Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(15-10-2024, 02:37)shamar napisał(a): Trap (2024)

Dobrze się zapowiadało. I uszło do jakiejś 30 minuty, po czym film zaczyna zamieniać się w kreskówkę.  Szczęśliwe zbiegi okoliczności narastają wykladniczo, żeby zakonczyć film pełnym "Looney Tunes" i sceną po napisach, która chyba ma napluć widzom w twarz.

żenada/10

Do tego film utrzymany w klimacie woke jak ta la la, psychopatyczny, biały, heteroseksualny 40-latek, seksbomba przełomu wieków, wyglądający aktualnie zdeka na zdemoralizowanego, który pod płaszczykiem życia amerykańskiej białej rodziny klasy średniej prowadzi drugie ekhm życie. I jeszcze ta żenua promocja córki Szjamalanana. 
Szkoda Hartnetta na takie projekty.

zdecydowanie żenada.org

Odpowiedz
(30-10-2024, 18:07)Bucho napisał(a):
(30-10-2024, 17:17)OGPUEE napisał(a): Relikt (1997) - w moim straszdzierniku debiutuje monster movie. Zwykle takich nie było, bo większość obejrzałem i to są sajfaje, a w październiku z reguły unikam sajfajów i wolę skupić na naturalnej grozie. I choć pojawia się mutant, to powstaje metodami naturalnymi i w zgodzie z Matką Naturą. 

W sumie jak tak się zastanowić, to po film z SyFy Channel tyle że wysokobudżetowy i z porządnymi efektami specjalnymi i aktorami. Pretekstowe postacie, niektóre będące kliszami (jak ten jeden dupek, który obligatoryjnie ginie) oraz nieciekawe monstrum, które jednak podbija wartość swoją obecnością. I film korzysta z R-ki w dość zdawkowy sposób. Chłopaczków-wagarowiczów monstrum oszczędziło, ale już jednego z piesków uwaliło. I film cytuje Amerykańskiego wilkołaka w Londynie, bo gdy na jakiejś gali objawia się potwór, to podczas ewakuacji więcej ludzi robi sobie krzywdy niż gdyby spotkali potwora :).

Co bardziej zapamiętam to znaki czasu i epoki. Gdy laska mówi, że przesądy w muzeum to jak tancerki topless w balecie, to jej stary mentor mówi, że wtedy to by chodził na balet :). A największym dupkiem i moralnym zgnilakiem jest Azjata (dziś byłby to biały). Też fajnie, że z głównej bohaterki nie robią na siłę stronk woman i to zwykła biolożka, taka average Jane, która histerycznie reaguje na trupa. I podczas finałowego starcia cały się czas obawia potwora. I Bogu dzięki nie ma wciśniętych na siłę prób romansu biolożki z owym policjantem (gdy w podobnym obrazku z lat 50. by wystąpiło). I dobrze, bo byłoby to dla mnie nielogicznie, gdyż owy policjant jest po burzliwym rozwodzie, w którym jego była przywłaszczyła ich psa (suka jedna).

Efekty jak pisałem porządne, zresztą nadzorował je sam Stan Winston. Choć to rok 1997 rok, gdy komputery wchodziły triumfalnie, to tytułowy potwór został wykonany po bożemu. Czyli aktor w kostiumie wspomagany animatroniką. I jedyne CGI tylko tam, gdzie to faktycznie konieczne (i to one najgorzej się zestarzało).

Średniaczek, ale przyzwoity.

Uczciwe 6/10


Ten film ma powazna wade jaka jest utaplanie wszystiego w mroku. I nie mowie tutaj o takim stajlisz filmowym mroku, ale zwyklej ciemnicy, gdzie przez pol filmu czlowiek nie ma pojecia co sie dzieje.

Ten sam problem mial zreszta End of Days, gdzie Hyams rezyser/DoP tak samo przesadzil z oswietleniej (a w zasadzie jego brakiem) i wiele scen bylo nieczytelnych, co w kinie “akcji” to od razu -10 do seansu. Arnold musial sie zreszta z Hyamsem mocno przepychac w calej sprawie, ale nawet on nie dal rady przekonac rezysera, ze nie idzie mu krecenie takich scen.

Za dzieciaka ten film lubilem, jak zreszta wszystkie mocno oparte o efekty filmy z potworkami. Chyba nigdy nie widzialem wersji angielskiej, gdzie wszystkie seanse byly wynikiem wieczornego klikania po Astrze.

Film ma fajny klimat, Sizemore'a i potworka, którego zdecydowanie za mało. Polecam powieść, jest lepsza.

Odpowiedz
(30-10-2024, 21:46)Scheckley napisał(a):
Bucho dobrze napisał. Hyams uparł się na mrok, bo ma jakiegoś hopla na tym punkcie, tylko, że mu to nie wychodzi. Trochę więcej światła i byłoby całkiem ok.

BTW dobrze, że z ekranizacji wywalili agenta Pendergast, ta postać to taki Cooper z Twin Peaks do sześcianu. Ideał bez skazy z mazy, a jego rodzinne losy to niemal karykatura literatury sensacyjnej (zły brat bliźniak - serio!? żona porwana przez gang neonazistów planujących przejęcie władzy na światem - iksde). Z cyklu książkowego z Pendergastem znam tylko "Relikt" i jego sequel "Relikwiarz" i to całkiem fajna literatura popularna, a sam Pendergast jest tam moim zdaniem zbędny.  

Może to nie miejsce, ale duet literacki Preston&Child napisał kilka naprawdę niezłych rzeczy jak zaczynali, jak właśnie dylogię "Relikt"-"Relikwiarz", "Granica lodu" ze świetnym motywem s-f, "Nadciągająca burza", "Zabójcza fala", niezła też była "Głębia" samodzielnie napisana przez Childa. Potem był już tylko zjazd w dół autorów, gniot za gniotem. Co do Pendergasta zgoda, irytujący typ, a cała seria jego dotycząca to pokaz indolencji twórczej i braku pomyslów ze strony autorów.

Odpowiedz
Napad - Lubaszenko w roli byłego UBeka, który zostaje przydzielony do śledztwa w sprawie napadu na bank. Na rozwikłanie zagadki co wydarzyło się przy skarbcu ma 14 dni, bo sprawa ma polityczne i gospodarcze tło. 

Nienajgorsza produkcja, której największym minusem jest odtwórczość i brak zaskoczeń. Kto odpowiada za tytułowy napad oraz jakie są jego motywy wiadomo już po 30 minutach. Niezła jest natomiast realizacja, bo udało się sprawnie odtworzyć klimat początku lat 90-tych, gdy na bazarach kupowało się importowane jeansy, a na ulicach dominowały jeszcze poldony. 

Uczciwe 6/10. Zrobił to Netflix, a nie ma w scenariuszu ani jednego geja. Cud.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(01-11-2024, 23:43)OGPUEE napisał(a): Dziś Dzień Wszystkich Świętych (albo Dzień Zmarłych, jeśli kogoś triggeruje chrześcijaństwo)

Dzień Zmarłych to chyba meksykańskie święto. U nas po prostu nie ma czegoś takiego w kalendarzu. Czemu akurat z Meksykanów mielibyśmy brać przykład?

Odpowiedz
(04-11-2024, 11:15)al_jarid napisał(a):
(01-11-2024, 23:43)OGPUEE napisał(a): Dziś Dzień Wszystkich Świętych (albo Dzień Zmarłych, jeśli kogoś triggeruje chrześcijaństwo)

Dzień Zmarłych to chyba meksykańskie święto. U nas po prostu nie ma czegoś takiego w kalendarzu. Czemu akurat z Meksykanów mielibyśmy brać przykład?
Jeśli już chcemy być małostkowi, to w kalendarzu nie ma również czegoś takiego jak święto Bożego Narodzenia, bo w kalendarzu liturgicznym jest to uroczystość Narodzenia Pańskiego, więc albo jesteśmy konsekwentni i w obu przypadkach trzymamy się sztywno katolickiej terminologii i wtedy obchodzimy: 
-1 listopada uroczystość Wszystkich Świętych
-2 listopada wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych
-25 grudnia uroczystość Narodzenia Pańskiego
albo przyjmujemy zwyczajowe nazewnictwo:
-1 i 2 listopada jest Święto Zmarłych
-25 i 26 grudnia jest Święto Bożego Narodzenia

Odpowiedz
(04-11-2024, 11:15)al_jarid napisał(a): Czemu akurat z Meksykanów mielibyśmy brać przykład?
Bo Meksyk to też katolicki kraj.

Odpowiedz
Godziny

Odhaczam sobie powoli kupkę wstydu. Na początek Daldry i chyba jego najbardziej znane i cenione dzieło. Film tak bardzo głęboki emocjonalnie, że aż za bardzo!, przez co totalnie po mnie spłynęło tak naprawdę wszystko co próbował poruszyć. Niby to ciepiernie i radzenie sobie z problemami przez kobiety jest tutaj pokazane jako coś hmmm ponadczasowego? Uniwersalnego? Kobiety miały źle kiedyś, mają źle współcześnie? No życie kurde bela. Panowie mają tak samo :) W ogóle powolne tempo filmu z tą depresyjną i przytłaczającą momentami atmosferą to niezłe combo. Doceniam natomiast za aktorstwo - Kidman i Harris najlepsi, muzyka Glassa petarda (szkoda, że trafił wtedy na rok Goldenthala, który kosił wszystkie nagrody po kolei), zdjęcia bardzo ładne, fajne pokazanie różnych epok, no i reżysersko Daldry daje radę, gdzie całkiem dobrze przeplata te historie ze sobą (aczkolwiek z początku miałem trudne wejście w te narracje).

Mimo wszystko nie jest to kino dla mnie. Drugi raz nie obejrzę. Zbyt pesymistyczne w swoim wydźwięku, za bardzo silące się na ukazanie skomplikowanych emocji bohaterek. Zero poruszenia, raczej meh. Ale aktorsko i technicznie to pierwsza liga - 6/10 :)



I mała ciekawostka, o której dowiedziałem się dzięki obejrzeniu tego filmu.

Pojawia się w nim utwór Glassa, którego na liście OST nie widze. Mianowicie chodzi o utwór "Metamorphosis Two", który uważam za coś pięknego i od razu wpadł mi w ucho w trakcie seansu z racji tego, że znałem go wcześniej dzięki polskim rapsom. Sampel z tego utworu został wykorzystany przez polskiego producenta Matka w utworze "O Mnie Się Nie Martw" Bonsona, który swoją drogą podobnie jak film porusza wątki samobójcze.



We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(27-10-2024, 10:18)shamar napisał(a): Caddo Lake (2024)  

[Obrazek: MV5BZmIyOGI3NjgtZWJlYS00NzQ0LWJkMDUtNjhl...0,281_.jpg]

Pewnego dnia w  małym miasteczku położonym przy jeziorze Caddo dochodzi do zaginięcia.  9letnia dziewczyna wychodzi z domu i znika. Czy została porwana? Czy utonęła? Czy leży gdzieś ranna i czeka na pomoc? Rozpoczynają się nerwowe poszukiwania.
I w sumie nic więcej nie można napisać bo będzie to już spoiler.  Film z motywem, który nieczęsto pojawia się w kinie i to jest jego główna zaleta. Aczkolwiek pewne pozycje robiły to znacznie lepiej.    

6+/10

Film się spoko ogląda, dobrze zmontowany, trzyma napięcie, dobre tempo, klimatyczne lokacje. Skojarzenia z "Dark" i "Szczeliną" Karika. Szkoda, że z "Dark" to prawie kalka fabularnie. Ale dobrze się ogląda w porównaniu z produkowanym aktualnie chłamem, film również całkowicie wolny od woke. 

Odpowiedz
Nie ma tematu o filie ani nawet o Lynchu czy źle szukam.

W każdym razie nadrabiam ostatnio filmy z listy wstydu i padło też na Blue Velvet. Spore rozczarowanie. No Mulholland Drive to nie jest delikatnie mówiąc. Oczekiwałem lynchowskiej perwersji a dostałem w sumie historię jakich wiele, dosyć w gruncie rzeczy grzeczną. Ale dobra, jeśli nie szokuje specjalnie to może gdyby miało jakieś pojebane albo chociaż nieoczywiste, typowe dla Lyncha (a może właśnie nie typowe, może przeceniam jego oryginalność?) reżyserskie zagrywki. Ale nie. Reżyseria, montaż, muzyka, zdjęcia - nie ma tu nic specjalnie ekscytującego ani zaskakującego. Aktorsko też nuda. Wiadomo, Hopper to wariat, ale też samograj, nie skrzywdzę chyba specjalnie Lyncha odmawiając mu przynajmniej częściowo zasług za postać Franka. Ok, sceny z nim wybijają się ponad przeciętność. Motyw z maską, przemoc, szaleństwo Franka. To jest owszem nieco niepokojące. Ale nie jakoś bardzo. I to tyle. 6/10


Odpowiedz
The Union (2024)

Taka bardziej komediowa podróba "Mission Impossible"."Zwykły gość", Mark Wahlberg zostaje wciągnięty do świata szpiegów przez swoją exgirlfriend ze szkoły średniej a obecnie tajnos agentosj - Halle Berry. Do tego J.K. Simmons, niezłe sceny akcji. Ponoć Berry i Wahlberg znają się od bardzo dawna (na koniec są zresztą ich wspólne fotki z młodych lat, zdaje się prawdziwe) - i faktycznie między postaciami jest jakieś takie autentyczne ciepełko :p
Druga część filmu skupia się na akcji, niestety relacja między postaciami schodzi na plan mocno dalszy i biorąc pod uwagę co się dzieje - coś tu mocno zgrzyta.
Film jednak można też obejrzeć pod kątem "jak oni się trzymają"
Halle Berry - 58 lat
Mark Wahlberg - 53 lata (i pokazuje się z gołą klatą)
Mike Colter - 43 lata
Dana Delany - 68 lat (!!!!)

Jak dla mnie 6/10

Odpowiedz
[Obrazek: 7732189_1.8.webp]

Męskie opowieści (1991)

Cytat: Starring:
William Sadler
David Morse
Brad Pitt
Kirk Douglas
Lance Henriksen
Dan Aykroyd


Executive producers:

Richard Donner
Walter Hill
Joel Silver
Robert Zemeckis

Music by:
Michael Kamen
Warren Zevon
Alan Silvestri



Lista robi wrażenie, nie? I to największy plus. Bo mamy tu 3 krótkie historyjki (mialy być startem serialu) z czego jedna (najlepsza) jest adaptacją histori komiksowej. Jako, że planowo miał ten serial tak wyglądać. No i cóż, nie dziwne, że to padło. Bo to taka bardzo słaba "Strefa Mroku". Ach obejrzałbym tę wersję z lat 80, robiła wrażenie.
Zastamawiająca jest też ocena na FW - coś 7,5/10

Moja to 3/10. Szkoda czasu.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Spojrzałem na oryginalny tytuł i nie pomyliłem się - Two-Fisted Tales. Tak się nazywał magazyn komiksowy od wydawnictwa EC Comics, które wydawało komiksowe Opowieści z krypty.

Czytałem, że po sukcesie serialowych Opowieści z krypty twórcy planowali zrobić analogiczne antologie będące ekranizacjami innych gatunkowo komiksów EC Comics. Oba nie wypaliły - nakręcone odcinki do jednego trafiły później w Opowieści z krypty, a drugi jak widzę został kinowym ulepem.


Co do kinowych potworków...

Little Shop of Horrors (1986, dir. cut) - praktycznie to musical sceniczny przebrany za film. Można przymknąć oczy, gdyż ma dobrą ścieżkę dźwiękową i sprawdza się to jako film. Nie dziwota, skoro za scenariusz i muzykę tworzyli później goście współodpowiedzialni za sukces Renesansu Disneya. Orin (świetny Steve Martin!) to normalnie jest prototypem Gastona z Pięknej i Bestii. Całkiem fajne było to, że Mushnik nie jest Januszem i traktuje pracowników normalnie. No i szczerze przejmuje się tym, że jedna z pracownic jest w przemocowym związku. Jednak co ja szczególnie chwalę, to świetne wykonanie rośliny - namacalność, poruszanie, zgodność kłapów z voice actingiem. W sumie ciekawy i niecodzienny był finał (przynajmniej ten oryginalny). Może to nie będzie mój ulubieniec, choć polecam rzucić dla piosenek i efektów.

7/10

Odpowiedz
(18-11-2024, 20:56)OGPUEE napisał(a): ..., a drugi jak widzę został kinowym ulepem.

Nawet nie. Zmontowali to na film telewizjyjny. Nie dziwota bo te historyjki nawet na serial się nie nadawały. Pierwsza ma z 20 minut, druga chyba podobnie. Obie są wymyślone przez scenarzystow. Dopiero trzecia, najdłuższa i najlepsza to ekranizacja komiksowej.

W ramach ciekawostki Douglas (nie wiedzieć czemu odmlodzony na okładce) gra tam z synem. Ale nie Michaelem.
Mam tu jakieś deja vu bo gdzieś już coś takiego widziałem: znany ojciec + nieznany syn (gdy jednoczesnie miał też drugiego znanego syna).
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Smile 2 wykuto w myśl złotej zasady kontynuacji: więcej, szybciej, mocniej...; sporo w nim kserowania z części pierwszej (czasem koniecznego, innym razem mniej) poza tym pewnych rozwiązań można było się domyślić już w trakcie oglądania zwiastuna... i wciąż jest to świetny horror. Całościowo nie jest słabszy od poprzednika, a z pewnością przewyższa go realizacyjnie. Najpewniej pan reżyser Finn tym razem dostał do kabzy więcej grosza i mógł mocniej popuścić wodze fantazji, dzięki czemu powstało kilka świetnie zainscenizowanych scen (na czele z prologiem na jednym ujęciu). Fabularnie, rzecz jasna, bez zaskoczeń - znowu uśmięchnięty demon opętuje straumatyzowaną kobitkę i pogrywa sobie z jej umysłem. Jakkolwiek motyw niewiarygodnego narratora i wyprowadzanie w pole ("to wszystko nie było naprawdę") może wkurzać i sprawiać, że widz przestaje się przejmować przedstawionymi wydarzeniami, to jest tu zgrabnie sprzężony z opowieścią. No i tak, som dżapskery w towarzystwie podbitego wniebogłosy dźwięku, niemniej w większości wypadków działają (zwłaszcza po świetnych, przeważnie długaśnych "podbudowach").

Nie wiem, zapewne jestem dziwny, ale jeśli brać pod uwagę bardziej klastyczne horrory z ostatnich lat, to na szczycie umieściłbym właśnie Smile 1 i 2. Może chodzi o skuteczne budowanie napięcia i terror nie zezwalający nawet na chwilę wytchnienia, może o warstwę przychologiczną wzbogacającą całość jako "ambitny" dodatek, a może po prostu te o przerażające, uśmiechnięte ryje. No i strach. Strach najważniejszy. W erze twórcow silących się na oryginalność i podchodzących do opowiadania z przymrużeniem oka i/lub próbujących nieudolnie naśladować Eggersa czy Astera, dwa Smajle nie są, ma się rozumieć, powiewem świeżości (z racji wtórności), tylko konkretnym, tradycjonalnym fakaczem wyciągniętym w kierunku horrorowych postmodernistów wąchających własne bąki. 7-8/10 dla obu częsci. Jeśli The Witch i Hereditary to horrorowy Olimp XXI wieku, to :) :) :) plasują się tylko jeden poziom niżej.

Odpowiedz
Dla mnie jedynka to był straszny przehajp, tym bardziej byłem zaskoczony ze dwójka jest pod każdym względem lepszym filmem. Z Finna jeszcze będą ludzie, ma zadatki na lepszą wersję Wana - jakkolwiek to brzmi.

Odpowiedz
Ponoć teraz ma być nowym Żuławskim, znaczy kręcić rimejk Bólu Głowy... przepraszam, Opętania.

Odpowiedz
Jedynka to była porażka. Zapamiętałem z niej dosłownie 2 rzeczy. Że rżnęła z "Nightmare on elm st" i wiadomą scenę przy aucie. Widzę, że dwójka ma PONAD 2 GODZINY. Oby to nie był przegrzany snuj.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Zgadzam się z Nortonem. Jedyna była super filmem, o kobiecie powoli zapadającej się w schizofrenii, ubranym w szaty horroru. Jej napady wkurwu i bezsilności były autentycznie przygnębiające. Jumpscary i uncanny valley działały na mnie jak w żadnym innym horrorze ostatnich lat. Dwójeczkę pewnie odpalę niedługo!
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Smile 2

W sumie mógę się podpisać pod tym. Z tym, że jak wspominałem, z jedynki nic prawie nie pamiętam więc ten wszedł znaczenie lepiej.Zwiastuna Ted nie oglądałem.

(20-11-2024, 17:13)Norton napisał(a): Smile 2 wykuto w myśl złotej zasady kontynuacji: więcej, szybciej, mocniej...; sporo w nim kserowania z części pierwszej (czasem koniecznego, innym razem mniej) poza tym pewnych rozwiązań można było się domyślić już w trakcie oglądania zwiastuna... i wciąż jest to świetny horror.

Na uwagę zasługuje też Harris, która wypadła tu lepiej niż wychwalana Moore w "Substancji". No ale o Harris nikt nie będzie pamiętał.
Czy jest porównywalny "jump scare" do tego z jedynki z autem? Ano jest. I też związany z autem ;)
Jest chyba potencjał, żeby to przerodziło sie w dłuższą serię w stylu "Final Destination".

PS: narzekalem, że ponad 2 godziny to może nyc "za dlugo". Nie, nie czuć ani przez moment.

7/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,040 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,798 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,206 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,357 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,900 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,165 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości