Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Mudbound z roku 2017, w reżyserii Dee Rees.

Rzecz o rasizmie i uprzedzeniach. Akcja filmu dzieje się w latach 1940 - 1946, podczas których biała rodzina kupuje za całe oszczędności ziemię i zatrudnia do roboty pomieszkującą tam czarną rodzinę. Film jest świetny z małymi wadami: widać tutaj grę kliszami wykonaną w ten tani sposób, gdzie pewne rzeczy/aspekty pojawiają się jako mocno przewidywalne, ładowane łopatą w głowę. No ale w sumie w całości nie przeszkadza mi to, bo aktorsko jest bosko, sploty zdarzeń wydają się być naturalne, zaś scenografia, kostiumy i zdjęcia okraszają ten film znacząco. Momentami też jest świetny montaż, zwłaszcza gdy wjeżdża gospel i obraz zaczyna tańczyć w rytm tej muzyki. Nie jest to ważny film w temacie rasizmu, nic nowego nie pokazuje, a końcówka uważam w epilogu słabuje ale oglądało się wybornie. Dobrze wykonane rzemiosło.

8/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Hellfire (2026)

[Obrazek: vlcsnap-2026-02-18-16h00m19s102.png]

Kurczę, przyznam się bez bicia - lubię takie proste, niespieszne, klasycznie zrealizowane akcyjniaki. Zwiastun szczerze mówiąc mnie nie kupił, chociaż obsada jest zacna. W roli głównej mamy przecież Stephena Langa a towarzyszą mu Dolph Lundgren czy Harvey Keitel, czyli nazwiska znane każdemu średnio ogarniętemu kinomanowi czy też oglądaczowi filmów, co by nie nadużywać tego pierwszego określenia. W każdym razie są to aktorzy lubiani, aczkolwiek raczej nie sięgnąłbym po "Hellfire" gdyby nie osoba reżysera.

Isaac Florentine to gość może nie tak znany jak wcześniej wymienieni, ale w kręgu miłośników porządnych B-klasowców (przeważnie) ze Scottem Adkinsem w roli głównej bardzo ceniony. Zna się na swojej robocie i fuszerki nie odwala, chociaż pracuje z dosyć małymi budżetami. Dlatego zachęcony tak obsadą jak i jego osobą sięgnąłem po ten obrazek i co mogę napisać - dostałem absolutnie wszystko to, czego oczekiwałem.

Fabuła typowa i znana z kilkuset innych podobnych filmów - rok 1988, miasteczko Rondo gdzieś w Teksasie i przemierzający je wędrowiec, który za chwilę uwikła się w nie swoje sprawy - skorumpowany szeryf, lokalny oligarcha imieniem Jeremiah (no bo zawsze jest jakiś Jeremiah, ostatnio choćby "Tulsa King"), przemyt narkotyków i tego typu sprawy. Schemat oklepany jak twarz Artura Szpilki, ale w tym wypadku zdecydowanie od niego sympatyczniejszy i o wiele lepiej się sprawdzający. Jak ktoś lubi to lubi, jak nie to nie polubi, bo nie ma tutaj nic nowego, czego byśmy już gdzieś nie widzieli.

Ale to co jest jest zrealizowane bardzo porządnie i miło się to ogląda. Zdjęcia są odpowiednio plastyczne i klimatyczne, tempo raczej niespieszne ale gdy już dochodzi do scen akcji to są one zmontowane i pokazane jak należy - Florentine to fachura i to tutaj absolutnie widać. Dodatkowo gdzieś w tle ciągle przygrywa nam klasyczny i bardzo charakterystyczny amerykański motyw muzyczny zatytułowany "Wayfaring Stranger", tutaj w wersji śpiewanej znakomicie wykonany na napisach końcowych przez artystkę znaną pod pseudonimem Mean Mary, nadając całości westernowy charakter.

Lang w roli wojennego weterana walczącego ze złolami sprawdza się rewelacyjnie, Lundgren i Keitel raczej dużo do grania nie mają ale zawsze miło ich widzieć na ekranie, świetnie wypada też Scottie Thompson jako Lena, prowadząca ze swoim niepełnosprawnym ojcem okoliczny bar, chcąca się wyrwać ze skorumpowanego miasteczka. Oscarowych ról tutaj nie uświadczymy ale to nie ten rodzaj kina - ważne, że nikt nie odwala fuszerki, co można też odnieść do kaskaderów i osób odpowiedzialnych za choreografię walk czy scen akcji. Jest to wszystko na bardzo porządnym poziomie realizacyjnym.

I tak w sumie można by "Hellfire" podsumować - typowe B-klasowe ale właśnie bardzo porządne kino, które trwa tyle ile powinno i daje to, czego można się po nim spodziewać. Nikogo raczej nie zachwyci czy nie pozostawi z wieloma pytaniami po seansie, nie odmieniając niczyjego życia ale da rozrywkę na odpowiednim poziomie. Fanom tego typu obrazków polecam, ja bardzo miło spędziłem te 90 kilka minut i absolutnie nie żałuję, że dałem się Isaacowi Florentine'owi namówić na tę podróż do czasów i miejsc, w których wszystko było prostsze i nieskażone współczesną polityką a dobro na koniec zawsze triumfowało nad złem.



Lekko naciągane 7/10.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Wreszcie powtórzyłem sobie po wielu, wielu latach A Knight's Tale



Najważniejsze że niesamowicie przypomina to "Rycerza siedmiu królestw". Oto pewien biedny rycerz umiera a jego giermek pośledniego pochodzenia rusza na turnieje po sławę i pieniądze podszywając się pod szlachcica (jakoś w retrospekcjach w "Rycerzu" nigdy nie widzieliśmy pasowania Dunka, nie?)

Tutaj spotyka Aroganckiego Arystokratycznego D**ka (jednak niezwykle wprawnego w walce) który już w pierwszej swojej scenie szydzi z jego"wsiowego" wyglądu. A na koniec  dochodzi do sytuacji gdzie nasz heros powinien uciekać jednak postanawia zmierzyć się z losem i dochodzi do jego walki z Aroganckim Arystokratycznym D**kiem. Po drodze natomiast przypadkowo zaprzyjaźnia się z kimś bardzo możnym i wpływowym co mu bardzo pomoże. Mamy nawet retrospekcję z dzieciństwa po nokautującym ciosie w głowę.

Kapitalne jest potraktowanie turniejów jako najpopularniejszego światowego sportu a najlepszych rycerzy - jako jego supergwiazdy. Fani, entuzjazm tłumów, malowanie sobie na twarzy barw zawodników, zapowiadanie zawodników jak to wprowadził w boksie Michael Buffer, itp.
Są też pewne uwspółcześnienia w muzyce czy strojach. Kiedyś bardzo mi się podobały, teraz.. ani mnie grzeją  ani ziębią.
Przede wszystkim znakomite i efektowne sceny pojedynków, choć niestety - tylko pierwszy pojedynek z Adhemarem jest "dopięty na ostatni guzik".
Świetni aktorzy ale.. przede wszystkim absolutnie tu kapitalny Rufus Sewell którego każda scena to istna perełka (gość "wygrywa" nawet sceny gdy zza przyłbicy widać tylko jego oczy). No niestety też został przez film dość kiepsko potraktowany bo pod koniec już przesadzają z tym uczernianiem go.. a chciałoby się po prostu normalną choć zawziętą sportową rywalizację. Też powinien mieć przynajmniej jeden pojedynek z Williamem więcej.
Świetny humor, najlepsza chyba scenka gdy cała grupka gada z Williamem gdy ten przegrywa i siedzi na koniu.
Podobał mi się też wątek miłosny - nic nadzwyczajnego ale nie jest tak przesłodzony jak się na początku wydawało, są tu różne zwroty i też sporo humoru ale i poważniejszych rzeczy. No i zdecydowanie dziewczyna ma swój charakter.
Generalnie - bardzo fajny film przygodowy (a może - sportowy? :p). Jeśli ktoś lubi "kino rycerskie" - lektura obowiązkowa.
Ode mnie 8/10 ;)

Odpowiedz
Ten film ma jedną ze śmieszniejszych scen opartych na improwizacji. Statyści z Czech nie wiedzieli jak zareagować na Bettany'ego i Ledgera, a Addy rzucił na szybko "yeah" i wszyscy zaczęli klaskać ;)

Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Oł jeh, zajebista scena :p

Odpowiedz
Swoją drogą to chyba ostatni hollywoodzki film o średniowieczu w kolorze.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Wichrowe wzgórza 2026

Gloryfikacja kurestwa, zdrady i patologicznych relacji. Nie czytałem książki, nie widziałem filmu z lat 90 ale jeśli one opowiadają o tym samym, no to mamy pięknego klasyka.

2/10 - bo obrazki ładne, jak z reklamy :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Książka jest znana z przełomowego ukazania robotyki.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Odnośnie ksiązki, też nie czytałem, ale trafiłem ostatnio na taki filmik:

Odpowiedz
(20-02-2026, 19:06)Mefisto napisał(a): Książka jest znana z przełomowego ukazania robotyki.

Wyjaśniałoby to angaż kolesia z euforii
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Pelivaron napisał(a):Gloryfikacja kurestwa, zdrady i patologicznych relacji.

Reżyserowała Emerald Fennell znana z wyjątkowo obrzydliwego "Promising Young Woman", który nie wiedzieć czemu był w okolicach swojej premiery wychwalany pod niebiosa, także nic dziwnego i niespodziewanego można by rzec.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Banda Filistynów. Ja czytałem i książka Bronte to studium patologicznych relacji. Ona to pisała jako horror, nie romans.

Odpowiedz
Nie czytałem, nie widziałem żadnego filmu, ale z opisów tego nowego wychodzi że to po prostu jakiś erotyk dla nastolatków (w tym sensie że np Grey powstał zdaje się jako rodzaj fanfiku "Zmierzchu").

Odpowiedz
No własnie oglądam to wideo, które wrzucił towarzysz OGPUEE i tam jest powiedziane, że to powieść gotycka, a nie romans jak większość społeczeństwa sądzi (w tym do dzisiaj ja).

Film natomiast jest romantyzowaniem wszystkiego co najgorsze - to film, który swoją toksycznością przebija "Pamiętnik" Cassavetesa. A najgorsza w tym wszystkim jest postać Cathy, grana przez Margot Robbie. Durna, narcystyczna księżniczka, której wszystko się należy, przez którą Heathcliff staje się chujkiem (nawet jeśli mocno palce macza w tym jej służka Nelly).

Na Filmwebie znalazłem taki oto komentarz jakiejś typiary:

Cytat:Przepięknie pokazana siła namiętności z całą siłą jej toksyczności i niszczenia wszystkiego wokół. Nie polecam zachwytów nad takim związkiem, ale czyż nie jest on tym nieodpowiedzialnym marzeniem?

XD

W drugiej połowie filmu scen ruchania nasrane co 5 minut, ale każda bezpieczna, żeby czasem nic nie pokazać. Raz czy dwa reżyserka ściąga koszule Elordiego, ale Margot Robbie co najwyzej szyję pokazuje. Tak btw, jakby kogoś to interesowało (np. simka).

(20-02-2026, 19:29)slepy51 napisał(a):
Pelivaron napisał(a):Gloryfikacja kurestwa, zdrady i patologicznych relacji.

Reżyserowała Emerald Fennell znana z wyjątkowo obrzydliwego "Promising Young Woman", który nie wiedzieć czemu był w okolicach swojej premiery wychwalany pod niebiosa, także nic dziwnego i niespodziewanego można by rzec.


Oglądałem kilka dni temu po raz pierwszy i nie będę ściemniał, ale dobrze mi się to oglądało. Prawdopodobnie dlatego, że podchodziłem do niego na zasadzie "to ten gniot o tym jacy faceci są źli itd itp". A generalnie tam nie tylko biali faceci (kreskówka, wiadomo, ale cały film mam wrażenie jedzie trochę na takim kreskówkowym schemacie), ale tez kobiety (np. rektorka uczelni) czy czarny typek z klubu są pokazani nieprzychylnie. Plus innego filmu się spodziewałem, a nie takiej zgrywy ze spoko twistem. 
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(20-02-2026, 19:49)Pelivaron napisał(a): Margot Robbie co najwyzej szyję pokazuje. Tak btw, jakby kogoś to interesowało (np. simka).
Margot jest już po szczycie formy :) Wilk z Wall Street był 13 lat temu.

Odpowiedz
(20-02-2026, 19:54)simek napisał(a):
(20-02-2026, 19:49)Pelivaron napisał(a): Margot Robbie co najwyzej szyję pokazuje. Tak btw, jakby kogoś to interesowało (np. simka).
Margot jest już po szczycie formy :) Wilk z Wall Street był 13 lat temu.

Nieważne. Halle Berry ma 60 lat* zaraz, a w "Crime 101" wygląda lepiej niż niejedna 20-stka :D 



*ja pierdole, Halle Berry kończy w tym roku 60 lat.

[Obrazek: withered-wojack.webp]
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Można być ładnym nawet i do śmierci, co nie zmienia faktu, że kobiety swój szczyt mają w okolicach 25 roku życia maksymalnie.

Odpowiedz
To, bym powiedział, kwestia indywidualna. To jest teoretycznie peak fizyczności, ale w praktyce różnie z tym bywa. Kwestia zadbania o siebie, nabycia poczucia kobiecości, czy nawet prozaicznie - bardziej chirurgicznych poprawek do urody.

Taka Grażyna Wolszczak to moim zdaniem miała swój peak w "Wiedźminie" a zdaje się miała wtedy czterdziestkę.

Odpowiedz
(20-02-2026, 20:09)simek napisał(a): Można być ładnym nawet i do śmierci, co nie zmienia faktu, że kobiety swój szczyt mają w okolicach 25 roku życia maksymalnie.

Dobra, dobra. Nawet Leo zmienił zdanie.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Człowiek wchodzi na krótką, żeby zobaczyć, co tam kto wykopał za ciekawy artefakt z czeluści kinematografii, a tu podrywacze.pl ;)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,258 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,926 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,259 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,453 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,752 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,426 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 723,045 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,307 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości