Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
19-09-2025, 09:18
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Ale w pierwszej dziesiątce czego?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 19-09-2025, 09:18 (19-09-2025, 06:25)simek napisał(a): Dokładnie na takiej samej zasadzie jak porównujemy każdy utwór kultury, czyli co nam się bardziej podoba :) Wokalista nie jest "utworem kultury", a "podoba mnie się" nie przekłada się na "najlepszy w historii" :) Ja bym nie potrafił wybrać numero uno pod tym względem.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 19-09-2025, 12:00
Nie lepiej rozgraniczyć w ten sposób: Bowie-wokalista na pewno nie jest blisko czołówki w świecie, gdzie istnieją/istniały głosy o skali Mercury'ego czy chociażby Gillana (nie wspominając o śpiewakach operowych), natomiast jako solowy twórca (combo: kompozytor & wokalista plus pierdoły typu wpływ na innych i miejsce w historii) zakłada żólty plastron, rozsiada się wygodnie na niebiańskim tronie i spogląda znużonym wzrokiem na resztę stawki. Niby ciut wyżej (o milimetry, bo wszystkich tych twórców uwielbiam) cenię Floydów czy Beatlesów, no ale tak sobie zawsze myślałem, że gniewny Roger miał swojego Davida od solówek i "duszy", John i Paul najlepsze pionski kreowali w duecie, a biedny David zawsze był sam jak palec, a mimo to wysmażył sporo wiekopomnych albumów. Numero uno, bez wątpliwości. Drugi byłby u mnie Eno, ale on chyba jest (jednak) zbyt niszowy (dla słuchaczy radiowej Trójki) i w sumie obecnie bardziej liczy się jako producent.
Moderator? Muzyka? 19-09-2025, 14:51
A Working Man (2025)
Lubię kino sensacyjne z Jasonem Stathamem i nie przeszkadza mi to, że kręci tego typu filmów dużo, bo na większości z nich dobrze się bawię, ale Fachowiec to produkcja, której nie mogę nikomu polecić. Jeśli oczekujecie fajnych mordobić to nic z tego, jest może jedna lub dwie sceny bójki, które nie robią wrażenia, a strzelaniny też nie są jakoś super zrealizowane. Scenariusz napisał Sylvester Stallone'a na podstawie książki Levon's Trade i jeśli film jest zgodny z powieścią, której nie znam, to mamy w tej produkcji echa Rambo, więc nie dziwi kto odpowiada za skrypt. Może to scenariusz, który napisał Sylwester wieki temu i zakopał go głęboko, bo dokonał samokrytyki własnego scenariusza. Gorsza od scenariusza jest reżysera Davida Ayera, którego nie uważam za zbyt dobrego reżysera, tylko za niezłego rzemieślnika, który potrafi czasami nakręcić niezłe kino akcji klasy B co pokazał przecież innym filmem ze Stathamem, czyli Pszczelarzem, który jest przyzwoitą produkcją. Może Statham tak się polubił z Sylvestrem na planie serii Niezniszczalni, albo z Ayerem tak mu się układała współpraca na planie Pszczelarza i to go skłoniło do występu w tym filmie. A szkoda bo ostatnio wrócił do współpracy z Guyem Ritchie i naprawdę dobrze wypadł we Wrath of Man i w Grze fortuny. Nie mogę tego powiedzieć o Fachowcu, który obok ostatnich części Niezniszczalnych oraz Meg 1 i 2 uważam za jedną z najgorszych produkcji ze Stathamem, to już wolę i piszę to bez ironii Mechanika 2: Konfrontację. Oceniam na 3/10, ale nawet nie wiem za co tyle punktów. Może za występ Piotra Witkowskiego w roli ruskiego gangusa. Dirty Angels (2024) Martin Campbell i Eva Green ponownie łączą siły, tylko że tym razem nie gra dziewczyny Bonda, ale zadziorną marines walczącą z ISIS, którzy porwali córki wysoko postawionych urzędników państwowych. Ewa ma tyle charyzmy, że ciągnie film do góry na swoich barkach, ale za to film w dół ciągnie reżyser Maski Zorro i Casino Royale. Widać i czuć że jest reżyserem w sędziwym wieku, to nie jest przypadek George Millera czy Martina Scorsese, którzy wciąż potrafią nakręcić film z biglem, energią. Film ogląda się jak tanią produkcję telewizyjną z dawnych lat. Ocena: 4/10. Fountain of Youth (2025) Fajnie że czasami Guy Ritchie próbuje czegoś innego niż kino sensacyjne, gangsterskie. No i jak Aladyn, Ministerstwo niebezpiecznych drani, czy nawet Król Artur (wiem to niepopularna opinia) udały się to próba zrobienia kina nowej przygody w stylu Indiany Jonesa, z której to serii kopiuje wiele scen i rozwiązań nie do końca wyszła. Krasinski to sympatyczny aktor, więc udało mu się z jego sympatycznością ukryć to że w sumie jego bohater to nie jest za porządny typ, tylko niesympatyczna postać, a w przypadku Natalie Portman to nikt się nie nauczył jeszcze, że jej nie angażuje się do kina rozrywkowego bo kończy się klapą, większość filmów się nie udaje. A skoro nie miałem komu kibicować to film czym dłużej trwał to coraz bardziej mnie nudził. Ale gdybym miał kogoś z obsady pochwalić to Eize Gonzalez. Ocena: 4/10. Here (2024) Nie uważam ostatnich filmów Roberta Zemeckisa za aż tak tragiczne jak większość mówi, tylko średnie produkcje (Pinokio, Wiedźmy, no może Witajcie w Marwen było bardzo słabe), ale Poza czasem w którym powróciła para z Forresta Gumpa to jest bardzo słaby film i nudny. Problemem nie jest odmładzanie cyfrowe aktorów, które wygląda coraz lepiej tylko koncept/pomysł na film, czyli pokazywanie wszystkiego z jednego miejsca, z nieruchomej kamery, przez co ogląda się jak tani teatr i to niestety taki w którym nie ma żadnych emocji, mimo starań Toma Hanksa, Robin Wright, Paula Bettanyego i Kelly Reilly. Doceniam próbę eksperymentowania ale całkowicie nie wyszło, a skoro nie ma emocji to wynudziłem się na Poza Czasem , jakby trwał 3 godziny, a nie 100 minut. Ocena: 3/10. The Assessment (2024) Udana mieszanka dystopijnej wizji przyszłości połączonej z dramatem psychologicznym o ojcostwie i macierzyństwie. Jest to debiut reżyserski Fleur Fortune, znanej z kręcenia teledysków. No i to widać od pierwszych scen. Film wizualnie jest wysmakowany - zdjęcia, montaż, kadrowanie to coś pięknego. Niektóre ujęcia z filmu nadają się na tapetę. Oprócz strony wizualnej warto też docenić aktorstwo Himesha Patela oraz Elizabeth Olsen. Jest to kolejna dobra rola aktorki z rzędu po występie w serialu Love & Death i w filmie Jego trzy córki, ale to że jest dobrą aktorką, więc nie powinno nikogo zdziwić. Co innego Alicia Vikander w roli kobiety oceniającej małżeństwo grane przez Patela i Olsenkę, czy oni nadają się na rodziców. Lubię Vikander w roli Tomb Raidera, świetna była w Ex Machinie, ale tak szczerze to ja nie przypominam sobie żadnej jej dobrej roli, oprócz właśnie występu w innym niszowym SF, czyli w Ex Machinie, ale to było wieki temu. Uważam Alicje za przeciętną aktorkę, a pokazała w Ewaluacji, że potrafi zagrać ciekawą rolę. Widocznie idealnie odnajduje się żona Fassbendera w rolach cyborgów, robotów lub dziwnych kobiet. Ocena: 7/10. The Pickup (2025) Jest to hołd dla komediowego kina akcji, buddy movie z lat 80 czy 90. Może zacznę od plusa, czyli sceny pościgów są nieźle zainscenizowane, ale nie kupiła mnie dwójka głównych bohaterów, więc za bardzo nie kibicowałem im. Nie ma chemii między Eddie Murphym i Peterem Davidsonem. Davidson gra rolę, którą w latach 80/90 w tego typu filmie zagrałby właśnie Eddie Murphy, czyli robi dużo szumu wokół siebie, sprowadza kłopoty, a w filmie Amazona/MGM Eddie gra oazę spokoju, stoika. No i rozumiem, bo aktor jest starszy, więc może to by nie pasowało by pan po 60-e szalał na ekranie (choć nie wygląda na swoje lata), więc niech młody się wykaże, tylko że Davidson jest bardzo irytujący w swojej roli. Ale ja nie przepadam za Davidsonem, więc mogę być niesprawiedliwy w ocenie jego aktorstwa. To już lepiej od panów wypadła Keke Palmer, która gra równie ważną rolę, ma więcej do zagrania od nich, jej postać wywołuje jakieś emocje. Ocena: 4/10. 21-09-2025, 02:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2025, 02:23 przez michax.)
Czyli obejrzałeś 1 dobry film i 5 ujowych. Słabo.
Nie zgadzam sie z tymi b-klasowcami Ayera. "Harsh times" czy "street kings" to nie b-klasa.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 21-09-2025, 10:14
Furia też nie, Suicide Squad niby też nie ale efekt wyszedł gorszy od B klasowca xd
21-09-2025, 10:27
Suicide Squad to ulubiony film Jamesa Gunna z DCEU. Wręcz skopiował z niego motywy we własnym TSS, niektóre pojawiły się w "Supermanie" i "Creature Commandos".. a teraz jak słyszałem nawiązał w drugim sezonie "Peacemakera". Czyli w czterech produkcjach.
Wygląda na to że Gunn ocenia SS wyżej niż własne TSS. I ja się z nim zgadzam ^_^ 21-09-2025, 10:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2025, 10:53 przez Rozgdz.)
Wielki marsz - coś czuję, że to będzie nowy ulubiony film na tym forum i przedmiot dyskusji o żymskiej subwersji. Mi się podobał, choć to żadne wielkie kino, ale bardzo lubię książkę i seans upłynął mi przyjemnie.
Jest ascetycznie, kilka scen zapada w pamięć, a Mark Hamill gra Stacy'ego Keacha. Takie 6/10. Sala kinowa wypełniona po brzegi, dawno czegoś takiego nie widziałem. Na początku szelesty i gadanie, ale po pierwszej mocnej scenie cisza do końca. Myślę, że na VOD to na pewno nie siądzie, bo to jednak film do wspólnego przeżywania. Bez tego traci większość uroku i będzie wypadać sucho. A co do żymskiej subwersji, to: 21-09-2025, 17:11
OK, dzięki - wszedłem w ten spoiler i zaoszczędziłem 20 zł :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 21-09-2025, 18:47
No cóż, idą i gadają. Taka jest książka i cudu się tu nie zdziała. Oczywiście od czasu do czasu walną przesadzonym gore żeby przełamać monotonię. Hamill zgarnął bodaj najłatwiejszą gażę w karierze, ot stoi i coś tam pokrzykuje od czasu do czasu. Dokumentnie zjebany względem powieści został Stebbins, który w oryginale roztaczał niepokojącą, wręcz demoniczną aurę. Tutaj zachowano część jego szyderczych tekstów, ale samą postać dokumentnie przebudowano i nijak to nie działa. O zakończeniu szkoda gadać.
W ogóle to o ile pamiętam oryginalny Pete nie był czarny? W końcu powieść powstała w latach 60, na długo przed tym jak George Soros wymyślił murzynów (true story, Mefi potwierdzi). Aha, opóźniony android z Romulusa to jednak tragiczny aktor jest. Po każdym w obsadzie widać coraz większe zmęczenie, a ten w swojej pierwszej i ostatniej scenie wygląda równie świeżo. 21-09-2025, 19:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2025, 19:52 przez Paszczak.)
A ja wszędzie czytam, że gość jest obłędny, to samo było w Romulusie, miał grać zepsutego androida, zagrał autystycznego androidam, który po upgradzie był równie autystyczny tylko ze zmarszczonymi brwiami.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie Oozy nine millameedah. 21-09-2025, 19:59
Nie pomaga fakt, że dzieli większość scen z synem PSH, który co prawda wygląda jakby w błyskawicznym tempie zmierzał do wieku średniego, ale za to zrozumiał rolę i jej fizyczne wymagania.
21-09-2025, 20:04 (21-09-2025, 19:52)Paszczak napisał(a): W ogóle to o ile pamiętam oryginalny Pete nie był czarny? Generalnie nie ma w książce opisów koloru skóry, ale można się domyślić, że większość postaci jest biała. Zresztą nie ma to znaczenia pod tym względem - liczą się inne rzeczy, a te, jak widzę, położono kompletnie.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 21-09-2025, 20:18 (21-09-2025, 10:14)shamar napisał(a): Czyli obejrzałeś 1 dobry film i 5 ujowych. Słabo. Obejrzałem też Księgowego 2, który nie był ujowy, tylko ok i film dla młodzieży z Melem Gibsonem, ktory jest dobrą produkcją, ale o nich napisałem w odpowiednich tematach. A że akurat takie obejrzałem, to dlatego bo mialem ochotę na coś gdzie nie trzeba za bardzo myśleć, odprężyć się i pozbyć się z listy filmów, które od dawna mam na liście i ciagle je odkładam właśnie przez to jak podobno są słabe. No i większość taka była. Ok, ten jeden film dobry z Olsenką to film którego nie ogląda się dla relaksu, ale akurat raz miałem ochotę na coś artystycznego:) 22-09-2025, 00:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-09-2025, 00:18 przez michax.)
Daheim sterben die Leut' - czasami wystarczy plakat, by zainteresował:
![]() Jak głosi Blu-ray to pierwszy niemiecki film, który otrzymał miano kultowego. Ja czytałem na Wiki film był w Niemczech puszczany z napisami, ponieważ bohaterowie mówią jakimś dialektem, niezrozumiałym dla pobocznych. Kojarzy mi się z naszym Sprawa się rypła, bo to też komedia dziejąca się na regionie. Sporo tej prowincjonalności, na która fajnoniemcy patrzą z wzgardą. Wiele jest lederhosenów, chodzenia do kościoła (i mających krzyż w izbie, modlitwy przed jedzeniem) i skorumpowanych grafów, chcących postawić własne zyskowne gówno. I głównym bohaterem jest wąsaty swojak. Z początku jest niemrawo i ma prędzej vibe filmu społecznego, a zmienia kierunek, kiedy bohater z pomocą jakiegoś szeptuna rzuca klątwę na złego. Pojawia jakiś surrealistyczny motyw jak wspomnienia dziadka kręcone jak noir czy diabeł kuszący bohatera jak w komiksie Carla Barksa (a bohater każe mu spadać, bo chce spać). Co muszę przyznać, to sporo ładnych kadrów i widoczków, jak na komedię: W sumie raczej nic specjalnego i jako Polak raczej nie poczuję, co mogło urzec Niemiaszków. Chociaż niby film hermetyczny, ale tematyka też jakaś bliska i znajoma, bo podobne rzeczy się wyprawiają w Polsce powiatowej. 5/10 Gaslight (1944) - odkładałem i odkładałem. Aż w końcu ujrzałem. Można domyślić się tożsamości mordercy w momencie czytania listu w 20. minucie filmu. I gdy Cotten pojawił się w Tower, całkiem można dodać dwa do dwóch. Ale na tyle idzie interesująco, że sam ciekawiłem przebiegiem intrygi i jej motywami. Interesujące jest to, iż mamy tu męża-oprawcę, który powziął inną formę przemocy. Jest uprzejmy, daje słuszne uwagi i nie strofuje żony za jakieś błahostki. Taki złowieszczy Pepé Le Pew. Dużo zasługi w tym znakomitego Boyera. Bergman też świetnie zagrała, oddając stopniowe załamanie nerwowe. Z kolei pochwalę też Lansbury, która wciela się w niezłego małpiszona. Plus, nie sądziłem też, że to był jej debiut (myślałem, że Dorian Gray z jej udziałem powstał wcześniej). I miło, że nie tworzyli trójkąta miłosnego z postacią Cottena (zwłaszcza, że ten jest kawalerem). No i daje radę atmosfera wzmagana przez zdjęcia i scenografię. 8/10 Gaslight (1940) - dowiedział żem się, że jest wcześniejsza adaptacja sztuki. Brytyjska. Bardziej kameralny i mniej wystawniejszych ujęć u Amerykanów typu włoski zameczek. Za to ma ciekawszą czołówkę i parę rozwiązań inscenizacyjnyuch, jak pionowe cienie na ciele leżącej żony symbolizujące jej więzienie w toksycznym związku. Też widać, że wrażliwość anglosaskich cenzorów jest inna po obu stron Atlantyku - tu jest pokazane całe morderstwo poprzedniej właścicielki domu. I jawniej pokazują romans męża z Nancy. Intryga mniej oczywista, ale mąż bardziej śliski i apodyktyczny. Dlatego wolę podejście amerykańskie, bo mąż był bardziej zniuansowany, przez co bardziej groźny. Aktorzy może nie tak dobrzy co w remake'u, ale dobrze się sprawują, szczególnie główna para, zwłaszcza aktorka oddała trwający od dłuższego czasu wrak psychiczny. Warto zobaczyć chociażby dla porównania. 6/10 28-09-2025, 22:57
Co tam macie w planach na horrorowy październik? Porównajmy notatki:
- A Dark Song - Lake Mungo - Creep 2 - Kipsamata - Tumbbad - It 2 - Weapons - Late Night With The Devil - You Won't Be Alone - The Empty Man - The Lodge - Coś od duetu Benson/Moorhead Z pewnością nie znajdę czasu na obejrzenie wszystkich, więc w razie czego przestrzegajcie i polecajcie (również tytuły spoza listy). Coraz mniej interesujących, nieobejrzanych horrorów (większość powyższych wybrana z braku laku), a nie będę przecież co chwila oglądał staroci w stylu Häxan czy Körkarlen (choć niezgorsze to ciekawostki). 29-09-2025, 21:07
Lake Mungo to priorytet.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie Oozy nine millameedah. 29-09-2025, 21:18
Phie... lamus :D. Ledwie 12 pozycji.
Z twojej listy to tylko widziałem It 2 oraz Lake Mungo. Tak jak marsgrey polecam to drugie. It 2 nie było złe, przy czym zalecam przypomnieć 1. część (obie widziałem razem, gdy w Heliosie był maraton). Ja oczywiście jak co roku mam już zapełniony cały październik + Zaduszki. W moim przypadku jak zwykle będzie różnorodność dekad, bo to nadrabianie wielu tytułów. I jak będzie jakiś wartościowy to będę polecał. Z poprzedniego roku z nowości polecam polską Ciszę nocną, taki nasz Labirynt fauna. 29-09-2025, 21:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-09-2025, 21:35 przez OGPUEE.) |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 243,038 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,795 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,204 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,447 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,743 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,356 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,892 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,163 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 326 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |