Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Zgadzam się co do Bones and All ale dodam, że film jest potwornie nudny, walczyłem ze snem przez całą drugą połowę. Już nie wiem co tam się zadziało ale nie kusi mnie sprawdzać. Szkoda, bo początek z ugryzieniem palca był spoko
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Najlepszy film tego niesamowicie przecenianego gościa. :)

Odpowiedz
I pomimo flopów wciąż go ktoś finansuje.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
(04-12-2024, 03:21)slepy51 napisał(a): Nie jest to w żadnym wypadku kino wybitne, ale robi to co tego typu obrazek robić powinien - wciąga i pozostawia po seansie z banią nie do końca pustą :) Jeśli to Clinta ostatni film, to wielkie brawa i lekki szok, że 94 letni gość potrafi jeszcze wykrzesać z siebie tę iskrę i dać nam coś takiego (...)
W zasadzie mogę się po prostu podpisać. Nie wiem czy Clint będzie w stanie coś jeszcze nakręcić, ale jeśli to był jego ostatni film to nie tylko nie ma wstydu... Nic wybitnego, pewnie gdyby nie Clint to bym na to nawet nie spojrzał a tak to zaliczyłem udany seans. Gdybym miał się czepiać to głównie zdjęcia wyglądały jakoś tak dziwnie tanio, miały jakąś taką tandetną kolorystykę często. No i jednak przy filmie tak mocno opartym o scenariusz nie mogę do końca przejść bez komentarza obok motywu, w którym obrona nie idzie tropem, na który wpada w 5 minut na młoda ławniczka. 6/10

Kneecap - kilka tygodni temu biadoliłem tutaj, że brakuje mi obecnie filmów takich jak 24 Hour Party People i oczywiście to nie jest ten poziom, ale pod wieloma względami można Kneecap uznać za nawiązujący do takich tytułów jak Trainspotting, filmy Ritchie'ego czy właśnie 24 Hour... Oglądając nie wiedziałem, że bohaterowie grają samych siebie i nie wiem na ile historia jest wierna rzeczywistości, ale w skrócie jest to historia hip-hopowego trio z Irlandii Północnej rapującego po irlandzku, tym samym dokładając swoją cegiełkę do walki o irlandzką niezależność i przede wszystkim ocalenie języka. I właśnie takie podejście do tematów politycznych, narodowościowych, tożsamościowych jest chyba największym atutem filmu. Do tego, mimo, że bywa efekciarsko (przez moment na początku miałem obawę, że będzie zbyt cool na siłę), jest w tym sporo energii, humoru i czystej filmowej zabawy. Środek trochę bez pomysłu, ale i tak film leci na energii i świeżości na tyle dobrze, że nie nudziłem się ani przez chwilę. 7/10 i jeśli przy okazji się uda to z ciekawości rzuciłbym okiem na koncert Kneecap na przyszłorocznym Off Festivalu.

The King of Kong: A Fistful of Quarters - przykurzony już trochę dokument o gościach, którzy bawili się w pobijanie rekordów w stare arcade'owe gry, w tym Donkey Konga. Poza zajrzeniem do środka typowo amerykańskiego środowiska dziwaków, film oferuje zaskakująco emocjonalną i emocjonującą historię niekoniecznie o graniu na automatach. 7/10


Odpowiedz
Leatherheads (2008)
Rany jaki ten film jest uroczo oldskulowy. Oczywiście mamy tutaj początki profesjonalnego futbolu i prohibicję, ale jakoś w stylu, grze aktorów, humorze.. jakoś mi się nasuwa takie "Pół żartem pół serio". Też mi się jakoś mocno przypomniał taki film jak "Bull Durham"/"Byki z Durham".
Z dobrą obsadą, fajnie acz oldskulowo (i czasem slapstickowo) zagrane, przede wszystkim jednak zabawne. Nie napchane dowcipasami tylko... po prostu zabawne.
Chciałoby się powiedzieć - dzisiaj się takich filmów nie robi.
Ode mnie 8/10.

Odpowiedz
The Changeling (1980)

Podobno jeden z najlepszych filmów o duchach... Okazał się prostym i przewidywalnym slow burnem i żałuje straconego czasu.

4/10
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
Co do „Anory”. Jezus Maria co za wkurwiajcy, męczący i nudny film. Początek jeszcze był obiecujący mimo, że młody kacap już mnie wkurwiał ale od wejścia tych pożal się Boże kacapskich gangusów film staje się tak męczący, że już tylko czekałem aż się skończy. 2h20 minut? Myślałem, że z cztery. Główna bohaterka wkurwia, mimo że zagrana jest genialnie. Film w połowie już tak mnie nudził, że już tylko czekałem aż tutaj napiszę jak bardzo jestem rozczarowany, zmęczony i wkurwiony. Myślałem, że to „Strefa Interesów” była nudna ale tam ciężko było o rozrywkę, tutaj tylko sceny ze striptizem, muzyka i zdjęcia na plus, no i ruchanko fajne ale z młodym kacapem także w sumie w dupie to mam. 2/10, z kina wyszedłbym wkurwiony na maxa.

Przypomniałem sobie, że ten gość zrobił również Floridę Project, na której również się wynudziłem i wkurwiałem patologią tam przedstawioną.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Prócz tradycyjnego bożonarodzeniowego maratonu zdecydowałem w grudniu obejrzeć kilka przygodowych klasyków z lat 30. (i jeden z 40.), na które dawno miałem na celowniku:

Czarownica (1935) - nie ten disneyowski badziew z Jolie, ale She z 1935 od Meriana C. Coopera. Odnośnie Walta Disneya, widać że musiał się on inspirować jednym outfitem tytułowej bohaterki przy kreowaniu złej królowej z Królewny śnieżki i siedmiu krasnoludów. Gahagan ma nawet podobny głos. Ale postać bardziej sympatyczna i można jej współczuć. Tu trochę scenarzystom nie udało sprzedać okrutnej władczyni, bo jedyny akt zła to kolektywne skazanie jaskiniowców na śmierć z racjonalnych jednak pobudek. I traktuje Leo szczerym uczuciem. Ciekawe, iż to była jedyna rola filmowa Gahagan.

Całkiem spoko przygodówka w klimatach King Konga. Dobrym urozmaiceniem jest to, że zaginiony ląd znajduje się na kole podbiegunowym, mimo że stylistyka pseudoegipska i art deco tak zbytnio się nie kojarzą. Jest nawet dbałość o szczegóły, np. główny bohater będąc kilka dni w arktycznej głuszy ma kilkudniowy zarost. Są imponujące efekty specjalne jak rozwalający się lodowiec czy płomień życia. W ogóle filmu nie można odmówić widowiskowości, zważywszy że Cooper musiał się posiłkować gotowymi dekoracjami, a w ostatniej chwili odmówiono mu przydziału na kolorową taśmę. Zwłaszcza ceremonia nadania nieśmiertelności zachwyca rozmachem.

7/10


Lost Horizon (1937) - od lat się zabierałem i zabierałem, aż wreszcie się zabrałem. I dobrze, bo oglądam najnowszą i najkompletniejszą restaurację. Zresztą można dostrzec, jaki materiał został pierwotnie usunięty. I szkoda, że film nie zachował się całości. Zwłaszcza, że robi wrażenie i jest odprężający.

Shangri-La faktycznie idylliczne i od razu chce się w takim miejscu zamieszkać, z daleka od tego trawiącego cywilizację szajsu. I nawet moralnie wątpliwa osoba zmienia nastawienie i postanawia się przydać społeczeństwu. Mnie co zaskoczyło, to że film promuje wartości chrześcijańskie, mimo egzotycznego settingu. Szczególnie, że klasztor ma modernistyczną architekturę, a Chang wspomina, iż nie ma wiodącej religii. Nawet yellowface H.B. Warnera nie przeszkadza, bo w kontekście filmu ma to sens, ponieważ tu są różni ludzie z różnych kultur i mogłoby wystąpić wymieszanie (pewnie jeszcze dzisiaj jest jedna kontrowersja, bo w jednym momencie jest sporo gołych dziecięcych tyłków). A i tak dla wielu może się okazać całkiem progresywny. Główny bohater mimo że ewakuował białych z ogarniętych wojną Chin żałuje, że nie zrobił tego samego z lokalsami, którym też zagrażają rewolucjoniści. I jest tak zrezygnowany, że uważa porwanie przez bandytów za ciekawsze niż objęcie teki ministra. Zresztą świetna jest gra aktorksa Colmana - w jego postaci odczuwa się melancholię i brak sensu życiu. W scenach z Wielkim Lamą, gdzie gra jedynie oczami udaje się przekazać emocje. Podobnie z resztą. Nawet postacie kobiece są dobrze zagrane i się w nie wierzy (i też są dobrze napisane).

Realizacyjnie miodzik. Zdjęcia, szczególnie nieprzyjaznej przyrody (lub imitowanej w studyjnych warunkach), cudowne, zwłaszcza że mamy do czynienia z faktycznym filmowaniem latających samolotów. I kilka kadrów też przywozi klimaty noir. I matte painting w większości niedostrzegalne. Zdecydowanie obowiązkowa pozycja dIa tych co chcą poznać amerykańskie kino i twórczość Capry.

10/10

Odpowiedz
Odnośnie Meriana C. Coopera, to ostatnio odkryłem, że jego synem jest Maciej Słomczyński i mi łeb rozjebało :D

Żyjesz sobie w komunistycznej Polsce, a twój stary stworzył King Konga
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
(23-12-2024, 22:46)Corn napisał(a): Odnośnie Meriana C. Coopera, to ostatnio odkryłem, że jego synem jest Maciej Słomczyński i mi łeb rozjebało :D

Żyjesz sobie w komunistycznej Polsce, a twój stary stworzył King Konga
To nie do końca jasna sprawa z tym ojcostwem. Czytałem kiedyś o tym kilka artykułów jak się dowiedziałem o tej sensacji i tam się córka Słomczyńskiego dość mocno sprzeczała z wujem (bratem Słomczyńskiego) czy to ojciec czy jednak nie ojciec.
Chociaż Cooper chyba nigdy się tego nie wypierał. Tak na marginesie.

W każdym razie ta historia Coopera, już abstrahując od ojcostwa albo jago braku, to fenomenalna rzecz, gotowy scenariusz filmowy :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
The Thomas Crown Affair - świetny film, do tego mam wrażenie że dzisiaj nie do powtórzenia (tym bardziej ciekawy jestem remaku z Brosnanem). Teoretycznie nie powinno się to udać, bo filmy o bohaterach właściwie idealnych zazwyczaj słabują, a tutaj wyszło znakomicie i sam nie wiem dlaczego, zapewne to czar i autentyczność w byciu samcem alfa Stevena McQueena pomogły.
Dobrze że takie filmy istnieją: dosyć proste opowieści o zajebistym złodzieju, które nie są żadnym moralitetem, nie pokazują pułapek czekających na zbyt pewnego siebie bogola, tylko po prostu pokazujące jak chłop bawi się życiem, a widz razem z nim. 8/10 i serduszko.

Swoją drogą ten film to kolejny dowód na to jak kilka dekad temu ludzie szybciej się starzeli: McQueen ma tutaj raptem 37 lat, a przecież wygląda jak nobliwy, mocno doświadczony facet pod pięćdziesiątkę. Gdyby porządnie ogolić, ostrzyc i umalować Pitta czy Clooneya, to wyglądaliby młodziej niż McQueen wtedy.

Odpowiedz
W sumie McQueen i reszta męskich aktorów tamtej epoki to mieli często takie życiorysy, że sami mogliby być podstawą jakiegoś filmu. To też na pewno odbijało się na ich wyglądzie. Dziś aktorzy są często z wyższych klas, upupiani artyści z bogatych domów to i wyglądają inaczej
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
(25-12-2024, 00:28)simek napisał(a): (tym bardziej ciekawy jestem remaku z Brosnanem).
Niestety jest dużo gorzej. Brosnan tam w sumie jest niezły i robi co może, ale główna rola żeńska? Brrr...
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(25-12-2024, 00:28)simek napisał(a): Dobrze że takie filmy istnieją: dosyć proste opowieści o zajebistym złodzieju, które nie są żadnym moralitetem, nie pokazują pułapek czekających na zbyt pewnego siebie bogola, tylko po prostu pokazujące jak chłop bawi się życiem, a widz razem z nim. 8/10 i serduszko.


Czemu mnie nie dziwi, ze taki wlasnie film spodobal sie Simkowi.


Simek - genius, billionaire, playboy, philanthropist :)






(25-12-2024, 00:47)Dr Strangelove napisał(a):
(25-12-2024, 00:28)simek napisał(a): (tym bardziej ciekawy jestem remaku z Brosnanem).
Niestety jest dużo gorzej. Brosnan tam w sumie jest niezły i robi co może, ale główna rola żeńska? Brrr...



Sama intryga nawet ok, Brosnan, tak jak piszesz, calkiem spoko, ale wlasnie, ta rola Russo. W sumie ja lubie jako aktorke, ale slabo tam z chemia, a 45 Russo pokazujaca cycki to jakis slaby zart. Ona jest zreszta dla mnie aseksualna z samego zalozenia, co w moich oczach nawet pasowalo do jej postaci w Zabojczej Broni, ale tutaj wypada to wszystko fatalnie. Nie mowie, ze tu powinna byc jakas mlodka prosto z Bonda, ale raczej ktos z charakterem i mocnym, odrobine ostrym seksapilem - Linda Fiorentino bylaby swietna w tej roli.



Cos czuje, ze niedlugo wersja z Brosnanem stanie sie jeszcze lepsza:

https://deadline.com/2024/09/michael-b-jordan-thomas-crown-affair-remake-movie-1236083693/
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(19-12-2024, 04:48)Rozgdz napisał(a): Carry-On (2024)

Niedawno był o tym filmie tekst

https://film.org.pl/r/kontrola-bezpieczenstwa-szklana-pulapka-ma-godnego-nasladowce


..więc zachęcony, obejrzałem. Cóż, zgadzam się :) Film ma , niestety, kilka słabszych momentów ale jest naprawdę niezły . W dużej mierze dzięki Taronowi Edgertonowi który świetnie tu gra. Ten dialog Edgerton/Bateman to nie jest jednak nic nowego aczkolwiek nie wskażę teraz pierwowzoru. Ale jestem całkiem pewny że już coś takiego było, chyba właśnie w "Szklanych pułapkach".
Ode mnie może trochę naciągane, ale 7,5/10

Jak dla mnie raczej meh. Działający na podobnym schemacie Phone Booth z Farrelem robił to 20 lat temu o wiele lepiej i z większą dawką emocji. Tutaj w sumie na koniec nawet nie skapnąłem się, że już jest po wszystkim, bo wystarczy wziąć łyk herbaty aby przegapić kluczową akcję. Stawianie tego obok Die Hard to obraza dla tego drugiego. McClane nie miał technicznych możliwości, aby szybko uniemożliwić terrorystom opanowanie Nakatomi Plaza (przewaga liczebna tych drugich była niepodważalna), a Edgerton z kolei ma wszystko pod ręką aby przerwać akcję w zarodku, ale scenariusz nakazuje mu zachowywać się jak idiota (zwłaszcza w scenach w toalecie) więc Bateman zamiast ginąć po 30 minutach jest nawet relatywnie blisko spełnienia swojej misji.

Film trzyma niezłe tempo, nie nudzi, można obejrzeć wieczorem zwłaszcza w okresie świątecznym, a od Edgertona bije czasami taki fajny vibe Roberta Patricka z Terminatora 2. Natomiast PG-13 zabija potencjał takich produkcji na wstępie.

I na deser:
- kariera Logana Marshalla Greena zjechała chyba mocno, skoro musi chwytać tak miałkie i krótkie role 
- możesz robić film w duchu akcyjniaków z lat 80tych, ale i tak musisz wrzucić scenę z gównianym CGI połączonym z równie gównianym mastershotem. Bo przecież nie możesz rozwiązać takiej akcji inaczej....

5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Carry-On w reżyserii Jaume Collet- Serry z roku 2024. Netfix

Film zareklamowała mi recenzja, porównująca tę produkcję do "Die Hard". Włączyłem, oglądam - jest świetnie, serio świetnie. A potem reżyser wywraca stolik i cały plan wpizdu.
Fabuła jest prosta: nieokreślona grupa terrorystów zamierza rozwalić ludzi w samolocie na zlecenie Kogos-tam, za pomocą bomby chemicznej. W tym celu, aby bagaż wszedł na pokład, porywają członka rodziny jednego z gości robiących odprawę i ten pracownik lotniska ma przepuścić bagaż.
Do pewnego momentu jest cudownie w każdym calu: zdjęcia, aktorstwo i przede wszystkim logika scenariusza. A potem to wszystko zostaje spłukane w kiblu. I choć już na starcie są pewne zgrzyty logiczne i tarcia z realizmem, jest to na granicy tolerancji. A potem - w scenie ze snajperem w vanie - wszystko zaczyna być kompletnie durne, sztuczne i przerysowane.

Ten film ziszcza chyba wszystkie bolączki współczesnego kina: nie posiada własnego kręgosłupa, tylko kopiuje go z klasyki 80ties (stąd porównanie pewnie do Die Hard) i przy tym skręca w rejony dziwnego SF udającego realizm. Do tego Netflix zaserwował chyba najgłupszy twist ever w postaci porwanego kolesia w Vanie no i najgłupsze rozwiązanie w filmie też jest z Vanem (snajper). Mało tego, jest policjantka czekoladowa, która jest wybitna w każdym względzie ale jest SFC i sama wbija na lotnisko, sama podejmuje decyzje odnośnie całego LAX aby na koniec posłuchać czarnowłosej laski i sobie odpuścić. Kretynizm od sceny ze snajperem goni kretynizm. Nie da się zawiesić niewiary i przejść obojętnie obok głupot takich jak biegający sobie i złażący ze służby pracownik taśmy, czy śmierć policjanta ale no, powiedzmy, tutaj to jeszcze przełknąłem, ale jak sobie już ten Van podjechał by ubić babkę, a jeszcze dalej NIKT nie zauważył braku szefa zmiany, zaś Theo MUSI użyć broni, choć nie musiał... nie stężenie niedorzeczności wywaliło poza skalę. I normalnie, tak do podjazdu Vana dałbym 8/10 bo akcja buduje się świetnie, tak od tego momentu wszystko leci na twarz i daję marne 3/10

Widows w reżyserii Steva McQueen, z roku 2018

Slow burner o tym, jak cztery babki mają za zadanie obrobić "coś", bo ich zmarli mężowie obrobili mafię i mafia ma chęć odzyskać kasę. Stawką jest życie tej czwórki. Niezbyt mocny to film, ale z pewnością dobry. Podobało mi się zawiązanie akcji w ciągu 3 minut na starcie a potem powolne, mozolne budowanie napięcia przed skokiem. Skokiem na "nie wiadomo co" bo reżyser umiejętnie chowa cel napadu aż gdzieś tak do trzeciego aktu. Kobitki, wszystki, są fajne za wyjątkiem Davis bo ona pasuje tutaj jak pięść do nosa i jeszcze tworzy związek z białym praciwocym kolesiem w podeszłym wieku, co jest chyba najmniej wiarygodnym elementem filmu, tak na marginesie. Jak ktoś spodziewa się akcji i strzelanin, to się odbije od filmu niczym rybka w akwarium: tutaj wszystko jest budowane bardzo powoli, nie ma rozwoju postaci bo widzimy ich już przed faktem dokonanym, a one muszą odnaleźć się w ciągu kilku dni w nowej rzeczywistości. W tle przygrywa jakaś intryga polityczna, a gdy wypływa w trzecim akcie, wiele wątków ładnie się spina. Film ma kilka problemów z wyważeniem akcentów no i ta cholerna Davis, ale tak poza tym, to dobra produkcja mająca swój własny kręgosłup i pomysł na siebie. 7/10 to będzie uczciwa ocena, bo jednak sam napad, jest jakby wisienką na torcie tej długiej podbudowy.

Emily the Criminal / Na złej drodze w reżyserii Johna Pattona Forda, z roku 2022
Dostępny jako nowość na Netflixie film opowiada historię babki o imieniu Emily, która po studiach boryka się z problemami finansowymi i trafia na złą drogę. Dostaje zlecenie od grupki ludzi, którzy o nic nie pytają i ładnie płacą. Jako, że Emily ma w sobie coś "złego", nowa ścieżka życia związana z przestępstwem zaczyna ją fascynować. Film jest cholernie minimalistyczny, z doskonałym napięciem zbudowanym przy użyciu gestów czy spojrzeń albo dialogów. Postać grana przez Aubrey Plazę jest wykreowana doskonale, jej reakcje, akcje czy pomysły są mega realistyczne i sprzedaje ona każdą scenę w iście mistrzowski sposób. Do tego dochodzą ciekawe zdjęcia i dynamiczne sekwencje napierdalanek ze złolami. Ale zaraz, Emily też jest zła! I to mi się najbardziej podoba: film nie próbuje jej wybielać, tylko pokazuje jej pogrążanie się w przestępczym procederze do samego końca. Bo ona jest zła i taką pozostanie. Coś świeżego, w stylu kina Europejskiego, ale też z nutką kina skandynawskiego. Fajne to, mocne, miejscami się dłuży ale w ten pozytywny sposób. Bardzo miłe zaskoczenie i z serduszkiem daję 7/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
All of Us Strangers

Od dawna się czaiłem na obejrzenie, a Krismeister wrzucił w swoim TOPku rocznym to stwierdziłem, że fakyt, nadszedł dzień dzisiejszy.

Nie będę ukrywał - wiązałem spore nadzieję i miałem wysokie oczekiwania. Film niestety okazał się być niesamowice męczącym snujem z turbo irytującym głównym bohaterem, który zamknął się w swojej bańce i nie szukał pomocy w poradzeniu sobie ze swoją traumą. Zresztą zakończenie pięknie podsumowuje cały film - poczytałem i sporo krytyków uważa, że jest złe, a wg mnie jest bardzo dobre i to dobra klamra dzięki, której nie ma sensu mu współczuć. Sam dokonuje tego wyboru, a finałowe sceny powinny być dla niego strzałem obuchem przez łeb. Jasne, można sobie tłumaczyć "depresja to, depresja tamto", ale najwidoczniej koleś nie chce pomocy. Lubi być samotny, lubi cierpieć i żyć w wyimaginowanym świecie.

Andrew Scott był taki se, dużo lepiej wypadł wg mnie Mescal, który potwierdza, że to jest jego kino. Gość powinien grać właśnie role ciepłych kluch - "Normalni ludzie", "Afterun", to są jego filmy - a nie charyzmatycznych liderów, których czyny i przemowy mają zatrząść Koloseum :) Zresztą obu panów (a w zasadzie trzech, bo jest jeszcze Jamie Bell) godzi Claire Foy, która jest najlepszą częścią obsady i sceny z jej udziałem są najlepsze.

Generalnie doceniam film za walory techniczne - zdjęcia są fajne, muzyka dobra, niektóre przejścia montażowe "robią" robotę, Claire Foy jest fajna i film ma w mojej opinii satysfakcjonujące zakończenie, ale jako całość to jest bida. Jest wuchta lepszych filmów, ktore poruszają temat depresji i samotności, i robią to zdecydowanie lepiej. Chociażby wspomniane "Aftersun", też z Mescalem.

4/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Triangle of Sadness - 2022
Wczoraj leciało na jakimś ale kino poprzedzone strasznie banalną dyskusją ekspertów. A że Złota Palma i ogólny splendor to postanowiłem dać szansę.

Co oczywiście okazało się błędem. Co za miernota. Banalny pomysł i równie banalne wykonanie, bez żadnego jaja, drapieżności, nudne jak flaki z olejem. Ani to śmieszne, ani odkrywcze.
Nie wiem za co ktoś tu dał "Złotą Palmę", co pokazuje jak nisko upadła ta nagroda.

Ten koleżka jak widzę ma już dwie te Palmy. Ten poprzedni film to też takie badziewo?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Force Majeure moim zdaniem najlepszy, The Square dużo gorszy niż Triangle of Sadness, który z tego co pamiętam umiarkowanie mi się podobał. Przynajmniej częściowo. Ale ogólnie zgadzam się, że gość jest strasznie przereklamowany.


Odpowiedz
A to w porządku, dzięki za cynk, skreślam gościa w takim razie z dalszego oglądania :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,033 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,794 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,204 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,354 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,869 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,160 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
5 gości