04-08-2024, 18:30
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Kolekcjoner Kości umieściłbym pomiędzy tymi dwoma filmami, jest lepszy niż Kiss the Girls ale chyba gorszy niż Along came a Spider
(04-08-2024, 08:34)Melvin27 napisał(a): Sequel jest trochę lepszyi obejrzałem "Along came a spider" z roku 2001. Pfff spodziewałem się jakiegokolwiek powiązania fabularnego z wydarzeniami z Kiss the Girls a tutaj tylko postać detektywa jest łącznikiem. No tak, bo to kolejna historia o Crossie. I znów próbuje z nim pograć jakiś porywacz. Ale za co pochwalę ten film, to sama akcja porwania dziewczynki jest świetnie zrobiona, potem trochę dedukcji i na końcu twist, znowu, tylko cały film ma lepszy vibe od tej pierwszej historii. Niestety, potencjał w obu przypadkach był marny a taśmowo robione książki o Alexie Crossie sugerują, iż żadna z książek nie ma tego czegoś, co zagrałoby w filmach. Jak Kiss the Girls dałem 4 to tutaj skłonny jestem dać 5 za pomysłowy twist i pomysłowe porwanie. Ale jedna rzecz już mnie wnerwiła: znowu Cross poleciał na ostatnią akcję sam, tak jak w Kiss the Girls. To jest taki słaby wytrych fabularny aj, wręcz trąci kliszą. i przy okazji obejrzałem też Red Eye z roku 2005 w reżyserii Wesa Cravena Tutaj już pełne i to miłe zaskoczenie! Craven, mistrz horroru i kina grozy bierze się za thriller? I na tym polu dał radę. Akcja filmu toczy się dookoła managerki hotelu, w którym stacjonuje polityk. Polityk ma być killim przez jakąś grupę, więc babka zostaje "zakładniczką" w samolocie, aby pomogła bad guyom. Nie taka zła fabuła, ale już akcja i napięcie a także rozwiązania potyczek ze złolem są nader wybitne. W pewnym sensie całościowo jest w ciul wiarygodnie, ale też z pomysłem i bez pierdololo. Przyznaję, bawiłem się świetnie a momentami siedziałem na krawędzi fotela zwłaszcza podczas zabiegu w domu ojca managerki, bo tam myk reżysera ze zmianą śledzenia uciekającej i goniącego, w zależności od ich świadomości zrobiło świetną robotę. A dodatkowo Rachel McAdams dobrze wpasowała się w tę rolę i o ile mi wiadomo, to jej jedyny film akcji czy thriller w portfolio. Staroszkolna rozrywka z pomysłem zasługuje na ocenę 8,5/10.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
04-08-2024, 18:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-08-2024, 18:47 przez Debryk.) (04-08-2024, 08:23)Debryk napisał(a): Gdy pojawia się Ashley Judd, przeurocza aktorka, i jej wątek, wszystko zaczyna leżeć Większość thrillerów z nią z tamtego okresu niestety "leży".
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 04-08-2024, 20:57 (04-08-2024, 18:47)Debryk napisał(a): Red Eye z roku 2005 w reżyserii Wesa CravenaA daj pan spokój. W samolocie to jeszcze nie było tak źle i zapowiadało coś niezłego, ale od momentu jak zwiała z samolotu to już straszna nędza a z Cilliana i jego pomagiera to zrobili postacie z "Gangu Olsena" :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
04-08-2024, 21:11 (04-08-2024, 18:47)Debryk napisał(a): i obejrzałem "Along came a spider" z roku 2001. To teraz prequel z tym doktorem z "Lost"
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 04-08-2024, 21:14
uhm, there is more? Jaki to miał być tytuł?
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
04-08-2024, 21:38
Shamar mówi o Alexie Crossie z Tylerem Perrym, który podobno jest niesamowicie bekowym filmem. Miał być początkiem serii o super inteligentnym czarnym detektywie a wywalił się na pierwszym filmie
04-08-2024, 21:50 (04-08-2024, 21:38)Debryk napisał(a): uhm, there is more? Jaki to miał być tytuł? Właśnie zupełnie nie pamiętałem tytułu. Bo jest tak nieoczywisty ;) Niewiele pamiętam ale to już był chyba taki przegięty film, ze przerysowanym złolem - doktor z "Lost" jako łysy psychopata, geniusz. A główny aktor - bezbarwny.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 04-08-2024, 22:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-08-2024, 22:17 przez shamar.)
Dotyk Zła (1958)
Mieszane odczucia, acz spodziewałem się arcydzieła. Mroczny kryminał noir osadzony na granicy między USA i Meksykiem, napisany i wyreżyserowany przez Orsona Wellesa. Brzmi jak samograj i znacznie ciekawszy koncept niż "Obywatel Kane". Oglądając jego filmy mam wrażenie jakby było dwóch Wellesów - jeden dobry, a drugi zły. Ten dobry to geniusz, perfekcjonista i wizjoner który popychał Hollywood naprzód modernizując sposób kręcenia i kadrowania kina, przesuwał granicę tego co wolno było pokazać. I jego połowa "Dotyku Zła" jest arcydziełem. Zdjęcia przyprawiają o zachwyt, pokazując jak dużo dało się osiągnąć w czarno-białym kinie. Film zaczyna się od jednego z najsławniejszych długich ujęć w historii - kamera płynie przez tętniące nocnym życiem miasto na granicy z Meksykiem (wzorowane na Tijuanie), przepływając przez rozświetlone ulice i mroczne zaułki, dając zarys początkowej intrygi, tła wydarzeń i protagonisty. Można by pomyśleć że kręcił je Martin Scorsese. W tle cały czas coś się dzieje, nadając dynamiki kadru jak u Kurosawy. Słychać dźwięki miasta dodające imersji. Gra cieni i świateł przypomina "Trzeciego Człowieka", przez co masa ujęć jest ładna jak obrazek, na który aż miło patrzeć. Przekrzywione kadry jak w komiksach nadające tonu danej scenie czy dialogu postaci. Widać że twórca wyprzedza swoje czasy, łamie przyjęte zasady (choćby i to, że kamera nie skupia się na głównych bohaterach, pokazując ich często z boku lub z tyłu) i korzysta z tych wszystkich narzędzi bardzo świadomie. W kwestii audiowizualnej nie mam się czego przyczepić, absolutna perełka. Przechodząc do aktorstwa już zaczynają się schody. Sam Welles odwala tu jedną z najlepszych kreacji dekady, ma taką niesamowitą mieszankę naturalności i charyzmy która kradnie ekran. Jego zły do szpiku kości policjant to nawet nie antybohater, a antagonista ważniejszy na pierwszym planie od protagonisty. Cała fabuła kręci się wokół niego i jego postać jest zniuansowana i interesująca. I o ile aktorsko nie ma się do czego przyczepić, to scenariuszowo jest gorzej. Bo grający "głównego bohatera" Charlton Heston nie tylko nie pasuje do roli Meksykanina, wyglądając jak Amerykanin pomalowany farbą, to i jego postać jest bardzo nudna, nijaka, ot taki ostatni sprawiedliwy bez żadnego dna. W dodatku durny i melodramatyczny, z jednej strony zostawiający żonę samą w mieście albo na pustkowiu gdy tylko ktoś się po niego zjawi, a potem ignorujący śledztwo by wydzwaniać do niej i pytać czy wszystko jest w porządku. Co zakrawa już o jakąś groteskę, gdy ta żona była napastowana przez meksykańskich gangsterów w mieście, osaczona przez nich w hotelu na środku pustyni a na koniec zgwałcona. Ciężko komuś takiemu kibicować. Sam Heston wspominał że to jedna z jego najgorszych i najmniej lubianych ról, za którą i Welles go później latami krytykował. I tu jest jego główna wada - egoizm lub narcyzm i megalomania... z których zresztą słynął. To on pisał scenariusz i postacie, on dobierał aktorów i on za nich odpowiada. Charlton Heston nie pasuje do roli Meksykanina. Marlena Dietrich nie ma nic do grania, poza powiedzeniem peanu pochwalnego dla postaci Wellesa (swoją drogą na jedną kwestię pojawia się też Zsa Zsa Gabor). Dennis Weaver jest po prostu tragiczny, jego zarządca hotelu to jakaś noirowa wersja mieszanki Jar Jar Binksa z parodią Perkinsa w Psychozie, zasługująca na wszystkie złote maliny. Ciężko się ten występ ogląda i z jakiegoś powodu dostaje masę czasu ekranowego na kompletnie nieśmieszne skecze, nijak nie pasujące do mrocznego thrillera. Scenariusz ma więcej takich dziur, jak choćby zastępca policjanta, który całe jego backstory opowiada ekspozycją. Film bywa niezamierzenie chaotyczny i groteskowy, gdy tylko kamera nie skupia się na twórcy. "Obywatel Kane" był jednak bardziej poukładany, ale tam za pióro odpowiadał głównie Mankiewicz. Był potencjał na 10/10 i jeden z najlepszych filmów wszech czasów, a tak daję 8-/10. PS. Oglądałem w ostatecznej wersji reżyserskiej z 1998 - edytowane już oczywiście po śmierci Wellesa, zgodnie z jego wytycznymi. Także to nie kwestia cięć producenckich była tu problemem. 04-08-2024, 22:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-08-2024, 22:55 przez Capt. Nascimento.)
Może źle pamiętam, ale Vargas był chyba mieszańcem, a nie 100% Meksem. Co do tego, że zostawia żonę - jest on ewidentnie krótko trzymany przez Amerykanów, którzy nim się wysługują, a więc nie bardzo ma wybór (coś jak Deckard w BR). No i jego "krystaliczność" trudno uznać za wadę, skoro ma kontrastować właśnie z Wellesem i prowadzić do takiego, a nie innego finału. Ale tak, film mógł być lepszy, jak w sumie prawie każdy film Wellesa, bo praktycznie wszystkie miały przecież problemy produkcyjne i mało który skończył tak, jak on tego chciał.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 05-08-2024, 02:30
Nazywa się Miguel Eduardo Vargas, pracuje w meksykańskiej policji, żonie mówi że on jest Meksykaninem a ona Amerykanką. Tak czy siak nie wygląda na latynosa, tylko jakby był pomalowany farbą (dosłownie).
Jego postać jest kompletnie zagubiona we mgle. Najpierw żonę porywa mu szef meksykańskiej mafii. Potem syn tego szefa rzuca mu w twarz żrącym kwasem - oba te fakty potwierdza mu Quinlan. W książce on ją odstawia do jej ojca na meksykańskie ranczo. Tutaj odstawia ją do pustego hotelu na środku pustyni, w którym pracuje tylko jeden upośledzony pracownik. Nawet nie sprawdza hotelu, a daje ją podwieźć swoim samochodem obcemu facetowi, asystentowi Quinlana, z którym ma na pieńku. Następne co robi to publicznie i prosto w twarz grozi Quinlanowi (który jest znaną szychą w mieście) że ujawni jego mataczenie w śledztwie i podstawianie dowodów... W tym samym pokoju widzi szefa meksykańskiej mafii który wcześniej porwał mu żonę i próbował go zabić.Po czym idzie do władz miasta którzy kazali mu żeby odstąpił... I nalega żeby pomogli mu oskarżyć Quinlana. 05-08-2024, 11:25
Daddio (2024) - Dakota Johnson wsiada do taksówki Seana Penna i po 10 minutach ciszy, zaczynają rozmawiać ze sobą o życiu, związkach, przeszłości, powoli się na siebie otwierając.
Filmy dziejące się w jednej lokacji zawsze ryzykują, że będą nudzić widza, ale nie w tym wypadku. Wszystko za sprawą dwóch rzeczy: kapitalnych kreacji dwójki aktorów oraz świetnej pracy kamery. Dakota jest przeurocza i choć z wierzchu wygląda na super nowoczesną "ą ę" kobetkę sukcesu z dobrą pracą, mieszkającą na Manhattanie, to prostolinijność Penna i jego obserwacje poparte doświadczeniem na temat życia i przede wszystkim związków nie obrażają jej. Nie powodują focha, co miałoby miejsce w przypadku większości nowoczesnych Amerykanek. Trzeba docenić, tym bardziej, że Penn w pewnym momencie jedzie ostro red pillem, grzebie w jej życiu, dopytuje. Ale on też jest dość uczciwy i samokrytyczny, nie unika odpowiedzi na trudne pytania. Widać na jego twarzy doświadczenie życiowe, ale też zmęczenie, żal z powodu popełnionych kiedyś błędów. Szybko zdaje sobie sprawę, że ta pasażerka z tyłu jest dla niego tak samo ważnym drogowskazem jak on dla niej. Wszystko dopełnia dość mocna końcówka. Myślę, że ten film docenią przede wszystkim ci z nas, którzy choć raz w życiu trafili na kogoś, z kim połączyła nas natychmiastowa, zaskakująca i niespodziewana więź. Bo o tym chyba przede wszystkim jest ten film. Celebruje moc, jaką kryją w sobie te rzadkie chwile prawdziwej, ludzkiej więzi. 8/10 05-08-2024, 14:05
RED RIGHT HAND - oldskulowe, prawackie, starotestamentowe kino zemsty. Orlando Bloom pozamiatał. Jezu, jak on się wyrobił jako aktor to jest niepojęte. 9/10 i polecam w chuuuj.
06-08-2024, 00:53
I pomyśleć, że w 2008 roku deklarowałeś, że zgoliłbyś mu sutki jednorazówką i sprasował gębę na mięsną pulpę :).
06-08-2024, 01:19
Teraz tez by to zrobil, ale pindolem :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
06-08-2024, 01:40
W roku 2008 obydwaj - zarówno ja, jak i Bloom - byliśmy innymi ludźmi.
Teraz pragniemy tylko jednego: aby Bóg dał nam siłę i pozwolił zabić wszystkich skurwysynów. RED RIGHT HAND, RATED R
06-08-2024, 08:57
Dzięki za polecajkę, obadam w najbliższych dniach. Miałem ten film na radarze, ale nie wiedziałem że jest już dostępny. Bloom ogólnie zmężniał i nie robi z siebie 45-letniego idola nastolatek. Czekam też na jego następny film "The Cut", bo tam przygotował się ponoć megafizycznie do roli boksera. Fotek z jego treningów na sali nie wrzucam, aby nie być posądzonym o gejostwo :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
06-08-2024, 09:08
To ten sam poziom co kultowy tutaj "Wrath of man"?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
06-08-2024, 09:14 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,247 | 243,690 |
12-05-2026, 00:28 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,946 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,268 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,453 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,756 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,438 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 723,921 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,333 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 327 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |







