Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Wezcie zrobcie znowu topy. Ale tym razem aktorów. Zacznijcie od Chana.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
"Bulion i inne namiętności" , czyli film, gdzie miłość do gotowania jest tak samo ważna, jak uczucia między bohaterami. On – legenda francuskiej kuchni, ona – jego wierna partnerka od 20 lat. Film to prawdziwy "foodporn" – jedzenie jest tu pokazane tak, że aż ślinka cieknie! Każda scena wygląda jak artystyczne dzieło, a kamera dosłownie celebruje każdy kęs. Spokojne ujęcia, brak szybkiego montażu, wszystko po to, aby poczuć magię gotowania. Relacja między bohaterami jest pokazana przez subtelne gesty, uśmiechy, a chemia między Binoche i Magimelem jest totalnie autentyczna.

Trochę było szumu, że "Bulion i inne namiętności" był francuskim kandydatem do Oscara, a nie "Anatomia upadku", ale kurczę - chyba wolę ten pierwszy (pomimo tego, że film Justine Triet także oceniam tak samo wysoko!) i jakbym miał oglądać po raz drugi, któryś z tych filmów, to biorę "Bulion...". Naprawdę smakowite patrzydło :)

9/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Sisu - trailery nie oszukują i dostajemy celowo przerysowane naziploitation, coś w stylu Rambo 4, tylko zdecydowanie mniej serio. Protagonista to madafaka jakiego ziemia jeszcze nie nosiła, zabijają go non stop, a ten non stop ucieka, gość na zawołanie zamienia się w istotę skrzelodyszną, taka jest siła jego woli, Chuck Norris to przy nim popierdółka. 
Rzeźnia na całego, naziole i protagonista nawzajem dają sobie konkretnie popalić, przy czym oczywiście z tej nierównej batalii wychodzi zwycięsko nasz ugrofin. 
Aktor grający protagonistę to połączenie Waltera White'a na sterydach i Popeye'a na przeterminowanym szpinaku, czysta epa wkurwu na nazioli, brakowało tylko "say my name".
Ciężka muza Juri Seppa w stylu Carpenter Blut robi dodatkową robotę.
Na minus sami naziole mało naziolscy, z wyglądu i zachowania, raczej tylko z nazwy. Główny naziol (grany przez Norwega) jeszcze wygląda w typie nordyckim, ale jego zastępcy to już raczej jak polskie ziutki z Młodzież Wszechpolska commando (jeden jest Brytolem, drugi na pewno Finem).
Całość jest zbyt długa i w połowiee zaczyna nużyć, sprawdziłoby się jako krótszy metraż bardziej.
No i zupełnie niezrozumiałe było prowadzenie dialogów w języku angielskim, zwłaszcza, że pod koniec filmu zaczęli gaworzyć po ugrofińsku. 

6/10

The watchers (2024r.) - w roli głównej męcząca się i zmęczona życiem Dakota Fanning. Serio, ciężko się patrzy na fajną skądinąd normiczkę, która wygląda na strasznie przetyraną, jej oczy mają wyraz, jakby sięgały eonów niezbyt przyjemnych wspomnień. Szkoda, że jej dorosła kariera siedzi, bo dziewczę ma charyzmę.
Sam film nakręcony przez córkę Szjamalanana i to niestety widać w tradycyjnie dla rodzinki skopanej końcówce. Zresztą mnóstwo tu zmarnowanego potencjału, na czele z całkowicie zbędnym, generycznym backstory Fanning, poprzez dłużącą się sekwencję leśną i generyczne, fatalne CGI potworków. Nie pomaga infantylny kręgosłup intrygi i dziury logiczne wielkości Alp. 
Sumarycznie, męczące i zbędne widowisko.

3/10

Obejrzane na Max. 

Odpowiedz
Atlas - po 45 minutach uznałem z żoną, że to byłby po prostu dobry film, gdyby fabuła dotyczyła surwiwalu na obcej planecie w wykonaniu drużyny komandosów wyposażonych w mechy. Tym bardziej, że jest tu kilka punktów, które mogłyby podbić dramaturgię - wyczerpujące się napędy, niekorzystne warunki wymagające noszenia masek tlenowych, baza wroga i misja do wykonania etc. No po prostu mogliby tu zrobić cuda niewidy z takimi VFXami. No ale to Netflix i jego niedoyebani scenarzyści, więc trzeba było upchnąć wątek bratania się ludzi z AI, zrobienia z AI terrorysty i jeszcze pozostawienie osamotnionej Jennifer Lopez jako kobiecej wersji Toma Hanksa z Cast Away. Tylko, że Wilsonem staje się tutaj właśnie AI w postaci mecha.

Jest okazjonalna rozpierducha, mech cieszy oko, efekty czasami są niezłe, ale cała reszta włącznie z końcówką jest przefatalna. Ktoś tam na górze uznał, że wystarczy skopiować motyw z Terminatora 2, z dodaną kapką humoru i zrobi się z tego letni film z przesłaniem. Otóż nie :) Pomijam już fakt, że scenariusz zawiera masę kretynizmów.

3/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
"Rebel Ridge" Netflix 2024

Wczoraj cały dzień u mnie padało więc miałem idealna okazję żeby pooglądać parę filmów. Wybór padł na nowość z Netflixa. Żołnierz Piechoty Morskiej jedzie do jakiegoś zadupia wpłacić kaucję za swojego kuzyna. Okazuję się, że trafił na lokalny układzik korupcyjny, którym kręci lokalna policja tej szefuje postać grana przez Dona Johnsona. Główny bohater nie podoba się gliniarzom. Wyszło z tego trochę Jack Reacher (sezon 1), a trochę motyw z Rambo. Film trwa nieco ponad 2h, ale myślę że o 20min za długo. Akcja rozkręca się pod koniec i jest całkiem sporo zwrotów akcji. Nie jest to jakieś wybitne dzieło ale całkiem niezły film z tego wyszedł i tyle. Myślę, że Aaron Pierre z powodzeniem może grać podobne role w przyszłość, gdyż w mojej ocenie dobrze wypadł.

6/10

Napisane dla was na moim RMX3363 przy użyciu Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
"Red Right Hand" (2024)



Kolejny w ostatnim czasie akcyjniak duchowo nawiązujący do B-klasowych klasyków tego typu kina z lat ubiegłych. Fabularnie cudów nie ma - ot, mamy amerykańskie rednekowo i bohaterów mniej lub bardziej dobrych, którzy ostatecznie będą zmuszeni sami wymierzyć sprawiedliwość i postawić się tym bohaterom złym lub bardzo złym.

Pomimo schematycznego pisania, a być może dzięki temu (bo wiadomo, nie ma nic złego w schemacie, jeśli ten jest zrobiony z pomyślunkiem) ogląda się to bardzo dobrze, całość to taki trochę slow burn ale mamy realistycznie przedstawioną eskalację konfliktu i być może ciut rozczarowujący finał, ale znów wszystko w bardzo klasycznym sosie i jak najbardziej zjadliwe.

Orlando Bloom jako główny protagonista obrazka wypada zaskakująco dobrze, choć show zdecydowanie kradnie przerysowana (acz bardzo w duchu B-klasowych klasyków) rola Andie MacDowell jako "Big Cat", czyli szefowa bandy złych redneków, których eka też robi bardzo "pozytywne" wrażenie. Są oni mniej lub bardziej charakterystyczni i z przyjemnością oglądamy wysyłanie ich na tamten świat tym bardziej, że film jest dosyć brutalny i nie pieści się z pokazywaniem scen tortur czy odniesionych w boju ran - tutaj trzeba twórców pochwalić, że wszelkie efekty postrzałów i inne gory są zrobione jak najbardziej tradycyjnie, bez udziału kompa. Obsadę dopełnia jak zwykle charakterystyczny Garret Dillahunt w trochę nietypowej dla siebie (do pewnego momentu) roli.

Nie jest to oczywiście jakieś wielkie i wiekopomne dzieło ale bardzo porządny kawał B-klasowego kina pt. "znoje ludzi na zadupiu Stanów". Fanom tego typu opowieści obrazkowych jak najbardziej polecam.

7/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Spoilery w sumie, ale nie zaznaczam, bo moze ktoś przeczyta dzięki czemu oszczędzi sobie oglądania tego gniota.

Blink Twice

Niezły wysryw od Zoë Kravitz. Ale jakoś mnie to nie dziwi.

Tak czy srak - dziwnym trafem w tym filmie nie znalazło się miejsca dla czarnoskórego aktora (pewnie dlatego, że nie chodziło o jakiegoś naukowca, króla albo społecznego aktywistę huehue) - zamiast tego mamy zgraje białych milonerów, którzy narkotyzują kobiety i je później gwałcą. No, ale za to w roli głównej kobiecej mamy jakąś turbo brzydką Murzynkę. Fajnie, że chociaż w filmie jest Adria Arjona :)

1/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Ciekawostka zupełnie bez znaczenia - film miał pierwotnie tytuł Pussy Island :) 
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(06-09-2024, 23:35)Dr Strangelove napisał(a):
(06-09-2024, 20:10)slepy51 napisał(a): Rebel Ridge (2024)

Ja bym się tak daleko nie posuwał w zachwytach.
Owszem na tle dzisiejszych "kultowców" jak "Wrath of man" to faktycznie całkiem niezłe filmidło. Natomiast pierwsza godzina zapowiada dużo lepszy film, i mimo że to zawiązanie akcji to i klimat i napięcie są na naprawdę wysokim poziomie.
Niestety druga część gdzie jest większość akcji już jest dużo słabsza. Szczególnie końcowa gdzie scenarzysta i reżyser mocna stara się pomagać głównym bohaterom.
Takie tam naciągane 6/10.

Chyba podpiszę się pod tą opinią, ale dodam plusik do oceny. Pierwsza połowa znakomita na czele z pierwszą konfrontacją z szeryfem. Aaron Pierre gra kozacko, idealnie interpretując postać wycofanego weterana z pewnym "wachlarzem umiejętności". Im dalej w las tym jednak gorzej, a ostatnie 40 minut po mnie spłynęło. O ile zawiązanie intrygi jest zrobione super, tak wyjawienie tajemnicy to już totalny meh. 

I nie jest to "nowy Rambo", bo Saulnier zaskakuje wizerunkiem głównego bohatera,

Solidna sensacja z kilkoma perełkami, ale żadna rewelacja. 

6+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Sezon na sąsiada - wiecie, że Francja ma największy odsetek myśliwych w Europie? Z czym ja czytałem, że to jest spowodowane, że po prostu najłatwiej zdobyć w ten sposób pozwolenie na broń. Czemu taki wstęp? Film o tym jak paryska rodzina wyprowadza się od miejskiego zgiełku na wieś. Jeden problem, sprzedany im dom znajduje na terenie koła łowieckiego. I zaczyna się wojna.

Na szczęście to nie pisany na kolanie dramat społeczny, a komedia. W zasadzie obrywa się obu stronom; generalnie myśliwi technicznie są tymi złymi pokazani jako wiejskie prymitywy, którzy nic nie robią z tego że polują na cudzym terenie i mają, ale więcej śmiechów jest z głupich mieszczuchów, którzy myślą że las jest podlewane i są przerażeni nieprzewidywalnymi zwierzętami. I gdy jeden prawnik chce pomóc bohaterom i utworzyć rezerwat przyrody, to po spotkaniu z jeleniem kurtuazyjnie przeciąga plany. I też myśliwych pokazuje się z sympatią, np. odnoszą serdecznie do miastowych i daje upominki, a podczas lokalnego Hubertusa tańczą do disco francois (aż skojarzyło mi się z naszymi biesiadnymi imprezami). A i generalnie są chętni do zmian.

I dobrze obsadzono głównych bohaterów. Widać, że miejskie wymoczki. Rozwaliło mnie, że oni uważają, że nie są pizdami, ponieważ Paryż jako najniebezpieczniejsze miasto w Francji ich zahartował :).

Komedia całkiem sympatyczna i można obejrzeć do kotleta (czy to schabowego czy sojowego). Przy okazji film z 2023 roku, a praktycznie wszyscy w obsadzie są biali.

7/10


Skrzypek na dachu - wreszcie obejrzałem. Zawsze to mnie odstraszała długość filmu. Pierwsze co wita, to spokojna w ciszy panorama Anatewki wstająca z ranka i powoli pojawia się dźwięk tytułowego skrzypka. Co tu góruje, to atmosfera. Film aż pachnie żydowską kulturą i praktycznie może służyć za przewodnik dla laików. Nawet reżyser/producent ma zobowiązujące nazwisko ;). Fajnie jest to, że kwestia antysemityzmu nie jest specjalnie nachalna i chrześcijanie żyją z Żydami w wzajemnej zgodzie i nawet rewirowy niechętnie wykonuje carskie ukazy.

Aktorsko najlepiej wypada Topol jako Tewje będącym spoko Johananuszem o swych boomerskich słabostkach. I pomyśleć, że Topol w tym filmie jest 3 lata starszy ode mnie. I całkiem to pogodny film, np. Tewje momentami łamie czwartą ścianę jak w Ach, ten Andy! Segment z zmarłymi skojarzył mi się z Miasteczkiem Halloween. Po dwóch godzinach film traci na tempie. Robi się też dramatyczniejszy jak wątek z Chawele i Fietką, a kończy się pesymistycznym akcentem, choć że szczyptą nadziei.

Aż dziwne, że przy tylu nominacjach do Oscara nie nominowali żadnej z piosenek. Zwłaszcza kultowego If I Were a Rich Man

8/10

Odpowiedz
(23-09-2024, 15:57)OGPUEE napisał(a): Film aż pachnie żydowską kulturą i praktycznie może służyć za przewodnik dla laików.

No nie, nie może, bo to jest jednak mocno romantyczny obraz żydów - wiejski-sielski i wyjęty z innych czasów - więc nie ma tam w sumie nic, co by było niewygodne i/lub kontrowersyjne. Zresztą to jest dobre w tym filmie, że nie tylko nie dotyka radykalnego judaizmu, ale też na dłuższą metę nie ma on znaczenia, bo przy drobnych poprawkach to by mogła być właściwie każda wieś na świecie.

Cytat:Nawet reżyser/producent ma zobowiązujące nazwisko

Jewison, o ironio, nie należy do klanu :)

Cytat:Aż dziwne, że przy tylu nominacjach do Oscara nie nominowali żadnej z piosenek.

Pewnie dlatego, że nominowali całość muzyki, która zresztą go wygrała.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Najlepszy w Skrzypku jest nostalgiczny klimat za prostymi czasami z prostymi zasadami, motyw przemijania jest silnie akcentowany i najdłużej pozostaje z widzem po seansie. Film jest doskonały i ponadczasowy w tym aspekcie i nawet jakoś specjalnie nie razi, że dotyczy żymian. 

Odpowiedz
[Obrazek: p8800_v_h9_aa.jpg]

Transylvania 6-5000 (1985)
Oceny bardzo średnie ale Goldblum i Davies, okładka całkiem fajna. Myślę se: sprawdzę. I... o ja pierdolę. To film z cyklu: najgorsze filmy świata. Scenariusz jest dnem ale... dialogi. Kurva, tak FATALNYCH dialogów już dawno, albo wcale nie słyszałem. Jeśli myślicie, że tam będzie choć 1 śmieszna scena to... porzućcie nadzieję. Koszmar.

2/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
His Three Daughters, czyli film, który rozgrywa się w małym mieszkaniu i trzy laski się ze sobą kłócą gdzie w pokoju obok umiera ich stary.

Trzy siostry, każda z innymi emocjami na karku, zbierają się wokół ojca, który zbliża się do końca drogi. Także wiadomo - takie spotkanie wyciąga na wierzch dawno skrywane urazy i nieporozumienia. Fajnie balansuje między dramatem a humorem, pokazując, że nawet w obliczu najcięższych chwil, codzienne wybory i miłość są tym, co naprawdę je łączy. Styl minimalistyczny i intensywna gra aktorska: Carrie Coon, Natasha Lyonne i Elizabeth Olsen tworzą atmosferę autentyczności, która przyciąga uwagę i skłania do refleksji. Głęboka, emocjonalna historia. Spore zaskoczenie, bo oczekiwania przed seansem żadne.

8/10

We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(01-02-2024, 09:41)raven.second napisał(a): The Beekeper (2024), czyli "Pszczelarz". Statham w roli byłego agenta, tytułowego Pszczelarza, członka pozarządowej agencji o nazwie UL, mieszka na wsi, emerytura, odpoczynek, wizyty u sąsiadki, takie rzeczy, sielsko i anielsko. Do czasu aż sąsiadka pada ofiarą scammerów ("pani komputer ma wirusa, proszę ściągnąć taki program, my się zajmiemy resztą"), Statham się wkurza i rozpoczyna rzeź. Prosty - ale nie prostacki, no może tylko trochę - akcyjniak, którego pierwsza część to zabawa we wszystko związane z pszczołami i nakreślanie tego, co to za niepowstrzymany morderca-szaleniec ze Stathama i dlaczego to robi, a potem jest już tylko sama akcja. Trochę krwi, trochę przekleństw, ale wszystko nakręcone w miarę sprawnie, nie nudzi, nie irytuje (za bardzo), a obserwowanie jak biały, łysy typ z brodą spuszcza wpierdziel łobuzom i czasem też stróżom prawa jest po prostu przyjemne. A co tam, 8/10 niech będzie w skali filmów ze Stathamem.

(04-02-2024, 16:47)Mental napisał(a): The Beekeper

Totalne gówno w chuuuj. O samym filmie nie będę się rozpisywał, bo poza scenami mordobicia z udziałem Stathama (jakieś 10-15 minut czasu w sumie) to jest nieoglądalne. Chciałbym natomiast pochylić się nad grobem Davida Ayera-reżysera. Skala jego degradacji intelektualnej i artystycznej jest niewiarygodna. Najpierw Legion samobójców, potem katastrofalnie zły Windykator, a teraz ten syf. Gościa chyba podmienili w 2014 roku i od tamtej pory jakaś jego niedojebana wersja kręci filmy. Zgroza.

Jednak bliżej mi do tej drugiej opinii. Był tu potencjał na mega rozrywkowe, nawet jeśli bezmyślne mordobicie a la stare Seagale czy JCVD. Niestety twórcy zupełnie nie ogarniają dlaczego tamte filmy/bohaterowie działają i zamiast tego dają nam odpowiednik późnych Seagalów i JCVD, które zepsuto dokładnie tak samo, czyli w prostacki oraz, co gorsza, brzydki sposób przedstawiając prostą fabułę, którą dodatkowo komplikują mega brednie, jak i cała galeria zbędnych, bezdennie irytujących postaci pobocznych, nie wyciętych nawet z kartonu. Jakość wszystkiego nadaje się tu co najwyżej na VOD w najgorszym znaczeniu tego stwierdzenia. Film próbuje być samoświadomy (co kończy się kilkoma dobrymi one-linerami oraz pomysłami na bitkę), ale nie potrafi jakkolwiek wiarygodnie przedstawić najbardziej podstawowych rzeczy i przekonać do swojej wizji, już po kwadransie staje się obrazą dla zdrowego rozsądku, wyglądając bardziej jak niezależny fanfilm za grosze niż blockbuster, którym ostatecznie został. Nie broni się to w żaden sposób oraz bardzo szybko męczy. Całość nadaje się tylko do mocnych browarów w towarzystwie, aby można wyśmiać cały ten absurd.

3/10 - nawet nie wiem za co. Choć miał jednak Statham gorsze filmy, oj miał.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Ran - w końcu ujrzany. O genialności fabuły i ponadczasowości Szekspira nie będę się rozpisywać. Główny bohater antypatyczny i zasłużenie został wydymany przez innych, zwłaszcza jak gani tych, co mu chcą pomóc jak np. błazen. Z drugiej strony jego los nie jest do pozazdroszczenia - dumnego i srogiego wojownika został sprowadzony do żałosnego obłąkańca. Tatsuya Nakadai jako główny bohater dostarczył. Zresztą nie tylko on, ale wiedziałem, że Kurosawa dostarczy. Nie tylko pod względem scenariuszowym to udany mariaż Zachodu i Wschodu. Epickość jak z najlepszych hollywoodzkich doprawiona specyfiką japońskiego teatru. To drugie słychać to szczególnie w muzyce (swoją drogą myślałem, że robił ją Masaru Sato). Ale przede wszystkim górują tu soczyste i kolorowe kostiumy - zasłużony Oscar. W ogóle kinematografia też wzmaga epickości. Poza fałszywą łysiną i zbyt czerwoną krwią praktycznie nic się nie zestarzał. Ran to prawdziwy fresk historyczny z prawdziwymi plenerami, statystami i kaskaderkami. All practical and no miniature models.

Lektura obowiązkowa dla fanów filmu.

10/10

EDIT:

Koszmar następnego lata - ale numer! W myślałem, że oglądałem drugą odsłonę, a to była późniejsza. Więc w końcu dwójka - FAKTYCZNA dwójka została obejrzana. Tym razem w miejsce Sary Michelle Gellar i Barry’ego są czarni zamiennicy. Jak pojechali na Bahama, to skojarzył mi się pierwszy aktorski Scooby-Doo. Nawet Jack Black skojarzył się z tamtejszym Rowanem Atkinsonem. Będąc przy Scoobym, to spodziewałem się, kto może być mężczyzną z hakiem, bo w poprzednim filmie bad guy był normalnym człowiekiem niebędącym reinkarnacją Jezusa Chrystusa, więc nie mógł wrócić zza grobu. I wszystko się składało do kupy. A potem okazało się, że miałem rację - częściowo :). I nawet komediowo się zrobiło, gdy nasi bohaterowie odkrywają jaki feler jest z wyspą. I z zaskoczenia wzięła mnie scena kochania Brandy z jej chłopakiem. Nie spodziewałem, że film ma dobry humor. W sumie nie taki zły sequel, bo dobrze się oglądało na odcinanego kupona. Choć widać, że celowali w kolejną część sądząc po ostatniej scenie :).

6/10

Odpowiedz
Klute

Doktor Pakula to fachura co się zowie, od pół wieku skutecznie leczy bezsenność u pacjentów. Przepisane lekarstwo przyjąłem w dwóch dawkach, gdyż wmuszenie całości w trakcie jednego seansu prowadziłoby zapewne do permanentnej narkolepsji. Śpiączka dopada w zasadzie każdego bohatera, a najwyraźniej uwidacznia się w znudzonym, upośledzonym wejrzeniu tytułowego detektywa. Zmarły niedawno Donald uprawia w Klute aktortwo imienia Davida Hemmingsa z Powiększenia - minimum srodków wyrazu, maksimum drewna. Kompletne wyjebongo wypisane na facjacie, jakby gościowi kompletnie na niczym nie zależało. Zagrożenie, śmierć potencjalnego świadka, wydupczenie przez Fondę, wreszcie "konfrontacja" (hehe) ze sprawcą całego zamieszania - bez względu na rangę zdarzenia gość jest ciągle tak samo nieobecny. Serio - wszyscy tutaj wyglądają, jakby chceli spać. Alan przegiął z budowaniem "nastroju", przez co uczucie paranoi, klaustrofobii, nawet jakiegoś tam szczątkowego oniryzmu zastępuje ziewanie i zerkanie na zegarek. Nawet jedyna realnie dobra scena (finałowa konfrontacja złego z Fondą) kończy się absurdalnie (wylot przez okno). Dramatycznie słaba robota, kilka poziomów poniżej PV, Ludzi Prezydenta, Zofii, Pelikana... Kurna, nawet ta głupotka z Klinem i Spaceyem lepsza... 3/10

Guess Who's Coming To Dinner

Dobry, acz nierówny film oraz niezamierzona komedia. Sceny, w których rodzice dowiadują się o niezgodności poziomu melaniny wśród narzeczonych zawierają spory ładunek nieoczywistego humoru. Nie powinienem się z tego śmiać, ale od razu przypomniał mi się Basil Fawlty przerażony czarnym lekarzem i po prostu nie mogłem... W każdy razie podjęty temat jak na "tamte czasy" był całkiem odważny i trochę szkoda, że liźnięto go pobieżnie i sprowadzono do dość płytkich wniosków. Niedomaga finał - Tracy w swojej tyradzie w zasadzie powtarza wcześniejsze spostrzeżenia innych, dodając od siebie łzawy sentymentalizm i przedszkolny "dydaktyzm". Szkoda, bo do tego momentu dialogi trzymały wysoki poziom (jak i aktorstwo, za wyjątkiem przyszłej panny młodej). Monolog działa za to na poziomie wykraczającym poza kamery - jako pożegnanie kochanków (Tracy zmarł niedługo po zakończeniu zdjęć). Magia. Tylko 6/10, aczkolwiek z biegiem lat będę pewnie mniej surowy, bo film jednak zacny. Kramer lepiej odnajdywał się na sali sądowej.

Red Shoes

Realizacyjnie - fajerwerki. Scenariuszowo - dość schematycznie, ale ze świetnymi dialogami (Borys Lermontow wygrywa). Boli nieco nieszczęsny, przedramatyzowany finał ze sztucznie wykreowanym dylematem (głupia baba i podwójnie głupi chłop), no ale chciano chyba spiąć te buciki andersenowską klamrą. Zresztą na co ja narzekam - mnóstwo czarno-białych filmów cierpiało na problemy z konkluzjami, powinienem się już przyzwyczaić i doceniać mocniej liczne zalety. 7-8/10.

Mean Girls

Zaskoczenie. Lubię dla odmiany raz czy dwa razy na rok obejrzeć jakieś potencjalne gówno w stylu filmów Marvela, Gwiezdnych Wojen czy komedii romantycznych. Zerknąłem na plakat i myślałem, ze wszystko już wiem. Wiedziałem niewiele; skrypt Fey nie wychodzi co prawda nadto ponad strefę komfortu amerykańskich filmideł o amerykańskich nastolatkach w amerykańskich szkołach (i, OCZYWIŚCIE, pada na łeb w momencie finałowego monologu, A JAKŻE), ale ujmuje lekkością opowiadania i autentycznie zabawnymi scenami. Laseczki są tu wyjątkowo słodkie, dobrze było sobie przypomnieć uroczą Loszkan sprzed terapii alkoholowo-narkotykowej. Niech będzie (nieco na wyrost) 6/10 (podnoszę ocenę z uwagi na liczbę spódniczek).

A, po drodze było jeszcze Gallipoli. Uwielbiam Weira, co poradzę. Trza w końcu zaliczyć wszystkie pozycje (hehe huhu hihi). Następna stacja: The Last Wave.

Odpowiedz
eh Norton, zgrywusie, napisz coś o Gallipoli, bo najlepszy film wrzucileś na koniec posta i tak go zostawiłeś bez żadnej wzmianki na temat jego wspaniałości, a lubie Cie czytać.
Youniverse

Odpowiedz
Czasem przeszukuję jakieś listy najlepszych filmów, żeby znaleźć coś czego nie widziałem a coś co nie odstręcza opisem (genialny dramat o podziemiu aborcyjnym w czasach komunistycznej Rumunii). W sumie ten obraz przewinął się kilka razy na listach więc obejrzałem.

Beau Travail - 1999 - Claire Denis


Ciężka sprawa z oceną ponieważ jest to film artystyczny więc nie każdy śmiertelnik się nim zachwyci. Trudno mówić o jakiejś większej fabule (wspomnienia byłego żołnierza Legii Cudzoziemskiej) bo ta jest szczątkowa. Dialogi (w zasadzie monologi) też są ograniczone do minimum. To akurat duże plusy. Wolę to zdecydowanie niż łopatologiczne ekspozycje dla debili. Zdjęcia są fantastyczne i cały film ma jakiś hipnotyczny i wciągający posmak.
Interpretacji pewnie się kilka znajdzie, ale przy takiej narracji pewnie każda jest możliwa. W sumie nie wiem po co ten film powstał ale nie mam poczucia straconego czasu ani że ktoś mnie oszukał. Teoretycznie film zupełnie nie w moim stylu, ale ma coś w sobie.

Bez oceny. Jeśli ktoś napisze, że nieoglądalny gniot, a ktoś inny, że arcydzieło, to nie będę polemizował :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(30-09-2024, 17:21)Norton napisał(a): Red Shoes

mnóstwo czarno-białych filmów cierpiało na problemy z konkluzjami

Eee?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,037 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,795 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,204 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,356 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,884 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,161 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości