Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(30-04-2025, 11:20)Dr Strangelove napisał(a): No jakbym napisał taką reckę to by było maks 3/10.
To skali by zabrakło na film, którego by pozbawić atutów Konklawe. Z brzydkimi zdjęciami i pokraczną scenografią nieudolnie udającą Watykan, bez żadnych pierwszoligowych aktorów, z nudniejszą fabułą i licznymi potknięciami reżyserskimi musiałbym dać jakieś -1/10 stosując twoją skalę, a u mnie wtedy byłoby to jakieś 2/10, może nawet 3.
1 to absolutna tragedia i amatorszczyzna na każdym polu, boli w oglądaniu
2 to tragedia z jakimikolwiek zaletami
3 to zły na większości pól film
Przy 4 jest ogólnie kiepsko, ale już pojawią się fajne elementy i trochę przyjemności z seansu.

Odpowiedz
Cóż, film jest najważniejszą ze sztuk jak mawiał towarzysz Lenin więc jestem bezwzględny w ocenach. Nie każdy jak widać jest taki twardy ;)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
The Flinstones z roku 1994 w reżyserii Briana Levanta.

To bardzo niepopularny pogląd, ale cholernie ten film mi się podoba. Goodman bawi się rolą, Moranis mu nie ustępuje i też wypada spoko, podobnie jak obie panie, czyli Perknis i O'donnel. Aktorsko jest w pytę. Może i te scenografie walą jakimś kiczem, ale wszystko jest całkiem pomysłowe i momentami z fajnym jajem. Ale najbardziej chwalę scenariusz i egzekucję. Bo pod płaszczem filmu familijnego kryje się przemyślana historia z morałem, która jest bardzo mocno dopracowana a przy tym nie łopatologiczna. Pomysł, aby wkręcić do takiego filmu historyjkę o przekręcie w korporacji wydaje się głupim fikołkiem, ale - wow - serio dla mnie się to podoba i działa od początku, do końca. Oglądam z dzieciakami co jakiś czas, głównie z TV i musze przyznać, że z każdym seansem ta produkcja zyskuje. 8/10

I best tekst ever filmu, a i w kinie też wysoko by zaszedł. Gdy Halle Berry zostaje aresztowana:
- Byłam bardzo złą dziewczynką, ale musi pan przyznać, że byłam w tym bardzo dobra.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Co w tym niepopularnego? Nie przepadam specjalnie ale lubię. Szczegolnie to ile pracy wlozyli, zeby przeniesc do rzeczywistosci te wszelkie gadżety
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(05-09-2012, 16:11)nawrocki napisał(a): Detachment - nieznośnie tendencyjne, wypełnione po brzegi nachalnym dydaktyzmem kino, bez krzty oryginalności. Reżyser do spółki ze scenarzystą prześlizgują się po kilku tematach równocześnie, a efekt tego jest taki, że miejscami produckja bardziej przypomina uniwersytecką pogadankę "mądrego" profesora, niż pełnoprawny film. Jedynie aktorsko jest całkiem dobrze - Brody, Hendricks, Caan, Gay Harden trzymają poziom, nawet Cranston i William Petersen w malutkich epizodach dali radę. Szkoda, że większości z nich scenariusz nie dał rozwinąć skrzydeł.

4/10

A mi się podobało. Film ma energię i wizualnie właśnie jest wystarczająco oryginalny. Zgoda z tym, że ślizga się po kilku tematach, przez co żadnego nie zgłębia, a postaci nie poznajemy zbyt dobrze, ale sprawę wyjaśnia tu w sumie sam tytuł - emocjonalne oderwanie nauczycieli od całego tego syfu, bezduszność przefiltrowana dodatkowo przez jedynie chwilowe zastępstwo. Jasne, jest tu trochę tendencyjnych schematów (jak motyw tej grubej - swoją drogą jak ta dziewczyna dzisiaj wygląda, to żal, który wpisuje się w fabułę filmu), ale pod względem uczuć i krytyki systemu jest to wygrane ostatecznie, bo trafia do serca. Nie czułem też za bardzo, pomimo zastosowanej narracji, tej nachalnej dydaktyki. Ba! W starciu z propagandą tej dekady jest to zaskakująco subtelne dzieło, które sporo do przemyślenia zostawia widzowi. Dziś by to zresztą na bank nie powstało w takiej formie (patrz: czarni, którzy i tak są mocno przytemperowani, bo obecnie jest tam przecież ponoć jeszcze gorzej), za co lecą dodatkowe punkty. No i aktorsko jest bdb.

dam dwa razy tyle, nawet jeśli trochę naciągane
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Uśmiech 
Palm Springs

W końcu nadrobiłem film, o którym szczerze mówiąc nie słyszalem złego słowa. Czy to znajomi, czy to jakieś podcasty filmowe, wszędzie raczej pozytywny odbiór. I w sumie się nie dziwię, bo na tle innych tytułów z gatunku komedii romantycznej, Palm Springs jest jak haust świeżego powietrza w grudniowy, zimny i ponury wieczór, gdzieś na Dolnym Śląsku albo innym Krakowie.

Przede wszystkim film autentycznie zabawny, kilka scen bardzo mocno mnie rozbawiło. Po drugie kapitalna chemia pomiędzy Sambergiem, a Cristin Milioti. Laska jest tak cudownie naturalna i urocza, że ciężko jej nie polubić. Po "Pingwinie" zostałem jej fanem (chociaż oczywiście znałem ją wcześniej z "Jak poznałem waszą matkę"), a Palm Springs tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest przewspaniała.

Plus sam film pod kołderką luźnej komedii romantycznej przemyca mądre przesłanie o popadaniu w rutynę i stangację. Łatwo się z tym utożsamić, tym bardziej jeśli miało się na pewnym etapie życia podobne problemy - lęk przed zmianą i generalnie brak sensu w życiu. Jak wiadomo, nie każdy jest simkiem :P

Na minus trochę za łatwy ten finał plus nie do końca wykorzystana postać grana przez J.K. Simmonsa. Można było się z motywem polowania na Samberga nieco bardziej pobawić.

Tak czy srak pozytywny seans i jeden z najlepszych feel-good-movie od dawien dawno, który obejrzałem - 8/10 i wielkie serducho :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(01-05-2025, 17:31)Debryk napisał(a): The Flinstones z roku 1994 w reżyserii Briana Levanta.

To bardzo niepopularny pogląd, ale cholernie ten film mi się podoba. Goodman bawi się rolą, Moranis mu nie ustępuje i też wypada spoko, podobnie jak obie panie, czyli Perknis i O'donnel. Aktorsko jest w pytę. Może i te scenografie walą jakimś kiczem, ale wszystko jest całkiem pomysłowe i momentami z fajnym jajem. Ale najbardziej chwalę scenariusz i egzekucję. Bo pod płaszczem filmu familijnego kryje się przemyślana historia z morałem, która jest bardzo mocno dopracowana a przy tym nie łopatologiczna. Pomysł, aby wkręcić do takiego filmu historyjkę o przekręcie w korporacji wydaje się głupim fikołkiem, ale - wow - serio dla mnie się to podoba i działa od początku, do końca. Oglądam z dzieciakami co jakiś czas, głównie z TV i musze przyznać, że z każdym seansem ta produkcja zyskuje. 8/10

I best tekst ever filmu, a i w kinie też wysoko by zaszedł. Gdy Halle Berry zostaje aresztowana:
- Byłam bardzo złą dziewczynką, ale musi pan przyznać, że byłam w tym bardzo dobra.

(01-05-2025, 21:34)shamar napisał(a): Co w tym niepopularnego? Nie przepadam specjalnie ale lubię. Szczegolnie to ile pracy wlozyli, zeby przeniesc do rzeczywistosci te wszelkie gadżety

W sumie też nie rozumiem, dlaczego niepopularna opinia. Ja tą produkcję lubię. Goodman to idealny casting do głównej roli, ale cała obsada jest świetna, też Berry i agent Cooper się sprawdzają, animatronika, efekty, gadżety wszystko pasuje. No i piosenka w nowej wersji też mi się podoba. Dobra rozrywka.

Odpowiedz
napisałem dlatego, że widziałem przez lata bardzo negatywne wpisy na temat tego filmu, zwłaszcza w kontekście ekranizacji kreskówek, gdzie Flinstonowie byli wymieniani na równi z ScoobyDoo i Miś Yogi. Te dwie pozycje to istotnie kaszanka, a Flinstonowie to porządna, w mojej opinii, produkcja, którą z czasem lubię coraz bardziej i doceniam.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Moim zdaniem to klasyka, jest ok, lubiłem bardzo za dzieciaka, teraz raczej bym nie obejrzał, ale jest w porządku.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
(05-05-2025, 07:08)Debryk napisał(a): Flinstonowie to porządna, w mojej opinii, produkcja, którą z czasem lubię coraz bardziej i doceniam.
No i dzięki niemu otrzymaliśmy Miodowe lata, bo sukces finansowy w Polsce przekonał rodzimych decydentów telewizyjnych, by zaadaptować Honeymooners (oryginał Flintstonów).


Wierny Rusłan - ostatnio czytałem i dowiedziałem się, że jest ekranizacja. Trochę zaskoczył mnie wybór rasy tytułowego bohatera. Nie jest podana jakiej rasy jest Rusłan, choć ja go brałem za kaukaza. Ale owczarek alzacki też pasuje, bo wykorzystuje się go w służbach, mimo że filmowo jest to rasa dość wyeksploatowana. Wycieruch za to taki jak wyobrażałem w książce. Także aktor wcielający się w instruktora oddał jego miłość i ciepło wobec psów.

Całkiem wierna to adaptacja i jedyną zmianą jest osadzenie w czasach współczesnych i obecność elementów cerkwicznych, ale zachowuje jej smutny i szorstki ton. Zresztą zaczyna się sceną selekcji szczeniąt przy akompaniamencie pogrzebowego pianina, a potem sołdat wrzuca niedopałka do psiej miski. Też jest m.in. okładanie bambusem, by przyzwyczaić do ewentualnych razów od zbiegów. Przy czym też złagodzili zakończenie, bo domyślam, że po co dokładać widzowi depresji (same psy giną za kadrem) i momentami jest tak samo smutne co The Plague Dogs. Widać, że to była produkcja telewizyjna, bo realizacja taka sobie, i kilka razy wspomaga się urywkami z filmów przyrodniczych (i w netach buszują jedynie TV-ripy). Przez film towarzyszy narracja w postaci klimatycznego narratora, choć ja bym zrobił że to Rusłan jest narratorem, jako że większość akcji jest z jego perspektywy. No i tempo czasem się rozłazi. Choć ja akurat oglądałem wersję skróconą, bo oryginalnie trwa 170 minut (co mnie dziwi, bo powieść nie jest obszerna. 220 strony). Ale nie czuć, żeby coś wycinali. 

Jak ktoś jest leniwy, to można ujrzeć ten film, bo oddaje sens powieści. Przy czym trzeba nauczyć się rosyjskiego.

7/10

Odpowiedz
Fast Times at Ridgemont High

Nie nastawiałem się na poziom Dazed and Confused czy chociażby The Breakfast Club, ale nie byłem tez przygotowany na taki syf. Miałki, dziwnie zmontowany, nieśmieszny potworek, zaliczający glebę w najważniejszym dla tego typu historyjek elemencie: bohaterach. Nie ma tu ani jednej dobrze napisanej, ciekawej postaci. Mam się niby śmiać ze zjaranego durnia Penna albo przejmować nudną Leigh*? Nikt tu nie jest FAJNY, kardynalna wada. Tempo filmu też kapitalne – młoda lafirynda zalicza wpadkę ze szkolnym cwaniaczkiem. Nie mija dziesięć minut filmidła, a lasia informuje tatusia o ciąży, umawiają się na podwózkę do kliniki, no i dochodzi do aborcji. Rzeczywiście, szybkie te czasy. Inny facio, romantyk-prawiczek zabujany w tej samej pusi, wymięka chwilę przed osiągnięciem ostatniej bazy, wycofuje się z podkulonym ogonem i dopiero pod koniec decyduje się na kolejną interakcję z wybranką swego zniewieściałego serca. Przy okazji wygarnia kumplowi-cwaniaczkowi rzekomą zdradę przyjaźni (chociaż sam uja zrobił, by zaklepać dla siebie panienkę). Przeplatanka wątków kompletnie leży, wszystko to jakieś takie sztuczne i nieporadnie złączone. Coraz bardziej skłaniam się ku tezie, jakoby Almost Famous wyszło Krowie przypadkiem (na pierwsze piętro zwątpienia wszedłem w trakcie seansu beznadziejnego Dzerego Magrajła).

* Swoją drogą podejście do aborcji przedstawione w Fast Times to kolejna żenada. Wpadka - > no to skrobiemy - > let's go bowling, Dude. Takie to jakieś... beztroskie, hehe. Nie chcę mocno wchodzić na teren światopoglądowo-oleśnicowy, zdaje sobie również sprawę, że obyczajowość tamtego okresu w USA nieco odbiega od bardziej konserwatywnego wychowania, jakie odebrałem i w sumie mógłbym przymknąć nieco mocniej oko na tego typu kwiatki, ale w tym przypadku mam ochotę punktować dosłownie wszystko, dlatego dodaję przymiotniki: talmudyczny i obrzydliwy. ;) 3/10 to i tak za dużo.

The Ox-Bow Incident

To chyba będzie jeden z moich ulubionych westernów z tamtego okresu. Z tego gatunku pozostały dekoracje oraz rekwizyty: kolty, kapelusze, ostrogi, speluna... no i kowboje na koniach. Na przedzie kroczy zemsta, nie jest wszakże egzekwowana w ramach strzelaniny, tylko sprawiedliwości pojmowanej w spaczony sposób. Całość mocno irytuje i targa emocjami; nawet jeśli czasem twóca ucieka się do tańszych chwytów i popada w nadmierne moralizowanie (odczytanie listu w finale), to nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku. Fonda gra tu głównego bohatera, ale w zasadzie do końca pozostaje biernym obserwatorem bez mocy sprawczej, taki to nietypowy western. No, przynajmniej czegoś się Heniek nauczył, by potem brylować u Lumeta.

The Producers

Kolejny spoko Brooks i w zasadzie tyle. Czasem autentycznie zabawny, czasem nieco zbyt krzykliwy, ostatecznie jednak na plus. Najlepszy szwab-dramaturg (trochę "przewidujący" Pythonów). Pewnie jestem nieco dziwny, niemniej wciąż Faceci w rajtuzach > Franki/Producenci.

Odpowiedz
W Fast Times liczy się tylko jedna scena, a i ją trochę psuje walący konia Judge Reinhold.

Odpowiedz
Cytat:Mam się niby śmiać ze zjaranego durnia Penna albo przejmować nudną Leigh*? Nikt tu nie jest FAJNY, kardynalna wada.
Smutna prawda - jesteśmy już za starzy na to by polubić takie filmy :)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Paszczak w jednym zdaniu zdefiniował Fast Times. Mniej znaczy więcej.

@Corn

Starcze zblazowanie swoją drogą, niemniej niecałe pół roku wstecz pierwszy raz obejrzałem (i z marszu polubiłem) American Graffiti, także jeszcze młodzieńcza radość nie caukjem zgineua...

Odpowiedz
A Minecraft Movie

A całkiem fajne. Głupie, przerysowane ale mające przygodową energię, sporo dobrego humoru, szarżującego z pełną świadomością Jacka Blacka i bawiącego się swoim wizerunkiem Momoę. Widać że wszyscy się świetnie tutaj bawili i to się przy oglądaniu udziela. Przyjemnie spędzony czas. Ode mnie 7,5/10.

Odpowiedz
Zaraz Ci tu wytłumaczą, że wcale się dobrze nie bawiłeś i co to w ogóle za gówno ten Minecraft... ;)


Odpowiedz
No cóż :p

Odpowiedz
(16-05-2025, 15:13)Norton napisał(a): Fast Times at Ridgemont High

Nikt tu nie jest FAJNY,

[Obrazek: gifcandy-celebrities-93.gif]


Swoją drogą też obejrzalem "Producentów". No symaptyczna "sztuka". I tyle.
Przydalby sie temat zbiorczy o filmach Brooksa.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Oho, Szamar czuwa.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
O tym właśnie pisałem.
Cienki film, ale chyba wszyscy zgodzimy się że to najwybitniejsze ujęcie w dziejach kinematografii.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,240 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,921 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,257 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,752 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,426 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,950 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,305 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości