Jest to polski film.
Jest to polski horror.
Jest to dob...niezły polski horror.
Zaczyna się tak: Sopot, jesień 1933, Adolf jest na razie młodym i obiecującym kanclerzem, po ulicach zaś krąży młodzież z Hitlerjugend...
Znany astrolog Wagner wykrywa w okolicy obecność "wyjątkowo silnego medium"...
Pięćdziesięcioletni pan w prochowcu(Władysław Kowalski) śpi w koszu na opustoszałej plaży...
Młody mężczyzna w białym garniturze(Jerzy Zelnik) siedzi w pociągu zmierzającym do Zoppotu. Próby nawiązania z nim kontaktu spełzają na niczym...
Młoda nauczycielka(Grażyna Szapołowska) wychodzi w trakcie zajęć, kradnie sukienkę z miejscowego muzeum...
Wszyscy oni w pewnym momencie budzą się. I próbują w mniejszym lub większym stopniu wyjaśnić, co się tutaj wyprawia.
Najwięcej w tej materii dokona starszy pan, czyli komisarz Sellin. Jest on jednym z nielicznych Polaków w komendzie, nawet jego partner, Krank(b.dobry Michał Bajor!) próbuje go wygryźć. Panowie trafiają na ślad tajemniczego właściciela sklepu zoologicznego*, Orwicza. Gdy przybywają do jego willi, zastają właściciela w śpiączce.
Tymczasem okazuje się, że "lunatykowanie" zdarzało się w przeszłości nie raz. Zagadka goni zagadkę, a atmosfera tężeje z godziny na godzinę...
Przyznaję, wiedziałem jak się film skończy, zanim zasiadłem do oglądania, i to musiało zarżnąć mi seans; nie idźcie tą drogą. Im mniej wiecie o fabule, tym bardziej się zaskoczycie. A tak jak na polski film jest zaskakująca (siekierka dla reżysera, że zabrał się za kino gatunkowe, gdy wokół triumfowało kino moralnego niepokoju).
Klimat przedwojnia oddany znakomicie, scen "miażdżących"** może i nie ma, ale tych wywołujących ciarki trochę się już znajdzie. Należy pochwalić scenariusz; wszystko jest na swoim miejscu, a i dłużyzn zbyt wielu nie ma.
Również finał jest oryginalny, i nie wiem jak bym zareagował na niego bez "wspomagaczy".
Z minusów - realizacja momentami toporna, ale to można jeszcze wybaczyć(wszak dogorywa komuna, ciężko o coś porządnego), gorzej, że aktorstwo jest momentami teatralne, a niektóre dialogi należałoby popoprawiać. No i syndrom Klossa - Niemcy nawijają po polsku nawet we własnym gronie:) Parę linijek w tym pogańskim języku tylko przydałoby klimatu.
W sumie szkoda, bo liczyłem na naprawdę mocny straszak.
7/10
PS. Film nakręcono w 1985. Alan Parker nakręcił "Angel heart" dwa lata później. Diabli wiedzą, może się inspirował :D
PPS Miałem ubarwić ten post klimatycznymi kadrami, ale w necie takowych nie ma.
* Uwierzcie mi, w filmie to wygląda bardziej niepokojąco niż na papierze.
**Była jedna z potencjałem, ale zarżnęła ją słaba realizacja.
Jest to polski horror.
Jest to dob...niezły polski horror.
Zaczyna się tak: Sopot, jesień 1933, Adolf jest na razie młodym i obiecującym kanclerzem, po ulicach zaś krąży młodzież z Hitlerjugend...
Znany astrolog Wagner wykrywa w okolicy obecność "wyjątkowo silnego medium"...
Pięćdziesięcioletni pan w prochowcu(Władysław Kowalski) śpi w koszu na opustoszałej plaży...
Młody mężczyzna w białym garniturze(Jerzy Zelnik) siedzi w pociągu zmierzającym do Zoppotu. Próby nawiązania z nim kontaktu spełzają na niczym...
Młoda nauczycielka(Grażyna Szapołowska) wychodzi w trakcie zajęć, kradnie sukienkę z miejscowego muzeum...
Wszyscy oni w pewnym momencie budzą się. I próbują w mniejszym lub większym stopniu wyjaśnić, co się tutaj wyprawia.
Najwięcej w tej materii dokona starszy pan, czyli komisarz Sellin. Jest on jednym z nielicznych Polaków w komendzie, nawet jego partner, Krank(b.dobry Michał Bajor!) próbuje go wygryźć. Panowie trafiają na ślad tajemniczego właściciela sklepu zoologicznego*, Orwicza. Gdy przybywają do jego willi, zastają właściciela w śpiączce.
Tymczasem okazuje się, że "lunatykowanie" zdarzało się w przeszłości nie raz. Zagadka goni zagadkę, a atmosfera tężeje z godziny na godzinę...
Przyznaję, wiedziałem jak się film skończy, zanim zasiadłem do oglądania, i to musiało zarżnąć mi seans; nie idźcie tą drogą. Im mniej wiecie o fabule, tym bardziej się zaskoczycie. A tak jak na polski film jest zaskakująca (siekierka dla reżysera, że zabrał się za kino gatunkowe, gdy wokół triumfowało kino moralnego niepokoju).
Klimat przedwojnia oddany znakomicie, scen "miażdżących"** może i nie ma, ale tych wywołujących ciarki trochę się już znajdzie. Należy pochwalić scenariusz; wszystko jest na swoim miejscu, a i dłużyzn zbyt wielu nie ma.
Również finał jest oryginalny, i nie wiem jak bym zareagował na niego bez "wspomagaczy".
Z minusów - realizacja momentami toporna, ale to można jeszcze wybaczyć(wszak dogorywa komuna, ciężko o coś porządnego), gorzej, że aktorstwo jest momentami teatralne, a niektóre dialogi należałoby popoprawiać. No i syndrom Klossa - Niemcy nawijają po polsku nawet we własnym gronie:) Parę linijek w tym pogańskim języku tylko przydałoby klimatu.
W sumie szkoda, bo liczyłem na naprawdę mocny straszak.
7/10
PS. Film nakręcono w 1985. Alan Parker nakręcił "Angel heart" dwa lata później. Diabli wiedzą, może się inspirował :D
PPS Miałem ubarwić ten post klimatycznymi kadrami, ale w necie takowych nie ma.
* Uwierzcie mi, w filmie to wygląda bardziej niepokojąco niż na papierze.
**Była jedna z potencjałem, ale zarżnęła ją słaba realizacja.
15-12-2011, 21:33





