Twoja stara
Liczba postów: 1,102
Liczba wątków: 0
Przypadkowy turysta (1988) - reż. Lawrence Kasdan, grają William Hurt, Geena Davis Kathleen Turner, Bill Pullman
Rzecz na podstawie powieści Anne Tyler, po której przeczytaniu sięgnąłem po film na CDA. Całkiem wierna powieści adaptacja, chociaż oczywiście (jak to film) spłaszcza wątki i gdyby nie powieść, to bym za Chiny nie rozumiał, co się dzieje z głównym bohaterem granym przez Hurta. Raz chodzi ze zbolałą miną cierpiętnika za narody, za chwilę jest komiwojażerem, a jeszcze za chwilę tryska energią i chęcią do życia. Hurt to charyzmatyczny aktor, ale kojarzę jego karierę zasadniczo z jedną, dwiema minami gościa, który ciągle sprawia wrażenie, że już by chciał iść do domu. Zupełnie nie widać po nim, żeby jego Macon Leary był w ciężkiej depresji, gdyby nie jedna scena z Davis, gdzie wykłada kawę na ławę, to widz by na to nie wpadł.
Geena Davis fajnie gra i najwierniej oddaje postać książkową, niemniej żeby od razu oskar za taką rolę?
Kathleen Turner sprawia wrażenie kobiety antypatycznej, a książkowa Sara była w równie ciężkiej depresji, co Macon. Kiepska rola.
Ogólnie film jest dosyć zabawny, oglądało się całkiem przyjemnie, a wszystkie sceny ze swoim udziałem kradnie uroczy psiut corgi grający Edwarda. Narracja tradycyjna, powolna, a jednocześnie widz się nie nudzi.
7/10
30-03-2025, 19:16
Stały bywalec
Liczba postów: 18,476
Liczba wątków: 148
Bezsenność w Seattle
Kupka wstydu ruszona po raz kolejny. Tym razem jedna z kultowych komedii romantycznych lat 90. i cóż... mam wrażenie, że ten film nieprzetrwał próby czasu. Głównie z powodu naiwności i masy lukru, którym uraczona jest owa pozycja. Końcówka to jest po prostu wesoła definicja komedii romantycznej made in 90s, która w tym przypadku jest nieznośna. Pewnie też ze względu na to, że bohaterowie grani przez Hanksa i Ryan są żodni, mehowi i nudni do bólu. W zasadzie nic nie mogę o nich powiedzieć, tak samo jak o postaciach drugoplanowych, który już nawet nie pamiętam. No dobra, Bill Pullman jest chyba najbardziej jakiś i z tymi swoimi alergiamii na wszystko miał potencjał na coś naprawdę zabawnego, ale nawet on ginie w nijakości tego filmu. Generalnie nuuuuuda. Nora Ephron tym razem bez szału, bez podjazu do "Kiedy Harry poznał Sally".
PS Dzisiaj ten film pewnie nie miałby racji bytu powstać, no bo jak to kobieta może bądź co bądź stalkować faceta? Strasznie niepoprawne politycznie to jest.
5/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
31-03-2025, 13:07
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,151
Liczba wątków: 67
Kobieta może :>
31-03-2025, 13:55
Dużo pisze
Liczba postów: 611
Liczba wątków: 0
A i czasem się do tego bezwstydnie przyzna xD
31-03-2025, 19:30
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,235
Liczba wątków: 5
Oczy szeroko zamknięte
Zrobiłem sobie powtórkę po bardzo wielu latach i nadal nie wiem co o tym sądzić. Jakiś dziwny ten film jest. Taki wystudiowany, zaplanowany. Niby to Kubrick więc jego filmy zwykle są dla mnie takie "zimne", ale temu brakuje jakiejś duszy. Nie jest to zły film, ale nie mogę się do niego przekonać.
Technicznie oczywiście ogląda się to z wielką przyjemnością, Kidman jest dobra ale Cruise mi tu tak średnio pasuje choć nie jest to zła rola.
Czegoś tu brakuje najwyraźniej, ale sam nie wiem czego.
Chyba lepiej jakby całość była bardziej groteskowa i tajemnicza, tak jak jest z tą postacią Sobieski i tymi dwoma Chińczykami.
No i zbędne te flashbacki jak sobie Tom wyobraża żonę z kochankiem. Takie łopatologiczne.
6-7/10, chyba jakoś tak.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
01-04-2025, 11:34
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,880
Liczba wątków: 15
Cytat:Czegoś tu brakuje najwyraźniej, ale sam nie wiem czego.
Może tych legendarnych 15 minut, w których rzekomo Tom i Nicole sprzedają dziecko wybierając dołączenie do „elity” ;)
01-04-2025, 11:55
Oskarmeister
Liczba postów: 6,819
Liczba wątków: 18
Samo „oddanie” dziecka jest widoczne w ostatniej scenie w sklepie
01-04-2025, 11:57
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,880
Liczba wątków: 15
Tylko to chyba nie jest wprost pokazane, a jedynie symbolicznie. Podobno te legendarne 15 minut dodawało coś na tyle "złego" do filmu, że producenci grozili zablokowaniem premiery
01-04-2025, 12:05
Dużo pisze
Liczba postów: 503
Liczba wątków: 0
Ja ten film uwielbiam, nie jest wprawdzie tak dobry jak Lyndon ale i tak mega, wiadomo jaka scena ma klimat jak z horroru
01-04-2025, 12:29
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,235
Liczba wątków: 5
(01-04-2025, 12:05)Corn napisał(a): Podobno te legendarne 15 minut dodawało coś na tyle "złego" do filmu, że producenci grozili zablokowaniem premiery
No to szkoda. Może nie byłby taki "letni" bo to taka droga donikąd trochę wyszła.
No i z dzisiejszej perspektywy to całościowo jednak wzruszenie ramion, bo ani to szokuje, ani nie zmusza do "refleksji".
Może satanistyczny rytuał z dzieckiem by dodał trochę pieprzu :D
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
01-04-2025, 12:33
Oskarmeister
Liczba postów: 6,819
Liczba wątków: 18
No wtedy film wywołał spekulacje, że to przez niego zabito Kubricka. Także wtedy nie dość że szokował to jeszcze zaowocował nową teorią spiskową.
01-04-2025, 12:54
Stały bywalec
Liczba postów: 18,476
Liczba wątków: 148
Queer
Kurła, zasnąłem dzisiaj w kinie. Jakoś po 45 minutach odleciałem w śpiocha, tak jak Craig w drugiej części filmu. Oglądam film, Craig i jego chloptas są w Meksyku, budzę się i nagle cpaja coś w dżungli ....
W ogóle ten film posiada scenę w której James Bond robi loda innemu typowi. Co wiecej, mając usta z nasieniem później całuje się z nim. To był chyba jakiś desperacki akt Craiga w celu powalczenia o nagrody.
Generalnie to co widziałem przed spaniem nie było jakieś tragiczne bo aktorstwo spoko, muzyka i zdjęcia też ładne, ale historia usypia. Ostatnie 20 kilka minut na które się przebudziłem to jakie nieznośny narko-trip. Nie wiem co było w środku filmu. Pamiętam też, że był leniwiec.
Niepojęte że Luca daje tego samego roku jeden z najlepszych filmów roku i jeden z najgorszych.
Dam 2/10 za to co widziałem.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
01-04-2025, 17:07
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
(01-04-2025, 17:07)Pelivaron napisał(a): To był chyba jakiś desperacki akt Craiga w celu powalczenia o nagrody.
Czy ja wiem? On ma na koncie film (z czasów na długo przed Bondem) w którym podobno dosyć realistycznie rucha jakąś starą babę, tylko nie pamiętam tytułu, no ale Daniel chyba lubi takie aktorskie wyzwania.
Cytat:Niepojęte że Luca daje tego samego roku jeden z najlepszych filmów roku i jeden z najgorszych.
Wg mnie lepiej tak, niż gdyby miał nakręcić dwa przeciętniaki.
01-04-2025, 17:13
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,880
Liczba wątków: 15
No według plotek Craig był zaskoczony i zawiedziony pominięciem filmu w nagrodach, więc chyba jednak robił to pod oscary. Z resztą on chyba lubi grać gejów. To już któraś jego taka rola ;)
01-04-2025, 18:32
Don Sinatio
Liczba postów: 2,944
Liczba wątków: 11
Pelivaron, witaj w klubie. Ja również usnąłem na tym. I kto wie, czy gdyby w trakcie nie zabrzmiała Nirvana, którą nagle puścili na fulla nie przespał bym całego filmu :)
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
01-04-2025, 21:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-04-2025, 21:32 przez Pitero.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,476
Liczba wątków: 148
Najlepsze że ta piosenka nie ma żadnego sensu bo akcja rozgrywa się w latach 50.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
01-04-2025, 22:20
Stały bywalec
Liczba postów: 18,476
Liczba wątków: 148
A Working Man
Wow, to film Davida Ayera. Niesamowite. Koleś, który nakręcił solidne filmy gatunkowe, jak "Harsh Times", "End of Watch" (uwielbiam ten film, muszę go sobie powtórzyć, jak dla mnie najlepsze co stworzył Ayer), "Fury" czy nawet "Street Kings", wchodzi do kin z czymś takim. W którym momencie poszło coś nie tak? Ostatnie dwa filmy jakie widziałem w reżyserii Ayera, to "Legion samobójców", który był jaki był, ale ja tam lubię, jako giltipleżer, no i "Bright", czyli fajny pomysł, który został totalnie niewykorzystany.
No i dzisiaj idę na nowy film z Jasonem Stathamem i się okazuje, że reżyseruje Ayer. Kolejne wow, a tu się okazuje, że zrobili też razem niejakiego "Pszczelarza", który jest chyba całkiem nieźle oceniany i lubiany (z wyjątkiem elit KMF-u). No, nieważne.
Film zaczyna się od kija w dupie, gdzie Statham z pełną powagę, przy podniosłej muzyce, mówi chłopakom na budowie, że muszą się skontrencetrować, wziąć w garść, bo generlanie dzisiaj poważna fucha się szykuje, normalnie w jeden dzień muszą zrobić kilka ważnych rzeczy. Scena kurwa rodem wyjęta z Gladiatora, tylko, że na budowie, gdzie zamiast Maximusa Decimusa, mamy Sztygarusa Betonusa. No ja pierdole :D
I najlepsze jest to, że ten film w ani jednym momencie nie puszcza, kij okazuje się być zbrojeniowym prętem. Wszystko jest na poważnie i nie ma ani chwili na jakiekolwiek poluzowanie lejców. Rosyjska mafia, z którą przyjdzie walczyć Sztygarusowi Betonusowi, który okazuje się być byłym komandosem, zostaje wyjęta prosto z jakichś kreskówek - nagle gangusy z "Anory" to poważni panowie.
Co chwile pojawiają się jakieś większe szychy ruskiej bratwy, aż w końcu zwołana zostaje rada wojenna, gdzie robią znak krzyża i dochodzą do wniosku, że walczą z samym diabłem, sekta stoprocent. Wszystko of kors pełna powaga. Co więcej - szycha, której Statham odjebuje synów ma swoich chłopców na posyłki, którzy uciekli chyba z planu "Underworldu".
To mógłbybyć serio jakiś trubo zabawny film i dobra akcja bez trzymanki, gdyby nie reżyserował to koleś, który myślał, że robi męskie kino dla dorosłych. Dzieło jedyne w swoim rodzaju.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
03-04-2025, 14:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2025, 14:50 przez Pelivaron.)
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,116
Liczba wątków: 6
"Beekeeper" był radośnie przerysowany, gdzie np nieulękły agent zahaczał o przezydenta Jusej :p
To jest to samo, tylko "na poważnie. Ayer robi takiego "oldskulowego" sensacyjniaka (choć zalezy co rozumiemy przez oldskul), takiego gdzieś między "Maximum Risk " z 1996 z JCVD a "Punisherem" z Thomasem Jane z 2004 (zresztą z tego filmu zostało zapożyczonych kilka scen mam ważenie, głównie ten finałowy "wjazd na chatę").
I tam jest trochę tych komiksowych przerysowań Ayera i humoru, ale z w porównaniu z SS czy "Beekeeperem" faktycznie niewiele.
Sam film to takie "można sięgnąć jak się człowiekowi nudzi", co mnie jednak najbardziej zdumiewa, bo czytałem już chyba z kilka recenzji - powszechne niezrozumienie jaki film tu zrobiono i chciano zrobić.
03-04-2025, 15:28
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2025, 15:39 przez Rozgdz.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,476
Liczba wątków: 148
Chciano zrobić poważne męskie kino a zrobiono groteskowe chuj wie co,które nie jest nawet tak złe, że e aż śmieszne bo reżyserem jest poważny pan filmowiec, chciałoby się rzec. fachowiec :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
03-04-2025, 16:06
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,116
Liczba wątków: 6
Ayer już od dawna bawi się w filmy swojej młodości :) SS to mieszanka różnych filmów osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych od "Tank Girl" przez "Predatora" do "Sneakers", "Bright" to klasyczny policyjny buddy movie tyle że w otoczce fantasy, "Beekeeper" to przerysowany kopacz tyłków a "A Working Man" to mniej przerysowany kopacz tyłków, zresztą z Sylvestrem Stallone jako współscenarzystą i producentem (sytuacja z dziadkiem i córką zajechała mi bardzo "Over the Top").
Ayer raczej uwalnia swojego wewnętrznego nastolatka niż stara się być poważnym filmowcem :)
03-04-2025, 16:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2025, 17:22 przez Rozgdz.)
|