Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Trap Night Shyamalan z roku 2024

Pan Twister dostał jakiś większy budżet i zrobił film duzego formatu i to bez twistu. Hartnet gra seryjnego zabójcę, który idzie na koncert z córką, a dokoła pojawia się 1000 policajów, którzy go szukają, no ale nie wiedzą jak wygląda. Do pewnego momentu jest super a nawet świetnie. Wiadomo, że Shyamalan stosuje kilka swoich znanych patentów, ale Hartnet sprzedaje je dobrze. Potem następuje drugi akt, no i wychodzą braki w scenariuszu. Więc ocena jest na poziomie 6/10 z tym że to i tak bardzo dobry film od dawna w jego wykonaniu i inny niż dotychczasowe twisty (np. The Visit mi kompletnie nie podeszło, Old było niedogotowane) no tu było blisko czegoś dobrego. Na plus jego córka, która gra główną rolę Lady Raven czy jak się tam pieśniarka zwała.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Now You See Me: Now You Don't - 3 część Iluzji to jest dokładnie to, czego można było się spodziewać. Lekko wymęczony reunion starej, przeciętnej franczyzy którą napędzały triki i twisty, o których zapominało się chwilę po wyjściu z kina. Nie ma tu nic co ma choćby śladowe ilości cięższego, scenariuszowego kalibru. Początkowe skłócenie załogi to jakieś kuriozum, które rozwiązuje się w jednej, 30 sekundowej scenie (i mamy uwierzyć, że nie mogli się zejść przez 10 lat...). Na domiar tego, jeden wątek związany ze złolem (a raczej złolową bo jest nią Rosamund Pike) zostaje ledwie liźnięty, a miał świetny potencjał na kino przygodowe. Jak ekipa weszła do francuskiego "zamku magii" to poczułem, że może coś z tego być ponadprzeciętnego ale niestety to tylko 15-20 minut zwyżkującej formy, bo potem film leci z poziomem w odmęty totalnego meh. A sam finał musiał być oczywisty przetwistowany na maxa bo tak nakazują standardy tej serii.

Zresztą co ja będę pisał - reżyserem tej części jest Ruben Flesicher, któy nakręcił 15 lat temu Zombieland i wozi się na tym filmie do dzisiaj. Nie rozumiem czemu ktoś po skopanym Uncharted i Venomie daje mu jeszcze pracę. 

4+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(18-11-2025, 11:27)Snappik napisał(a): reżyserem tej części jest Ruben Flesicher, któy nakręcił 15 lat temu Zombieland i wozi się na tym filmie do dzisiaj. Nie rozumiem czemu ktoś po skopanym Uncharted i Venomie daje mu jeszcze pracę. 


Trzeba jakiegos Rabina zapytac :)



(18-11-2025, 11:27)raven.second napisał(a): Kolejna pozycja, tym razem Creepshow 2 (1987). Myślałem, że to już widziałem, a tu niespodzianka, oglądałem tylko pierwszą część, więc… no, antologia jak to antologia, historie lepsze, gorsze, albo, jak w tym przypadku, słaba, dobra, słaba :)


Indianin jest nudny, biedny i może sprawdziłby się jako pełen metraż w sprawniejszych rękach, z większym budżetem i lepszymi aktorami jako slasherowa wariacja na temat zemsty, bo to co tu jest tylko męczy. Tratwa ma w sumie tylko jedną wadę, jest za krótka, bo działa tu wszystko - jest i trochę gore, jest i trochę golizny, jest ekipa której się kibicuje (by jak najszybciej zginęli/przeżyli, zależnie od preferencji), jest spoko pomysł, pozornie nudna ale intrygująca miejscówka, miła dla ucha muzyczka… ot, banda młodzieży wbija na jeziorko, a jeziorko ich zjada. Trzecia i ostatnia historia, o autostopowiczu, podobnie jak pierwsza męczy, bo kręci się wokoło tego samego: babka potrąciła włóczęgę, zabiła go, a on potem ją nawiedza i nawiedza i nawiedza, aż w końcu uda mu się ją zabić. Pierwsze kilka scen ma jeszcze jakiś klimat, ale im dalej, tym więcej marudzenia i powtarzania tego samego - on się pojawia, bełkocze, ona krzyczy i znowu go potrąca/strzela do niego/potrąca/wyrzuca z samochodu/zrzuca z dachu/zrzuca z maski aż do końca… nawet gore tego nie ratuje.

No i jak to bywa z antologiami, całość spina narracyjnie wątek dzieciaka czytającego komiks, tu podany w formie kreskówki - młody jeździ na rowerze po mieście, czyta komiks, odbiera paczkę, ma starcie z łobuzami i… i tyle. 4/10?




O, Tratwa to kolejna dziecieca trauma - wychodzi na to, ze za dzieciaka traume robilo mi to co larwiste, oslizgle, bezkregowe i blobowate.

Indianska zemste bede bronic, bo nostalgia, urok oraz animatronika. Pamietam, ze za dzieciaka dawalo to taki przyjemny dreszczyk, ktory nie laczyl sie ze strachem, ale podswiadoma fascynacja czyms paranormalnym. I ta zemsta byla sloda, plus oczywiscie brak PC i ejtisowy klimat mid-USA.

Autostopowicz najslabszy, zdecydowanie.

No i kreskówka, zawsze bede juz cieplo wspominac Creepshow 2 i szkoda, ze jeszcze w latach 80. nie powstaly kolejne czesci.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Tales from the Darkside jest trzecią częścią.

Odpowiedz
(18-11-2025, 14:59)OGPUEE napisał(a): Tales from the Darkside jest trzecią częścią.
Tak. Po 1 i 2 od razu to obejrzałem zamiast trójki, która wyglądała jak najgorszy straight-to-dvd. Przy czym w przypadku Tales... pamiętam tylko pierwszy segment z gargulcem i był on najlepszy, chociaż reszta

Creepshow 2 - segment z tratwą jest mega kiczowaty, ale się go pamięta, pozostałych segmentów już w ogóle nie kojarzę.

Co do pierwszego Creepshow to najbardziej przypadła mi do gustu pierwsza historia i bodaj trzecia, z Nielsenem jako niezłym sukinsynkiem.

Przy czym z horrorowych antologii moja ulubiona to kinowa Strefa Zmroku, w sensie pierwszy Creepshow jakościowo uważam za lepszy, ale tutaj to wszystko jest bardziej eleganckie i w duchu serialu ofc. Ponadto są tu dwie zajeb!step historię - pierwszą z Morrowem (który tragicznie ginie na planie jak uderza w niego samolot) oraz remake odcinka z Shattnerem, gdzie widzi na skrzydle samolotu gremlina. Przy czym tym razem ten gremlin wygląda jak pieprzony Predator a nie gość w kostiumie Eskimosa ;)

Segment Spielberga że staruszkami przesłodzony I najsłabszy, była też ta historia o chłopcu, który karał dorosłych za złe myśli o nim, bodaj Dantego, i to było już lepsze, ale też bez szału - najbardziej pamiętam tego animka co wychodził z tv

Btw historie z chłopcem i gremlinem były też parodiowanie w Johnnym Bravoi i najpierw tam je poznałem. Oczywiście Shattner miał cameo (ale nie podkładał głosu) ;)

Odpowiedz
(18-11-2025, 14:59)OGPUEE napisał(a): Tales from the Darkside jest trzecią częścią.


Myslalem, ze TFTD (ta wersja o ktorej mowisz) jest z polowy lat 90, ale teraz patrze, ze rowniotki 1990. Przy czym, trzecia czescia Creepshow jest...Creepshow 3 z 2006 roku:

https://en.wikipedia.org/wiki/Creepshow_3


Natomiast faktem jest, ze Tom Savini uznaje za kontynuacje Creepshow 2 wlasnie Tales from the Darkside.



I w temacie samego sequela, pogadanka chlopakow z RLM:

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(18-11-2025, 15:51)samuuel napisał(a): pierwszą z Morrowem (który tragicznie ginie na planie jak uderza w niego samolot

To był helikopter - wirniki poszatkowały całą trójkę.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(11-11-2025, 23:29)Pitero napisał(a): Hahaha. Wiedziałem, żeby nie nabrać się i nie iść na to. Jedynym wabikiem tu tak naprawdę był Reeves ale nie, nie, to za mało. Nie ze mną takie numery, zwiastun który męczył mnie wcześniej przed każdym innym filmem tylko mnie odrzucał.

Zamiast tego polecam film z którego seans właśnie zakończyłem, czyli...

BUGONIA

I podobał mi się nie tylko dlatego, że jestem fanem całej głównej trójki, czyli Lanthimosa, Stone i Plemonsa. Choć oczywiście słabszy od rewelacyjnych "Poor things", ale lepszy od długaśnych "Rodzajów życzliwości".

Co sprawiło, że uważam seans za bardzo udany? A to, że przyjąłem od początku postawę oglądać ten film ABSOLUTNIE POWAŻNIE I NA SERIO. "Bugonia" reklamowana jest wszędzie jako komedia. Co poniekąd rozumiem, bo przyciągnie w ten sposób na pewno dużo większą publiczność. Ale ja dobrze znam twórczość Greka i wiedziałem, że lepiej mi ten film wejdzie jako dramat. Kapitalne uczucie, w scenach, gdzie ludzie na sali się śmiali mnie kompletnie nie było do śmiechu. Zresztą nie lubię śmiechu wymuszonego i sztucznego. Czekałem aż sam zaśmieję się szczerze i autentycznie. I może raz tylko się lekko uśmiechnąłem, teraz już nawet nie pamiętam dokładnie na której scenie. Także dla mnie "Bugonia" to dramat pełną gębą, a finał był dla mnie nawet wstrząsający. 8/10

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka

Nie no jak ktoś chce brać ten film na poważnie no to powinien się nad sobą zastanowić. Przecież to totalna zgrywa. Chujowa i nieudana ale zgrywa i traktowanie tego filmu inaczej niż komedię nie ma sensu.

Wygląda na to że "Biedne istoty" były szczytem i już będzie tylko gorzej.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Podejdź do tego filmu na poważnie i trzymaj stronę Jesse Plemonsa a zobaczysz zupełnie inny film niż jakbyś oglądał zgrywę, komedię, cokolwiek.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Ale po co?
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Żeby poszerzyć perspektywę. I zobaczyć ten film kompletnie inaczej niż jako komedię.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Nie potrzebuję tego, bo widzę o czym jest ten film.

Ps lepiej obejrzeć sobie oryginał, Yorgos zrobił mdły remake
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Flawless (1999) - to najbardziej schumacherowy film Schumachera, bo w pierwszych minutach pojawiają się geje wyjęci z koszmarów Mela Gibsona. I głównym wątkiem jest przyjaźń De Nira z drag queenem, który spełnia wszelkie binga o zniewieściałych pedałach. Ale jednak widać, że Schumacher robił to z serca, a nie pod pistoletem homopropagandy, bo np. w konkursie drag queen głównymi konkurentami są gejowskie odpowiedniki złolskich drużyn z sportowych filmów familijnych, geje-republikanie to tchórzliwe pizdy, a chłopak Rusty'ego to przemocowiec. I to też nie jedynie "gay savior", ponieważ jest duży wątek ze skradzioną forsą złego latynoskiego gangusa i jego łysoli.

Świetny Hoffman w roli Rusty'ego, sprawiający, że wierzy się w jego postać (i tym bardziej, że w prawdziwym był hetero), De Niro to De Niro - dobrze odegrał osobę dotkniętą udarem, choć sam efekt końcowy z kolei w moim opinii jest bardziej przerysowany pod potrzeby filmowe (mam w rodzinie osobę po udarze). Ale mimo wszystko to całość wypada naturalnie i robiona przez kogoś, kto zna temat i chciał szczerze się wyrazić, a nie celować w Oscary.

7.5/10

Odpowiedz
Przypomniałem sobie The Hand that Rocks the Cradle z Rebeccą de Mornay i Annabelle Sciorrą, bo pojawił się dziś na D+ remake z Maiką Monroe i Mary Elizabeth Winstead Spoko się ogląda, ale żeby remakować go, to żaden klasyk. Córkę głównych bohaterów gra Madeline Zima, czyli laska znana dziś z rol mocno rozerotyzowanych, np w Californication i w Twin Peaks 3 serii grała. No i przez to trochę dziwnie się oglądało Zimę jako dziewczynkę, a nawet jakbym jej nazwiska w napisach nie zauważył to bym poznal bo mając te 10 lat czy ile miała to prawie nic się nie zmieniła z twarzy. I obejrzałem tez remake, który jest beznadziejny. Przede wszystkim nie polubiłem żadnego z bohaterów, w przeciwieństwie do bohaterów z oryginału, których z miejsca polubiłem, też drugoplanowych np faceta co pomagal rodzinie czy przyjaciółkę grana przez Julianne Moore. Jakoś tam zrozumieć można było nianię, wywoływała jakieś uczucia, a do jej odpowiednika w remake'u to nie miałem żadnych uczuć, nawet negatywnych.. Ale jakbym nie wiedział że to remake to bym nie domyślił się, bo scenariusz przepisano na nowo. Jest to zupełnie inna historia.

Nie chodzi nawet o to, że odpowiednik De Mornay jest lesbijką, bo to nie ma żadnego znaczenia, ani nawet o to, że faceci są zupełnie niepotrzebni, np mąż Winstead dosłownie jest nieużyteczny, a w oryginale mąż miał jakąś sprawczość, coś robił. W nowej wersji mogło by go w ogóle nie być, ale zmienili choćby to jak się łączą losy głównych bohaterek. No i jest to zupełnie inne powiązanie co w oryginale, akurat w tej wersji jest to wydarzenie z dzieciństwa niani. Film jest nudny, a  Monroe i Winstead nie mają co grać. No i muzyka jest okropna, w ogóle nie buduje klimatu tylko wybija z filmu. Za oryginał postawię 6/10, a remake dostanie 3/10.

Czy Winstead robiła sobie coś z twarzą? Niby nie widać, by robiła, ale jakb troche za bardzo się jej zmieniła twarz przez lata.

Odpowiedz
The Postman z 1997

Obejrzałem pierwszy raz (najwyższy czas..) i.. mam jakieś dziwne wrażenie że ktoś się inspirował pewnym takim klasykiem z czasów mojej młodości o kurierach Pony Express :p



Kevin Costner jako bohater z przypadku  który przez zbieg okoliczności w świecie post apo tworzy Pony Express (choć ta nazwa tu nie pada)..  którego kurierzy pędzą przez kraj łącząc ludzi i dając im nadzieję.. co też daje im siłę do walki z bezwzględną tyranią do tej pory niezagrożonego a za to Bardzo Złego Willa Pattona.
Bardzo dobra rola Costnera, urocza Olivia Williams. Fajnym akcentem jest grający sam siebie Tom Petty :p

Trochę za dużo tu patosu ale i tak ode mnie 8/10 ;)

Odpowiedz
The 7th Voyage of Sinbad - nareszcie powtórka po latach. Lepiej się oglądało niż za pierwszym razem. Czuć tu idealnie ducha tej arabskiej przygody ze znajdywaniem skarbów czy walki z potworami i czarownikami. Warto też pochwalić, że występujący dzieciak nie jest irytujący i jest to całkiem odmienna rola dziecięca (młody jest dżinem) i trochę ma głębi zamiast być wciśniętym przez producenta jako utożsamiacz dla pacholęć. Pisanie, że efekty Harryhausena są znakomite to oczywistość. Co ja mogę wspomnieć, to jest przywiązanie do szczegółów jak na tamte lata, bo logicznie wyspę zamieszkuje więcej niż jeden cyklop. Ale z rzeczy technicznej to jest warte pochwalenia, to kultowa muzyka z początkiem na czele, który do tej pory pamiętam (soundtracki do późniejszych tak średnio, w zasadzie żadnego soundtracku z filmografii Harryhausena nie pamiętam).

By jednak nie było za dużo słodzenia. Już w czasach gimnazjalnych, gdy (pierwszy raz widziałem całą trylogię) mnie irytowała mało bliskowschodnio wyglądająca obsada. Oczywiście wiem, że to Hollywood z lat 50. i taki był klimat, ale widząc gładko ogolonego i z europejskimi rysami twarzy Sindbada mam wrażenie, że widzę bohatera z baśni braci Grimm niż tych z tysiąca i jednej nocy (plus nie pomaga mocno współczesne uczesanie). W dwóch późniejszych Sindbadach od Harryhausena aktorzy trochę lepiej byli dopasowani i sprzedający iluzję Araba - jakiś czarny zarost, turban itd. Też dano licencji artystycznej, bo cyklopi są wyłącznie w mitologii greckiej (a olbrzymi potwór z którym Sindbad walczył w jednej z podróży był po prostu czarnym humanoidem), ale wszystko to ma ręce i nogi i nie ma czucia dysonansu. Smok ma vibe arabskiego bestiariusza, no i do wyglądu cyklopa podeszło się niestandardowo, robiąc z niego przerośniętego satyra (czytałem gdzieś, że tak oryginalnie miał wyglądać Ymir z 20 Million Miles to Earth) i już przez to zapada pamięć. I prawdopodobnie to najlepsza ekranizacja Sindbada Żeglarza.

9/10


Jack the Giant Killer - też powtórka po milionie lat. I fun fact - mamy do czynienia z knock-offem z w/w Sindbada. Producent wziął nie tylko reżysera, ale aktorów grających głównego bohatera i czarny charakter - oczywiście powtarzają te same role. Pierwszy potwór zaś wygląda w cholerę podobnie do cyklopa, a bohaterowi pomaga magiczny spełniacz życzeń. Mathews już bardziej pasuje do brytyjskiego farmera (generalnie obsada dostarcza) i choć to typowy fantasy-miszmasz (bo mamy renesansowe ubiory w X-wiecznej Kornwalii plus dochodzi Wiking w skórze), to nie razi to, bo to wszystko w jednym okręgu kulturowym (no i Irlandia, Brytania i Skandynawia są sąsiadami).

Nie mogę odmówić widowiskowości i włożonego budżetu w kostiumy i scenografię. I całkiem sporo różnorodnych efektów specjalnych; zaskakująco najsłabsze to są efekty stop-motion. Z reguły animacja w większości jest solidna (za które odpowiadał Jim Danforth), a czasem widać wyraźnie braki i płynności i talentu animatorów, a i projekty postaci bardziej pasujące do bajki (sic!). I czuć, że bardziej było kierowane do dzieci; leprechaun wyjęty z Disneya (zanotować - w końcu nadrobić Darby'ego O'Gilla i krasnoludki). Ale jak na film dla dzieci, jest trochę krwi, a sam Cormoran jest pokonany dość brutalnie.  W środku brakowało jeszcze jakiejś poklatkowej kreatury, gdy w Sindbadzie proporcje i odstępy w stop motion były lepiej wyważone. Przy czym jest akcja z fluoroscencyjnymi i fantazyjnymi wiedźmami i walka na zamku z magicznymi rycerzami, więc nie ma nudy. Generalnie jak na mockbuster, jest całkiem solidny i sam w sobie to przyzwoity familijny obrazek.

7/10

Odpowiedz
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTzJYMXtD5I6_BjJfvfuZz...1GzSQ&s=10]

Deathstalker (2025)
Hołd dla kina 80's klasy C czy D prawie  pełną pochwą (miecza). Ale wzbogacone o wspolczesną jakość tam gdzie to niezbędne. Czyli walkach czy aktorstwie.  Widać, że robili to fani i zapaleńcy takich klimatów (trochę odniesień/kalk do/ze starych filmów)  i włożyli tyle serca na ile im budżet pozwalał. A pozwolił im głównie na stroje bohaterów/przebrania potworów/potworki oraz efekty. Świadome efekty 80's (czy nawet 70's) na widok, ktorych  ryj się uśmiecha. Nie wiem czy jest tu gdzieś CGI, wydawalo mi się tylko w 1 scenie jest taka krew. Poza tym reszta wygląda jak te praktyczne, klasyczne.
Co do kwestii rimejka: nie ma to prawie  niczego wspolnego ze starym filmem (chyba) oprocz glownego bohatera, ktory zreszta sam w sobie zawsze byl tylko sztampowym no-namem. Podobnie jak sztampowa fabuła celowy miks i zgrywa z ówczesnego kiczu.
Gdybym był fanem takich VHS fantasy klimatów bylbym pewnie zachwycony.
A teraz do minusów: czemu ten hołd jest niepełny? Bo nie ma cycków. W oryginale nagość kobiet (ktorych samych w filmie bylo mbostwo) wprost wylewała sie z ekranu. Tu nie ma nawet pół cyca a kobieta jest AŻ jedna. Choc jest tu scena, gdzie potwor ma cyce i zastanawiam się czy to nie jest taki przytyk/żart z nadmiaru nagosci w starym.
Drugi minus to lokacje, ktorych ptaktycznie nie ma. Praktycznie tylko lasy. Trzecia to filtry najebane na caly film, ktore sprawiają wrazenie, ze mają maskowac taniosc. Niepotrzebnie bo jest doslownie chwila bez filtrow na poczatku i wyglada to ok. Nie wiem po uj to zapaskudzili. Tylko po to, zeby udawac, ze dana scena dzieje sie w innym regionie? Nosz kurwa, przeciez widac, że ten sam jebany las i pagorki.

7/10 za serce ;) jakie włozyli twórcy.


[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcSSPmTOFTqBOH51Lbf2ip_...KOgkg&s=10]

Deathstalker (1984)

New World Pictures. Czyli wszystko jasne: celowy kicz, kiepskie efekty i fatalne aktorstwo :) No ale są też zalety: czyli golizna. Wojowniczka biegająca prawie w kazdej scenie (a kilka ich ma) z cycami na wierzchu. No ludzie... Wyobrażacie sobie taką "Red Sonje" z Nielsen?
Główny aktor/bohater Conano-He:man- tragiczny... aktorsko (jak i reszta ekipy), w większosci scen ze zdziwioną miną, choreografia walk jak z podwórka (gdzie dzieci naparzają się patykami), scenariusz i dialogi: napisane w 20 minut od niechcenia. Ale takie to mialo być. I wygrywa z rimejkiem 2ma rzeczami: różnorodnością miejscówek i nagością.

3+/10

Deathstalker 4(1991)

Dlaczego przeskoczylem 2 i 3? Bo dwoja wyglada, ze dzieje sie w wiekszosci w jednej lokacji i nie ma tyle nagości. A trójka? Bo chyba też nie ma tyle nagości.
No i najważniejsze: nie gra w nich fatalny "aktor" z jedynki :) A w 4 WRÓCIŁ! I nawet sie wyrobił. Widac, ze bardziej wyluzowany, juz nie ma ciaglego zdziwienia na facjacie. Poza tym: jest nagość (choc znacznie mniej niz w pierwszej czesci). Reszta  gorsza niz w jedynce. Te "choregrafie" walk, szczegolnie w wykonaniu kobiet TRZEBA ZOBACZYĆ.

3/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Ministranci

Po zwiastunie myślałem, że będzie irytujący i nachalnie wciskał symbolikę. Okazało się zupełnie odwrotnie. Można powiedzieć, że to taki drugi film po "Bożym ciele", który bardzo uniwersalnie pokazuje, że film o kościele może być przystępny i ciekawy dla każdego. Z tym, że tutaj zamiast podszywającego się księdza mamy czwórkę tytułowych ministrantów. Pewna sytuacja sprawia, że postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i można powiedzieć, że zostają pewnego rodzaju superbohaterami, którzy chcą wyrównać krzywdy i poprawić sytuację życiową zwykłych ludzi. Wszyscy młodzi aktorzy świetnie grają, bardzo naturalnie, a ten co gra główną rolę mógłby zrobić wspaniałą karierę gdyby tylko chciał, tym bardziej po tak dobrym debiucie. Jakby się do czegoś przyczepić to właściwie tylko postać jego matki jest tak nie do końca określona, ma depresję, bo "tak". I w połowie filmu tempo trochę siadło, ale może tylko się czepiam, bo film ogólnie jest naprawdę dobry, zabawny (na sali ludzie śmiali się co chwilę) a na końcówce nawet ja się wzruszyłem. Ocena 7,5.

P.S.
Sławomir Orzechowski gra księdza proboszcza, czyli praktycznie... tą samą postać, która grał w "13 posterunku" :)

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
K-popowe łowczynie demonów - Phlogiston2 dupę mi truł żebym obejrzał, więc w końcu znalazłem czas. Całkiem spoko. Widać ogromny risercz względem koreańskich wierzeń, jak i fakt oddania kultury południowokoreańskiej. Fabuła /może nie jakaś odkrywcza, ale ujdzie Piosenki w sumie nie przypadły mi do gustu, bo to nie mój typ. I pierwsza od lat animacja, gdzie liar revelead nie zrobiono po łebkach, bo postać zmuszona była okłamywać, a bliskie jej osoby mają powód być urażonym, a i tak nie do końca odwracają się i nie chcą zaprzepaścić przyjaźni. Plus jeszcze jest jeden liar revealed, związany z wątkiem koreańskiego Tuxedo Maska (który jest niejednoznaczną postacią), też mający ręce i nogi.
(28-07-2025, 03:17)Phlogiston2 napisał(a): Najkrócej można go opisać jako Buffy the vampire slayer meet Atomówki meet Blade meet Sailor Moon meet Spiderverse.
Zapomniałeś do tego dodać Odlotowe Agentki, bo też tu są komediowo zachowujące bohaterki, które też w teorii były kompetentne i też był styl nawiązujący do anime. O właśnie, to prześliczny film i powinien lecieć w kinach. Niby ten sam typ animacji co Spiderverse, ale styl animacji inny. Co bym miał przyczepić, to że czasami niektóre ruchy postaci były zbyt płynne jak na ten rodzaj stylu animacji. Sroka mogła też mieć tyle uwagi co tygrysek (może w sequelu, który na pewno powstanie, to naprawią).

Co do polskiego dubu, mogliby jednak zdubbingować piosenki. Te piosenki dziejące bezpośrednie na scenie koncertowych można zostawić po angielsku, ale już te odwołujące się do uczuć i przemyśleń bohaterów dałoby się przetłumaczyć, zwłaszcza że to było kierowane do dzieci. Zwłaszcza, że piosenkę Czinu w domenie demonów przetłumaczyli (BTW aktor podobny do Kopczyński ego, może być następcą Freda Jonesa). I pewien jestem, iż na jakimś etapie polscy dubbingerzy planowali spolszczyć piosenki, gdyż dwie z łowczyń grają zawodowe piosenkarki.

Raczej nie sikałem z zachwytów, ale wart jest ujrzenia i zasługuje na nominację do Oscara. 

7/10


Hutnik szkła - al_jarid pytał się kiedy doczeka tradycyjnej animacji. No to ktoś wysłuchał jego modlitwy i rok temu wyszedł pakistański (!) film animowany 2D inspirowany studiem Ghibli. Już od dawna miałem to na radarze. Tak przeciągałem seans, że aż w końcu HBO Max zlecił polski dubbing (ku memu zaskoczeniu). I wreszcie nadeszła ta chwila. 

Czyli nadal jest możliwa pełnometrażowa animacja 2D, skoro zapewne jakieś biedne studio z kraju bez tradycji kinematograficznych było w stanie wypuścić przyzwoicie wykonany film. Więc niech Hollywood nie pierdoli, że "kasy ni ma, że coś tam publika, że pyrtum tyrtum". Może brak tego oszlifowania co u Japończyków (i na pewno wspomagali się komputerami przy klatkażu), ale czuć w tym serce i dzięki temu, że robiły to ludzkie ręce ma to duszę, nie to co te AI slopy co zalewały miesiące temu neta. Dobra iluzja, bo bym przysiągł, że autentyczne japońskie anime i to od Miyazakiego. Co do fabuły to taki romans z wojną w tle. Dość realistycznie ukazano relacje między główną dwójką . Także to jeden z tych filmów animowanych ostatnich lat, gdzie brak villaina wypada dobrze, bo sama fabuła to obyczajówka i zbliżona życiu. Świat przedstawiony to nieco Nibylandia będąca blendem brytyjskiej kultury z tą pakistańską, a jednak jest wiarygodny i możliwy do zaistnienia w naszej rzeczywistości mimo elementów fantastycznych, a nawet steampunkowych. Niby to figuruje jako film dla dzieci, ale mówiąc szczerze nie pokazałbym ani siostrzeńcowi ani chrześnicy. Raz Fabuła jest dość ambitna jak na małoletni gust i w finale jest dość drastyczna scena. I nikt nie słodzi obrazu wojny. Co miałbym skrytykować, to niewykorzystany jest motyw dżinów (bliższych muzułmańskiemu folklorowi), jak i chwilowe przejście głównego bohatera na Ciemną stronę Mocy.  

Jak się domyśleliście - widziane w polskim dubie, który jest OK. Co ja niecodziennie pochwalę, to tuaj są dobrze obsadzeni aktorzy dziecięcy, bo z tym różnie bywa. I trochę zaskakujące, że w dobie streamingu są filmy, gdzie lektor w tyłówce czyta listę płac.

Jak to dostanie nominację do Oscara za najlepszą animację, to jest mój faworyt do statuetki. Więc, al_jarid (i inni) - zachęcam do seansu. 

8/10

Odpowiedz
trułem dupe, bo to imo dobra pozycja na spooktober :) sceny, kiedy zwykli ludzie padają ofiarami demonów sa zawsze creepy, nie ma zadnego smieszkowania(chyba najlepsza byla scena z opustoszałym pociągiem, zwlaszcza ten iphon z ktorego leci zlowieszczo Soda Pop), finalowy koncert Saja Boys tez robi robote

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,239 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,921 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,257 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,752 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,426 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,950 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,305 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości