Stały bywalec
Liczba postów: 12,418
Liczba wątków: 29
(05-10-2025, 15:33)raven.second napisał(a): Wiedźmy (1990). Bardziej jak baśń, niż pełnoprawny horror, ale... no właśnie, ale. Gdybym to obejrzał za dzieciaka to pewnie miałbym koszmary, bo serio, design wiedźm (zwłaszcza głównej) jest świetny, sama koncepcja pozbycia się dzieciaków poprzez zamianę w myszki by ginęły z łap kotów czy w pułapkach, od trutek czy innych deratyzatorów również mocna... aż mam ochotę na coś w podobnym klimacie, z wiedźmami, czarownicami i innymi tego typu atrakcjami :) 7/10, a co.
Scena z obrazem spokojnie by się znalazła w pełnoprawnym horrorze. W podobnym klimacie jest animowany Wielkomilud z 1989 r. (będący męskim odpowiednikiem Wiedźm), gdzie też są mroczne sceny. I polecam obczaić również Księżniczkę i chochliki, znacznie mniej mroczny animek, ale też mniej cukrząca baśń. A jak chcesz pełny mrok, to koniecznie Baśnie braci Grimm od Nippon Animation. Ich adaptacje Jasia i Małgosi, Sinobrodego, Kryształowej kuli i Starej wiedźmy z lasu to nightmare fuel pełną gębą (na youtube są wszystkie odcinki po polsku w wersji nieocenzurowanej).
Pomiot Cronenberga za mną, a teraz przede mną znów Cronenberg za sprawą nocnego plemienia Barkera i przy okazji pierwsza amerykańska pozycja w tegorocznym spooktoberze:
Nightbreed - ze wszystkich tytułów zgromadzonych na październik ten chciałem obejrzeć najbardziej. I jak większość tytułów, pierwszy raz oglądam. Oczywiście w wersji reżyserskiej, bo słyszałem że były młyny z wersją kinową. Jakby odniosło to sukces, to jestem pewien otrzymałby własny Saturday morning cartoon z linią zabawkową. BTW Potwory skojarzyły się mi z Little Monsters z Savage'em i Mandelem. Zwłaszcza jak Lori weszła do tabernakulum.
Gdybym był młodszy, pewnie bym się zakochał, bo ma wszystko. Mrok, różnorakie bestie, element fantastyczny, walka z bigotami, którym należy się utylizacja.
Z kolei muzyka Elfmana bardzo przywodzi na myśl Batmana. W sumie też mnie się podoba, choć widać, że to zaczątek czegoś większego. Ale z kolei reżyser postarał się, by stanowiło to jako tako zamkniętą całość. Główny hero zdecydowanie bezbarwny i to przykład, gdzie protagonista jest najsłabszym bohaterem i ciekawsza jest reszta. Aktorka Lori urocza i nie chce, żeby coś się jej stało. Przy okazji Cronenberga, zaskoczyłem się widząc go wymienionego jako aktora i to o dużej roli. Ludzie straumatyzowani jego twórczością (jak moja siostra po seansie Muchy) powinni być usatysfakcjonowani, bo gra złoczyńcę. Cronenberg widać, że nie jest aktorem, ale w przypadku to działa na korzyść, bo czuć że coś jest nie tak w tym kolesiu. I można szybko się domyśleć twistu, ale nie spodziewałem się, że tego co policja zrobiła po wyjściu Aarona z cmentarza.
Komentarz społeczny jest ewidentnie widoczny, zwłaszcza najgorszymi postaciami są tu najbardziej wredne białe psiarskie, wzięte z koszmarów dindu. Ale jednocześnie Barker ma jakieś wyczucie i jednoznacznie nie wiąże nocnego plemienia z jakąś konkretną ciemiężoną grupą. Zaskoczyło, że ksiądz przymuszony do roboty, też okazał się dobry.
Widać większy budżet, i choć nie mogę odmówić reżyserskiej ręki i znakomitej charakteryzacji, to są pewne niedociągnięcia w fx-ach, jak kilka kiepskich matte-paiting. Stop-motion też nie lepsze i jednak lepiej, że potwory odgrywali aktorzy, choć projektowani w większości na jedną modłę (czyli dwunogi). Ja zaliczam ten film do kategorii nieoszlifowanego diamentu. Nie ma rozczarowania, ale czuć że Barker chciał połapywać za dużo sroczych ogonów.
7/10
05-10-2025, 22:37
Agent Putina
Liczba postów: 4,318
Liczba wątków: 21
OGPUEE napisał(a):Zaskoczyło, że ksiądz przymuszony do roboty, też okazał się dobry.
Jak widziałeś wersję reżyserską to właśnie nie bardzo, bo jest wyznaczony na głównego antagonistę niedoszłego sequela. A w komiksowej kontynuacji zretconowali go na seryjnego mordercę hipisów.
Ciekawostka: w powieści ksiądz został w finale potwornie okaleczonym inwalidą, a głównym złym kolejnej (również niedoszłej) powieści miał być szeryf, który w filmie...
Najzabawniejsze że Barker zamierzał kontynuować obydwie wersje jednocześnie. Nic dziwnego, że w karierze nie udało mu się zakończyć żadnej serii (Imajica się nie liczy).
Nightbreed oczywiście uwielbiam, Ol' Button Face to jeden z najbardziej zakurwistych wizualnie antagonistów wszechczasów, a czego by nie mówić o aktorstwie Davida, monolog o 'filth breeding filth' sprzedał całkowicie.
05-10-2025, 23:31
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,102
Liczba wątków: 5
(04-10-2025, 01:48)slepy51 napisał(a): "Play Dirty" (2025)
Najnowszy film Shane'a Blacka, tym razem nakręcony dla Amazona z Marki Markiem w roli Parkera (ostatnio grał go Statham a wcześniej Gibson, tyle że tam dla zmyłki dali mu na imię Porter), chociaż bardziej wypadałoby napisać, że z Marki Markiem w roli Marki Marka - gość po prostu od kilkunastu filmów gra tę samą rolę i nie inaczej jest tutaj, totalnie nie czuć, że to jakaś inna postać niż te z jego poprzednich filmów trzepanych prosto na streaming.
Fabuły nie ma co przytaczać, wystarczy napisać, że w typowym dla Blacka stylu akcyjka dzieje się w święta i jest kilka niezłych, zabawnych dialogów czy pomysłów. Ale to chyba wszystkie plusy, jakie jestem w stanie wymienić, bo film jest na maksa typowym dla głównego aktora przeciętniakiem - niby Black próbował nadać mu jakąś swoją tożsamość ale wszystko to gdzieś zostało zakopane pod toną kiepskiego CGI i durnych scen akcji nakręconych z użyciem tegoż.
Można obejrzeć jakby się komuś bardzo nudziło, pytanie brzmi - po co? Poziom "Payback" nieosiągalny, nawet nie wiem, czy ten bieda akcyjniak z Jasonem i J.Lo nie był ciekawszy.
(04-10-2025, 03:33)michax napisał(a): - Play Dirty (2025)
Nie wszystko w najnowszym dziele Shane'a Blacka działa dobrze, ale jednak bym polecał obejrzeć, mimo kilku uwag. Coś mi się w tym filmie nie do końca zgadzało od początku, jakby próbował Black połączyć wodę z ogniem. Tak jakby za wszelka cenę chciał połączyć swoje poczucie humoru z historią o postaciach, których nie da się lubić, bo tak naprawdę to jest historia o złodziejach i przestępcach, którzy się nie patyczkują. Nie tylko główny bohater, ale wszyscy nie maja problemów z zabijaniem, jeśli ktoś ma zginąć to Parker i reszta zabijają bez mrugnięcia okiem, a Black dodaje dowcipy do tych scen i w niektórych scenach zabójstw humor działa, a w innych nie działa. Na siłę Black chce żebym polubił Parkera co mu się udaje, choć nie jest to jego zasługa. Parkera polubiłem, ale nie dlatego, że to tak sympatyczna postać, tylko dlatego że lubię Marka Wahlberga, a jest w tym filmie typowym Markiem Wahlbergiem, gra tak jak w większości filmów, a jednocześnie on za nic nie pasuje mi do tej roli. W tej roli idealnie odnalazł by się Mel Gibson.
No i sprawdziłem po seansie i jest to film oparty na serii książek o tym antybohaterze i ta seria doczekała się już kilku adaptacji i jedną z nich był film Godzina zemsty właśnie z Melem Gibsonem (a jak doczytałem to grali go też Lee Marvin w Zbiegu z Alcatraz, którego to filmu remakiem był film z Melem, Robert Redford w Diamentowej gorączce, Martin Lawrence w Sądnym dniu, Duvall w Porachunkach, ale w żadnych z tych filmów nie nazywał się Parker).
Dawno tą dobrą produkcję z Gibsonem widziałem, ale jeśli był tam humor, to wydaje mi się, że nie taki jaki jest w filmach Shane'a Blacka tylko bardzo czarna komedia. I z tego co się dowiedziałem o tej serii książek, są to mroczne powieści, a Parker to jest skur...., którego nie da się lubić, którego otaczają dranie równie groźne co on. No i Black połączył taką historię z klimatem swoich produkcji, więc akcja dzieje się oczywiście w Boże Narodzenie, są dowcipne riposty, a przynajmniej chciałby Black, żeby takie byly bo raz działają, a innym razem nie działają.
Mark za bardzo nie pasuje mi do głównej roli, ale mamy Lakeitha Stanfielda, Rose Salazar, Tony Shalhouba. No i oni dużo lepiej przypasowali mi do swoich ról. Nie przeszkadza mi też CGI w scenach pościgów, które są dość kreatywne. Shane Black miał dość karkołomny pomysł żeby taką historię mroczną z antybohaterem podlać jednak humorem. No i jakoś mu się to udało, ale szwy widać. Wygląda na to, że najnowszy film Blacka, to jest ten, który nikomu się nie podoba, a nawet jego Predator to znajdę kilka osób, którym przypadł do gust (dla mnie średniak). No i wychodzę ja i mówię, że nieźle się bawiłem na Nieczystej grze, więc mogę być jedyny, który ma coś dobrego o tym filmie do powiedzenia.
Film spotkał by się z dużo lepszym przyjęciem, gdyby Black zrobił produkcje mroczną, odszedł całkowicie od swojego stylu, bo tak to większość widzów nie do końca będzie wiedzieć, co za film ogląda, czy komedie sensacyjna, czy poważne kino akcji, gdzie przy zabijaniu to nikomu nawet powieka nie drgnie. A że potrafi napisać poważne kino akcji to pokazał scenariuszem do pierwszej Zabójczej broni, w której w ogóle nie było humoru, to była najmroczniejsza część ze wszystkich. Ocena: 6/10.
PS. A dopiero teraz zauważyłem opinię slepego51, ale już nie będę zmieniał tekstu mojego. Dopiszę tylko że nie wiedziałem, nie znalazlem takiej info, że film ze Stathamem to też adaptacja jednej z książek o Parkerze.
Hmm..
Zaciekawiony zerknąłem bo fajne nazwiska, także w epizodach.. no i.. zdecydowanie nie zgadzam się z Moimi Szacownymi Forumowymi Kolegami ^^
Pierwsza rzecz, nie widzę tu żadnych prób nadania własnej tożsamości czy szwów. To jest typowy "shanoblackowy" i "lethaweaponowy" produkt. Widać że po prostu próbowano tutaj zrobić "następną Zabójczą Broń" i już przy lekko bondowym openingu raczej rzuca się w oczy ze Black i Wahlberg chyba liczyli na rozpoczęcie nowej (dochodowej) franczyzy. Są też tutaj np takie rzeczy jak duet białego i czarnego czy scena ze skoczkiem-samobójcą która pomimo zupełnie innego kontekstu bardzo mocno zapachniała mi pierwszą LW. Black łączy też rzeczy poważne z humorkiem dokładnie tak jak w LW.
Druga rzecz, z Marky Markiem oglądałem w ostatnich latach "The Union", "Uncharted', "Spenser Confidential". No i nie pamiętam już szczegółów tych ról ale jednak mam mocne wrażenie że choć Wahlberg nie przeobraża się kompletnie aktorsko to jest tutaj wyraźnie poważniejszy, bardziej skupiony i stonowany. Jest humor związany z jego postacią ale nie jest to humor wymagający głupkowatości od postaci, to warto mocno zaznaczyć. Co prawda nie ocieka testosteronową charyzmą twardziela i jest pozbawiony zadziorności (to zdecydowanie "siła spokoju") ale już na starcie Black wali widza łopatą w ryj ze to jest gość po którym nie widać jego (już legendarnej) reputacji i jak ktoś go ocenia tylko po wyglądzie to może się naciąć.
Natomiast znakomicie wypada jako ten gość którego wszyscy darzą sympatią/ufają mu. Co jest dużą choć niepodkreśloną częścią tej postaci. Dzięki Wahlbergowi wszystkie te relacje są całkowicie wiarygodne.
Aczkolwiek i tak film kradnie zadziorna Rosa Salazar :p
No i to prowadzi do kolejnej rzeczy - czy "tutejszego" filmowego Parkera można polubić "bez aktora" ? Oczywiście. To absolutnie klasyczny uczciwy twardziel z zasadami. Nie strzela w plecy, nie krzywdzi niewinnych, zabijać zabija masowo ale.. w samoobronie, z zemsty, w sprawach honoru. Jest twardy bo żyje w twardym świecie i ma do czynienia z twardymi ludźmi ale to "dobry chłop". Bez większych przeróbek mógłby być rewolwerowcem lub szeryfem na Dzikim zachodzie, policjantem, żołnierzem lub samurajem-roninem.
Sceny akcji są kreatywnie pomyślane i bardzo "lethalweaponowe" choć faktycznie to CGI kłuje w oczy i odbiera sporo przyjemności.
Film mnie nawet wciągnął, całkiem sporo razy się zaśmiałem, fajnie było zobaczyć np Petę Wilson czy Shalhouba i cały czas byłem ciekawy co będzie dalej z wątkiem Rosy Salazar.
Podsumowując - całkiem solidne patrzydło w stylu "Lethal Weapon", z chęcią obejrzę sequel jeśli takowy powstanie.
Ode mnie 7/10
06-10-2025, 06:41
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-10-2025, 10:01 przez Rozgdz.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,193
Liczba wątków: 29
(09-05-2013, 01:15)Paszczak napisał(a): Monster Squad (...)
To przy tym jedno z najmocniejszych PG-13, jakie widziałem (jeśli nie najmocniejsze). Dziś byłaby Rka jak nic za samą scenę z rozerwanym dynamitem Wilkołakiem (krew + mięcho). W ogóle ginie tu więcej ludzi niż w przeciętnym slasherze. Pod tym względem rządzi Drakula, który masakruje policjantów i zwraca się do małych dziewczynek per "you bitch".
A poza tym to pierwszy scenariusz Shane'a Blacka. Niestety, widać rękę amatora. Pewne rzeczy dzieją się po prostu za szybko (pierwotny tekst był ponoć za długi i skracali go z reżyserem). Ale i tak to kawał dobrej zabawy i obowiązkowy film do pokazania potomstwu.
(01-11-2023, 02:14)OGPUEE napisał(a): The Monster Squad (...)
A także to najbardziej brutalny horror dla dzieci - dzieciaki klną, mówią o wilkołaczych penisach, ludzie są zabijani i krwawią, a Dracula wyzywa małą pięciolatkę od "dziwek. " Oczywiście muszą być rzeczy "dziś to nie przejdzie" - jak jeden z chłopaków uważa swego surowego dyra o bycie "homosiem", bo ten go dotykał :D. Kilka jest poważniejszych wstawek jak Straszny Niemiec mówi, że zna potwory, po czym jest ujęcie jak ma na ręku tatuaż z obozu zagłady (albo zapisany numer telefonu, by go nie zapomnieć).
Zdecydowany halloweenowy kult-klasyk warty do obejrzenia w październiku.
Obawiałem się tego filmu przez lata. Bo czułem, że to będzie w UJ infantylne (i niedorzeczne). I słusznie.
Ale z drugiej strony: akcje jak te wypisane powyżej.
One podnoszą ocenę. Ale ja dam tylko 6/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
07-10-2025, 22:47
.
Liczba postów: 27,499
Liczba wątków: 60
CODA - podchodziłem jak pies do jeża, odpaliłem z obowiązku, aby zlikwidować dziurę na liście obejrzanych laureatów głównego Oscara, spodziewałem się wszystkiego najgorszego i może ze względu na te niziutkie oczekiwania, to całkiem mi się podobało. Oczywiście sama historia jest na poziomie Hallmark TV (Oscar za scenariusz adaptowany to większe kuriozum niż Oscar za film), ale na szczęście aktorstwo i kilka fajnych scen wynoszą film na wyższy poziom (czyli z przeciętnego na niezły), Kotsur nawet zasłużył na swojego Oscara, fajna rola, chociaż idealnie pasująca pod Oscary.
Historia jest zbyt schematyczna, a reżyseria zbyt przezroczysta żebym dał chociażby 6, ale takie 5+/10 niech ma.
Ależ Oscary 2022 to była bieda - właściwie każdy nominowany w głównej kategorii film mnie na swój sposób wkurwia jak o nim pomyśle :p
07-10-2025, 23:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-10-2025, 23:40 przez simek.)
Agent Putina
Liczba postów: 4,318
Liczba wątków: 21
Zawsze i wszędzie będę bronił Licorice Pizza, a i Nightmare Alley było spoko bezpretensjonalną rozrywką.
Ale tak, West Side Story i Dune to dwa koszmary o których istnieniu chciałbym zapomnieć.
07-10-2025, 23:58
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,070
Liczba wątków: 66
"Good Boy" (2025)
Czekałem na ten film bo bardzo podoba mi się myk jaki wymyślił sobie pan reżyser - motyw, że historię o nawiedzonym domu i duszku obejrzymy z perspektywy psa wydawał się być samograjem, oczywiście jeśli byłby jakiś ciekawy pomysł na jego pokazanie. Niestety, tego tutaj raczej zabrakło i choć nie jest to zły film to jednak mimo wszystko jest to jakieś tam rozczarowanie.
Doceniam trud włożony w nakręcenie tego obrazka (całość zajęła ponad 400 dni zdjęciowych) ze względu na totalną jego niszowość - otóż reżyser kręcił film ze swoim własnym psem, który wcześniej nie miał żadnego doświadczenia "aktorskiego". I Indy, bo tak się ów siamel nazywa jest tutaj znakomity a dzięki pokazaniu akcji z jego perspektywy całość jest początkowo dosyć świeża i sprawia wrażenie oglądania czegoś nowego. Niestety z czasem zaczyna wkradać się nuda bo sama historia, którą opowiada reżyser niczym nie zaskakuje i jest tak schematyczna, jak tylko może być. Co jest o tyle rozczarowujące, bo film trwa niewiele ponad 70 minut a psi aktor robi co może, żeby przykuć nas do ekranu swoim występem no i z czysto filmowego punktu widzenia jest to wszystko bardzo sprawnie pokazane. Inna sprawa, że sceny grozy niczym ciekawym nie zaskakują a finał choć dosyć przewrotny, to pozostawił mnie tylko z uczuciem zmarnowanego potencjału.
Wielka szkoda, bo liczyłem na sporo więcej ale mimo wszystko kibicuję temu filmowi, bo dla samego Indy'ego warto go zobaczyć.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
08-10-2025, 01:39
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-10-2025, 02:00 przez slepy51.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,743
Liczba wątków: 14
Drobne spoilery nadchodzą.
Tumbbad dołącza do październikowych rozczarowań, ALE... bez jarzma oczekiwań można w sumie całkiem przyjemnie spędzić te sto minut seansu. Zestawienie z Labiryntem Fauna wydaje się dość celne, o ile skupimy się na wizualiach i fabule zahaczającej o baśń/przypowieść. W odróżnieniu od dzieła Del Toro, warstwa społeczno-polityczna odpoczywa sobie gdzieś tam w tle i ma marginalne znaczenie, bo wszystko kręci się wokół głównego bohatera mnożącego pieniądze. Zdobywanie kolejnych złotych monet wiąże się z pewną starą legendą uwzględniającą pradawne bóstwa, mączne figurki i zabawę w kotka i myszkę z piekielnym pomiotem. Poza opowiastko o chciwości niszczącej kolejne pokolenia nie ma tu w sumie zbyt wiele miechą, natomiast sprawna ręka reżysera i momentami kapitalne zdjęcia mocno przykrywają fabularne niedostatki. Smiesznie/nieporadnie (na boliłudzką modłę) jest tylko w dwóch momentach: gdy jakiś indyjski wyjec przeciągle zawodzi, opowiadając o tym, co widzimy na ekranie, i kiedy na tymże ekrania pojawia sie napis o szkodliwości palenia fajek. Niespodziewane motywy komediowe zawsze w cenie, natomiast nie otrzymałem tego, czego rzeczywiście oczekiwałem; zero strachu, zero dreszczy, zero uczucia niepokoju. Null. Nie przerazi mnie przecież jakiś czerwonawy diabełek z koroną/diademem na głowie (acz jego legowisko zmyślnie zaprojektowane, przez chwile poczułem echo alternatywnego Silent Hill). 5/10, chociaż pewnie zasługuje na więcej, a ja narzekam, bo nie musiałem zmieniać bielizny.
No i niestety wypada mi kontynuować temat rozczarowań, bo obejrzałem w końcu Empty Mana. Naprawdę mocno doceniam próbę wzniesienia się ponad konwencjonalne straszydło i udaną żonglerkę gatunkową... aż do upuszczenia wszystkich piłeczek w ostatnich 20-30 minutach. Z wszystkich dostępnym na widnokręgu ścieżek twórca obrał tę prowadzącą do SzTampy (Floryda). Finał neguje zasadność głównego wątku i podważa logikę niektórych scen (naguska w saunie). Istnieje druga opcja: to wszystko jednak nie było na niby, protagonista został zmanipulowany, a ja wyszedłem na durnia, próbująć punktować błędy logiczne, no ale wątpie, bo to z kolei stałoby w sprzeczności z tą upośledzoną woltą/tłystem. Ech, jak ja nie lubię tych halucynacji z niedożywienia... Przełknąłbym nawet coś kompletnie z czapy w stylu kiczowatej potyczki z jakimś Dagonem, ale nie to... rozwiązanie przemielone w owrzodzonych trzewiach Holy na tysiąc sposobów. To mógł być jeden z najlepszych horrorów tej dekady, gdyby nie ta końcówka... Podium liderów bez zmian: Smile, Smile 2, The Dark and the Wicked, a Empty Man plasuje się nieco dalej, mniej więcej obok Bring Her Back. 8/10 za pierwsze trzy ćwierci, pała za finał, ostatecznie 6/10 i żał z nie w pełni wykorzystanego potencjału. Teraz pora poleciec w (Mordercze) Kuleczki.
08-10-2025, 21:32
Stały bywalec
Liczba postów: 12,418
Liczba wątków: 29
Po odwiedzeniu Christine u Medium, wracam do krótkiej piłki, a tam:
Ganja & Hess - słyszałem, że to jakiś klasyk, który rok temu włączono do National Film Registry. W roli głównej Ben z Nocy żywych trupów.
Zdecydowanie ciekawostka. Bardziej to jakiś eksperyment filmowy i odnoszę wrażenie, że w sumie nie wie czym chce być. Wątek wampiryczny prawie nie występuje i skupia się na relacji miłosnej obojgu tytułowych bohaterów. Występ pastora w sumie niepotrzebny. Ganja to wredne babsko, od razu idzie w ślinę z Hessem, przedmiotowo traktuje jego lokaja... nic dziwnego, że jej pierwszy mąż zwariował i myślał o samobóju.
Co pochwalę, to aktorstwo. Marlene Clark nie dość, że ładna to daje popis umiejętności aktorskich (zwłaszcza monolog o jej matce). I skoro to był niezależny niskobudżetowiec, to sądziłem że była naturszczykiem, zwłaszcza że trochę się ogląda to jak dokument. A nie był jej pierwszy występ, i już miała ładną karierę aktorską. Choć był kręcony na biednej kamerce, to przynajmniej kamerzysta był kompetentny i faktycznie wygląda to jak film. I są dobre zdjęcia:
W sumie przez formę skojarzył mi się z Martinem. Muzyka też pasująca do klimatu, zwłaszcza hipnotyzujące afrykańskie chórki. Afrocentryzm wydaje się szczery.
Obok oryginalnego Shafta to był mój jedyny kontakt z blaxploitation i jest to ciekawe doświadczenie oglądać afroamerykańskie kino, ale bez BLM, we wuz kangs, zwalania wszystkiego na białe diabły. No i promowanie pozytywnych wzorców, bo koleś wykształcony i tego samego wymaga od nastoletniego syna.
Raczej nie wrócę do tego i nie moja bajka, ale mogę zrozumieć skąd kulcik.
6/10
EDIT: Smile (2022) - zachęcony opiniami, że straszy, uznałem ujrzeć to. Spodziewałem się więcej ale, muszę przyznać, że faktycznie to straszy. Z początku pastelowe kolory dają ten vibe zbliżającej się grozy. A uśmiechy są tu autentycznie niepokojące. Więc człowiek się nastawia na grozę, która wszystkim działa, bo przede wszystkim robi to znienacka - jak przesłuchiwanie taśmy. Przy scenie z telefonem w nocy sam podskoczyłem (sam jumpscare był nieoczywisty). Na co miałbym narzekać, to los sierściucha przewidywalny, bo w horrorach zwierzęta nie są bezpieczne (a rozwiązanie było nieoczywiste). I mogli darować "straszny głos" uśmiechającej się istoty w scenie z terapeutką. Świetna rola Sosie Bacon. Z chęcią ujrzę sequel. Choć obawiam się, że może być repetetywne, zwłaszcza że ogłosili już trójkę.
8/10
08-10-2025, 22:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-10-2025, 00:59 przez OGPUEE.)
Agent Putina
Liczba postów: 4,318
Liczba wątków: 21
Z blaxploitation w wersji horrorowej poleciłbym raczej Sugar Hill z 1974.
08-10-2025, 22:29
Stały bywalec
Liczba postów: 3,000
Liczba wątków: 8
(08-10-2025, 01:39)slepy51 napisał(a): "Good Boy" (2025)
Czekałem na ten film bo bardzo podoba mi się myk jaki wymyślił sobie pan reżyser - motyw, że historię o nawiedzonym domu i duszku obejrzymy z perspektywy psa wydawał się być samograjem, oczywiście jeśli byłby jakiś ciekawy pomysł na jego pokazanie.
Jeszcze ciekawszym pomysłem wydaje się być film z taką samą fabułą, ale z perspektywy kota, pokazanie jak ma wywalone na pana i kociak robi co chce:D
09-10-2025, 00:33
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,070
Liczba wątków: 66
"Steve" (2025)
Taka brytyjska i bliższa rzeczywistości wersja "Młodych gniewnych". Cillian Murphy aktorsko wybitny, ogólnie granie wszystkich bez wyjątku na bardzo dobrym poziomie, za to sama historia - no cóż, rozumiem co reżyser miał na myśli ale strasznie ciężko się to ogląda i to nie tylko ze względu na ten zamierzony, ekranowy chaos. Po prostu ci wszyscy "zagniewani młodociani" to jest tak skrajna patologia, że ja naprawdę miałem głęboko w dupie, co się z nimi stanie. Może brak mi empatii czy jak to tam się teraz nazywa ale kompletnie nie interesował mnie ich los bo każdy bez wyjątku był po prostu odrażający, z kolei nauczyciele nad niczym nie panowali i sami mieli różne swoje problemy (Steve). Fajnie to jest nakręcone, z czysto filmowego punktu widzenia nie można tutaj absolutnie nic zarzucić - krytycy i studenci filmoznawstwa pewnie będą się zachwycać ale dla mnie to taki strzał na raz.
"aka Charlie Sheen" (2025)
Ten 2-odcinkowy mini dokument z kolei mocno polecam, za bardzo nawet nie ma o czym pisać tylko jak ktoś nie widział usiąść i obejrzeć, znakomita rzecz.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
09-10-2025, 14:48
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-10-2025, 15:13 przez slepy51.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Po Creepshow jakoś tak nabrałem ochoty na kolejny film tego typu i wybór padł na Tales of Halloween z 2015, ale ostrzegam, to półtoragodzinna antologia aż DZIESIĘCIU opowiastek, spośród których żadna nie jest dobra, a tylko kilka jest średnich. Na ogromny plus metraż poszczególnych szortów, bo nie trwają aż tyle by człowieka wkurzyć, no i naprawdę jest tutaj różnorodność tematyczna: od absurdu z morderczą, krwiożerczą i potworną dynią czy skrzywioną wersją Jasia i Małgosi (z perspektywy czarownicy), poprzez krwawą kłótnię sąsiadów o dekoracje czy demonicznego (dosłownie) dzieciaka, aż po slasher gdzie główną rolę gra morderca i odwrócone home invasion z dzieciakami w roli głównej i kilka innych, mniej lub bardziej interesujących. Ogólny pomysł super, do oglądania na imprezie z piwkiem i w gronie znajomych pewnie się sprawdzi, ale niezbyt polecam, tanio to wszystko wygląda, niektóre segmenty po prostu nudzą, brak też jakiegoś motywu przewodniego, czy klamry (chyba, że uznajemy “w mieście dzieją się dziwne rzeczy” za coś takiego). 3/10.
09-10-2025, 17:01
Stały bywalec
Liczba postów: 12,418
Liczba wątków: 29
(09-10-2025, 00:33)michax napisał(a): (08-10-2025, 01:39)slepy51 napisał(a): "Good Boy" (2025)
Czekałem na ten film bo bardzo podoba mi się myk jaki wymyślił sobie pan reżyser - motyw, że historię o nawiedzonym domu i duszku obejrzymy z perspektywy psa wydawał się być samograjem, oczywiście jeśli byłby jakiś ciekawy pomysł na jego pokazanie.
Jeszcze ciekawszym pomysłem wydaje się być film z taką samą fabułą, ale z perspektywy kota, pokazanie jak ma wywalone na pana i kociak robi co chce:D
Przypomniałeś mi o jednym takim filmie, też o straszaku z perspektywy koteła:
09-10-2025, 17:17
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,121
Liczba wątków: 67
(09-10-2025, 14:48)slepy51 napisał(a): "Steve" (2025)
09-10-2025, 17:30
Stały bywalec
Liczba postów: 3,000
Liczba wątków: 8
(09-10-2025, 14:48)łslepy51 napisał(a): "Steve" (2025)
Taka brytyjska i bliższa rzeczywistości wersja "Młodych gniewnych". Cillian Murphy aktorsko wybitny, ogólnie granie wszystkich bez wyjątku na bardzo dobrym poziomie, za to sama historia - no cóż, rozumiem co reżyser miał na myśli ale strasznie ciężko się to ogląda i to nie tylko ze względu na ten zamierzony, ekranowy chaos. Po prostu ci wszyscy "zagniewani młodociani" to jest tak skrajna patologia, że ja naprawdę miałem głęboko w dupie, co się z nimi stanie. Może brak mi empatii czy jak to tam się teraz nazywa ale kompletnie nie interesował mnie ich los bo każdy bez wyjątku był po prostu odrażający, z kolei nauczyciele nad niczym nie panowali i sami mieli różne swoje problemy (Steve). Fajnie to jest nakręcone, z czysto filmowego punktu widzenia nie można tutaj absolutnie nic zarzucić - krytycy i studenci filmoznawstwa pewnie będą się zachwycać ale dla mnie to taki strzał na raz.
"aka Charlie Sheen" (2025)
Ten 2-odcinkowy mini dokument z kolei mocno polecam, za bardzo nawet nie ma o czym pisać tylko jak ktoś nie widział usiąść i obejrzeć, znakomita rzecz.
Co do dokumentu o Sheenie nie oglądałem, ale słyszałem w jednej recenzji , że jest wątek o dilerze Sheena, który w pewnym momencie tak się przestraszył tym co się z nim dzieje, że zrobił mu interwencje, żey wyszedł z nałogu, czyli gość który zarabiał na aktorze, dawał mu narkotyki w pewnym momencie walczył o to by wyszedł z nałogu , jak musiało być z nim źle. A też pojawił się ostatnio w podcaście Davida Duchovnego. A trzeba przyznać , wnioskuję to po kilku odcinkach (kiedyś był np Downey Jr), że Mulder zadaje ciekawe pytania i umie słuchać.
A co do reżysera Steve'a to rok temu zrobili razem z Murphy "Small Things Like These" (u nas na C+), który podobno jest jeszcze lepszym filmem.
09-10-2025, 21:33
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,070
Liczba wątków: 66
michax napisał(a):słyszałem w jednej recenzji , że jest wątek o dilerze Sheena, który w pewnym momencie tak się przestraszył tym co się z nim dzieje, że zrobił mu interwencje, żey wyszedł z nałogu
Słyszałeś, że gdzieś dzwoni ale nie wiedziałeś, w którym kościele ;) Motyw z interwencją był taki, że matka zadzwoniła do Charliego żeby ten przyjechał na urodziny ojca (i to było jakoś na początku kariery tego pierwszego) i tam zamiast własnej imprezy urodzinowej Martin zorganizował mu interwencję :) Z kolei z dilerem historia była taka, że oni razem sobie imprezowali i ćpali no i po namowach znajomych, kiedy już wszyscy wiedzieli, że Charlie i tak nie przestanie ćpać gość zaczął mu ogarniać coraz słabszy crack i wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał, bo po jakimś czasie Charlie sam stwierdził, że już go to nie bawi i nie sprawia mu frajdy i sam z siebie przestał ćpać :) Ale najlepiej samemu obejrzeć, bo to po prostu znakomity dokument.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
09-10-2025, 22:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-10-2025, 22:11 przez slepy51.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Szkoła czarownic (1996): fajna młodzieżówka o licealnym kręgu czarownic. Może trochę naiwne i kiczowate, ale cztery młodociane wiedźmy w liceum i zachłyśnięcie się mocą naprawdę spoko się ogląda, no i nasuwa skojarzenia z Buffy czy inną radosną twórczością lat dziewięćdziesiątych. 7/10.
10-10-2025, 14:00
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,743
Liczba wątków: 14
Dotychczas "straszny" październik rozczarowuje miałkością, takoż (w zgodzie z jakąś kosmiczną nie-logiką) najbardziej przerażający okazazał się "horror" pozbawiony elementów nadprzyrodzonych. "Dotyka" kwestii przyziemnych, dla niektórych boleśnie znajomych. Z przedstawicielami dysfunkcyjnej rodziny styczność miała zapewne większość z nas i można sie tylko cieszyć, jeśli akurat dzięki przychylności fortuny nie jesteśmy członkami takowej. Wtedy ewentualnie zastanawiamy się, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami domu sąsiadów (o ile ciekawskie/plotkarskie z nas gnojki). Przeważnie jednak lepiej nie wiedzieć, jakie potwory mieszkają w pobliżu... i to nie pod łóżkiem czy w kanałach, ale po drugiej stronie ogrodzenia. Maszkary niszczące najważniejszą komórkę społeczną na tyle, by ich ofiary nie były w stanie wygrzebać się z gruzów. Bardziej dociekliwy widz użyje swych obserwacji jako pretekstu do rozmowy o opresyjnym patriarchacie, ale będzie to tylko dodatkowa warstwa skryta za straszliwym dramatem ludzkim. Jeśli spytacie, dlaczego posługuję się ogólnikami, to śpieszę z odpowiedzią: lepiej nie znać niczego więcej prócz tytułu: Kisapmata. Trudny, mocny, świetny twór, z pewnością nigdy więcej go nie obejrzę.
10-10-2025, 17:54
Stały bywalec
Liczba postów: 12,418
Liczba wątków: 29
Wczoraj były Roboty śmierci, i normalnie byłby dziś Smile, ale na szczęście niespodziewanie leciał na HBO3 i tym samym zwolnił się slot. załapał się więc film, który mocno rozważałem w tym roku, a są to:
Cztery muchy na szarym aksamicie - tym razem Dario Argento w normalnym trybie, zamiast finału straszdziernika.
Na początek zajebisty trailer:
Giallo ten jest niecodzienny. Tym razem to główny bohater kogoś zabił i jest stalkowany przez świadka. Dziwnie się ogląda w Argentowym filmie Buda Spencera, zwłaszcza że ten głównie to występował w komediach sensacyjnych i podświadomie czeka się, aż zacznie okładać zbirów plaskaczami. Szczególnie, iż jego funfel-informator też by się znalazł w tamtym kinie, czy gamoniowaty listonosz. Albo dom pogrzebowy, gdzie sprzedają najbardziej fikuśne trumny, jakie żem widział. Ale elementy wyraźnie humorystyczne o dziwo nie wpływają na resztę mięsa. Bo ten Argento wydaje się taki niedopieczony. Przede wszystkim intryga leży i kwiczy. W tego typu filmach ważne jest kminienie, kim jest sprawca jakie motywy stały za zbrodnią. Mówiąc szczerze, typowałem kuzyneczkę żony. A gdy pojawia się rozwiązanie, to motywacja stalkera jest nagła i z dupy i nic na to nie wskazywało. Albo wątek tego zniewieściałego detektywa, który na pewno jest ciepły, też jest zbędny i w zasadzie widz nie dowiaduje się niczego, może poza informacją o wariatkowie.
Ale, żeby nie było, że krytykuję to pochwalę parę rzeczy. Jak to u Argenta z tego okresu, świetnie nakręcony. Szczególnie początek, gdy są przeróżne ujęcia pod różnymi kątami instrumentów muzycznych. I ten kadr świetny:
No i zapis czasów, bo jeden gość gada o publicznych egzekucjach w Arabii Saudyjskiej, a potem protagonista ma zwizualizowane nawracające się koszmary. Dzisiaj to byłoby niemożliwe, bo od razu podniósł by się krzyk, że faszyzm się odradza. I jedyny to film, gdzie chodzący wolnym krokiem killer ma tu sens, ponieważ ofiara sama się spowalnia i uniemożliwia szybką ucieczkę.
Zdecydowanie najsłabszy z Argenta z ery giallo.
naciągane 6/10
10-10-2025, 21:37
|