Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Wicked: For Good

Jeśli chodzi o sequele, to dawno nie widziałem takiego spadku jakości pod względem funu i emocji. Druga część wypada potwornie źle w starciu z poprzednikiem i przegrywa na kazdym możliwym froncie. Pierwsza godzina snuje się, jak flaki z olejem serwując kuriozalne sceny, później jest nieco lepiej, ale to się nie umywa totalnie do "Wicked". Emocji w tym tyle co kot napłakał, piosenki są chujowe i nie zapadają w pamięć, jest jedna fajna scena cringowej bitki na pięście Elfaby i Glindy, a takto nic, null. Generalnie jeden z najciekawszych wątków poruszonych w jedynce, czyli prześladowanie zwierząt został niemalże olany w całości. Szkoda. Wątek Dorotki to też jakiś nieśmieszny żart - rozumiem zamysł reżysera, aby nie pokazywać Dorotki, ale wykonanie tego jest dramatycznie złe. Generalnie ten film pokazuje, że tutaj nie było materiału na dwa oddzielne filmy.

3/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Pewnie, że nie było. Z tego, co się orientuję, sama pierwsza część jest dłuższa niż cały broadwayowski musical, na którym obie się opierają.

Odpowiedz
Train Dreams 2025 Netflix, drugi feature od Craiga Bentleya

Historia drwala pracującego od wojny secesyjnej przez kolejne 80 lat w Ameryce. Edgerton gra swoje, partneruje mu Felicity Jones, w epizodzie William H. Macy. To jest pięknie poprowadzony biopic randomowego chłopaka, który po prostu żył i trudnił się pracą. Poznał kobietę swojego życia, a potem zatracił sens życia przez ogólną wrażliwość, którą w sobie posiadał i liczne tragedie dziejące się dookoła niego. Co film podkreśla poprzez kadry, narrację, montaż to właśnie tę jego wrażliwość. Może trzeci akt już nieco zwalnia i zatraca się w szaleństwie, ale zmontowany ten film jest pięknie, świetnie nakręcony z wieloma fajnymi chwytami (spadająca gałąź przeznaczenia - nieoczywiste rozwiązanie dość oczywistej sprawy). Co mnie się najbardziej podobało to błyskotliwa narracja z offu: jest świetnym uzupełnieniem obrazu i działa jak miód moje serce, tworząc wielowarstwową historię tego chłopa. Zachwyt zachwytem, bo to bardzo "świeckie" kino, lecz jednak w tej końcówce coś mogło kipieć gdy szaleństwo zaczynało się pojawiać... jak się pojawiło, tak zgasło. Ogólnie jestem mocno na tak dając 8/10 dla tej produkcji.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
W upalną noc - w oziębłą noc ujrzałem na Kulturze ten jeden z najważniejszych antyrasistowskich filmów. No i miano zasłużone, a na dodatek prawak bez żenady może to obejrzeć. Traktowanie czarnych jest pokazane subtelniej i bez nadmiernego szczucia i łopatologicznych przemów pod nagrody. Sami rasiści i ich natężenie bardziej wiarygodne, bo raz tamte czasy były jakie były i dwa nie są specjalnie karykaturalni dla samej karykatury i uczucia manipulacji (no i poziom Afroamerykanów z tych lat był jednak wyższy. Zresztą Tibbs wykonuje posłusznie polecenia wrednego szkieła i jak ma jakieś wybuchy, to cały czas nerwy trzyma wodzy). Rasiol-komisarz jest jak reszta lokalnych białasów, ale racjonalnie potrafi schować dumę i taktycznie współpracuje z bogatym Murzynem (a i tak podchodzi jak pies do jeża). I choć Tibbs jest super duper ekspertem, to też nie jest aż taki Gary Stue, bo wpierw typuje nie tego sprawcę i w starciu z łebkami też nie okazuje się Herkulesem. No i częściowo został przy prowadzeniu sprawy, bo rasiol-komisarz wjeżdża mu na ambicję. I ironicznie film też jest uniwersalny, bo sporym tłem są małomiasteczkowa korupcja i układziki. I gdyby Tibbs byłby biały to i tak tubylcy by do niego się przysrali, chociażby na zarobki.

Co do reszty. Widać, że fabuła to jest takie dłuższe CSI, ale przyznaję że z biegiem czasu intryga robi się ciekawsza. Aktorsko wymiata, zwłaszcza Poitier grający chłodnego i opanowanego Tibbsa, który ma ten magnetyzm i nie daje się łatwo zastraszyć. Szczeólnie mówię o scenie "They call me Mr. Tibbs". Też już na horyzoncie wisi upadek kodeksu Haysa, bo widnieje taktycznie zakryty kobiecy sut. A i muzyczka Quincy'ego Jonesa też ładnie przygrywa.

Więcej takiego kina proszę.

9/10

Odpowiedz
Szkoda, że temat o filmie gdzieś przepadł, bo był tam świetny mem-recenzja military'ego.
(10-04-2022, 10:51)Mental napisał(a):
Dr Strangelove napisał(a):Tinker Tailor Soldier Spy (2011)

Zrobiłem sobie powtórkę po latach i film nadal nie zawodzi. Zresztą to jedna z najlepszych książek Le Carre`a i wystarczyło po prostu dobrze przenieść na ekran. Stara dobra szkoła, aktorstwo na najwyższym poziomie.
Film 8/10
Też obejrzałem kiedyś tam niedawno i nic z tego filmu nie zrozumiałem poza tym, że szukają jakiegoś szpiega. Pomijając już TOTALNY BRAK napięcia, to brytyjska flegma, ślamazarność i anemia wysączają się tu z ekranu z prędkością stygnącej smoły. Zdjęcia szare, ciemne, bohaterowie posągowi, smutni. W dupie miałem, kto okaże się zdrajcą, kogo złapią. Okropny kurva film 2/10.
Flegma i ślamazarność to nie jest problem tego filmu, to raczej jego urok, ja miałem bardziej problem z przedstawieniem całej intrygi, która według mnie rozwiązała się trochę sama. To znaczy oglądam sobie ten piękny film, śliczne zdjęcia, świetne aktorstwo, wszystko się fajnie rozkręca, aż nagle Smiley konfrontuje się z jednym podejrzanym, który mówi, że no on niby tak, ale wszyscy inni też, więc zajmij się nimi, dwie sceny później winny jest już złapany. Może coś przeoczyłem, więc zapytałem dwóch AI skąd właściwie Smiley wiedział kto jest zdrajcą i dostałem sensowną odpowiedź z trzema głównymi poszlakami, których... nie było w filmie. To znaczy same te motywy były w filmie, ale tak okrojone i pozbawione kluczowych fragmentów, żeby przypadkiem widzowi nie dać wskazówki, więc nie wiem, może w książce i serialu dało się samemu, wspólnie ze Smileyem znaleźć szpiega, a w filmie Alfredson postanowił to wszystko rozmyć, co mnie wkurza, bo przez to film jest tylko świetnym patrzydłem pozbawionym emocji.
Mimo wszystko jest to bardzo porządna robota, dam 7/10

Odpowiedz
Czytałem książkę, widziałem obie wersje (film i miniserial z Guinessem) przeniesione na ekran, ale co tam niby jest wyciętego z książek? Bo ja nie pamiętam, żeby mi coś zgrzytało.
A zmiany typu Prideaux zostaje postrzelony przy restauracji zamiast w lesie nie mają żadnego wpływu na intrygę.

PS. Oczywiście postać Cumberbatcha (Guillam) w książkach nie była gejem tylko gościem z żoną i dzieckiem :D 
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Znaczy może te AI mi zmyślają, ale podobno ta babka ze Stambułu opisuje w kilku zdaniach zdrajcę (tak, że można wnioskować że to Haydon), a w filmie jest tylko że to "ktoś z kierownictwa", w scenie na płycie lotniska w filmie ten łysy wymienia właściwie wszystkich podejrzanych, a AI twierdzi, że on tam wskazał wprost na Haydona. Jedyne co ewidentnie wskazuje w filmie na Haydona jest fakt, że to on odebrał wiadomość od Toma Hardy'ego i ją zlekceważył/zataił.

Odpowiedz
Cóż, książkę czytałem dawno temu ale nie przypominam sobie, żeby tam były jakieś wskazówki w trakcie, że to Haydon. A Irina (babka ze Stambułu) na pewno nie mogła powiedzieć że to on bo słyszała tylko pogłoski o wysoko umiejscowionym szpiegu/zdrajcy. Więc obstawiałbym, że AI sobie konfabuluje :)

(24-11-2025, 14:25)simek napisał(a):  Jedyne co ewidentnie wskazuje w filmie na Haydona jest fakt, że to on odebrał wiadomość od Toma Hardy'ego i ją zlekceważył/zataił.
A to jest taka scena? Bo film też widziałem ostatnio dość dawno temu.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Jest wątek tej wiadomości z Turcji i Smiley sprawdza kto miał wtedy dyżur i wychodzi mu, że to Haydon.

Odpowiedz
Możliwe, aż tak szczegółowo to nie pamiętam, raczej ogólne wrażenie, że nie ma tam jakichś wielkich baboli zdradzających zakończenie ani idiotycznych twistów mających oszukać widza.
A że podejrzanych jest raptem 4 to i w sumie nie tat trudno nawet strzelić, że winny jest jeden z nich :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(24-11-2025, 13:59)simek napisał(a): więc zapytałem dwóch AI

Straszna będzie ta przyszłość, jeśli o każdą pierdołę będziecie pytali niedomagające i zaprogramowane AI.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
A gdzie indziej powinienem zadać tak konkretne pytanie jeśli nie chce mi się czytać książki i oglądać serialu? No mógłbym tutaj, ale w najlepszym razie (czyli gdyby w ogóle się komuś chciało odpisywać) doktor odpisałby, że sorry, nie pamięta szczegółów, a ty byś robił jakieś podśmiechujki i tyle bym się dowiedział.
Zresztą przed modelami językowymi można było co najwyżej wklepać pytanie w Google i liczyć na to, że ktoś na jakimś forum już kiedyś na nie odpowiedział, więc sporo pytań zostawało mi w głowie bez żadnej odpowiedzi.


Specjalnie dla ciebie jeszcze teraz przez kwadrans pogooglałem i dochodzę do wniosku, że film na dobrą sprawę dosyć kiepsko pokazuję tą metodyczną pracę Smileya: oczyma wyobraźni widzę że w książce czy serialu mogło to świetnie zadziałać, bo był czas na pokazanie/opisanie wielu czynności i rozkmin, a widz filmu musi po prostu zaufać reżyserowi, że Smiley poza kadrem robi coś, co sprawia, że ostatecznie złapie szpiega.

Odpowiedz
Film mu się nie podoba, ale "Nocny recepcjonista" mu się podobał. To jakaś marna prowokacja czy co :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(24-11-2025, 18:37)simek napisał(a): A gdzie indziej powinienem zadać tak konkretne pytanie jeśli nie chce mi się czytać książki i oglądać serialu?

Na stacji Statoil :)
Po prostu dziwi mnie, że tak szybko AI zyskało zaufanie, choć pełno tam byków, ograniczeń i niepełnych danych. Co gorsza, ludzie sięgają po to w poważnych dyskusjach - tutaj trafiło na Ciebie akurat.

Cytat:Specjalnie dla ciebie jeszcze teraz przez kwadrans pogooglałem i dochodzę do wniosku, że film na dobrą sprawę dosyć kiepsko pokazuję tą metodyczną pracę Smileya

Jeśli dobrze pamiętam, to tam całość bardziej opiera się na drodze dedukcji i eliminacji podejrzanych na zasadzie czytania między wierszami i kojarzenia poszczególnych detali oraz faktów, niż na faktycznych działaniach fizycznych. Stąd może coś przegapiłeś, bo tam raczej nie jest wszystko wykładane na stół.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Dla mnie TTSS był niemałym zawodem. Tyleż się pochlebnych recek naczytałem, obsada doskonała, ale fabularnie mi nie siadł. Oczywiście, jest to powolny film, można się delektować ogromem detali i klimatem, lecz fabularnie nie czułem tej intrygi, końcówka była dla mnie sklejona na zasadzie "bo tak" i w pewnym momencie to, co miało wybuchnąć albo pokazać co i jak w ten klimatyczny sposób, rozlazło się po łebkach. Także rozumiem argument, że nie wszystko jest jasne, zaś argument że diabeł tkwi w szczegółach jest nijaki, bo tych detali pokazujących rozgryzanie intrygi jest jak na lekarstwo wg mnie.

(moderator: czy można wątek o TTSS i Frankensteinie wydzielić do osobnych tematów?)
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
(24-11-2025, 20:13)Mefisto napisał(a): Co gorsza, ludzie sięgają po to w poważnych dyskusjach - tutaj trafiło na Ciebie akurat.
Dobrze znam ograniczenia LLMów i przecież sięgnąłem po nie akurat w najbardziej błahym temacie, czyli z pytaniem co właściwie zrobił jeden gość w jakimś filmie, a ty już załamujesz ręce jakbym Chatowi życie powierzył :p

Odpowiedz
(24-11-2025, 18:01)Mefisto napisał(a): Straszna będzie ta przyszłość, jeśli o każdą pierdołę będziecie pytali niedomagające i zaprogramowane AI.


Ja szukałem pewnej piosenki i dopisałem mp3. AI mnie opierdoliło, że piractwo to zło ;)
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Bo jeśli masz nie mieć niczego i być szczęśliwym, to nie w taki sposób :).

Odpowiedz
The Awakenings - taki tam wyciskacz łez, który gdyby powstał dzisiaj, to byłby zjechany, że to bezczelny Oscar bait, a że jest sprzed 35 lat, to ma swój urok. Bardzo dobrze grają Williams i De Niro, ale wg mnie nic wybitnego, tak jak i cały film: ładny i nic więcej. 6/10

Desperately Seeking Susan - muszę przyznać, że punkt wyjścia jest dosyć karkołomny i głupi :P Ale z każdą minutą coraz bardziej się do filmu przekonywałem: komediowo-teledyskowa energia, ejtisowy klimat i muzyka mnie w pełni kupiły, do tego świetne role Arquette i Madonny (co mnie zaskoczyło, bo kojarzyłem ją tylko z dosyć marną rolą z Bonda). Jest to głupiutki film, ale cóż poradzę, że mi się zajebiście podobał i co chwila brechtałem z zadowoleniem? 8/10

Odpowiedz
Oceny Ci się zamieniły :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,248 243,757 Dzisiaj, 11:11
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,949 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,268 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,453 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,756 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,441 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 723,960 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,334 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 327 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości