Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Satyra na kolonializm, mówisz? To chyba podziękuję za kolejne lewackie gówno.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
No coś ty, nie chcesz zobaczyć Marka Rafalali w roli Ronalda Rumpa? Na pewno będzie to bardzo dowcipny i wnikliwy komentarz na temat współczesności.

Odpowiedz
(19-03-2025, 15:00)Mefisto napisał(a): Satyra na kolonializm, mówisz? To chyba podziękuję za kolejne lewackie gówno.

Co więcej, jest to dosyć mocna łopata. pewnie bardzo nie spodobałoby Ci się również to, że akurat to właśnie czarna bohaterka krzyczy że to "oni byli tu pierwsi" w kontekście kosmicznych robali zamieszkujących nowa planetę, na których ma się dokonać eksterminacja. Najgorszy element tego filmu.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Czytałem/słyszałem, że Ruffalo gra tutaj jakąś kosmiczną wersję Trumpa. Podziękowałem za tą jakże głęboką przenośnię tego filmu :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Jeszcze jakby to było śmieszne to ok, ale Ruffalo to w tym filmie totalny bezbek, a scenariusz mu nie pomaga.

Odpowiedz
(15-03-2025, 20:22)Pitero napisał(a): Podobno wybitne jest "Nasienie świętej figi", widział to już ktoś?

Byłem w kinie i nie jest wybitny. Co więcej - jak dla mnie jest to raczej najgorszy z filmów nominowanych do Oscara w kategorii międzynarodowej i całe szczęście, że po wiksie z Emilią nie wybrali akurat tego.

Kolejny antysystemowy film, który będzie zakazany w Iranie. Rodzina w tym filmie jest jedną wielką metaforą Iranu, która w powolny sposób jest niszczona przez system, kiedy to ojciec dostaje posadę ważnego sędziego, który jak się okazuje będzie zmuszony do podpisywania wyroków śmierci czy dożywocia. No i problem tego filmu, jak dla mnie jest taki, że z powodu pokazania całej historii z perspektywy kobiet - dwie córki i żona - totalnie nie wierzę w tak nagłą przemianę w tyrana z kochającego ojca, pełnego zaufania do swojej rodziny, kiedy jego służbowa broń nagle ginie. Reżyseria tego wszystkiego jest dosyć ciężka i toporna, ale sam przekaz jasny i klarowny - jeśli babo (żono i córko) będziesz posłuszna systemowi (ojciec) to wszystko będzie okej. Totalnie nie czuć, że ten ojciec zostaje połykany przez system, że staje się tak bardzo jego częścią i w niego wierzy. Musimy wierzyć reżyserowi i scenarzyście na słowo honoru, że tak jest.

Generalnie film jest za długi i wieńczy go sekwencja ucieczki rodziny z Teheranu, gdzie później dziejo się rzeczy, które nawet fizjologom się nie śniły. Powolne, trwające niemalże trzy godziny w zamierzeniu kino moralnego niepokoju, które nie wzbudziło we mnie większego napięcia czy też emocji. Ale poczatek był obiecujący, później gdzieś to się rozłazi.

Nic wybitnego, nic zaskakującego Raczej meh.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Hans Zimmer & Friends: Diamonds in the Desert - koncerto-dokument-wywiad opierający się w dużej mierze na relacji z zeszłorocznego koncertu Zimmera w Dubaju. Generalnie to taki cashgrab, ale zrobiony energetycznie i z pierdolnięciem. Przekazu tu wielkiego nie ma, pogadanki z gośćmi (Chalamet, Zendaya, Nolan, Villeneuve, Bruckheimer) to raczej taki kizi-mizi o wzajemnym inspirowaniu się, ciężkiej pracy i popisach na scenie. Nic odkrywczego, aczkolwiek doceniam Chrisa który przyznał, że Interstellar to prosty film i nie trzeba szukać w nim głębi :) Materiał trwa 2,5 godziny więc nie jest to krótki wypad na scenę z orkiestrą Hansa.

Dobra, rozrywkowa rzecz z dobrym montażem i dźwiękiem. Lekko zremasterowany motyw z Lion King jest spoko, ale wolę jednak klasykę.

7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(19-03-2025, 15:22)Paszczak napisał(a): No coś ty, nie chcesz zobaczyć Marka Rafalali w roli Ronalda Rumpa? Na pewno będzie to bardzo dowcipny i wnikliwy komentarz na temat współczesności.

O, nie wiedziałem że zrobili live action remake Motomyszy z Marsa, i to wersji zrevivalowanej:
[Obrazek: afureko-ronaldo-rump.jpg?w=443&h=254]

Odpowiedz
To też była parodia Donalda, tylko znacząco mniej kreskówkowa.

Odpowiedz
Chciałbym napisać coś na temat Mickeya ale wystarczy, że wczoraj już wymęczyłem się przez dwie godziny. Robert- super rola(role). Reszta? Dramat. Ruffalo tragiczny występ, Colette to samo. Nie rozumiem do teraz dlaczego tak często był poruszany temat „sosu”, to miała być jakaś aluzja bądź metafora? Ufoludy, kumpel diler, laska Mickeya, druga laska, której zginęła przyjaciółka i z tego robi pretekst do podwalania się do Mickeya. Dialogi czasami są takie jakby pisało je dziecko, a czasami to taka łopata w łeb, że aż boli. Przede wszystkim, nudny, męczący, za długi.

Rozczarowanie ogromne. 2/10 za Pattinsona, nic więcej.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Path to War (2002) - John Frankenheimer

Temat przemielony na setki sposobów czyli wojna w Wietnamie. Stara, dobra szkoła i bardzo porządny kawał filmowego rzemiosła. Nie ma tu nic odkrywczego jeśli ktoś choć trochę zna historię tamtego okresu, ale warto obejrzeć.

Przede wszystkim dla aktorów.

Całość obraca się w trójkącie - Lyndona Johnsona (fenomenalny Gambon, który nie potrzebuje żadnej charakteryzacji ze swoim podobieństwem do "kartoflowatej" facjaty Johnsona), McNamary (równie znakomity Baldwin, któremu też wystarczy założyć okulary i zaczesać włosy do tyłu) i Clarka Clifforda (jak zwykle niezawodny Sutherland). W ogóle jest tu plejada znakomitych aktorów, nawet jak grają epizody.

No a treść jak mówiłem nic odkrywczego - po prostu kolejne spojrzenie na nakręcającą się spiralę sytuacji w Wietnamie gdzie każda decyzja prowadzi do kolejnej, coraz gorszej, choć ciężko powiedzieć, że można było podjąć inne.

Najlepsza jest scena jak generałowie proponują kolejne zwiększenie kontyngentu, kolejne bombardowania i tłumaczą, że w poprzedniej operacji odnieśliśmy ogromny sukces. Podają liczby zabitych i rannych Wietnamczyków a Clifford nagle zaczyna liczyć i mówi, że zniszczyli 120% wrogów, którzy brali udział w walkach :)
Nawet jeśli to "licentia poetica" to doskonale podsumowuje próby wygrania i skończenia tej wojny.

Bardzo polecam, spokojnie 7-8/10.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
W 80 dni dookoła świata (1956)

Utwierdzam się w przekonaniu, że nie powstała żadna dobra ekranizacja tej książki Verne'a. Co trochę uwiera, bo to moja ulubiona z całej jego twórczości. Niestety wszystkie ekranizacje są tylko bladym cieniem. Wróć, trudno nawet użyć określenia "ekranizacje", bo te filmy zwykle mają wspólny punkt wyjściowy, a potem wymyślają Foggowi zupełnie nowe przygody, których nie ma w literackim oryginale.

Liczyłem, że może ta wersja będzie lepsza, bo to lata 50-te, a wtedy umieli robić fajne filmy, no i pięć Oscarów, w tym za najlepszy film, więc chyba warto się będzie z tym zapoznać.

Ale nie. Spory zawód. Film trwa trzy godziny, z których pierwsza jest w większości zmarnowana na takie elementy jak:

- długi prolog, w którym jakiś zgred robi wykład o twórczości Verne'a i o tym, w jakim kierunku zmierza ludzkość. W czasie tego prologu puszczane są fragmenty "Podróży na Księżyc" z 1902, czyli filmu, który nie ma zupełnie nic wspólnego z "W 80 dni dookoła świata", a i ogólnie z twórczością Verne'a też niewiele, jeśli mamy być szczerzy;

- lot balonem, którego nie ma w książce - ale dobra, są ładne widoczki, więc określanie tego, jako marnowanie czasu, jest może zbyt surowe z mojej strony;

- pobyt w Hiszpanii, którego też nie ma w książce - najpierw oglądamy przeciągnięte hiszpańskie tańce, które absolutnie niczego nie wnoszą do fabuły, a potem jeszcze bardziej przeciągniętą korridę, która także niczego nie wnosi i jest w cholerę nudna.

Ale dobra, kolejne dwie godziny już bardziej trzymają się fabuły książki, ale efekt jest taki sobie.

Największą zaletą jak dla mnie są ładne, egzotyczne widoczki i ogólnie inscenizacja. Film mi się najlepiej oglądało w tych częściach, gdy po prostu bohaterowie jadą pociągiem przez Indie czy Dziki Zachód i można podziwiać pejzaże.

Sama fabuła jednak jest prowadzona w sposób dość letni. Część wydarzeń z książki w ogóle nie jest pokazana, a po prostu dowiadujemy się o nich z dialogów, tak jakby zabrakło czasu na ich pełnoprawne przedstawienie (bo zmarnowano ten czas wcześniej na różne bzdury), natomiast te wydarzenia, które rzeczywiście oglądamy na ekranie, mają słabszy wydźwięk niż w powieści.

Film stara się być lekki i przyjemny, stąd dużo humoru, ale w większości jest on niestety słaby i marnuje czas.

Nawciskano tu też różnych znanych gwiazd, których gościnne występy również ciągną ten film w dół. Większość z tych cameo jest niepotrzebna, nieśmieszna i zaburza płynność filmu, który za każdym razem musi się zatrzymać, żeby jakiś celebryta mógł zrobić coś nieistotnego dla fabuły, niemal mrugając okiem do widza, że to on, znany człowiek. Stąd na przykład zbliżenie na twarz pianisty w barze, który nie gra żadnej roli w fabule, ale to Frank Sinatra, więc trzeba go pokazać. Stąd jakieś scenki, w których jakiś dorożkarz dostaje czkawki, albo jakiś gostek jest wyrzucany z baru, albo jakieś dwie baby toczą dialog przy stoliku, albo... No, rozumiecie - jest pełno scen poświęconych postaciom, które nie robią nic ważnego i już się potem nigdy nie pojawią, a to tylko po to, żeby mieć gościnne występy gwiazd. Dla mnie, który nie jestem wielkim znawcą historii kina, część tych celebrytów z lat 50-tych była zresztą nierozpoznawalna, ale zawsze, kiedy film przystawał, żeby zaserwować nieistotną skeczową scenkę z jakąś epizodyczną, błaznującą postacią, mogłem się domyślić, że ktoś znany musi grać tę nieważną postać.

Więc ogólnie słabe, nie polecam.

Odpowiedz
(30-03-2025, 13:01)al_jarid napisał(a): - pobyt w Hiszpanii, którego też nie ma w książce - najpierw oglądamy przeciągnięte hiszpańskie tańce, które absolutnie niczego nie wnoszą do fabuły, a potem jeszcze bardziej przeciągniętą korridę, która także niczego nie wnosi i jest w cholerę nudna.
Zgaduję, że tak długie, bo i tam są camea jakichś celebrytów.

Odpowiedz
Zawsze lubilem ten mini-serial z Brosnanem, ejtisowa magia telewizyjnej superprodukcji:




No i oczywiscie woke abominacja sprzed kilku lat.



Glupi, bogaty bialas, hahha.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Ten z Brosnanem widziałem, ale zapamiętałem jako średni. Tego nowego nie ruszam kijem przez szmatę. Czarny Passepartout to już nawet nie jest jakieś wielce oryginalne, skoro we wcześniejszej ekranizacji (również godnej zapomnienia) był już Chińczykiem. A, i było jeszcze "Dookoła świata z Willym Foggiem", gdzie wszyscy byli zwierzakami (oglądałem w dzieciństwie, więc nie jestem w stanie rzetelnie ocenić, czy warto), tak więc tutaj już nie ma dużo miejsca na innowacje :)

Odpowiedz
Ten serial ze zwierzakami byl super, ale znowu, tak jak wersje z Brosnanem, oceniam przez mgle nostalgii i cieplych wspomnien.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(30-03-2025, 15:12)al_jarid napisał(a): ... skoro we wcześniejszej ekranizacji (również godnej zapomnienia) był już Chińczykiem.
Nie byl. To byl fejkowy Passepartou.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Ehh, zlote czasy Sat1:





Za gowniaka dosyc mocno katowalem tez te wersje:




oraz Wielka podroz Bolka i Lolka, of kors:

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(30-03-2025, 16:36)Bucho napisał(a): Ehh, zlote czasy Sat1:

Te, poszukiwacz spisków, a nie łaska polskiej wersji językowej, skoro to polskie forum (albo niemieckiej, jak u Niemca się oglądało)? 

Odpowiedz
Kajam sie :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,006 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,201 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,350 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,793 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,158 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości