chociaż zrozumienie. W roli mediatora fajnie sprawdza się Olsen. Dobrze się na nią patrzy i słucha. Interesujące trio w samochodzie zmierzającym do określonego celu. A wszystko uzupełnia po prostu kapitalna, melancholijna muzyka.

Zastanawiałem się pomiędzy oceną 8/10 i 9/10. Ostatecznie dam 9, bo traktuję ten film mocno osobiście. Sam ze swoim ojcem nie gadam od lat, bo jest skończonym gnojem. I film wziął mnie niejako z zaskoczenia oraz nakłonił do refleksji. Podobnej jaką miał główny bohater. 

Jeśli ktoś lubi tego typu kino to polecam.

Odpowiedz
The Thin Man

Z literackiego pierwowzoru Dashiella Hammetta zapewne pozostało niewiele, bo próżno szukać w Chudzielcu dekadenckiego czarnowidztwa rodem z Sokoła Maltańskiego. Zamiast czarnego kryminału dostajemy lekkiego (momentami tylko nieco bardziej mrocznego) whodunita z kapitalnym duetem Powell-Loy. Wszelakie interakcje między małżonkami: docinki, żarty, "przepychanki", w zasadzie cała, suto skropiona alkoholem, szorstka miłość stanowi(ą) serce historyjki. Zagadka zbrodni długimi fragmentami traktowana jest po macoszemu i jest li tylko apéritifem do wesołej relacji głównej parki. Nie jest to w żadnym wypadku wadą, bo sam film (podobnie jak i bohaterowie) nie "traktuje" się serio. Świetna zabawa, zapewne z czasem obejrzę kontynuacje (takowych powstało pięć). 7-8/10.

Le Corbeau aka Kruk

"Życzliwy" anonim o pseudonimie Kruk rozsyła wśród mieszkańców miasteczka skąpane w jadzie listy z oszczerstwami. Społeczność stopniowo ogarnia szaleństwo - nieufnośc prędko przeradza się pulsującą nienawiść, skrywane urazy i uprzedzenia eskalują w akty przemocy, na wierzch wypełzają najgorsze ludzkie instynkty. To krytyka i przestroga przed stadnymi zachowaniami, samoosądem itepe, celna i przez "aktualność" wybrzmiewająca jeszcze mocniej w dzisiejszych czasach; pararele z nowotworową tkanką cywilizacyjną zwaną cancel culture nasuwają się same. Dialog o odcieniach moralności i rozkołysana żarówka = coś wspaniałego. Clouzot to chyba mój ulubiony francuski reżyser; ci wszyscy Goddardzi, Renuary i inni nudziarze mogą mu czyścić buty w grobie. 8/10.

Tom Jones

Angielskie słówko "swashbuckler" najlepiej oddaje istotę dzieła Richardsona. To lekka, całkiem przyjemna, niekiedy prześmieszna łotrzykowska opowiastka ze zmyślnym (i świeżym naówczas) łamaniem czwartej ściany oraz wybitnym zagarniającym dla siebie każdą scenę Hugonem Griffithem. Powszechne, niecelne porównywanie z Barry Lyndonem wyrządza Tomowi sporą szkodę; to film o znacznie mniejszym "ciężarze" i mniejszej ambicji, takoż na tle monumentu Kubricka wypada blado (w zasadzie co nie wydaje się liche przy takim zestawieniu?). Niemniej "jak na swój gatunek" (cytując popularnego drzewiej filmwebowego spamera) "robi robotę" (przytaczając słowa kolejnego złotoustego). Nie wiem, czy te wszystkie Oscary zasłużone (z tamtego roku wyżej stawiam Huda), ale siódemeczka od Nortona - jak najbardziej.

One Cut of the Dead

Nie chcę nikomu psuć (ewentualnej) zabawy, zdradzając choćby drobne szczególiki fabularne, napiszę więc tylko, że dawno nie bawiłem się tak dobrze (i nie miałem takiego banana na ryju). OCOTD zmienił Shaun of The Dead na szczycie listy ulubionych filmów o zombiakach, a Romero ściga się z Pociągiem do Busan o najniższe miejsce na pudle. Osiemnadziesięć.

Odpowiedz
(24-07-2024, 19:31)Norton napisał(a): Tom Jones

Angielskie słówko "swashbuckler" najlepiej oddaje istotę dzieła Richardsona. To lekka, całkiem przyjemna, niekiedy prześmieszna łotrzykowska opowiastka ze zmyślnym (i świeżym naówczas) łamaniem czwartej ściany oraz wybitnym zagarniającym dla siebie każdą scenę Hugonem Griffithem. Powszechne, niecelne porównywanie z Barry Lyndonem wyrządza Tomowi sporą szkodę; to film o znacznie mniejszym "ciężarze" i mniejszej ambicji, takoż na tle monumentu Kubricka wypada blado (w zasadzie co nie wydaje się liche przy takim zestawieniu?). Niemniej "jak na swój gatunek" (cytując popularnego drzewiej filmwebowego spamera) "robi robotę" (przytaczając słowa kolejnego złotoustego). Nie wiem, czy te wszystkie Oscary zasłużone (z tamtego roku wyżej stawiam Huda), ale siódemeczka od Nortona - jak najbardziej.
Wszystkie Oskary zasłużone. Film znakomicie zniósł próbę czasu co nie zawsze się zdarza filmom z tamtego okresu.
Powinny być oczywiście dwa dodatkowe Oskary. Dla Finneya  i dla wspomnianego Griffitha.

Niedawno robiłem sobie powtórkę i film nic a nic nie stracił ze swojego uroku.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Norton napisał(a):Z literackiego pierwowzoru Dashiella Hammetta zapewne pozostało niewiele, bo próżno szukać w Chudzielcu dekadenckiego czarnowidztwa rodem z Sokoła Maltańskiego.
W powieściowym Thin Manie też nie znajdziesz rzeczonego czarnowidztwa czy dekadencji. To najlżejsza powieść Hammetta, właśnie taka lajtowa komedyjka towarzyska. Film oddaje ducha pierwowzoru dość dobrze.

Odpowiedz
Nie mogę znaleźć tematu o tej perełce, a nie czuję się na siłach pisać otwierającego posta, więc tutaj.

Amadeusz Live - nie wiem czy to jednorazowa akcja i czy odbywa się poza Wrocławiem, bilety kupiłem impulsywnie i zupełnie przez przypadek jakieś pół roku temu i prawie zapomniałem, że mam na to iśc.
Cóż... cudowne doświadczenie kinowo-muzyczne. Sam film to u mnie ścisłe Top10 także nie myślałem że może wjechać jeszcze lepiej, ale mógł i wjechał. Orkiestra grająca na żywo całą ścieżkę dzwiękową (Poza partiami solistów, nie wiem czy z szacunku do oryginalnych głosów, czy z powodów budżetowych. Partie chóralne były już na żywo i robiły spore wrażenie.) robi fantastyczną robotę i podkreśla jak bardzo wypełniony muzyką jest film. Cudo.

Jak będą jeszcze gdzies grali - polecam z całego serca.

Odpowiedz
Wrath of Becky (2023)

Gdzieś widziałem niepochlebne opinie (może nawet tu) i nie miałem zamiaru tego oglądać. Ale trafiłem przypadkowo, patrzę 1h25min, myślę: obejrzę na zasadzie ciekawe jak złe to jest.

Jest KURVA bardzo ZŁE. Co za wysryw. Wszystko jest tu fatalne i bezsensownie naciągane. No i nie mogło zabraknąć złych Białych - rasistów, którzy są wyjątkowymi debilami.
Ni to na serio, ni pastisz. Chooj wie co.

2/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
The Big Wedding - niewiarygodne, jak nołnejmowi reżyserzy w USA są w stanie ściągnąć na plan taką ekę: De Niro, Sarandon, Diane Keaton, Robin Williams, Topher Grace, Amanda Seyfried, Ben Barnes. Czeki musiały być solidne, bo sam film to typowy komrom oparty na sprośnych żartach i fabule "poudawajmy że jesteśmy razem mimo rozwodu sprzed 10 lat". Ani to wybitnie złe (są gorsze filmy), ale do przeciętnej komedii romantycznej też trochę daleko. Film leci na żartach z wiagry, seksie i podrywach, a w tle gdzieś tam pojawia się motyw zjednoczenia rodziny wobec zbliżającego się ślubu i wesela (ale i tu oczywiście reżyser musiał wcisnąć motyw dziewictwa przed założeniem obrączek). To też jeden z ostatnich filmów Williamsa i w roli księdza daje radę.

No więc, lista płac przykrywa nieco tandeciarskie wykonanie, ale jakbyście wyrzucili topowe nazwiska to mamy kolejny "serowaty" odcinek American Pie.

4/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(14-11-2010, 21:29)jarod napisał(a): Rebel Without a Cause - 50 lat temu może faktycznie film o nastolatkach skłóconych ze światem był oryginalny i niebanalny, ale od tego czasu powstało tak wiele filmów poruszających tą tematykę, że tej produkcji nie potrafię traktować inaczej niż ciekawostki. Łopatologiczny "przekaz", naiwność w każdym możliwym aspekcie, postaci szablonowe okropnie, sceny "psychologiczne" mnie śmieszyły. Obejrzałem do końca gdyż klimaty lat '50 lubię, ale moim zdaniem w dzisiejszych czasach ten film nie ma do zaoferowania niczego poza etykietkami podpisanymi "klasyka" i "James Dean". 4/10

Wczoraj obejrzałem w kinie i no kurczę nic dodać nic ująć. Takie problemy białych amerykańskich nastolatków z l. 50 tych, którzy w sumie za bardzo nie martwią się się o przetrwanie a raczej o swoje samookreślenie i związane z tym dylematy. Dean całkiem spoko w swojej roli, moim zdaniem jednak w ogóle nie ustępuję mu Natalie Wood, a Sal Mineo przewyższa ich oboje aktorsko. Film w Stanach kultowy, wręcz ikoniczny z całkiem dobrym tempem, które przesłania fakt, że w drugiej połowie staje się po trosze niemal komedią czy też tragikomedią omyłek.

BTW scena z wyścigiem na skraj klifu to takie Fast and Furious sprzed siedemdziesięciu lat (kompozycja sceny itp. w autach brak tylko Diesla i Walkera). 


Odpowiedz
I wanna dance with somebody z roku 2022, w reżyserii Kasi Lemmons

Halmarkowa biografia odhaczająca kolejne etapy z życia wielkiej gwiazdy. Myślę teraz, że Whitney zasługiwała na coś znacznie lepszego pod każdym względem. Dość powiedzieć, że jest to bieda biografia, wręcz kameralna, przerywana fatalnymi CGI koncertami, skupiająca się na dwóch akcentach: utrata głosu i narkotyki. Co ogólnie jest marne same w sobie. I nie podoba mi się Nancy w roli Houston, bo Whitney miała dziecięcą urodę i była piękną kobietą zanim się zdragowała, a Nancy ma kompletnie inny typ urody odstający znacząco od gwiazdy. Źle mi się to oglądało i bez zaangażowania, więc ocena 4/10. Słabo, słabo zrobiona rzecz.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Czy w filmie jest coś o kręceniu Bodyguarda?
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
tak, jest segment pokazujący pracę na planie filmu i jak pojawił się cover Dolly Parton. Nawet Costner się przewija w tle.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
(01-08-2024, 12:20)Debryk napisał(a): I wanna dance with somebody z roku 2022, w reżyserii Kasi Lemmons

Hucznie zapowiadane i cisza. Ten o Winheouse też ponoć gniot.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
W produkcji o Houston to zawinił scenariusz, chcąc zrobić z niej godną współczucia babkę, którą wyrolował ojciec o mąż i na tym się to wszystko kręci. Oczywiście, nie zrobili z niej diabła bo zbrukać jej imię nikt by nie chciał, no ale żeby robić film o babce z wielkim EGO, o kobiecie problematycznej która skłóciła wszystkich w koło, i mało kto lubił z nią pracować i obrócić to wszystko w laurkę marnej jakości to trzeba być pi3rdolniętym. I do tego liczyć, że będzie to dobre. Na przykład cały segment z Książę Egiptu czyli wielki duet z Mariah Carrey został wywalony, a to był schyłek w karierze Houston i bardzo ostry zakręt, po którym dziewczyna się już nie podniosła i stoczyła na dno. No ale po co takie ważne rzeczy pokazywać, jak można np dać wywiad z Oprah i wierzyć, że nikt się nie kapnie ile w tym kitu. Jak już tak chcieli robić z niej fajową babkę wyruhcaną przez wszystkich, to mogli równie dobrze oczernić Bobyego że ją wciągnął w dragi i grac na tej melodii, choć to z prawdą nic nie ma wspólnego, jak zresztą cały film odhaczający kolejne punkty bez pokazania prawdziwej Whitney. Szkoda w ciul, że poszli w taką stronę bo film jest praktycznie o niczym.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Kissing the girls z roku 1997, w reżyserii Garego Fledera

Jeśli czytacie angielski tytuł, to za choja nie będziecie wiedzieli, o jaki film chodzi. I shit you not! Bo polskie tłumaczenie Kolekcjoner jest prawie idealne, z tym że nie, bo w filmie pada takie hasło i jest akuratne do finałowego twistu i traci ten polski tytuł na mocy. Z kolei angielski jest do dopy tak sam z siebie. No, dobra, ale o czym jest ten antyczny thriller? Ktoś porywa dziewczyny w małym miasteczku. Tak się składa, że jedną z porwanych jest bratanica legendarnego pisarza i pracownika policji. W tej roli Morgan Freeman. Taki miszmasz z taniej książki. I się okazuje, że jest to właśnie zdjęte z książki, więc plot jest od podstawy słaby. Film ma niezłe tempo i na początku zagadka fajnie się rozwija, ale potem kompletnie brakuje w nim napięcia i dedukcji. Gdy pojawia się Ashley Judd, przeurocza aktorka, i jej wątek, wszystko zaczyna leżeć; brak napięcia, brak logiki, a potem jakieś ciągi przyczynowo-skutkowe z dupy. Wieje biedą scenariuszową a do tego miałem wrażenie, że albo w scenariuszo pominięto kilka kwestii albo wyleciały one podczas montażu. Bo jest tak:
Także tego, no - straszna bieda w scenariuszu, straszna bieda w wykonaniu. Plusem jest wspaniała rola Judd oraz trochę gore i cycków, które są ulokowane solidnie w historii. Ale to wszystko za mało, abym rozpatrywał ten kryminał jako coś dobrego. Teraz dałbym może naciągane 4/10 ale pamiętam że po wyjściu z kina miałem całkowicie odmienne wrażenie. Po tylu latach myślałem, że powrót to tej historii będzie fajny, ale nie. Strasznie lipna produkcja.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Sequel jest trochę lepszy

Odpowiedz
wczoraj doczytałem, że jest sequel. Oba filmy na Netflix, więc dzisiaj obejrzę drugą część, o której nic nie wiem :)
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Dużo te filmy nie łączy i oba są produktem tego szaleństwa na temat filmów o seryjnych zabójcach które były wtedy przecież bardzo popularne. Ale jesli chodzi o sequel to przynajmniej jeszcze coś z niego pamiętam w porównaniu do Kiss the Girls gdzie już nawet nie wiem kto za tym wszystkim stał.

Odpowiedz
to i tak masz lepiej, bo ja myślałem że w Kiss the girl gra Angelina Jolie :> i pomyliłem film przed seansem z Kolekcjonerem Kości, także tego :p
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,981 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,200 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,346 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,740 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,157 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości