Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Nic do siebie nie pasuje i 7/10 - makes sense...

























... not.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
To shamar, on chyba najpierw losuje ocenę, a później losuje jej uzasadnienie, no i nie zawsze są te dwie sprawy kompatybilne ze sobą :)

Odpowiedz
Tak. To ma sens, że nie ma sensu. Mamy tu KOMEDIOWEGO Muprhyego w filmie gdzie na początku zabijają nastolatkę a chwile pozniej dowiadujemy sie, ze jakąś typiarę zgwalicil... Smok.

O co kurva chodzi? Co tam robi muprhujący Murphy? Kto wpadl na pomysl tam go obsadzic?

(01-01-2025, 14:53)OGPUEE napisał(a): Ja wiem, czy taki sukces? To mimo wszystko jeden z mniej pamiętnych filmów Murphy'ego. Gdyby było inaczej, mieliśmy już zapowiadany sequel jak Gliniarz czy Książę. 


Budzet 25. Zarobil 150.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Ta rola podobno była pisana dla Gibsona a film miał być na poważnie, a potem przy castingu Eddiego zmieniono ton całości. Ten sam przypadek co z Gliniarzem
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Nie widzialem The Golden Child od lat, ale ten misz-masz mroku i ulicznej powagi pomieszany z komedia oraz fantasy jak najbardziej sie dla mnie kiedys sprawdzal. Kurcze, nostalgicznie patrzac to jeden z moich ulubionych filmow Eddiego i jeden z tych filmow "swiatecznych", ktory czesto lecial w okolicach Gwiazdki. Gowniarskie 7.5/10, moze kiedys do tego jeszcze wroce i ocenie doroslym okiekm...tylko po co? :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Anyone But You (2023) - Glen Powell i Sydney Sweeney w kom-romie z widoczkami z Australii. Trzeba coś więcej dodawać? Fabuła przemaglowana multum razy w koncepcie "kto się czubi ten się lubi", zero zwrotów akcji, ale 2-3 zabawne momenty oraz niezła chemia między tą dwójką sprawiają, że to film do przełknięcia. No i jest R-ka bo jest sporo fucków, są też cycuszki i pupcia Sweeney. 

5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(01-01-2025, 17:49)Corn napisał(a): Ta rola podobno była pisana dla Gibsona a film miał być na poważnie, a potem przy castingu Eddiego zmieniono ton całości. Ten sam przypadek co z Gliniarzem


Ale w Gliniarzu to pasuje a tu... Jest taki misz-masz, że ja p... Jakby nie wiedzieli (bo pewnie nie wiedzieli) czym ten film ma być.
Zapomniałem, że są jeszcze niecenzurowane przekleństwa. Muszę poczytać historię tego filmu bo pewnie jest ciekawa.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Niestety nie widze tej sceny w lepszej wersji, ale to dalej ejtisowa zajebioza:



a scena na lotnisku i Murphy blakajacy "brata" o wybaczenie, czy te sceny w Nepalu(?) to comedy gold.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(30-12-2024, 07:17)Debryk napisał(a): No Hard Feelings / Bez urazy w reżyserii Gene Stupnitsky'ego, z roku 2023

Bogata rodzinka szuka dla swojego 19-letniego syna babki, która wprowadzi go w "meandry" życia i ośmieli przed wyjazdem do koledżu. W roli wyzwalającej babki Jen Lawrence.
Jak Wam nazwisko nic nie mówi, to nic dziwnego, bo koleś zrobił wcześniej nic. Nie, żeby materiał był na jakąś przełomową komedię, ale no tutaj i tak poległ. Choć, nie na starcie: początek tej komedii jest dość niedorzeczny ale do przełknięcia, bo w stylu absurdów lat 80, a potem zaczyna się akcja właściwa i do "randki" jest świetny humor, dobre tempo, a potem to wszystko siada i jest cringowo, a w większości przypadków banalnie i nieśmieszne. Jen raczej kończy już karierę, więc trafiła do B klasowego filmu dla nastolatków.

Trochę mieszane 5/10 - start w pytę, boki zrywałem, a potem nonejmowy reżyser nie miał już koncepcji na ukazanie wariactw Jen.

Dla mnie to była jedna z fajniejszych komedii 2023 rok. Film będący połączeniem niegrzecznych komedii, które były najpopularniejsze w latach 80, 90 i na początku dwutysięcznych,  takich jak np. Sposób na blondynkę braci Farrellych,  i obyczajówki o bohaterach  z problemami. A nawet bym powiedział, że bardziej  jest to obyczajówka niż komedia, w której dowiadujemy się więcej o bohaterach. Pomysł na fabułę jak na dzisiejsze czasy dość kontrowersyjny, bo rodzice proponują prace kobiecie około 30-i, żeby umawiała się z ich nieśmiałym synem (a nawet sugerują, że może się z nim przespać), a chłopak ma 19 lat.

Pomysł jak pomysł, ale ja kupiłem historię dzięki fajnej chemii między Jennifer Lawrence i Andrew Feldmanem, którzy świetnie się uzupełniają. No i jest w tym filmie jedna z najlepszych scen z full nudity, jaką widziałem, która wydaje się początkowo zupełnie niepotrzebna,  ale zakończenie tej sceny było kozackie. Uważam, że Jennifer Lawrence popełniła błąd lata temu. Mam na myśli to, że za mało razy występowała w takich produkcjach, w których mogłaby się powygłupiać, a za dużo grała w poważnych filmach, w ciężkie dramaty (czego potwierdzeniem jest to że w 2023 roku, oprócz tej komedii, zagrała też w dramacie dostępnym na Apple Causeway, też dobra rola), bo widać jaką dużą frajdę sprawia jej szarżowanie na całego. Kobieta idealnie odnalazła by się niegrzecznych komediach, w  filmach braci Farrellych, takich jak wymieniona wcześniej Sposób na blondynkę albo Głupi i głupszy.

Film pod płaszczykiem niegrzecznej komedii skrywa historię o dwójce skrzywdzonych ludzi. Film pokazuje że ładna laska nie musi być tak jednowymiarowa jak początkowo się wydaje, że ma kilka warstw i uczucia,  to samo chłopak z którym się umawia na życzenie rodziców, o czym on oczywiście nie wie. Dobra rozrywka dla wszystkich. Najlepsza scena w filmie to nie jest wcale żaden żart, nawet ten genialny z full nudity, tylko scena grania na fortepianie w restauracji. Ocena: 7/10.


(30-12-2024, 22:54)simek napisał(a): Emilia Perez

Myślałem, że jestem cwaniak, bo wybrałem się na przedpremierę i zobaczę jako jeden z pierwszych, a tutaj widzę, że podobno już hula w sklepiku i to od ładny paru tygodni :/

Ja co kilka dni zaznaczam sobie na Netflixie pozycje do obejrzenia, które mają się pojawić za tydzień lub 2 tygodnie, za miesiąc, i właśnie mi przypomniałeś że kiedyś zaznaczyłem Emilię Perez a filmu nie ma w Polsce. Zresztą to nie jedyny film, który miał się pojawić na polskim Netflixie, zaznaczyłem sobie w zapowiedziach, a ostatecznie filmu nie ma. Inną taką produkcją jest thriller "Don't Move" z Kelsey Asbille (znana z Yellowstone) i Finem Wittrockiem, który miał na N pojawić się jakoś w okolicach Halloween i do tej pory go nie ma (jest też słynne RRR, które da się obejrzeć tylko wtedy gdy przełączy się na angielską wersję streamingu), choć jest dostępny w sklepiku z napisami pl/lektorem.  Choć akurat to nie jest taka produkcja Netflixa (albo kupiona przez nich) jak Emilia Perez czy Hit Man Linklatera, czy Randka w ciemno Anny Kendrick, które trafiły do polskich kin i dlatego na naszym N ich nie ma.

Odpowiedz
Fat Man and the Little Boy w reżyserii Rolanda Joffe z roku 1989

(film znany też pod dwoma innymi tytułami: Shadow Makers i Project Manhattan).
Historia o tym, jak Oppenhaimer i Groves rozpoczęli Los Alamos. Nolan zrobił remake tego filmu, dodał to i owo, ale żaden z obu filmów nie jest dobry. "Fat man..." jest sterylny, zrobiony w starym stylu kina lat 60tych wiele scen po prostu jawi się tanim efekciarstem, którego się osiągnąć nie da i tandetą scenograficzną, a do tego odklejona muzyka Morricone sprawiały wrażenie, że jest to ulep filmowy. Ale w porównaniu z podejściem Nolana, tutaj fabuła jest liniowa, czytelna oraz z prostą ekspozycją . Oczywiście, wątki i postaci dodane z czapy, jak chociażby wstawka z "łaskotaniem ogona smoka" i niemal cały segment z pozorującym Slotina Cussakiem. Tak jak wspomniałem, ten film to taki ulep starej szkoły z nowymi pomysłami. Uważam, że ani Nolan ani Joffe nie potrafili wyciągnąć z tej historii czegokolwiek emocjonującego. Dla obu filmów leci 4/10 i myślę, że za taki temat powinien zabrać się Howard.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
(30-12-2024, 22:54)simek napisał(a): Emilia Perez - hehe no bardzo, bardzo jestem ciekaw opinii forumowych ekspertów, bo coś czuję, że możecie być podzieleni jak rzadko kiedy. Może rozwinę się jutro, a dzisiaj napiszę tyle, że wszystkie nomki do Złotych globów w 100% zasłużone, Zoe Saldana powinna w marcu odbierać swojego Oscara, a tuż po niej Audiard za reżyserię. Jak gość z takim talentem, warsztatem zaczął mieć sensowną karierę dopiero po sześćdziesiątce, to chyba nigdy nie pojmę.
Dla mnie petarda, między 8 i 9/10 jeszcze myślę.

To film z gatunku tych, że jakbym był producentem i przeczytał scenariusz to powiedziałbym, że odpadam, bo tutaj potrzeba genialnego reżysera w znakomitej formie żeby w ogóle myśleć o udźwignięciu tak karkołomnego pomysłu, a tutaj się wszystko udało...

Myślałem, że jestem cwaniak, bo wybrałem się na przedpremierę i zobaczę jako jeden z pierwszych, a tutaj widzę, że podobno już hula w sklepiku i to od ładny paru tygodni :/

W pytkę film, bawiłem się świetnie i dla mnie spokojnie topka 2024 roku. Mega szacun dla Audiarda, że zrobił coś tak nieoczywistego w gatunku, tworząc wręcz antymusical - większość piosenek, szczególnie te śpiewane przez Karle Sofíe Gascón, nie da rady słuchać bez obrazu, a i z obrazem uszy krwawią.

Natomiat Zoe Saldana totalnie zasługuje na Oscara za swoją rolę. Najlepsza rola kobieca 2024 roku. W sumie dla mnie troche śmieszne, że Saldana walczy w kategoriach drugoplanowych, a Karla Sofía Gascón w pierwszo. No, ale mniejsza, przynajmniej większe szanse na statuetkę. Chociaż z drugiej strony, Mikey Madison śmiała wyrazić swoje zdanie sprzeciwu na temat "koordynatorów intymności" na planie, więc lewusy z holiłudu mogą się na nią obrazić, huehue. I np. Cynthia Erivo dostanie Oscara (co też byłoby fajne, bo w Wicked była cudowna, ale słabsza od Arianki :D).

O dziwo Selena Gomez też jest świetna. W ogóle aktorsko to ten film mocno stoi na nogach i obsada podnosi znacząco jego poziom.

Dla mnie mocne 8.

We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Ze śmiercią jej do twarzy z roku 1992 w reżyserii Zemeckisa.

Fajne tłumaczenie. Być może oglądałem ten film na VHSie po premierze przy końcówce 1992 a potem gdzieś raz w TV. Zaskakująco dużo pamiętałem z tej produkcji, zwłaszcza pewien żart o "uśmiechu do usunięcia". To czarna komedia o tym, jak dwie babki konkurują ze sobą o facetów: jedna jest aktorką, druga pisarką, i ta aktorka (wciela się w nią Meryl Streep) podbiera zawsze facetów tej drugiej (wciela się w nią Goldie Hawn). Ostatnim facetem, którego zabiera jest fajtłapa chirurg plastyczny (w tej roli Bruce Willis). Co rzuca się w oczy, cała trójka świetnie się spisuje w swoich rolach i wyraźnie dobrze bawi, a do tego Willis, który miał wtedy łatkę action-hero, odchodzi mocno od swoich dotychczasowych ról. W tym filmie gra mi wszystko, sam pomysł, doskonałe wykonanie, mega charakteryzacja na każdym etapie, rozciągnięcie czasowe - akcja filmu ma ponad 50 lat, a motyw czasu Zemeckisa widocznie kręci - oraz absurdalny humor sytuacyjny. I rzecz jasna relacje pomiędzy postaciami. Zemeckis zdaje się nie mieć hamulców i dosłownie każdy żart wyostrza jakimś odjechanym akcentem. Po tylu latach rozbawił mnie chyba tak, jak kiedyś więc 8/10 leci.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
(26-12-2024, 15:42)Bucho napisał(a):
(25-12-2024, 00:47)Dr Strangelove napisał(a):
(25-12-2024, 00:28)simek napisał(a): (tym bardziej ciekawy jestem remaku z Brosnanem).
Niestety jest dużo gorzej. Brosnan tam w sumie jest niezły i robi co może, ale główna rola żeńska? Brrr...
Sama intryga nawet ok, Brosnan, tak jak piszesz, calkiem spoko, ale wlasnie, ta rola Russo. W sumie ja lubie jako aktorke, ale slabo tam z chemia, a 45 Russo pokazujaca cycki to jakis slaby zart. Ona jest zreszta dla mnie aseksualna z samego zalozenia, co w moich oczach nawet pasowalo do jej postaci w Zabojczej Broni, ale tutaj wypada to wszystko fatalnie. Nie mowie, ze tu powinna byc jakas mlodka prosto z Bonda, ale raczej ktos z charakterem i mocnym, odrobine ostrym seksapilem - Linda Fiorentino bylaby swietna w tej roli.
Obejrzane no i jest właściwie tak, jak można się tego spodziewać porównując elegancki film z lat 60. do remaku w końcówki XX wieku, czyli że niby jest całkiem przyjemnie, ale to w ogóle nie ta klasa co u Jewisona i McQuenna. Mam tylko inne zdanie niż Bucho pod takim względem, że dla mnie właśnie intryga słabuje, nie tyle na poziomie samego konceptu, bo ten jest taki sam, a nawet ciut lepszy (milioner kradnący obrazy, bo lubi jest bardziej wiarygodny niż milioner kradnący hajs, bo czemu nie?), tylko w szczegółach. Za dużo tutaj zabawy w kotka i myszkę, za dużo wątków, za dużo przypadków, tak jakby McTiernan chciał tutaj upchać zbyt wiele atrakcji, a w oryginale było tego wszystkiego mniej i sprowadzało się do subtelnego śledztwa i uwodzenia/dania się uwieść w perfekcyjnym duecie McQuenn-Dunaway.
A nie zgadzam się z Bucho dlatego, że Russo to akurat mocny element filmu, jest wiarygodna w graniu kobiety nie najmłodszej, ale takiej która potrafi rozkochać w sobie Brosnana, który pewnie już ruchał każdą młódkę na jaką miał w życiu ochotę i teraz trafia na kobietę z charakterem.
Ode mnie sympatyczne 6/10

Aa, no i te fragmenty z psychoterapeutką w wykonaniu starej Dunaway zupełnie zbędne, za bardzo meta, na zasadzie "a teraz widzu przenieśmy się do gabinetu psychologa, aby skomentować poczynania bohatera w filmie właściwym".

Odpowiedz
Jest styczeń, więc uznałem że to pora rzucić okiem na jedną adaptację Królowej Śniegu (która ostatnio się opierdalała). 

Królowa Śniegu (1995) - ku memu zaskoczeniu to produkcja w pełni brytyjska. Bo zwykle knock-offy Disneya/Dona Blutha i baśnie straight-to-VHS kręcono w USA. Okazuje się, że polski dubbing jest dostępny, to rzucę okiem. Zwłaszcza, że film stworzyło studio odpowiedzialne za The Dreamstone (który był spoko).

Oczywiście złotym standardem ekranizacji Królowej Śniegu jest wersja Sojuzmultfilmu z 1957 roku, więc nie oczekiwałem arcydzieła. Cóż, arcydziełem nie jest. Bardziej idzie w te stereotypowe bajkowe tropy, m.in. Gerdzie towarzyszy wróbel, co prawda kruczyska też się pojawiają, ale przynajmniej nadal są tymi dobrymi - w przeciwieństwie do czarownicy z ogrodem (przy okazji oni w tych bajkach nie skapnęli, że jak pojawia się baba o stereotypowym wyglądzie jędza to powinni czmychać, gdzie pieprz rośnie?). Dotyczy to również córki rozbójników. Z kolei jest większa rola Laponki, bo ta udaje się wraz Gerdą do kwatery Królowej Śniegu. Plus antagonistka ma śmiesznych sidekicków w postaci trollowej wersji Bloku Ekipy. Na szczęście ci uchodzą i są bardziej neutralni. Też całkiem sporo cichych momentów, gdy np. trolle ustawiają lustro królowej. Jak w przypadku innych adaptacji, tytułowa bohaterka jak zwykle to najlepszy element filmu. Głównie przez fajny metaliczny pogłos. Także ma na podorędziu demoniczne renifery.

O ile ja wyrażam się ciepło o brytyjskiej animacji z lat 90., tak to utrzymuje ten niski standard VHS-owych animacji. Można zapomnieć chociażby o kolorowych obrysach, tła też nie są jakoś zachwycające. I ktoś inspirował się The Year Without a Santa Claus, bo renifery są rysowane z psimi mordami. Z kolei nietoperze wydają odgłos jakichś jastrzębi. Swoją drogą widać, że to ekipa od The Dreamstone, bo wspomniane trolle mocno przypominają głównych złych. Słabe i wciśnięte na siłę numery muzyczne (najlepszy, czyli piosenka króla szczurów wypada poprawnie. Głównie dzięki Paszkowskiemu).

Polski dubbing oczywiście dobry. Z tym minusem, że prócz Jabłczyńskiej inne dzieciaki nie są najlepszymi aktorami, mówiąc krótko i kurtuazyjnie.

Co do samego filmu, to można posadzić dziecko, ale osobiście posadziłbym przy wersji z 1957 roku.

5/10


Zemsta Królowej śniegu - to jeden z tych przypadków, gdzie najpierw widziałem drugą część, potem jedynkę (właściwie jedynki nie widziałem do teraz).  Dokładnie początek na jakimś niemieckim kanale za młodu. Okazuje się, że Warner Home Video poskąpił na dubbing i puścił to z lektorem, a szkoda mi transfera na chomiku, więc oglądam w oryginale na youtubie. Przyznaję, oryginalny voice casting jest całkiem dobry. I jak dowiedziałem się, w oryginale główne dzieciaki mają odmienne anglojęzyczne imiona, a polski dubbing w jedynce dał im oryginalne z Andersena.

Okazuje się, że pierwsza część kończy się cliffhangerem i sequel zaczyna tam, gdzie kończył oryginał. Królowa ożywa i porywa renifera na Biegun Południowy, którego Gerda musi ratować. Animacja zaskakująco lepsza i zbliża się jakościowo do The Dreamstone. Właściwie w ogóle fabuła przypomina odcinek The Dreamstone. Więcej piosenek, które w większości są zapychaczami i nie są za dobre. Wróbel bardziej irytujący i mniej sympatyczny.

Jakoś bardziej mi się podobał, choć też nie jest wybitna produkcja, ale urok jakiś ma.

5,5/10 głównie za animację.

Odpowiedz
(31-12-2024, 13:19)simek napisał(a):
(31-12-2024, 12:35)PropJoe napisał(a): Jakoś się nie mogę zabrać za tę Emilię Perez od ładnych kilku tygodni. Dużo tam tego musicalu? 
W każdym razie piosenki jak najbardziej dają radę i zrobienie z tego musicalu było fantastycznym pomysłem - niby można sobie wyobrazić całą historię w wersji normalnej, ale wg mnie w tych kilku bardzo odważnych decyzjach tkwi reżyserska siła Audiarda.
Nie, no piosenki są po prostu słabe. Tutaj zgadzam się z Pelivaronem. Ogólnie to... co ja właśnie obejrzałem? :D Widziałem, że będzie musical, wiedziałem, że coś o kartelach, spodziewałem się chyba jakiejś zemsty albo feministycznego kina a tu taki WTF. :D I w sumie nie wiem, jak oceniać zrobienie z tego jeszcze musicalu. Bo trochę to tak wygląda, jakby reżyser pomyślał: to jeszcze za mało pojebane, niech śpiewają i tańczą. No, ale piosenki są delikatnie mówiąc takie sobie i najczęściej jak zaczynały śpiewać to przewracałem oczami a później się trochę męczyłem przez te kilkadziesiąt sekund - szczególnie, że teksty piosenek często zawierają istotne informacje, więc olać całkowicie nie można. No a jak tańczą... przy całej zajebistości - przyznaję - reżyserii, akurat choreografia jest taka sobie i na bank można było w tej konwencji wycisnąć dużo więcej, też ze scenografii, pracy kamery itd. Tutaj taki Chazelle zjada Audiarda na śniadanie. Przy czym, przyznaję - reżyseria jest ogólnie zajebista, świetnie się to ogląda. No i ostatecznie chyba doceniam oryginalność formy i treści, połączenie telenoweli z musicalem. Role moim zdaniem nie są jakieś wybitne, ale jeśli film miałby zdominować nagrody, nie będę miał wiele przeciwko. 7/10 nawet jeśli najbardziej za efekt WTF i kwestie czysto warsztatowe.


Odpowiedz
(03-01-2025, 17:15)simek napisał(a):
(26-12-2024, 15:42)Bucho napisał(a):
(25-12-2024, 00:47)Dr Strangelove napisał(a):
(25-12-2024, 00:28)simek napisał(a): (tym bardziej ciekawy jestem remaku z Brosnanem).
Niestety jest dużo gorzej. Brosnan tam w sumie jest niezły i robi co może, ale główna rola żeńska? Brrr...
Sama intryga nawet ok, Brosnan, tak jak piszesz, calkiem spoko, ale wlasnie, ta rola Russo. W sumie ja lubie jako aktorke, ale slabo tam z chemia, a 45 Russo pokazujaca cycki to jakis slaby zart. Ona jest zreszta dla mnie aseksualna z samego zalozenia, co w moich oczach nawet pasowalo do jej postaci w Zabojczej Broni, ale tutaj wypada to wszystko fatalnie. Nie mowie, ze tu powinna byc jakas mlodka prosto z Bonda, ale raczej ktos z charakterem i mocnym, odrobine ostrym seksapilem - Linda Fiorentino bylaby swietna w tej roli.
Obejrzane no i jest właściwie tak, jak można się tego spodziewać porównując elegancki film z lat 60. do remaku w końcówki XX wieku, czyli że niby jest całkiem przyjemnie, ale to w ogóle nie ta klasa co u Jewisona i McQuenna. Mam tylko inne zdanie niż Bucho pod takim względem, że dla mnie właśnie intryga słabuje, nie tyle na poziomie samego konceptu, bo ten jest taki sam, a nawet ciut lepszy (milioner kradnący obrazy, bo lubi jest bardziej wiarygodny niż milioner kradnący hajs, bo czemu nie?), tylko w szczegółach. Za dużo tutaj zabawy w kotka i myszkę, za dużo wątków, za dużo przypadków, tak jakby McTiernan chciał tutaj upchać zbyt wiele atrakcji, a w oryginale było tego wszystkiego mniej i sprowadzało się do subtelnego śledztwa i uwodzenia/dania się uwieść w perfekcyjnym duecie McQuenn-Dunaway.
A nie zgadzam się z Bucho dlatego, że Russo to akurat mocny element filmu, jest wiarygodna w graniu kobiety nie najmłodszej, ale takiej która potrafi rozkochać w sobie Brosnana, który pewnie już ruchał każdą młódkę na jaką miał w życiu ochotę i teraz trafia na kobietę z charakterem.
Ode mnie sympatyczne 6/10

Aa, no i te fragmenty z psychoterapeutką w wykonaniu starej Dunaway zupełnie zbędne, za bardzo meta, na zasadzie "a teraz widzu przenieśmy się do gabinetu psychologa, aby skomentować poczynania bohatera w filmie właściwym".


Ok, nazwanie jej slabym zartem bylo na wyrost. Przy czym dla mnie ta postac sie sprawdza na papierze, sprawdza sie moze z charakteru na ekranie, ale nie sprawdza sie dla mnie na poziomie chemii i seksapilu, chociaz Russo bardzo sie stara, i ogolnie lubie ja jako aktorke. 


Mowie, dla mnie idealna do tej roli bylaby Linda Fiorentino, z czasow The Last Seduction:

https://static.fusionmovies.to/images/movies/8jii1j4A5pS_X_67mfiTKXSl2hNLuoAvjeVgf0PKZ-yLDh9M0j23POlqCv-P18_V1e4obgtGuJ-fwMcCa13qo79MKGFELBfc9H9h5JY9Sh8.jpg?1
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Coś mnie ominelo

https://programtv.onet.pl/tv/swiete-dziecko-tybetu/i3ciy?entry=141051760
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Widzę, że ktoś zabawił się w zmianę tytułu (albo wziął z pirackiego wydania VHS, mimo że film w Polsce miał kinową premierę)

Odpowiedz
Ale tlumaczenie lepsze bo kurwują
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(04-01-2025, 12:37)PropJoe napisał(a): No a jak tańczą... przy całej zajebistości - przyznaję - reżyserii, akurat choreografia jest taka sobie i na bank można było w tej konwencji wycisnąć dużo więcej, też ze scenografii, pracy kamery itd. Tutaj taki Chazelle zjada Audiarda na śniadanie
Różne są musicale, a ten nie jest z gatunku tych w których wszystko gra i trąbi i tłum ludzi tańczy na autostradzie. Zresztą o ile dobrze pamiętam, to coś co można nazwać choreografią mają chyba tylko dwie sceny: pierwsza na ulicach Meksyku, która rzeczywiście jest dosyć żadna oraz ta na gali dobroczynnej, która jest już fajna, ale żadne cuda. I ogólnie nikt tutaj nie twierdził, że jest to wybitny musical jako taki - jest to bardzo dobry film dlatego, że mamy dziwną mieszankę konwencji, która zaskakująco dobrze działa.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,243 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,922 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,258 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,752 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,426 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,952 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,305 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości