Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
z początku chciałem umieścić tego posta w serialach, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że to właśnie tutaj będzie najodpowiedniejsze miejsce, żeby powspominać. przed chwila skończyłem oglądać drugiego kinowego x-filesa z pretensjonalnym podtytułem I want to belive. powiem szczerze, że dla eks-miłośnika serialu -- ("eks", bo jak nazwać inaczej gościa, który przechowuje na dysku raptem parenaście epizodów, a reszte wywala jako nieoglądalne?) -- otóż dla eks-miłośnika x-filesów, który po latach rozłąki postanowił powrócić do źródeł swoich młodzieńczych fascynacji kinematografią, carter przywalił tu z grubej rury: wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jak dobrze pójdzie, to dostane z łaski kolejny sztampowy odcinek serialu rozciągnięty na torturach do pełnego metrażu - coś jak przeklinane przeze mnie fight the future, tylko że 10x tańsze. nie da się ukryć, że film jest mocno niskoprofilowany - przyzwyczajenia do reżyserii telewizyjnej są silne. momentami wygląda to tak, jakby ktoś bardziej znający się na robieniu widowisk kinowych wziął scenariusz i dopisał tu i tam: panorama, kran, większy wybuch, lot helikoptera nad miastem etc. ale takie podejście paradoksalnie działa to na korzyść filmu - jak dowodzą liczne przykłady nadmiar budżetu bywa nieraz równie niszczycielski w skutkach jak jego niedobór. ok, do rzeczy, bo zaczynam odlatywać:
The X-Files I Want To Belive oceniam krótko: nadspodziewanie dobry. zaskakująco świetny. i mega dojrzały. słówko "dojrzałość" idealnie oddaje to, co zobaczyłem, nawet pomimo faktu, że scenariuszowa intryga jest po prostu żenująco odtwórcza i bezdennie kretyńska. jednakże chyba nie o to chodziło carterowi, żeby eksponować meandry fabuły. fabuła jest tu ledwie pretekstem do sportretowania pary głównych bohaterów. carter czyni to w sposób dla mnie powalający - ostateczny i definitywny, dając jasno i wyraźnie do zrozumienia, że nie ma powrotu do piwnic FBI. juz choćby za samą konsekwencje w ukazywaniu muldera i scully oraz za odważne postawienie krechy, oddzielającej światopoglądowe "wtedy" dwójki agentów od światopoglądowego "teraz" - już choćby za to należy się reżyserowi owacja na stojąco.
scully (gillian anderson to aktorka tak znakomita, że brakuje w ludzkim języku określeń na przekazanie zachwytu nad jej warsztatem) nie kasuje już comiesięcznych czeków od federalnych. zatrudniona w szpitalu, walczy o życie chłopca, cierpiącego na bardzo rzadkie zwyrodnienie mózgu, i to walczy na przekór szpitalnemu betonowi w postaci rady duchownych (na marginesie: ksiądz-sodomita i wredny ksiądz dyrektor kliniki lekko zajeżdżają antyklerykalną wymową). odpowiedź na pytanie, czy dzieciak wygrał z chorobą (przeżył operacje czy nie), nie pada. scully podejmuje sie ryzykownego zabiegu na otwartym mózgu chłopca, lecz finałowego rozstrzygnięcia carter nie ujawnia. znowu siekierka dla reżysera. co się zaś tyczy muldera, to ten mocno zgorzkniały, zarośnięty jak jaskiniowiec mieszka aktualnie w wiejskiej chatce gdzieś na pipidówie, a mówiąc precyzyjniej: ukrywa sie, gdyż za jego głowę FBI wyznaczyło nagrodę. swoją przygode z archiwum traktuje jako zamknięty rozdział. na zaginionej siostrze też postawił krzyżyk. jego życie towarzyskie wprost kwitnie - w wolnych chwilach zajmuje się wycinaniem z gazet co bardziej intrygujących artykułów przyrodniczych. jak sam twierdzi, izolacja mu służy, co widać doskonale na załączonym obrazku:
jak rzekłem, na temat fabuły nie ma sensu sie rozpisywać, bo jest żałosna i ewidentnie pochodzi z recyclingu (poprzednia z kolei do fight the future nosiła blizny po tuzinie przeróbek) - carter scenarzysta to jednak zupełnie inna osoba niż carter-reżyser. grupa ruskich wykrada organy ze szpitali celem przeszczepienia ich jednemu ze swoich śmiertelnie chorych ludzi. wszystko mają dograne na tip-top, do eksperymentu przygotowują się w zaciszu tajnego hangaru-laboratorium, a sprzęt medyczny to chyba zwinęli jigsawowi z piły. pech chciał, że w tropieniu organów do transplantacji zapędzają się o krok za daleko: porywają agentke federalna. w czynności poszukiwawcze zostają zaangażowani mulder (w zamian za pomoc w śledztwie FBI zobowiązało sie wycofać zarzuty przeciw jego osobie) oraz tajemnicze medium (wspomniany ksiądz-pedofil). moim zdaniem lepiej by było, gdyby carter w scenariuszu większy nacisk położył na środowisko pedofilów, gwałcicieli i zboków, a nie rosyjskich potomków dr frankensteina, ale niestety certyfikat wiekowy ma swoje debilne wymogi, niepozwalające zbytnio epatować kontrowersjami. z drugiej strony x-files I want to belive i tak posuwa sie daleko w gąszcz dwuznaczności i fajnie pokazuje, jak stopniowa niechęć scully do pedofila przeradza się w coś na kształt chęci poznania jego osoby. dlaczego się modlisz?
arcydojrzałe, konsekwentne, przemyślane ideologicznie i nieco nostalgiczne pożegnanie chrisa cartera z jednym z najważniejszych seriali w historii tv. żadnych ufolotów, wirusów z kosmosu, eksperymentów wojskowych i innych poczciwych blubrów godnych gordona douglasa czy jacka arnolda, rozbujanych do rozmiarów spisku stulecia. zamiast tego skoncentrowana lokalnie, głupia jak but fabułka i pierwszorzędnie nakreślone postacie głównych bohaterów po przejściach. całość w dodatku niezwykle klimatowo (nieefektownie) sfilmowana, z oszczędnym dialogowaniem i stonowanym aktorstwem. perła w koronie x-filesów!
9+/10 (ocena zawyżona z sentymentu)
22-03-2009, 16:57
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Podpisuję się prawie pod wszystkim co napisał Mental. Co prawda moja ocena jest niższa (7), ale film bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jasne, sama intryga jest żałosna, ale tak jak kiedyś pisałem nie o nią tu chodzi. Dana Scully ewidentnie jest tu główną postacią i jej watek jest fantastycznie rozegrany, włącznie z jej relacją z księdzem pedofilem. Scena ich rozmowy jest rewelacyjna.
Nie wiem skąd bierze się miażdżąca krytyka tego filmu, może z niespełnionych oczekiwań, a może z tego, że fani serialu nie dojrzeli tak jak jego bohaterowie i nie są w stanie docenić tego, co zrobił Carter.
22-03-2009, 19:08
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:Co prawda moja ocena jest niższa (7)
twoja ocena nie jest wcale niższa. to moja jest wyższa - z przyczyn niemerytorycznych. odejmij sentyment od oceny końcowej, a wyjdzie dokładnie siedem oczek (z małym plusikiem).
Cytat:Nie wiem skąd bierze się miażdżąca krytyka tego filmu, może z niespełnionych oczekiwań, a może z tego, że fani serialu nie dojrzeli tak jak jego bohaterowie i nie są w stanie docenić tego, co zrobił Carter.
krytyka tego filmu bierze sie z tego samego źródła, z którego bierze się krytyka sunshine i the mist - film miał być głupi, lecz okazał się niegłupi. poza tym nie zwracaj uwagi na fanów - oni rzadko myślą racjonalnie.
22-03-2009, 19:43
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Nie wiem jak ty ale ja na bank kupuję DVD.
Wydano u nas dłuższą o kilka minut wersję reżyserską:
http://www.schnittberichte.com/schnittbericht.php?ID=343186
22-03-2009, 19:56
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Mental, zgadzam się z każdym twoim słowem, co zresztą już pisałem, ale nie w takim długim poście i nie pod ksywą "Mental", więc jeśli już ktoś mnie skomentował, to w stylu "masz nasrane we łbie, film to musza kupa". Ale jednak - X-files wróciło w pięknym stylu.
A propos - właśnie obejrzałem odcinek "Grotesque" - po prostu arcydzieło, w porównaniu do którego Seven to kolorowy film familijny.
22-03-2009, 19:58
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
military napisał(a):co zresztą już pisałem, ale nie w takim długim poście i nie pod ksywą "Mental", więc jeśli już ktoś mnie skomentował, to w stylu "masz nasrane we łbie, film to musza kupa".
Wyciagnij wnioski. ;)
22-03-2009, 20:12
Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
Udana kontynuacja, klimat serialu utrzymany. Na mojego nawet lepsza od pierwszej wersji kinowej. Całe szczęście, że oszczędzono nam kolejnych UFO'ków z czarnymi oczami i palaczem w tle - ile można ;/. Miejscami czuło się ten klimat Xiks :wink: no i ten znakomity balans pomiędzy PG-13 a rzeczywistością ( i tak sporo udało im się pokazać ), nawet porządnie podskoczyłem w kilku momentach. Na plus zasługują też zdjęcia , nie wiem czemu ale mroźna pogoda i niekończący się śnieżny horyzont zawsze dodają tego czegoś - patrz The Thing , 30 days of night itp. Mówiąc krótko całkiem spoko pożegnanie z serialem, bez zbędnych fajerwerków w Xowym stylu. Chyba czas najwyższy odświeżyć sobie pierwowzór.
8-/10
P.S.
Kude, że też wcześniej nie przetrzepałem tego tematu, bo obejrzałem przez to zwykłą kinową wersję :(
12-04-2009, 22:46
TermiGifiernator
Liczba postów: 11,119
Liczba wątków: 57
Podróż sentymentalna do czasów dzieciństwa kiedy oglądało się każdy z odcinków X files. Bardzo udana kontynuacja serialu, lecz niestety dla mnie jako największego fana odcinków związanych z mitologią archiwum niestety rozczarowanie. Dobrze widziałem o tym - film nie będzie opowiadał o ufokach, kosmicznych wirusach. Jakoś to przełknąłem i pozwoliłem się porwać w wir wydarzeń. Niestety fabuła jak już zauważyliście wcześniej jest banalna i strasznie oklepana. Ile razy już coś takiego widzieliśmy? Jeśli był to pretekst tylko do rozliczenia się z przeszłością bohaterów oraz pożegnanie na dobre Cartera z serialem to moim zdanie ie trzeba było robić dłuższego filmu i to jeszcze do kin. Jako, że nie widziałem większości odcinków ostatnich epizodów nad czym mocno ubolewam, niektórych dyskusji miedzy Foxem a Scully nie rozumiałem za bardzo.
Aktorstwo bardzo dobre zwłaszcza głównych bohaterów. Mi najbardziej podobał się jednak Mulder. Zawsze pierwszorzędna postać serii, na nim się wszystko odbywało, a Scully była tylko dodatkiem. Nie przeczę, że źle zagrała Gillian bo zagrała świetnie. Wracając do fabuły nie podobała mi się jedna rzecz mianowicie za dużo było o wierze w boga i innych katolickich dyrdymałów. Filozoficzne gadanie ojca Joe i Scully miałem chęć przewinąć.
Reasumując bardzo dobry film, ale z wieloma niestety minusami wynikającymi z lekkiego rozczarowania. To tylko albo aż za bardzo rozciągnięty odcinek serialu. Co dla mnie niestety nie było potrzebne.
23-04-2009, 11:04
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Danus napisał(a):na nim się wszystko odbywało
Na nim się wszystko odbywało? Obejrzałem wszystkie odcinki TXF i oba filmy kinowe i mimo tego nie rozumiem.
EDIT: Post mentala spod mojego zniknął, więc śpieszę wyjaśnić, że już rozumiem, co Danus miał na myśli :)
Swoją drogą trochę szkoda, że większość z Was odpuściła sobie ostatnie sezony (mam na myśli głównie 8 i 9). Mimo obiegowej opinii, że "to już nie to samo", oraz że "odcinki tych serii nie sięgają tym z wcześniejszych sezonów do pięt". to uważam, że warto obejrzeć je z przynajmniej dwóch powodów:
1. Robert Patrick aka John Doggett - świetna postać, po troszę tragiczna, która mimo, że stanowi zupełne przeciwieństwo Muldera, to łączy go z nim wiele podobnych doświadczeń życiowych (m.in. tajemnicze zniknięcie syna). Poza tym Patrick stworzył kreację tak doskonałą, że śmiem stwierdzić, iż jest to jego najlepsza rola w życiu (analogicznie do Lance'a Henriksena w carterowskim "Millenium").
2. Samotna Scully - jest wiele odcinków poświęconych właśnie jej i z nią w roli głównej ("Trust No 1" z sezonu 9, chociażby) i są to odcinki piękne. Choć Scully nie jest już centralną postacią, to właśnie w dwóch ostatnich sezonach (z akcentem na 8 ) cały ciężar "ciągnięcia" tego serialu spada na jej barki.
23-04-2009, 11:20
TermiGifiernator
Liczba postów: 11,119
Liczba wątków: 57
BezcelowyAlbatros napisał(a):Swoją drogą trochę szkoda, że większość z Was odpuściła sobie ostatnie sezony (mam na myśli głównie 8 i 9). Mimo obiegowej opinii, że "to już nie to samo", oraz że "odcinki tych serii nie sięgają tym z wcześniejszych sezonów do pięt". to uważam, że warto obejrzeć je z przynajmniej dwóch powodów:
Wiesz ja sobie nie odpuściłem ostatnich sezonów Xów. Z miłą chęcią bym je obejrzał bo dla mnie każde spotkanie z archiwami X to niezapomniane przeżycia i klimat.
I nawet gdy głównymi postaciami był Dogget to wciąż prawie w każdym odcinku była wzmianka lub ktoś wspominał Muldera.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron
23-04-2009, 12:36
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Danus napisał(a):Z miłą chęcią bym je obejrzał bo dla mnie każde spotkanie z archiwami X to niezapomniane przeżycia i klimat.
A co stoi Ci na przeszkodzie, by obejrzeć te sezony?
23-04-2009, 23:47
TermiGifiernator
Liczba postów: 11,119
Liczba wątków: 57
No raczej kasa bo ściągać nie zamierzam, ale niedługo chyba zacznę kupować po kolei wszystkie sezony Xów.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron
24-04-2009, 10:08
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
Jeden z najbardziej niesprawiedliwie niedocenionych filmów ostatnich lat. Przetarłam oczy ze zdumienia: w sezonie Mrocznego rycerza, którego prasa aż lepi się od spermy siwiejących dziadów, I want to believe zostało wymieszane z błotem (32% na RT: na ogół pomidorami niewiele się przejmuję, ale trzydziestka to wynik niebanalny). Mroczny rycerz pogłębia bowiem psychologiczny portret Człowieka-Nietoperza, zadziwia rozmachem i odwagą wizji, a Z archiwum X to sztuczna próba reaktywacji kultowego serialu. Wzruszenie ramion i klapa na boksofisie.
Porównanie to może nie do końca właściwe, jednak coś jest na rzeczy: w obu przypadkach mamy do czynienia z kontynuacją/reinterpretacją popkulturowych fenomenów, których banalizowanie na ogół uchodzi różnym tęgim głowom na sucho. Nie jestem w stanie określić, co TAK BARDZO może nie podobać się w ostatniej odsłonie Archiwum. Że wątek szpitalny nadaje się do Ostrego dyżuru? Ta, podobnie jak zdrady małżeńskie do Mody na sukces. Ręce opadają. Oczywiście nie piszę tego do was, chłopaki.
I want to believe to film szczególny przynajmniej z kilku względów. Otóż Carter postanowił mieć w d*pie wielbicieli latających trójkątów. Nakręcił kameralny dramat będący kontynuacją głównego wątku Archiwum - nie światowej konspiracji, a jednej z najbardziej nadzwyczajnych przyjaźni w historii popkultury, związku Scully i Muldera. Niegdyś niepokorni agenci, dzisiaj para z problemami - on, osowiały i zaczadzony nudą, nie rusza się z domu, a ona, cierpliwie trzymająca go w pionie, wycieńczona jest pracą w szpitalu. Żyją na uboczu, w obezwładniającej szarości. Znowu Scully i Mulder, dwoje konkretnych ludzi, kobieta i mężczyzna, lub, jak ja to lubię określać, kobieta i chłopiec: nie tekturowe ikony, nie pionki w globalnym spisku, nie obiekty przepowiedni ani innych pierdół. Ostatnie dwa sezony Archiwum zabrały tak fascynującej postaci, jaką jest Scully, całą indywidualność i poczucie humoru, czyniąc z niej płaczliwą figurę mater dolorosa: ni to Maryja, ni święta Elżbieta, na pokrewieństwo z Marią Magdaleną też by się coś znalazło. W I want to believe Scully jest na powrót sobą, choć nadal się nie uśmiecha, a jej sarkazm jest tak gorzki, że niemal niezauważalny. Muldera też zwolniono z roli zbawiciela. (W całym filmie nie pada ani jedno słowo na temat końca świata, zaś nawiązania do serialu dotyczą raczej najwybitniejszych odcinków śledczych). Znienawidziłam The Truth za banał, za skreślenie postmodernistycznej wymowy hasła The Truth Is Out There - dla mnie pierwsze siedem sezonów XF jest właśnie o tym, że chociaż prawda istnieje, nie jesteśmy w stanie jej odnaleźć, pozostaje ona nieuchwytna, niemożliwa do objęcia ludzkim rozumem. Rozpaczliwe poszukiwanie dowodu na istnienie życia pozaziemskiego poprowadziło Muldera i Scully na granicę życia i śmierci, i powinno się skończyć się spotkaniem z najokrutniejszą z Prawd, czyli tą, że Prawdy jako takiej, Prawdy Muldera, nie da się dogonić, że nie istnieją ostateczne dowody na cokolwiek, że jedyne, czym możemy się kierować, to intuicją i rozumem (w odpowiednich proporcjach). Mówiąc krótko, racja powinna paść raczej po stronie Scully. Tymczasem wątek mitologiczny, dotąd postmodernistycznie niespójny (niegdyś nawet intrygujący, najczęściej nudny, na finiszu absurdalnie głupi), został złożony niczym puzzle, dając obraz może i groźny, ale prymitywnie prosty. Epistemologiczny rozgardiasz przeszedł w obrazek encyklopedycznej apokalipsy i z tępą symboliką w tle. I want to believe zmienia sytuację, po pierwsze odrzucając symbolikę, a po drugie, sprowadzając wszelkie Wielkie Problemy do skromnego przecież w skali kosmicznej dramatu zaledwie kilku osób, wprowadzając niepewność w zwyczajne (lub prawie-zwyczajne) życie bohaterów. Jak radzić sobie z umykającą prawdą? Jak osądzać? Czy Bóg istnieje? Przebaczać? Czy można zmazać swe grzechy? I co istotne, każda z odrażających postaci stojących "po drugiej stronie barykady", ksiądz-pedofil i dwie z jego ofiar, to jednostki, podobnie jak Scully i Mulder, z życiorysami pogiętymi jak maska malucha po spotkaniu z rozpędzoną ciężarówką. Warto też zauważyć, że wszystkie około-religijne wątki zostały przedstawione z wyczuciem - tak jak nie lubiłam katolickich odcinków Scully, tak tutaj zostałam porażona. Nie ma łatwych odpowiedzi.
Zmęczenie i brak oczywistości charakteryzuje też związek Scully i Muldera: łzawy melodramat ósmego i dziewiątego sezonu (wiecie, sentymentalna muzyczka, kij baseballowy definitywnie odstawiony do kąta) generalnie idzie w niepamięć. Scully nie ma już sił, by żartować sobie z Muldera, wprost przeciwnie, w pewnym momencie nawet wspomina, że być może już "nie wróci do domu" (!!), ale ich relacje odzyskały autentyczność klasycznych sezonów. I znowu, bez epatowania śliną: ani razu nie pada sklejka "kocham cię"; (w serialu padła chyba tylko raz, w końcowej scenie Triangle, gdzie Scully droczyła się z Mulderem mniej więcej na takiej zasadzie, na jakiej starsza siostra tłumaczy małemu braciszkowi, że Święty Mikołaj nie istnieje, a na wyznanie miłości odpowiedziała słynnym "oh, brother!";). Za to też Carterowi dziękujemy.
Podsumowując: mam wrażenie, że I want to believe swoją kameralnością, przygnębiającą atmosferą i gąszczem dwuznaczności zbawia część grzechów dwóch ostatnich sezonów X-Files. Nie jestem w stanie powiedzieć, na ile broni się jako autonomiczny twór, ale tak czy inaczej - diabelnie dobry to film.
I na koniec, na poprawę humoru, aby nie było tak ponuro:
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
09-10-2009, 03:04
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Przy okazji - skoro ktoś odświeżył temat - słyszałem, że kolejny film kinowy spod znaku TXF ma być "swoistym restartem serii". Nie wiem, jak to rozumieć, ale wcale nie obraziłbym się, gdyby oznaczało to reaktywację serialu w TV.
09-10-2009, 09:29
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
I want to believe poniosło w kinach klapę, więc z tego co wiem, rok temu mówiło się, że trzeciego filmu nie będzie. Jestem więc skłonna zaakceptować I want to believe jako epilog XF. Znakomity epilog. Bez strasznia rokiem 2012, z parą bohaterów, która niegdyś walczyła o Prawdę i straciła wszystko, a teraz próbuje utrzymać się na powierzchni - kurde, odwaga Cartera wali boleśnie w ryj i łamie konwencje wszelkich sequeli. Bałabym się kolejnej kontynuacji, bałabym się, że prędzej czy później pojawią się kosmiczne kompromisy. No ale to już jest chyba kwestia osobistych wymagań i oczekiwań wobec historii...
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
09-10-2009, 12:32
Stały bywalec
Liczba postów: 1,636
Liczba wątków: 8
kontynuacja będzie, scenariusz się pisze i będzie o ufokach.
Aktualnie rządzi: ja
07-11-2010, 13:08
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
A ktoś tutaj wyjaśni absurdalną scenę po napisach?
07-11-2010, 15:00
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Dokładnie tą, nie mam zielonego pojęcia co to miało być. Tak samo jak motyw z transplantacją chłopaka Calluma Keitha Rennie'go do kobiecego ciała. Nawet nie chce mi się wracać do tego filmu, pamiętam moje załamanie po wyjściu z kina...
Akurat jakoś w tym samym czasie nadrobiłem wszystkie odcinki dzięki tej kioskowej kolekcji, i naprawdę dla mnie to był całkiem inny, gorszy poziom wszystkiego, fabuły, aktorstwa, a nawet wstawek humorystycznych (scena z Bushem okropna). Właściwie wszystko to co napisaliście czytane wspak będzie moją opinią (no oprócz świetnej roli Anderson i głupoty fabuły). Ale fajnie, że jednak Carter trafił z tym filmem chociaż do części fanów serialu.
07-11-2010, 15:43
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,278
Liczba wątków: 67
Hmm... co prawda mam zaległości pomiędzy tym, co wydarzyło się między pierwszym filmem a drugim w serialu (ale tam nie było już praktycznie Scully i Muldera więc why bother?), wobec czego parę przytyków, tudzież drugoplanowych wątków to dla mnie mały WTF, ale film jako taki jest przeciętny po prostu. Owszem, motyw wiary, jakkolwiek zapodany tu łopatą, jest całkiem niezły, lecz cała reszta słabuje. Główna rozkmina praktycznie nie przypomina X-files, a po prostu pierwszy lepszy kryminał z twistem a la Human Centepede, w który dodano wątki osobiste, niekiedy ostro trącące Klanem (cały wątek chłopczyka w szpitalu). W dodatku samo śledztwo jest ostro naciągane, podobnie jak zachowanie agentów FBI, którzy są nimi chyba jedynie na papierze. Tym samym sporo ciekawych scen i patentów miesza się z tymi nadzwyczaj durnymi i/lub wybitnie naciąganymi. Dodajmy do tego kiepskie - szczególnie w porównaniu z częścią pierwszą, którą też sobie odświeżyłem i jest jak najbardziej ok - efekty, dłużący się metraż (choć ten zdecydowanie krótszy od poprzednika) i niezbyt powalający klimat, a dostaniemy film jakich wiele, choć z aspiracjami, nie przeczę.
Być może, przy doskonałej znajomości sezonów 7-9 fabuła nieco zyskuje, w co jednak wątpię. Jedynka jakoś potrafiła się bez tego obejść, mimo iż tam można narzekać, że znowu ufoki (tutaj litościwie nam je darowano, lecz w zamian nie zaoferowano lepszego substytutu), i wyszedł sympatyczny, klimatyczny, w miarę wciągający filmik w pełnym klimacie X. Tutaj tego ostatniego jest nawet jak na lekarstwo, a całość ostro słabuje pod wieloma względami. Szkoda, bo potencjał był. Morze za dużo czasu upłynęło, by utrzymać jakość?
5, z sentymentu może naciągane 6 / 10
22-10-2013, 05:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-10-2013, 05:07 przez Mefisto.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,347
Liczba wątków: 29
Mogę się chyba podpisać pod powyższym. Ledwo to zmęczyłem, ze 2 lata temu na tv.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
22-10-2013, 12:04
|