Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
15-04-2025, 20:02
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Oprócz Network jeszcze Tramwaj zwany pożądaniem i Wszystko wszędzie naraz dostało 3 aktorskie Oscary i to chyba taka jedyna top trójka pod tym względem. W ogóle to "Tramwaj" powinien zgarnąć komplet wtedy bo chyba każdy się zgodzi, że Brando też powinien wtedy wygrać.
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
15-04-2025, 20:02
Saint, w reżyserii Philipa Noyce'a, z rolku 1997
Val Kilmer w roli złodzieja o stu twarzach. W tle mocarstwowość Rossji, wybrzmiewają echa zimnej wojny, zmiksowane z przebudzeniem mocy strasznego niegdyś mocarstwa. Film jest też adaptacją serialu, albo remakiem tegoż. W każdym razie jest ikoniczny, bo jak niemal każdy film z tamtych lat, tej nowej fali, cierpi na te same bolączki. Powstawały w tamtym czasie dzieła wybitne, a Saint takim nie jest, właśnie z powodu zachłystnięcia się nową falą. Mamy więc taki zestaw: durny scenariusz, czerwonych jako wrogów, szybki montaż, tanie efekciarstwo, skróty scenariuszowe i marne wykonanie. Te złe rzeczy po prostu rozwaliły mnie na łopatki i choć kiedyś naprawdę lubiłem ten film, tak po powtórce po prostu wzruszyłem ramionami, bo to nawet nie jest takie "meh", tylko przewracałem oczami podczas seansu. Oczywiście, obejrzałem ze względu na Vala Kilmera, by odświeżyć sobie jego role, i tak, był genialnym aktorem, a jego występ w Saint jest tego dowodem i aż szkoda że rozmienił swoją karierę oraz talent na dobre, ale w Saint dał mocny popis i był jedynym solidnym filarem tej produkcji. Pani Shue, która swoją karierę spuściła w toalecie gra naukowca i jest tak samo nieprzekonywująca jak u Verhoevena, ale była na topie, to ją wzięli, tylko cała obsada po prostu blednie przy wyczynach Vala. Popis charakteryzatorów jest równie godny podziwu. Niestety, pomysł skończył się właśnie na tej ekipie i Kilmerze. Daję 4/10 z powodu nostalgii, bo Saint jest taką laurką dla złotych lat 90tych w kinie, tylko - niestety - nieudaną.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
16-04-2025, 08:52
Młody Frankenstein (1974)
Nigdy nie widzialem tego w całości. Jakies fragmenty w TV. Coś mnie odrzucalo. Z tydzien temu bylo w TV, obejrzalem poczatek i pomyslalem a moze to jest fajne. A o ile sie nie myle: ogolnie wysoko oceneniany. No i nie, nie jest. Dramatycznie archaiczny humor, który żenuje. I mam to w odwłoku, że to zgrywo-hold do "potwornego kina". Od połowy się MĘCZYŁEM. 4/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 16-04-2025, 21:19
Szamar, tego typu wpisy moge uznac tylko i wylacznie za slepy antysemityzm z twojej strony.
Juz tylko za te scene przynajmniej trzy oczka w gore do twojej oceny:
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
16-04-2025, 21:27
Mój wielkanocny maraton wciąż trwa:
Samson i Dalila - najbardziej dochodowy film roku 1950 Anno Domini za mną. Fabularnie to jakieś Wspaniałe stulecie, acz przyznam się, że w scenie weselicha nie spodziewałem się jednego zwrotu akcji. Myślałem, że wyłamią się z schematu tego typu kina i nie będą nie starali bawić się w "niejednoznaczność" femme fatalne, bo Dalila przez długi czas od początku jest suczą. A potem poszli po tej linii oporu i Dalila chlipie, że Samsonowi wypalono gały (na moje, dlatego że ten nie ma jak podziwiać jej urody, a nie że tam jakieś współczucie). Można uśmiechnąć pod nosem, gdy film z czasów Kodeksu Haysa wymawia wiele razy słowo "ass" (wiem, że dawniej tym słowem określano poczciwego osioła, ale wciąż) :). Samson w kreacji Victora Mature'a niecodzienny, bo nie ma sylwetki Herkulesa. Ale śmiesznie wygląda w tej peruce - zwłaszcza, że fryz wygląda jak babciny kok i bezczelnie widać, że jest doczepiane. Odnośnie wizualiów - zawsze widząc młodą Angelę Lansbury nigdy nie mogę się przyzwyczaić do tego widoku, bo dla mnie Lansbury to ta ciotka, co komentuje twój wzrost. Za to bryluje George Sanders jako seranim Filistynów - najlepiej zrobiona postać (np. robi rant nt. nieudolności innych panów filistyńskiej, i po chwili mruczy do skryby, by tego nie zapisywał) i najbardziej ogarnięta - w kulminacyjnej scenie jako jedyny ogarnia, że Samson planuje ludobójstwo w Gazie. I tu jest najlepsza sekwencja i rozmachu nie można odmówić - wpierw sądziłem, że posąg to matte painting, a potem widzimy go przewracającego się. No i sporo cieszących oko kolorysty bogatych kostiumów. DeMille miał lepsze filmy religijne. A to obok Dziesięciorgu Przykazań nawet nie stało. 5/10 My Dreams Is Yours - głównie znany z tego, że w filmie wystąpił Królik Bugs. A że Wielkanoc jest, a cameo Bugsa nawiązuje do tego święta (i tyle związków film ma z Wielkanocą), to w Wielki Wtorek to idzie ten musical. Typowa z tego okresu komedia romantyczna służąca jako tło dla piosenek i technikoloru. I to komedia z tych przeciętnych. Gówniak to skojarzył mi się z Wróblewską z Tylko mnie kochaj (tylko mniej triggerujący). I można wychwytać, co służyło potem do parodii w Looney Tunes. Jak na początku są wzdychające lasencje rodem z ówczesnych kreskówek (nawet jakiś dziadzio odwraca łeb z wypisanym CDK?). Bryluje tu Doris Day, która udowadnia że umie śpiewać, i jej pierwsza piosenka bardzo chwytliwa. Dobra była Eve Arden z zacięciem komiedowym i można się uśmiechnąć w jej scenach. Co do segmentu z Bugsem - ładnie to zanimowane, choć gorzej jest z - jakby to powiedzieć - wtopieniem w otoczenie - postacie nieco odstają, a jak poruszają się na błyszczącej podłodze, nie mają odbicia jak chociażby Jerry w Anchors Aweigh (swoją drogą, warto byłoby sobie przypomnieć). Choć to można tłumaczyć, że Warner Bros. Cartoons, choć wysokiej jakości, był jednak uboższy od MGM Cartoons czy Walt Disney Productions. 5/10 Jezus (1979) - dowiaduję się, że film w latach 90. dostał polski dubbing. I potem powstał drugi z niemal tą sama obsadą (podobnoż to film o największej ilości wersji językowej). Więc zdecydowałem rzucić okiem. A jako, że nie jestem religijnym czubem, to nie będę dawać specjalnych forów. Raczej to powstało do objazdowych pokazów w seminariach i dla laików - odhaczanie co ważniejszych faktów z życia Jezusa, który jest pomnikowym nadczłowiekiem. Jest kilka ładnych ujęć, choć głównie to sposób realizacji telewizyjnej. W większości mamy narrację opisującą daną scenę z Ewangelii św. Łukasza. Ale jako zapoznanie laika z dziejami Jezusa spisuje się dobrze. Taka Biblia Pauperum w wersji filmowej. Co do dubbingu - OK., Morawski pasuje jako głóny bohater. I budżet dubbingu też nie był wysoki, bo Frąckowiak, Bednarski i Olesiński (który używa tylko swego naturalnego głosu, odmiennego od Scooby'ego-Doo czy Smerfa Osiłka) robią za gwary i połowę postaci. Ale zaskoczył mnie pozytywnie Eugeniusz Robaczewski jako Legion. 5/10 16-04-2025, 23:49
Też się odbiłem od Młodego Frankensteina, poza początkiem i Feldmanem nic mnie tam nie śmieszyło, no jeszcze Hackman był zabawny, wiadomo, ale to tylko epizod. Ten film to taki komediowy remake pierwszych trzech Frankensteinów, po których byłem na świeżo i oglądanie znów tego samego męczyło. Plus fakt, że to czerpie dużo ze stylistyki tamtych filmów a zostało wyprodukowane w latach 70 jakoś mnie wytrącał z immersji. Niby mógłbym zrobić powtórkę w oderwaniu od filmów z Karloffem, ale wątpię czy wiele to zmieni. Takiego komediowego Abbotta i Costello spotykających Frankensteina wciągnąłem na raz i bawiłem się o wiele lepiej. I z filmów Brooksa też wolę inny komediohorror - Draculę z Nielsenem.
(16-04-2025, 21:06)Pelivaron napisał(a): Ten film ma jednak taki problem, że pierwsza godzina to jebana nuda, ciągnie się jak flaki olejem, a my patrzymy jak bliźniacy grani przez Jordana (generalnie raczej mehowa podwójna rola, dopiero pod koniec coś zaczyna się lepszego dziać) szykują się do otwarcia klubu nocnego. Jeżdża tu i tam, łatwią pracowników, kucharke, no kurde nuuuuuuda.Ryan Coogler zawsze miał nieco ociężałą rękę do reżyserii albo nie umiał stworzyć ciekawego protagonisty z jasną motywacją. 17-04-2025, 00:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-04-2025, 00:44 przez samuuel.)
Z filmów Brooksa najbardziej lubiłem "Smrod Życia". Ale ostatni raz ogladalem to chyba z 27 lat temu i... Boję się powtarzać. "Draculi" dawno nie widzialem. Zerkalem ostatnio na "Robin Hooda" i jakoś zbyt wysiliony mi sie wydal. Do powtorki jeszcze "Historia Swiata" (tez sie boje), "Byc albo nie byc", "Lęk wysokosci" i pierwszy raz "Producenci".
Wiem co mi przypominal momentami humor we "Frankensteinie", komedie z serii "Do dziela". Tyle, ze tam wydaje mi sie, ze bylo subtelniej.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 17-04-2025, 01:09 (16-04-2025, 23:49)OGPUEE napisał(a): odhaczanie co ważniejszych faktów z życia Jezusa, który jest pomnikowym nadczłowiekiem. Nie może być? Syn Boży? (17-04-2025, 00:39)samuuel napisał(a): Plus fakt, że to czerpie dużo ze stylistyki tamtych filmów a zostało wyprodukowane w latach 70 jakoś mnie wytrącał z immersji. Rozumiem, że powinno wyglądać jak Francuski łącznik, wtedy immersja z parodią "tamtych filmów" byłaby kompletna xD (17-04-2025, 01:09)shamar napisał(a): Tyle, ze tam wydaje mi sie, ze bylo subtelniej. Subtelność w serii Do dzieła - nowe, nie znałem. Serio shamar, daruj sobie.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 17-04-2025, 02:52
Obejrzałem wszystkie parodie Brooksa i właśnie Frankensteina i Płonące Siodła lubię najbardziej, najmniej podobały mi się za to dwa kolejne, Niemy Film i Lęk wysokości
17-04-2025, 08:11
Dla mnie Brooks jest trochę przereklamowany. Nie bijcie - te jego filmy są sympatyczne, ale są lepsze w odtwarzaniu określonych cech filmów, które parodiują, niż w tym, żeby to rzeczywiście było zabawne. Trafiają się w nich naprawdę świetne, zabawne sceny, ale zwykle jest ich ledwie kilka na cały film. Oczywiście to kwestia indywidualnego odbioru, ale ja na filmach Brooksa najczęściej miałem tak, że kilka razy rzeczywiście się zaśmiałem, ale przez większość filmu czekałem, kiedy znowu będzie coś śmiesznego.
Nie dotyczy "Robin Hooda", gdzie rzeczywiście jest beka od początku do końca i nawet jeśli nie wszystkie żarty siadają, to jest naprawdę duże zagęszczenie tych dobrych. Jedyny film Brooksa, do którego co jakiś czas wracam i się nie zawodzę. Oczywiście pod warunkiem, ze oglądam z jedynym słusznym tłumaczeniem (czyli tym, gdzie padają perełki takie jak "Bierze ją na wieżę i tam ją rozbierze", "Bez myta nie napełnimy koryta", "Niedobrze jest zabijać mima mimochodem"). W ogóle to kocham tutaj czołówkę - te ogniste napisy i muzykę, która jest po prostu epicka (do tego stopnia, że dobrze sprawdziłaby się również w filmie "na poważnie"). A na koniec czołówki zawsze mam banana na twarzy ("Czy napisów nie da się zrobić inaczej?" "Właśnie! Zawsze, kiedy kręcą film o Robin Hoodzie, muszą nam sfajczyć wioskę!", no i oczywiście "Leave us alone, Mel Brooks!"). 17-04-2025, 08:28 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-04-2025, 08:34 przez al_jarid.) (17-04-2025, 02:52)Mefisto napisał(a):(17-04-2025, 01:09)shamar napisał(a): Tyle, ze tam wydaje mi sie, ze bylo subtelniej. WYDAJE MI SIĘ. Nie widzialem tych filmow z 35 lat. A widzialem z nich tylko kilka.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 17-04-2025, 10:11 (17-04-2025, 02:52)Mefisto napisał(a):Nie wiem co ma Francuski Łącznik do tego (Hackman I guess), ale jakby seans Młodego Frankensteina upłynął mi tak samo przyjemnie to zamknąłbym już dawno mordę i nie narzekał, no ale niestety ; )(17-04-2025, 00:39)samuuel napisał(a): Plus fakt, że to czerpie dużo ze stylistyki tamtych filmów a zostało wyprodukowane w latach 70 jakoś mnie wytrącał z immersji. Kilka lat tego filmu nie oglądałem i pamiętam najbardziej wrażenie, że to był komediowy miks głównie Frankensteina Whale'a i Syna Frankensteina, i do tego nie tak śmieszny, więc dla mnie strata czasu. Jak będę chciał zobaczyć Franka na poważnie to cofnę się do kina lat 30, a jak na niepoważnie to obejrzę Abbotta i Costello spotykających Frankensteina. Twór Brooksa nie jest mi do niczego potrzebny. (17-04-2025, 08:28)al_jarid napisał(a): Dla mnie Brooks jest trochę przereklamowany. Nie bijcie - te jego filmy są sympatyczne, ale są lepsze w odtwarzaniu określonych cech filmów, które parodiują, niż w tym, żeby to rzeczywiście było zabawne. Trafiają się w nich naprawdę świetne, zabawne sceny, ale zwykle jest ich ledwie kilka na cały film. Oczywiście to kwestia indywidualnego odbioru, ale ja na filmach Brooksa najczęściej miałem tak, że kilka razy rzeczywiście się zaśmiałem, ale przez większość filmu czekałem, kiedy znowu będzie coś śmiesznego.Mam tak samo. Producenci, Kosmiczne jaja, Płonące siodła, Faceci w rajtuzach - wszystkie te filmy są ok, ale nie mam potrzeby do nich wracać. Najbardziej lubię jego Draculę, głównie ze względu na świetne intro, antyki Nielsena i mimo swej komediowości wierność książce Stokera. No i oczywiście ta scena to złoto: 17-04-2025, 12:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-04-2025, 12:42 przez samuuel.) (17-04-2025, 12:27)samuuel napisał(a): Nie wiem co ma Francuski Łącznik do tego (Hackman I guess) Podpowiedź: rok produkcji. Cytat:Jak będę chciał zobaczyć Franka na poważnie to cofnę się do kina lat 30, a jak na niepoważnie to obejrzę Abbotta i Costello spotykających Frankensteina. Twór Brooksa nie jest mi do niczego potrzebny. Super, fajnie, ale argumenty nadal masz wyciągnięte z anuska Gozdyry.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 17-04-2025, 14:24
To na tej samej zasadzie z dupy są argumenty al_jarida:
al_jarid napisał(a):jego filmy są sympatyczne, ale są lepsze w odtwarzaniu określonych cech filmów, które parodiują, niż w tym, żeby to rzeczywiście było zabawneNapisałem podobnie, że Brooks mocno czerpie z cech tych filmów, ale efekt końcowy jakoś mnie nie bawi, a w przypadku komedii/parodii jest to kluczowe. Młody Frankenstein mało śmieszy i żadna opinia tego nie zmieni. Nie zacznę się nagle śmiać bo to rzecz mocno subiektywna. I to, że film, który stylizowany jest na Frankensteiny Whale'a oglądałem właśnie po nich sprawiał, że drażniło mnie to momentami. Nie wiem jak to opisać, może jakbym oglądał podróbkę, nie oryginał. Jest jednak różnica jak robisz film o potworach w latach 30 a potem odtwarzasz ten sam klimat w latach 70. I pewnie, jest to przypierd@lajka z mojej strony, ale nie jest to jakiś główny argument i nie windował oceny (której nawet nie pamiętam w tym przypadku xD) mocno w dół. Po prostu Brooks zrobił kopiuj-wklej z Universala w celu zrobienia komedii, która mnie nie śmieszy. Czyli takie hooy wie po co. No ale co ja tam wiem, lepiej obejrzę jeszcze raz Draculę z Nielsenem :P I losowy fakt jeszcze dodam: wspomniana przez ciebie Gozdyra też jest z 1972. No przynajmniej to załapałem xD 17-04-2025, 15:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-04-2025, 16:23 przez samuuel.) (17-04-2025, 15:58)samuuel napisał(a): Napisałem podobnie, że Brooks mocno czerpie z cech tych filmów, ale efekt końcowy jakoś mnie nie bawi Napisałeś, że film z lat 70. (który oglądasz w XXI wieku notabene), a który jest parodią filmów z lat 30., a więc jasnym jest, że musi nawiązywać do ich stylistyki, przez to nawiązanie do stylistyki wybija z immersji - sorry, ale to jest bełkot. Komedia Cię nie śmieszy? No to napisz, że nie i na tym poprzestańmy. Cytat:Nie wiem jak to opisać, może jakbym oglądał podróbkę, nie oryginał No przecież na tym polega cały zamysł parodii :| Swoją drogą bawi mnie też takie dzielenie parodii Brooksa na te, które śmieszą i te, które nie, biorąc pod uwagę, że to jest przecież cały czas ten sam humor osadzony na dokładnie tych samych fundamentach (a nawet niektóre żarty się powtarzają), czyli ukazanie oryginałów w zabawnym świetle, m.in. poprzez upodobnienie się do nich stylistycznie. Równie dobrze moglibyście narzekać na to, że nieme filmy są nieme.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 17-04-2025, 16:26
Mefisto, wiadomo, że Mel Brooks to marka i zwykle można spodziewać się tego samego, ale zawsze twórcy mają filmy bardziej lub mniej udane, poza tym większa różnica się robi jak taki Dracula to przede wszystkim Leslie Nielsen-vehicle a Młody Frankenstein czy Producenci to Gene Wilder itp. U mnie Nielsen > Wilder, stąd takie preferencje.
Kończąc z tą stylistyką, przyznałem już, że się przypieprzam. Młody obok starych Franków mi odstawał i tym mnie drażnił. Przy czym na cykl z Frankensteinem też nie patrzę jako na coś zupełnie innego niż parodia, ta seria jak i całe potwory Universala skończyły się skrętem w komedię właśnie cyklem z Abbottem i Costello, gdzie spotykali Franka, Draculę, Wilkołaka czy Niewidzialnego Człowieka. Więc film Brooksa w ogóle się nie wybija gatunkowo, wygląda na kolejny outing z serii a nim nie jest. Więc stąd ten mój dysonans 17-04-2025, 17:06
Jezus (1999) - pamiętam zapowiedzi w TV za młodu, na których Jezus gadał z jakimś kolesiem w garniaku i sądziłem, że Jezus trafił do czasów współczesnych. Potem dowiedziałem się, że kolo to diabeł, który chciał pokazać Jezusowi przyszłe wojny w jego imieniu.
Najbardziej uczłowieczający Jezusa film, jaki widziałem. Też idzie w klimaty Ostatniego kuszenia Chrystusa, m.in. bardziej ludzki obraz Jezusa i wątpliwości z wyznaczoną mu misją. Tylko w mniej obrazoburczy dla patodewotek sposób. I chyba to jedna z moich ulubionych interpretacji Jezusa - wiele razy okazuje emocje, dowcipkuje, ma naturalną charyzmę cool zioma, a z początku ma problem z zaczęciem działalności. I właściwie to Maryja przymusza go do wykonania cudu w Kanie Galilejskiego. Dużo zasługi w tym grającego go Jeremy'ego Sisto. W ogóle postacie są tu z krwi i z kości (Tomasz od początku to ten sceptyczny Smerf Maruda) i każdy ma motywację - nawet faryzeusze są racjonalni w nienawiści mesjasza, a pokazuje czemu Judasz zdecydował zdradzić. Na początku Jezus i Józef natykają na zrujnowanego rolnika, który przestał wierzyć w Boga. Parę też rzeczy rozszerzyli względem ewangelii - np. Maria z Betanii robi za love interest Jezusa (a nie jak zwykle ta z Magdali). Wspomniany diabeł też bardziej kumaty w próbach kuszenia, np. pokazując emocjonalne obrazki jak głodujące dzieci jak w scenie zmiany kamieni w chleb. Uwzględnili np. konflikt Piłata z Herodem Antypasem, będącym dupą wołową i pantoflarzem. Dobrze zrealizowany jak na film telewizyjny. Choć efekty jak specjalne jak to z tego okresu to nadają na odcinek The Real Adventures of Jonny Quest. Z pewnością wrócę do niego w przyszłości. 8/10 17-04-2025, 23:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-04-2025, 20:04 przez OGPUEE.)
Back in Action (2025) - typowy akcyjniacki fast food od Netflixa bez duszy, pomysłu, oryginalności i dobrego CGI. Po scenie z samolotem na początku byłem bliski odpadnięcia, bo tak kiepskie CGI oraz "fizykę", obrażającą ludzką inteligencję, widziałem ostatnio w nowszych częściach Fast and Furious. Podobnie z akcjami na łodziach. Z daleka widać, że to studio z bluescreenem, a Cameron sobie skacze na taką łódź, fizyka, przeciążenie nie działają, wobec czego wygląda to komicznie.
Filmu nie ratuje chemia Diaz - Foxx, której szczerze mówiąc nie widziałem zbyt wiele. Może dlatego, że te wszystkie filmy akcji w ostatnim czasie nie dają nam nawet chwili, żeby poznać i polubić głównych bohaterów. Wczuć się w ich interakcje, rytm i chemię. 10 minut filmu i już zdążyliśmy cofnąć się 15 lat, odhaczyć na maksymalnej szybkości wszystkie punkty (para szpiegów zakochuje się w sobie, ciąża i decyzja o zakończeniu kariery) i powrót do "teraźniejszości". Te onelinery czy rozmowy jako przerywnik scen akcji też takie za szybkie, recytowane i tak naprawdę nieśmieszne. No coraz gorsze te rozrywkowe filmy akcji nam robią. I jeszcze męczą angażem do tych produkcji A-listerów. Przygnębiające. 2/10 Novocaine (2025) - no tu już trochę lepszy pomysł, lepsze tempo i naprawdę bardzo dobry młody Quaid w roli beciaka, który po jednej wspólnej nocy zakochuje się po uszy w koleżance z pracy i gdy zostaje ona porwana, rusza jej śladem. Pomysł lepszy, dlatego bardziej czuje się tu niewykorzystany potencjał, szczególnie komediowy. Parę razy można się uśmiechnąć, ale R-ka z fabułą pod tytułem: nerd nie czuje bólu i nawala się z porywaczami, zasługiwała na dużo większą dawkę humoru. Natomiast pod względem ilości krwi, Rka dowiozła. Liczyłem na dużo więcej i tak naprawdę ten film ze wszystkiego najfajniejszy ma jedynie tytuł. 5/10 18-04-2025, 19:05 (17-04-2025, 17:06)samuuel napisał(a): Więc stąd ten mój dysonans Rozumiem, ale... nie rozumiem. Rozumiesz? (17-04-2025, 23:50)OGPUEE napisał(a): I chyba to jedna z moich interpretacji Jezusa OGPUEE, wszystko w porządku? Bo to już nie pierwszy raz gubisz słowa.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 18-04-2025, 19:38 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 243,078 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,803 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,213 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,447 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,744 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,364 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,999 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,197 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 326 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |