Pan Drzewo
Liczba postów: 1,744
Liczba wątków: 14
Książka jeszcze lepsza. Ekranizacja ciut uproszczona (i ze zmienionym nieco wątkiem bohatera granego przez Sinatrę), ale aktorzy faktycznie dają popis (chyba nawet Borgine pojawia się w roli sadystycznego wojaka). Monty Clift był gigantem.
Dawno mnie tu nie było, więc kilka krótkich piłek:
Missouri Breaks
Czułem potencjał na wielkie dzieło, protoplastę Unforgiven. Nie trzeba się zbytnio wysilać, by znaleźć podobieństwa (aczkolwiek czasem to bardziej odbicia w krzywym zwierciadle): wynajęcie płatnego mordercy, marna próba zerwania z przestępczą przeszłoscią, źli nie będący wcale tacy wstrętni (a dobrzy tacy krystaliczni). W teorii więc materiał na mocny western z filozoficznym zacięciem; zaczyna się to całkiem obiecująco, wtem: kompletny rozgardiasz. W pewnym momencie ktoś (zapewne pan reżyser) stracił kontrolę, lejce zostały wypuszczone z rąk i koń popędził galopem przez wyboiste wertepy, regularnie zaliczajac glebę. Problem, niestety, narasta wraz z pojawieniem sie postaci Brando; z początku bawił mnie swoją pozą, ale szybko znudził i irytował, bo najwyraźniej pomysłem na tego bohatera był... brak pomysłu, wolna amerykanka. Konflikt z Nicholsonem mógł stać się głównym filarem, niosący pełnię ciężaru emocjonalnego i moralnego; dostaliśmy kilka mdłych scenek między mistrzami i kompletnie „niedogotowaną" relację. Takie właśnie są Przełomy Missouri — niedopieszczone. Tempo regulowane fatalnie: w środku spore zamulanie, końcówka mocno przyśpieszona i po łebkach. Ponoć na planie pojawiło się sporo zielska... To by wyjaśniało pewne kwestie. Szkoda tego marnotrawstwa (również na drugim planie, gdzie pojawia się między innymi wspaniały Harry Dean Stanton czy jeszcze nie do końca oszalały Randy Quaid).
Pickpocket
Z pierwszego starcia z Bressonem wychodzą z wykrzywioną mordą. Ziewaniem. W roli głównej drewniany pionek, Raskolnikov dla ubogich. Kwestia moralna zaakcentowana chyba tylko dlatego, aby stworzyć iluzję jakiejkolwiek głębi, no ale nie, nawet to jest płaskie i niedorozwinięte. Facio snuje się po ekranie, okrada ludzi i coś tam czasem bredzi o niesprawiedliwości. Gdybym był zlośliwy, to napisałbym coś o lewactwie (na szczęście nie jestem). Nie trafia do mnie minimalizm w takim wydaniu.
Le Doulos
Dla zachowania równowagi teraz pochwalę Francuzów: Szpicel to mój ulubiony Melville (widziałem jeszcze tylko W Kręgu Zła i Samuraja). Dlaczego? Bo fabularnie jest najpełniejszy; Janek stawia na intrygę, miast co chwila bombardować widza widokiem zafrasowanego gościa z miną zbitego psa. Może i te późniejsze filmy z Delonem są bardziej „wykwintne", ale przegrywają scenariuszem. Przez małe wolty fabularne optyka zmienia się co jakiś czas, więc nie ma raczej mowy o nudzie. Dobre to było. Dość proste, ale dobre. Jeśli miałbym się czegoś czepiać, to zakończenia. Ten fatalizm najwyraźniej był już wpisany w tego typu kino z tamtych lat.
Broadcast News
W pewnym sensie unikalna komedia romantyczna. Unikalna, bo między głównym trio nie ma jakiejkolwiek chemii, hehe. Można obejrzeć dla nieodżałowanego Hurta, świetnej Hunter i niektórych dialogów. Doceniam końcowy „zwrocik", stawiający jednego z bohaterów w mniej korzystnym świetle. Z takiego fajnego zagrania wyszedł całkiem zgrabny komentarz na temat mediów. Terms > Broadcast > As Good. Ładna równia pochyła.
17-01-2026, 15:23
.
Liczba postów: 27,505
Liczba wątków: 60
(17-01-2026, 15:23)Norton napisał(a): Książka jeszcze lepsza. Ekranizacja ciut uproszczona (i ze zmienionym nieco wątkiem bohatera granego przez Sinatrę)
Z tego co mówili w materiałach dodatkowych to nawet dosyć solidnie uproszczona i ugrzeczniona, co mogę sobie wyobrazić, bo co prawda From Here to Eternity nie czytałem, ale Thin Red Line tak.
Tym bardziej się dziwię, że żadne producent nie wpadł jeszcze na pomysł, żeby zrobić "remake" z Rką i pokazać wszystko. Dać to do wyreżyserowania jakiemuś Davidowi Russelowi i zatrudnić Jennifer Lawrence jako żona kapitana, Anne Hathaway jako Lorene, po męskiej stronie dać Bale'a, Coopera, do tego Paul Mescal (ewentualnie Jeremy Allen White) jako Maggio i z automatu dostajemy ze 12 nominacji nawet jak film naprawdę będzie słaby :p
17-01-2026, 16:23
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
Konformista - zachęcony pozytywnymi opiniami na temat zdjęć jako wzrokowiec postanowiłem zaliczyć. Cóż, ciężki jak cholera. Ale śliczne zainscenizowany. Zaskoczyłem się końcowym twistem, który rzucał nową perspektywę na całość. Też zawiera uniwersalizm stałości pogladów, gdy rzady Mussoliniego upadają, Marcello idzie do ludzi nie bacząc, że mogą go roznieść za bycie szpionem (a i sam mówił, że jeszcze wczoraj ci sami ludzie świętujący upadke rezimu wspierali Musola). Żeby tak dobrze nie było to jednak europejski snuj. A i żona Marcella wkurzająca i to ją mogliby zabić. Co warto zobaczyć - to zdjęcia, bo film jest naprawe pięknie nakręcony. I też pochwalę dubbing nie-włoskich aktorów - idealne zblendowanie postaci i wokalu, co też przekonuje że dubbing to też sztuka i laik może nie dostrzec, że aktor nie przemawia swoim głosem. Ale z Bertolucciego bardziej podobali mi się Ostatni cesarz i Mały Budda.
7/10
Anni 90 - od twórców Vacanze di Natale. Całośc to pełnometrażowy odpowiednik Benny Hill Show, gdzie są różnej długości niezwiązane ze sobą skecze. Prócz De Sici i Boldiego rozpoznałem jednego aktora, który wystąpił w jednej części Vacanze di Natale. Niektóre skecze zabawne (jak porzucenie psa), niektóre podpadające pod kiepski kabaret. Już od czołówki film aż pachnie najntisami. Prócz eurodance jest i muzyka przypominająca te z polskich seriali. I nawet przerywniki między segmentami na myśl przywodzą stare jingle w telewizji. Zdecydowanie ciekawostka, o której żaden z was Polaków by się nie dowiedział, gdyby nie ja.
5/10
Anni 90 - Parte II - praktycznie to to samo. Tym razem trwa prawie dwie godziny. A jednocześnie mniej segmentów. I tylko jeden skecz ma kontynuację. Reszta zależy od preferencji humoru - niektóre OK (np. taksówkarz ), niektóre takie se (np. live action remake odcinka Animaniaków, gdzie Wakko nie miał gdzie się odlać). Co pochwalę, to dość epickie intro okraszone wokalem Freddiego Mercury'ego, które też by pasowało do innego gatunku. A tak, nic takiego szczególnego.
5/10
17-01-2026, 17:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-01-2026, 17:39 przez OGPUEE.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,206
Liczba wątków: 29
Bring Her Back (2025)
Walnięta typiara prowadzi rodzinny dom dziecka. No i, ten tego, trochę prześladuje swoich podopiecznych.
Chory film. Ale dobry. Dobry w sensie "na raz" bo niektóre sceny są tak odpychające, że drugi raz nie chcę.
Nie oglądałem zwiastuna więc nie wiem ile tam zaspoilerowali. Ale przyjmuje, że ktoś też mógł go nie oglądać więc nie będę spoilerował. Jakież to kurwa oczywiste, nie?
7+/10 warto
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
17-01-2026, 19:10
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
The Magic Voyage - podobno to był wtedy najdroższy niemiecki film animowany. Co? Dwa lata wcześniej Niemcy stworzyli Piotrusia w krainie czarów, czyli podróż fantastyczną, który miał płynniejszą i ładniejszą animację i włożono więcej wysiłku (i robiony był przez bogatszą RFN). I wspomniany Piotruś… ma być tańszy niż ten odrzut z gównianej kreskówki telewizyjnej? Zgaduję, że ów odrzut musiał być jakaś pralnią pieniędzy Stasi albo ukrywających się nazistów lub coś podobnego, bo inaczej nie uwierzę.
Internety głównie się śmieją z wersji amerykańskiej z Coreyem Feldmanem i Domem DeLuisem, ale czytałem że Amerykanie, jak to mają w zwyczaju, poprzerabiali co nieco, więc obejrzałem oryginalną niemiecką wersję. Która dość długo nie była dostępna w sklepikach (bo widocznie nasi sąsiedzi uznali, że takie gówna nie powinny być oglądane i lepszym reprezentantem ich animowanej kultury będzie Felidae), aż ktoś się zlitował i wrzucił na tubę.
Montaż też czasem do dupy, a postacie nie ruszają, ale nie jest to tak częstotliwe jak u amerykańców, a soundtrack jest nie kakofoniczny. Co do reszty... na początku postacie poruszały się przyzwoicie i myślę, że może jednak uczciwie wydali budżet. Ale po 10 minutach przez cały film przeważał tani niedorobiony styl przypominający niesławnego pełnometrażowego Kota Felixa. Zdziwiło mnie, że przy tym filmie pracowali dość doświadczeni animatorzy jak Walt Peregoy czy Phil Nibbelink. Najlepsza w tym jest niemiecka obsada głosowa, ale sąsiedzi nasi mają w tym doświadczenie.
Oczywiście więcej o wyprawach Kolumba się dziecko dowie z odpowiednich odcinków Byli sobie..., a przez litość nie wspomnę o dużych wątkach fantasy. Bo więcej uwagi poświęca temu, że główny bohater - kornik - zakochuje się ot-tak we wróżce urwanej z odrzuconego poziomu Raymana przez złym księciem-rojem, też z Raymana. Kolumb (który nawet w ówczesnych przekazach historycznych był opisywany jako kawał mendy) to bardziej głupkowaty kuzyn disneyowskiego Kapitana Haka, który ma wzajemnie kosmate myśli o królowej.
I słyszałem, że Niemcy są bardzo upierdliwi w kwestii filmów dla dzieci (choć picie wina i "O Mój Boże" spokojnie przechodzi, bo to Europa lat 90.), więc jakimś cudem Kolumb ma erotyczne fantazje nt. królowej Izabeli i w nich wyciąga z kutasa lunetę. Na pewno to było kierowane pod dzieci? Przyznam się, iż jeden żart w kategorii czarnego humoru spowodował u mnie uśmiech (jak szczury widzą szczurze kościotrupy na skandynawskiej krypie). Jak można się domyśleć - paszkwil, który raczej nie jest konieczny do obczajania teutońskiej animacji. Przynajmniej ujrzany w wersji oryginalnej.
3/10
Beloved Beauty - tym razem drugi oprawca, bo Rosja pod zarządem żydowskim. Kolejna z niezliczonych animowanych baśni ludowych od Sojuzmultfilmu, ale tym razem w wersji poklatkowej. I to chyba pierwszy od lat radziecki poklatkowiec, bo się dowiedziałem, iż podczas wojny ojczyźnianej Stalin zakazał dekretem animację poklatkową na rzecz tej rysunkowej (i żeby ta była w stylu Disneya). Zresztą kiedy nastąpiła odwilż Chruszczowa, od tego czasu radziecka animacja była różnorodna.
Amalgacja różnych motywów ludowych typu Iwan Carewicz, Kościej, wymuszanie na kruku pomocy pod groźbą śmierci jego bliskiego, dusza Kościeja będąca poza jego ciałem. Oczywiście jak to bywa w filmowych baśniach, główna para zakochańców płaska jak diabli i bardziej charyzmatyczny jest sidekick Iwana - Bułat i to jego mogła by wybrać tytułowa piękność. Też jest trochę nienachalnego humoru w postaci dwóch poczciwych zbójców-filozofów.
Animacja jest nawet OK, choć to poziom dawnej wieczorynki, ale patrząc na datę, to jest dobrze zrobiona i mimo uproszczonych projektów graficznych, jest na co popatrzeć. I także pobawili się w różnorodność technik, bo występują tu podniebne bóstwa zrobione tradycyjną animacją 2D i są kręcone na żywca efekty płomieni.
Mówiąc szczerze, trochę bardziej cenię wcześniejsze produkcje Sojuzmultfilmu, jeśli chodzi o lata 50. Ale wstydu nie ma.
7/10
18-01-2026, 23:44
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,206
Liczba wątków: 29
Zardoz (1974)
Nie wiem co wlasciwie obejrzalem. Mniej utalentowany brat Gilliama spotyka mniej utalentowanego brata Orwella.
W świecie przyszlosci istnieje ostry klasowy podzial ludzi. Najwyzej jest elyta, ktora wyewulowala i mieszka w Raju a nizej "na Ziemi" reszta. W tym motloch zarządzany przez barbarzyncow, ktorzy sa wlasciwie zwyklymi kapo. Pewnego dnia jeden z barbarzyncow przygotowuje misterny plan dostania sie do Nieba. "Elizjum 1974" kurva mać. Udaje mu sie to...
Podczas seansu natrętnie wracaly do mnie 2 pytania:
1. Czemu Connery zgodził sie w tym zagrać?
2. Czy to jest jakaś New Age'owa propaganda?
Po seansie uznalem jednak, ze nie ma to znaczenia i nie bede marnowal czasu na szukanie odpowiedzi.
Bo nie warto.
5/10 są cycki
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
19-01-2026, 12:47
Stały bywalec
Liczba postów: 12,422
Liczba wątków: 29
(19-01-2026, 12:47)shamar napisał(a): 1. Czemu Connery zgodził sie w tym zagrać?
Podobno Connery wziął tę rolę, gdyż chciał zerwać z łatką Jamesa Bonda. No i reżyserował John Boorman od Piekła na Pacyfiku i Uwolnienia (BTW Reynolds był pierwszym wyborem do roli głównej).
19-01-2026, 13:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2026, 13:49 przez OGPUEE.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,206
Liczba wątków: 29
Cat People (1982)
Nigdy nie ciagnelo mnie do tego bo mialem przypuszczenie, że jest s£abe. No a jest jeszcze słabsze niz sie spodziewalem.
Przede wszystkiem: sam motyw przewodni jest idiotyczny. Ludzie morfujący w koty. No dobra, ale żeby to bylo fajnie podane. A mamy rozwleczone męczenie buły. Gdyby nie dodali nagosci i seksu to już w ogole nuda w chuj. Choc powyzsze elementy niespecjalnie pomagają. Ciekawe jak drętwa musiala byc wersja 40 lat starsza.
Są jakies plusy? No gdyby wyjebac z 30 minut moznaby uznac film za przecietny. Kinski wyglada wyjatkowo dobrze (a nigdy mi jej uroda nie podchodzila). No i kawałek Bowie'ego (tyle, ze nie trzeba wcale ogladac filmu, zeby go sluchac)
4/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
20-01-2026, 13:46
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,206
Liczba wątków: 29
Pewnie (nie) zastanawiacie się czemu nie dałem plakatu tym razem. Otóż wszystkie (?) plakaty do tego filmu SPOILERUJĄ fabułę. Mądrzejsze tego (jakims sposobem) nie widzieć.
Together (2025)
Body horror o parze, ktora przezywa kryzys w zwiazku i przeprowadza sie do malego miasteczka.
Lecz tam sytuacja jeszcze sie pogarsza. Klisza na kliszy ale ogląda sie calkiem dobrze. Niestety są wjazdy inkluzywne. Do tego jawnie ANTYBIAŁE.
Pada np. wyrzut pogardy w stosunku do glownego bohatera, że to taki "biały przegryw". PODKRESLENIE, że typ jest Biały nie ma tu zadnego usprawiedliwienia a scenarzysta uznał, ze jest potrzebne. PRZYPADEK?
6+/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
21-01-2026, 12:56
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,744
Liczba wątków: 14
If I Had Legs I'd Kick You sprawdza się wyłącznie jako reklama antykoncepcji. Entuzjastyczne okrzykiwanie tego czegoś Uncut Gems dla matek wzbudza politowanie, gdyż oba filmy łączy głównie darcie ryja. Bohaterka wędruje ruchem spiralnym w stronę szaleństwa, ale z tego popadania w obłęd w zasadzie nic nie wynika. Zamiast próby wypowiedzenia (jakiegokolwiek) wartościowego komentarza w kwestii macierzyństwa zdecydowano się na bombardowanie widza krzykami i traumami, mającymi zapewne przykryć fabularną i intelektualną pustkę. Bachor oczywiście powinien trafić do wiadomego tematu. Irytujące, męczące gówno, 3/10. Świetna rola Byrne kompletnie zmarnowana na taki szajs. Nie do końca wiem, po co powstają takie filmy... Co prowadzi do następującego apendyksu:
[Foliowa czapka mode on]
Film napisała i wyreżyserowała kobieta nazwiskiem Bronstein; pojawia się też na drugim planie w roli kompletnie antypatycznej pani doktur (przypominała mi nieco tę sławetną aborcjonistkę z Oleśnicy). Ponoć fabułę bazowała na swoich przeżyciach z chorom curkom, no ale czujny detektyw Norton (zniszczony latami czytania tego forum) przede wszystkim zauważa niecne zamiary: obrzydzanie macierzyństwa i pochwałę aborcji. Może rzeczywiście jestem skrzywiony.
21-01-2026, 15:21
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,785
Liczba wątków: 4
(20-01-2026, 13:46)shamar napisał(a): Gdyby nie dodali nagosci i seksu to już w ogole nuda w chuj.
Zygmunt Kaluzynski chyba cos podobnego o tym filmie pisal, ale moge sie mylic.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
21-01-2026, 15:31
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,206
Liczba wątków: 29
Wielkie umysły myślą podobnie :)
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
21-01-2026, 18:24
Stały bywalec
Liczba postów: 18,468
Liczba wątków: 148
Obejrzałem wczoraj film, bardzo dziwny, ale zarazem wyjątkowy. Jego tytuł to "Błysk diamentu śmierci". Belgijski twór od duetu Bruno Forzani i Helene Cattet. Była to moja pierwsza styczność z ich twórczością i z jednej strony chce więcej, a z drugiej totalnie wydaje mi się, że to nie dla mnie.
"Błysk diamentu śmierci" to kino łączące w sobie włoskie giallo z filmami o Jamesie Bondzie. Ten film to trochę tak, jakby duet reżyserski za fajny pomysł uznał nakręcenie adaptacji czołówek z bondowskich filmów. W tym filmie w zasadzie jest wszystko - oniryzm, walki na pięści, sceny gore, szpiegostwo, maski jak w Mission: Impossible, cycki, fajne dupeczki, pościgi, tutaj są nawet sceny, gdzie pod koniec normalne ujęcie zmienia się w kartkę komiksu. Pokręcone z pomieszanym.
Głównym bohaterem jest John - tajny agent na emeryturze, który wygląda, jak Sean Connery - kiedy dochodzi do zaginięcia jego pięknej sąsiadki z pokoju hotelowego, Johnowi zaczynają się przypominać sytuacje z lat, kiedy pełnił służbę międzynarodowego szpiega. Rzeczywistość miesza się z fantazjami, momentami nie wiadomo co jest snem a co prawdą, groteska goni groteskę, jest tu sporo fajnych pomysłów, ale... na dłuższą mętę to męczy. Film trwa jakieś 85 minut bez napisów, a ja czułem się zmęczony. Trzeba jednak mu oddać, że jest to hipnotyzujące, po pierwszych 15 minutach miałem ochotę rzucić to w pizdu, ale zostałem do samego końca. Skończyło się to tak, że nie wiem o co chodzi, ale generalnie było warto poszerzyć swoje filmowe horyzonty o coś takiego.
Rozumiem ludzi, którzy nazywają ten tytuł jednym z najlepszych w 2025 roku! Ode mnie jednak 6/10 i nawet nie top20 :D
Zwiastun dla zainteresowanych:
PS ten film na cudownego villaina o nazwie Kinetyk, który ma nałożony biały kaptur na łeb, jest też w zwiastunie, i gdy na ciebie spojrzy sprawia, że wydaje ci się, że grasz w filmie. Jak pojawi się napis "Koniec" to jesteś trupem :D
PS 2 ale generalnie głównymi czarnymi charakterami tej opowieści są oczywiście kobiety...
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
22-01-2026, 09:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-01-2026, 09:39 przez Pelivaron.)
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,785
Liczba wątków: 4
Chcielista Bonda od Quentina no to macie :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
23-01-2026, 08:35
.
Liczba postów: 27,505
Liczba wątków: 60
The Searchers - najbardziej imponujące w tym filmie są plenery, które w 4K wyglądają obłędnie, a już fabuła jest taka se, przez lata myślałem że to jest jakaś wielka epopeja, a ostatecznie tych tytułowych poszukiwań nie ma aż tak dużo, mam lekki niedosyt. W każdym razie i tak dosyć przyjemnie, fajna postać Wayne 'a, ale całościowo nic szczególnego. Naciągane 6/10
Tess - dosyć dziwny, wymagający w odbiorze film, bo muszę przyznać że często zrozumienie motywacji dziewczyny było poza moimi granicami empatii. Ciekawy zabieg Polańskiego z tym, żeby kompletnie nie pokazywać ważnych elementów fabuły, tylko robić przeskoki kilka tygodni, miesięcy do przodu, za to dosyć szczegółowo pokazywać dojenie i robienie serów :D Chociaż w sumie wolę tak, niż banalne pokazywanie wszystkiego po bożemu, zwłaszcza że nakręcone jest to tak, że klękajcie narody: zdjęcia (jakże wspaniale, że HBO wrzuciło wersję 4K) w połączeniu ze scenografią, kostiumami, plenerami to jakiś absolut do postawienia na jednej półce z Barrym Lyndonem.
Mam wielki problem jaką tu dać ocenę, bo historia mnie słabo zaangażowała, ale wykonanie jest cudowne. Dam takie 7+/10 ale bardzo chętnie wrócę za kilka lat celem weryfikacji.
Moby Dick - ależ ja lubię takie starocie ociekające klimatem! Te zdjęcia: kolorowe, ale stylizowane jakby na dagerotyp, to pieprzone mistrzostwo świata, dają takie poczucie immersji, że zanurkowałem w tą opowieść jak rzadko kiedy, iluzja tego, że patrzę na pierwszą połowę XIX wieku była bardzo mocna. Obawiałem się scen morskich, ale te są zrobione bardzo dobrze, widać że naprawdę pływali tym statkiem po oceanie, nawet sam wieloryb jest spoko zrobiony, idealnie pasuje do stylówy filmu. Wielce zacne, ode mnie 8+/10
23-01-2026, 09:45
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,187
Liczba wątków: 5
(23-01-2026, 09:45)simek napisał(a): Tess - dosyć dziwny, wymagający w odbiorze film, bo muszę przyznać że często zrozumienie motywacji dziewczyny było poza moimi granicami empatii.
Dokładnie o to chodziło. Ten film to najlepsza wiwisekcja kobiecej psychiki jaką widziałem. I taka jak lubię. Rzadko można spotkać coś tak pięknego, bo albo baba jest jakąś super heroiną albo wcielonym diabłem. A tutaj ta historia miota nią ze skrajności w skrajność w hipnotyczny wręcz sposób. Nie wiem jak to się stało, że Kinski nie dostała za tę rolę minimum nominacji do rycerzyka. Oczywiście film i Polański powinni zgarnąć Oskary za reżyserią i najlepszy film. U mnie rzecz jasna 10/10.
Co do zdjęć to pełna zgoda. Jeden z najpiękniej sfotografowanych filmów w historii kina i jeden z tych jak najbardziej zasłużonych "Oskarów" za zdjęcia.
Jak chcesz coś dość podobnego to polecam film "Elvira Madigan". Choćby dla samych zdjęć.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
23-01-2026, 10:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-01-2026, 10:19 przez Dr Strangelove.)
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,869
Liczba wątków: 15
Ten Moby Siusiak to w wersji z 1956 roku?
23-01-2026, 14:53
.
Liczba postów: 27,505
Liczba wątków: 60
Stały bywalec
Liczba postów: 18,468
Liczba wątków: 148
90 minut do wolności aka Marcy, czyli Timur Bekmambetov powraca!
Generalnie to jest cięzki przypadek hollywoodzkiego paździerza. Z jednej strony bawiłem się przednio na tym głupiutkim dziwadle - wystarczy nie myśleć o czym on jest, ale z drugiej uważam, ze jest to całkiem niebezpieczny film. Człowiek się moze pomylić, AI się może pomylić przy okazji inwigilacji ludzi i skazywania ich na śmierci, ale heej... AI na końcu przeprasza i się kaja, także jebać. System działa :D
Ale sam koncept mi się podobał - powstaje sąd AI (o twarzy Rebeki Ferguson), który ma wszystkie dane świata do skazywania ludzi za przestępstwa i sadzania ich na krześle śmierci. Na takie krzesło trafia Chris Pratt, który rzekomo zamordował żonę i generalnie wg AI jest winny na 96.5%. Ma 90 minut na obniżenie tych % do 92, żeby nie dostać od razu kary śmierci. Wówczas będzie normalnie proces :D Bohater Chrisa Pratta, który ma na imię... Chris zaczyna śledztwo mając wszystkie dowody, obrazy z kamer itd.
Także tego.. Bywa głupio, bywa bardzo głupio, bywa zabawnie, czasami poważnie. 17 nominacji do Oscara się należy.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
24-01-2026, 15:59
Stały bywalec
Liczba postów: 8,920
Liczba wątków: 26
(24-01-2026, 15:59)Pelivaron napisał(a): 90 minut do wolności aka Marcy, czyli Timur Bekmambetov powraca!
Generalnie to jest cięzki przypadek hollywoodzkiego paździerza. Z jednej strony bawiłem się przednio na tym głupiutkim dziwadle - wystarczy nie myśleć o czym on jest, ale z drugiej uważam, ze jest to całkiem niebezpieczny film. Człowiek się moze pomylić, AI się może pomylić przy okazji inwigilacji ludzi i skazywania ich na śmierci, ale heej... AI na końcu przeprasza i się kaja, także jebać. System działa :D
Ale sam koncept mi się podobał - powstaje sąd AI (o twarzy Rebeki Ferguson), który ma wszystkie dane świata do skazywania ludzi za przestępstwa i sadzania ich na krześle śmierci. Na takie krzesło trafia Chris Pratt, który rzekomo zamordował żonę i generalnie wg AI jest winny na 96.5%. Ma 90 minut na obniżenie tych % do 92, żeby nie dostać od razu kary śmierci. Wówczas będzie normalnie proces :D Bohater Chrisa Pratta, który ma na imię... Chris zaczyna śledztwo mając wszystkie dowody, obrazy z kamer itd.
Także tego.. Bywa głupio, bywa bardzo głupio, bywa zabawnie, czasami poważnie. 17 nominacji do Oscara się należy.
obejrzane dzisiaj
niedaleka przyszłość, w której oskarżony o zabójstwo bohater ma tylko 90 minut, by przekonać opartą na sztucznej inteligencji maszynę-sędziego do swojej niewinności
dużo tutaj wykorzystaniu tej samej techniki co w Searching czy Missing
punkt wyjścia jest spoko ale później wszystko się pierdoli i jazda bez trzymanki
samo to, że sędzia AI pomaga oskarżonemu? procentowe szanse na uniewinnienie albo skazanie, przerażająca inwigilacja i dostęp do wszystkiego (kamer, nagrań, telefonów), oczywiście podczas normalnego śledztwa to wszystko dzieje się własnym tokiem ale tutaj mamy proces i gościu w półtorej godziny z pomocą sędzi AI ma oczyścić się z zarzutów,przeprowadzić całe śledztwo mając dostęp do wszystkiego
ogólnie film miał pokazać sytuację gdy właśnie AI przejmuje wymierzanie sprawiedliwości ale coś nie pykło, Ferguson jako chłodna AI wypada ciekawiej niż Chris Pratt, ale co ona tam miała do zagrania? sztuczny posąg, trochę mimiki i zaskoczenia
na raz można to obejrzeć aby zobaczyć jakie to bez sensu, całość bardzo chaotyczna i pozbawiona napięcia
25-01-2026, 16:59
|