CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,210
Liczba wątków: 29
Eight Legged Freaks (2002)
ATAK PAJĄKÓW! Komedio-horror!
Ani to komedia bo NIC tu nie śmieszy. Ani horror bo to jebane PG-13. Mamy za to wymęczone nagromadzenie "akcji", gdzie setki CGI-pająków zabijają ludzi. Jest tego tak dużo, że najzwyczajniej NUŻY. Ciężko zresztą angazowac sie czymś na co wyjebane mają sami bohaterowie, nie? Bo dla nich tez nie ma żadnej grozy: posmieszkują, pogadają, postrzelają... choc w kolo APOKALIPSA i prawdziwa RZEŹ ich przyjaciol, sąsiadow. No ale skoro w tle przygrywa debilna slapstikowa muzyczka a same grozne pajączki wydają kreskowkowe dźwięki to można ich zrozumieć.
Wlasciwie dobre (czy raczej poprawne) jest tu wprowadzenie, gdzie Noonan hoduje pająki. Ale to jest aż 10 minut filmu.
3/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
04-02-2026, 12:27
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
(04-02-2026, 00:39)shamar napisał(a): Myślałem, że zdechł później bo na literach było nazwisko w ramce. Ale w USA najwyrazniej nie oznacza to zmarłego aktora.
Żył jeszcze, nawet po tym zrobił jeszcze jeden film z Herzogiem ( Cobra Verde, w którym został zdubbingowany jeszcze) i kaszaniasty sequel Nosferatu. Gdzie też odwalał manianę.
04-02-2026, 12:27
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,210
Liczba wątków: 29
My$lałem, że "Nosferatu w Wenecji" byl starszy.
PS: poczułem sie jak lewak :)
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
04-02-2026, 12:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2026, 12:31 przez shamar.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,141
Liczba wątków: 67
Może jesteś krypto?
04-02-2026, 12:37
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,093
Liczba wątków: 67
The Housemaid (2025)
Widziałem jakieś tam pozytywne opinie i w sumie nie wiem za co - chociaż nie, wróć, wiem za co ale absolutnie się z nimi nie zgadzam. Ogólnie to taki typowy współczesny film, który chyba miał nawiązywać do odnoszących sukcesy w latach 90-tych thrillerów erotycznych, ale ani to przesadnie wciągające czy trzymające w napięciu ani tej erotyki jakoś dużo - ot, jedna scena seksu, w której Sweeney może błysnąć "aktorsko" i to tyle. Fabuła niby zagmatwana i tajemnicza, ale tylko do pewnego momentu, bo przed trzecim aktem twórcy wykładają karty na stół i zapodają dwie mega długie retrospekcje, żeby każdy zrozumiał o co chodzi i kto tutaj tak naprawdę jest tym złym. Cały twist jest oczywisty i jeśli ktoś widział więcej niż dwa filmy w swoim życiu raczej nie powinien być zaskoczony tym bardziej, że po nim wjeżdża na pełnej PRZEKAZ, który jest kładziony widzowi do łba z subtelnością młota pneumatycznego.
Nie ma żadnych niedomówień, jakiejś choćby mgiełki tajemnicy - nie, wszystko zostaje wyjaśnione jak krowie na rowie i sprowadzone do kreskówkowego wręcz finału z kuriozalną ostatnią sceną zwiastującą sequel a być może nawet całą serię tego typu opowieści. Jeśli komuś bardzo się nudzi może od biedy sobie obejrzeć, bo aktorstwo jest na poziomie (bardzo dobra Seyfried) ale nie liczcie na coś choćby niezłego bo to właśnie taki typowy współczesny filmowy wytwór dla niezbyt wymagającego odbiorcy skręcony w taki sposób, żeby ten niezbyt wymagający odbiorca się nie pogubił w tych wszystkich zaskoczeniach i niespodziankach, jakie przyszykowali dla niego twórcy. Zdecydowanie bliżej "Pomocy domowej" do takiego typowego, zużytego kioskowego Harlequina niż reżyserskiej czy czysto filmowej maestrii "Nagiego instynktu".
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
04-02-2026, 12:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2026, 13:06 przez slepy51.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,473
Liczba wątków: 148
Generlanie ksiażka miała dużo lepsze zakończneie, zdecydowanie bardziej satyfakcjonujące, bazowała na identycznych twistach. Seria ma trzy części, więc zgadza się - będzie sequel, nawet dwa. Ksiazka to typowe czytadło, które kupujesz na lotnisku bo zapomniałeś zabrać coś ze swojej półki, następnie je łykasz w trakcie lotu i zapominasz. Z niewiadomych mi względów owa seria stała się fenomenem popkulturowym i cyk - sukces.
Seyfried naprawdę dobra, zdecyowanie najlepszy punkt całej tej produkcji.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
04-02-2026, 13:07
Chrissie Watkins' arm
Liczba postów: 6,093
Liczba wątków: 67
Pelivaron napisał(a):Ksiazka to typowe czytadło, które kupujesz na lotnisku bo zapomniałeś zabrać coś ze swojej półki, następnie je łykasz w trakcie lotu i zapominasz.
No widzisz, to by wiele tłumaczyło bo film jest taki sam, obejrzeć w trakcie lotu na telefonie i zapomnieć. Czyli w sumie można uznać, że to bardzo udana ekranizacja :)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
04-02-2026, 13:26
Stały bywalec
Liczba postów: 18,473
Liczba wątków: 148
Send Help
Fajny film, po prostu. Trochę mało Sama Raimiego w tym wszystkim, ale jak już odepnie momentami wrotki to spoko - nawiązania do "Martwego zła" oczywiście musiały sie znaleźć, tak samo zresztą jak akcje rodem z b-klasowych produkcyjniaków. Wtedy ten film jest najlepszy - kiedy jest groteskowy, przerysowany i daje możliwości do popisania się Rachel McAdams, bo ona w sumie niesie ten film. Mega sympatyczna rola, w której ja sam akurat Rachel bym w życiu nie widział, także fajnie, że nieco zrywa ze swoim emploi. Dylan O'Brien też ok, momentami całkiem zabawny, ale mam wrażenie, że akurat tę rolę mógł zagrać każdy.
Film najgorzej wypada wtedy, jak chce być satyrą na złych, białych, bogatych facetów, którzy w sumie chuja potrafią, są miękkim dydkiem robieni i jak jest problem to muszą szukać pomocy. Najlepiej u baby, wiadomo. Ruben Ostlund zrobił to jednak trochę lepiej. Strasze jest też CGI - katastrofa samolotu jest bolesna dla oczu, ale to i tak nic w porównaniu z dzikiem :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
04-02-2026, 20:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2026, 20:21 przez Pelivaron.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,141
Liczba wątków: 67
I kolejny bilet zaoszczędzony, dzięki :)
04-02-2026, 23:44
Stały bywalec
Liczba postów: 18,473
Liczba wątków: 148
(04-02-2026, 23:44)Mefisto napisał(a): I kolejny bilet zaoszczędzony, dzięki :)
Idź na Szympansa. Zrobiony po bożemu animal attack ze wszystkimi zaletami i wadami gatunki :p
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
05-02-2026, 09:21
Stały bywalec
Liczba postów: 18,473
Liczba wątków: 148
(08-12-2025, 21:55)Paszczak napisał(a): No Other Choice
Park Chan-wook przypomina że to on jest najlepszym koreańskim reżyserem, a nie jakiś tam Bong. NOC to adaptacja powieści Donalda Westlake'a której nie czytałem, ale satyryczne zacięcie filmu kojarzy się nieco z jego scenariuszem do Ojczyma, choć w bardziej jawnie komediowym wydaniu. Pracownik fabryki papieru zostaje po 25 latach wiernej pracy wywalony na bruk. Po roku desperackich poszukiwań nowej posady, chcąc za wszelką cenę utrzymać standard życia rodziny, postanawia fizycznie wyeliminować aroganckiego delikwenta zatrudnionego w najbardziej atrakcyjnej firmie w branży. Wcześniej jednak trzeba uśmiercić dwóch potencjalnych rywalów do przyszłego wakatu. Jako że z bohatera żaden zabójca, jego kolejne próby wywołują lawinę groteskowo-pokracznych wydarzeń, a fakt że na cel bierze typów równie zdesperowanych i nieszczęśliwych jak on sam sprawia że cała historia nabiera nieoczekiwanego patosu.
Mistrzowska czarna tragikomedia ze znakomitą rolą Lee Byung-huna (dla większości "Front Man" z jakiegoś "Squidward Game", dla mnie Storm Shadow) i nienachalnie popisową realizacją. Sekwencja zabójstwa pierwszej ofiary dorównuje poziomem śmieszno-strasznego spaprania atakowi na parkę kochanków w Martinie od Romero. Końcowa puenta jest idealna.
9/10
Strasznie odbiłem się od tego filmu - wynudziłem się jak mops. I teraz nie wiem czy to kwestia dnia, czy moich zawyżonych oczekiwań, bo szczerze pisząc był to mój kandydat numer jeden do tytułu roku. A tu zawód na całego.
Doceniam jego wizualną formę, bo ta jest naprawdę mistrzowska, ale treść to już jeden wielki chaos. Jak dla mnie ten film jest przesadzony i zamiast ostrej satyry społeczno-ekonimicznej wychodzi takie chujwieco - niby czarna komedia, niby thriller, niby groteska, ale wszystko jakieś takie mało atrakcyjne. A wszystko z powodu ciulowych postaci - główny bohater i jego działania (i w sumie reszty też) są strasznie irytujące. Mnie ta jego nieporadność i cipkowatość doprowadzały do szewskiej złości, a te sceny konforntacji z rywalami o fuchę, niby okej, ale też jakoś tak przesadnie przeciągnięte, nie dające w ogóle satysfakcji.
Strasznie nierówny film, który ekserymentuje z humorem i groteską, ale mu nie wychodzi. Imponuje formą, ale sama opowieść i postacie już raczej przeciętne. Przy "Parasite" to to nawet nie powinno być stawiane, bo to nie ten level :)
5/10 max.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
09-02-2026, 15:32
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
(27-01-2026, 18:35)Pelivaron napisał(a): No ej, muzyka jest ładna, i zdjęcia są ładne, i aktorzy fajnie grają. No i nie ma czarnych.
Jak nie ma, jak są? Jak Szekspir irytuje się na nie przygotowanego aktora to siedzi jedna Murzynka (początkowo w zamgleniu). I na pokazie Hamleta jest kilku czarnych statystów, w tym jeden w loży vipowskiej. Przy czym zero słowa od nich i obsada w 99.99% biała. I ci wszyscy Murzyni są w Londynie, mieście i światowym centrum. I jastrzębia Agnes gra myszołowiec, dziko żyjący jedynie w Meksyku, który jeszcze chyba nie był odkryty. I dubbinguje go też amerykański myszołów rdzawosterny. Dodatkowo mescalowa fryzura wydawała mi się za współczesna. Co wybijało z immersji, bo np. pamiętali o takich detalach jak to, że w czasach elżbietańskich role kobiece grali faceci.
I jak można domyśleć, byłem dziś na Hamnecie. W ramach projektu, w którym uczestniczę otrzymałem darmowe bilety na ów film, na którego rozważałem pójście. Wśród widowni słychać, że ciężki. Faktycznie, jest ten ciężar i surowość (i nie unika kwestii, że kiedyś śmiertelność wśród była wyższa), choć mnie pozostawało niewzruszonym i całość to taki ponury Zakochany Szekspir. No i niekiedy banalna była symbolika. Na pewno ciekawe podejście do biografii Szkespira, bo wzięli mało znany skrawek jego życia (i nie ma jakiej powszechnej świadomości jak wygladały początki jego teatralnej kariery). Mescal i Buckley wypadli dobrze w swych rolach, więc nic nowego nie napisze, ale bardzo dobrzy byli aktorzy dziecięcy, szczególnie tytułowy bohater i relacja z jego siostrą. No i aktor grający aktora grającego Hamleta też i jego szczere zaskoczenie zachwytem widowni teatru. Zdjęcia i realizacja generalnie OK, choć kolory zdawały się przytłumione.
Mówiąc szczerze, arcydzieła w tym nie widzę i bliższy jestem opinii simka.
6/10
11-02-2026, 23:09
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,210
Liczba wątków: 29
Chinese Ghost Story 2 Chińskie Duchy 2
(18-06-2025, 08:19)raven.second napisał(a): W pierwszej części nie ma go aż wcale tak dużo i jest równoważony akcją i dramatem - w sequelu tego slapsticku jest dużo więcej. Zobaczymy, jak trzecia część, w tym tygodniu spróbuję obejrzeć :)
Byłem przekonany, że ktoś tu pisał, że dwójka jest lepsza niż jedynka. A tu widzę, że piszesz o trójce. Może mi się pojebało. A to? Wymęczyłem chyba na 4 razy. Jakbym nie wiedział, że to chińskie pomyslałbym , że japońskie.
Bo to jest tak odrealnione, tak niedorzeczne... Cały film dzieje się praktycznie w 1 miejscu. I ten "humor". Dla człowieka zachodu może być niestrawny.
3/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
13-02-2026, 23:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-02-2026, 23:15 przez shamar.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,428
Liczba wątków: 29
Królowa Śniegu (1967) - The Walt Disney Company jednak nie było pierwsze, jeśli chodzi o bezczelne aktorskie remake'i swych animacji. Tak jak z wyścigiem w kosmos pierwsi byli Sowieci. Przecież ten film to kopia animacji Sojuzmultfilmu powstałej dekadę wcześniej. Królowa w obu wersjach wygląda tak samo (ma skubana nawet ten sam kożuch, gdy zabiera Kaja) i osobowością jest zimną suczą, Gerda też to blondynka w podobnym outficie, towarzyszy jej czarny kruk (zamiast wrony siwej jak w oryginale) będący na sterydach (bo sięga jej do ciała, gdy w naturze kruk to jest wielkości kurczaka), strażnicy pary książęcej też mają XVI-wieczne mundury. Zdziwiło mnie, że nie było tego w polskich kinach, bo produkcja radziecka, a sama treść baśni nikogo nie gorszy (i wspomniana wcześniej animacja była w polskich kinach).
Ale też swoje dodaje. Bo jest dodatkowy złol w postaci zimnego handlowca dostarczającego lód Królowej Śniegu i będący w nią w zmowie (i też dobry aktor). I tu ważną postacią jest nauczyciel-gawędziarz, który chyba miał być awatarem Andersena, ale film nigdy nie mówi wprost. I obaj mają nawet swashbucklerowy pojedynek. OK. Generalnie szkielet fabuły jest dość wierny fabule. I wyczuwam podprogowy smrodek propagandowy, bo chociażby królewna wzięła za narzeczonego z ludu i cały czas to podkreślają (i to narzeczony jest tym mądrzejszym, a królewna choć o dobrym sercu, jest głupiutka i naiwna). A każdy bogaty lub z królewskiej krwi jest albo zły bądź godny pożałowania :).
Co trzeba przyznać radzieckim baśniom filmowym, to twórcy podchodzili do tego profesjonalnie i dostarczali dobry produkt zamiast machnąć ręką "bo to dla dzieci". Piękne plenery Estonii imitujące Skandynawię i efekty specjalne jak zwykle zapierają dech w piersiach. No prawie, te kukły kruków przypominają te przeklęte pelikany z O dwóch takich, co ukradli księżyc. I inspirowali się serialami kinowymi o Supermanie, bo w scenach lotu i jazdy reniferem posiłkują się animacją. I parę jest rysunkowych efektów jak w PRL-owskim Panu Kleksie. Trochę lepiej wykonywali animatronikę renifera, choć ten też urwał z dark ride'u z objazdowego lunaparku. I też starali się, żeby dorośli też mieli frajdę z seansu (bo film familijny=/=tylko dla dzieci) i parę mrugnięć - jeden z zbójów ma w swej kanciapie rysunki ładnych pań, a inny wygląda jak gejowska wersja pewnego austriackiego polityka. Czego nie mogę przyznać to czasem tempo, bo np. sugerują jakieś wielkie napięcie i rywalizację bajarza z handlowcem, a wątek ten nie ma żadnego rozwiązania. I też końcowa konfrontacja z Królową Śniegu dość zrobiona na łebkach - królowa obrzuca śnieżycą dzieci - ściemnienie - i nagle wszyscy happy, Gerda i Kaj wracają szczęśliwi. Sojuzmultfilm rozwiązał finał w bardziej satysfakcjonujący dla mnie sposób. No i jednak Sojuzmultfilm to najlepsza ekranizacja baśni.
Wracając jeszcze do Disneya... królewna, której narzeczonego Gerda pomyliła z Kajem, ma na imię Elsa. Dokładnie jak królewna z historii inspirowanej Królową śniegu ;).
7/10
Królowa Śniegu (1986) - w dzieciństwie był to szok. Królowę śniegu znałem wówczas tylko z wersji Sojuzmultfilmu, a ten film oglądałem w kółko i jak zapowiedzieli w TV, to (jak to dziecko) rzuciłem się do seansu. I tu nagle mrok, połowa filmu bez dialogu rodem z psychodramy, Kaj będący pod wpływem Królowej nosi jakiś BDSM-owy kostium i toczy pojedynek z misiotaurem.
Klimatem przypomina to Legendę Ridleya Scotta. Podobnie oniryczna baśniowa oprawa z artystycznym sznytem. Jak i sporo nightmare fuelu. I tak jak tam wizualnie się nie zestarzało i nadal ogląda się zajebiście. Też lata 80. odcisnęły swe piętno - rozbójnicy wyglądają jak uczestnicy Jarocina (i mają nawet ze sobą rockową piosenkę), a tytułowa królowa ma pokaźną trwałą. No i aktorsko też jest dobrze. Dzieci grające Gerdę i Kaja obsadzone perfekcyjnie i czuje się ich miłość, a aktor w roli Kaja (zdaje się, że on w filmie powiedział tylko jedno słowo) oddał to postępujące ochłodzenie. Satu Silvo w roli tytułowej odpowiednio chłodna i demoniczna, a reszta aktorów dla odmiany szarżuje w ten fajny sposób.
I jak teraz powtarzam to faktycznie podbijają mrocznością. Czarownica z ogrodem w oryginalnej baśni była mimo wszystko dobrą (albo przynajmniej neutralną) postacią - tu jest to pełnoprawny villain robiący Gerdzie Czarnego łabędzia. A rozbójnica choć święta nie była w oryginale, to pozbawili jej dobrych cech (no, prawie) i Gerda sama ucieka z obozu zbójów. Co też trochę przesłaniu oryginału, że każdy napotkany może okazać dobro innej osobie. Ogólnie fabuła dość swobodnie przekształcona, jaki uproszczona. Nie ma motywu z rozbitym lustrem i Kaj nie zachowuje się jak palant, a zostaje bezczelnie porwany, bo ma jej wydobyć mcguffin do rządzenia światem, więc praktycznie to generyczne fantasy. A, i jest symboliczny udział renifera. I też czasem tempo zawodzi.
Mimo wszystko zawsze doceniam jak jakaś ekranizacja znanej klasyki odpina wrotki i robi szaleńczą jazdę, bo przez to zapada w pamięć. Zwłaszcza jak twórca ma artystyczne ambicje (podobne przypadki to radziecki Bambi Bondarczukowej czy Alicja Švankmajera). Jak się Kryst znowu się odzywa, to nalegam by nadrobił tą Królową śniegu. Jest dostępna na rosyjskich odpowiednikach jutubach (a w dzisiejszych czasach piractwo to żadne złodziejstwo). A w/w utwory też polecam ujrzeć.
7/10
16-02-2026, 21:16
Stały bywalec
Liczba postów: 18,473
Liczba wątków: 148
Crime 101 (2026)
Trochę film widmo, o którym chyba mało kto slyszał i mało kto wie, bo promocja jest praktycznie zerowa. Wielka szkoda bo to niezła, oldschoolowa sensacja zrobiona po bożemu! Nikt o tym filmie nie mówi a obsada to też jest złoto: Thor, Hulk, Storm, Joker, Nick Nolte (który wygląda jakby go posklejali taśmą i można odnieść wrażenie, że się zaraz rozpadnie), Jennifer Jason Leight (ona to chyba została wycięta, bo jak mrugniesz to możesz przegapić lol) i Paul Adelstein, czyli legendarny Paul Kellerman z "Prison Break". No i truskawką na torcie jest anioł w ciele kobiety, czyli Monica Barbaro.
Rytm poszczególnych scen jest wspaniały, potęgowany przez dźwięk ryku silników i atmosferę chłodnego profesjonalizmu, który na myśl przynosił mi kino Michaela Manna czy "Drive" Refna. Pościgi samochodowe to perełka i nieco żałuję, że nie wybrałem się do IMAX-a (a pierwotnie taki miałem plan, jednak terminowo się to nie zgrało). Pod względem akcji i realizacji to jest naprawdę eleganckie kino, które spokojnie mogloby być klasykiem i gdyby nakręcił je wspomniany Mann, to bym się nie zdziwił. W filmie nawet pada dialog o Steve'a McQuinnie i tym, że ulubionym filmem Thora z nim jest "Bullit", co jest bardzo wymowne w kontekście "Crime 101", który ewidentnie ma ambicje na bycie współczesnym klasykiem gatunku.
To co sprawi, że "Crime 101" takowym klasykiem nie zostanie, to kulejący scenariusz, który calkowicie wypierdala się w finale, gdzie bohater od poczatku jest budowany jako metodyczny i pełen dyscypliny profesjonalista (co jest absolutnie wspaniałe i Thor idealnie się do takiej roli nadaje ze swoim potężnym głosem), aby w finale - bez większego spoilerowania - odjebać fuszerę (i tutaj chodzi mi o sposób jego działań, a nie tego co się wydarza na ekranie, po prostu logika jego działań nie pasuje do reszty jego historii). No ten scenariusz jest nie dogotowany, postać policjanta granego przez Ruffalo jako pomysł jest super, ale też czegoś tam brakuje. I w zasadzie o wszystkim mogę tak napisać bo na papierze to wygląda dobrze, a w filmie brakuje jakiegoś puzzla. Kurde, Barry Keoghan - możliwe, że w najlepszej swojej roli - jest ciekawy, ale też jako koncept, a nie sama postać, która mimo to potrafi wnieść sporo ożywienia na ekranie. Tak, jak wspomniałem gra tutaj też ledwo oddychający Nick Nolte w świetnej epizodycznej roli, która też niestety gdzieś znika i jest bardziej rolą czysto kontrukcyjną, elementem istniejącym bardziej z potrzeby scenariusza niż samego świata. A szkoda, bo ja chciałbym więcej na ekranie postaci Nolte'a.
No, ale mimo wszystko film naprawdę solidny. Na ekranie dzieje się dużo, ale ma to jakiś taki senny klimat. Film jest paradoksalnie nieco ślamazarny, troche jak te stare sensacyjniaki z lat 70. Mimo wszystko polecam, bo to fajny film!
PS dodałem tutaj zwiastun, ale go usunąłem po ponownym obejrzeniu. Ja pierdole, zdradza pół filmu - nawet pada w nim tekst o tym McQuinnie lol.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
17-02-2026, 13:23
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-02-2026, 13:27 przez Pelivaron.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,210
Liczba wątków: 29
Widzialem chyba wczoraj reklamę na FB, gdzie tez odnosili sie do "dawnego kina".
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
17-02-2026, 13:30
Oskarmeister
Liczba postów: 6,814
Liczba wątków: 18
Również wybrałem się do kina dzisiaj nie znając żadnego zwiastuna ani nic i bawiłem się bardzo dobrze. Piękne zdjęcia, ładne pościgi. Muzyka dodaje napięcia. Hemsworth super, nawet w scenach gdzie odgrywa zawstydzonego ultra chada. Ruffalo też mi się bardzo podobał. Hallie Berry istna żyleta. Spokojne 8/10.
Nie zgodzę się jednak, że główna postać jest taka super zorganizowana. Przecież gdyby nie celował do niego frajer to film skończyłby się po 10 minutach.
17-02-2026, 21:25
Stały bywalec
Liczba postów: 18,473
Liczba wątków: 148
(17-02-2026, 21:25)Krismeister napisał(a): Nie zgodzę się jednak, że główna postać jest taka super zorganizowana. Przecież gdyby nie celował do niego frajer to film skończyłby się po 10 minutach.
Oczywiście, że jest. Każdy plan napadu jest przemyślany i zaplanowany od A do Z. Frajer, który do niego celował? Miało go tam nie być.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
17-02-2026, 21:30
Oskarmeister
Liczba postów: 6,814
Liczba wątków: 18
Ale jednak siedział niewzruszony widząc spluwę, w sumie czy mógł dużo zrobić… No ale Hemsworth to chodząca charyzma i tak. Nie widziałbym takiego Evansa w tej roli za nic.
17-02-2026, 22:06
Stały bywalec
Liczba postów: 18,473
Liczba wątków: 148
No chłop rezygnował z przemocy, wszystko miał zaplanowane na tyle, że nawet jego ofiary nie miały, jak zamrugać, więc na pewno go to lekko zdziwiło.
Zgodzę się natomiast, co do Berry - gorąca babcia.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
17-02-2026, 22:09
|