(20-02-2026, 19:06)Mefisto napisał(a): Książka jest znana z przełomowego ukazania robotyki.
Here It Is Season 6 GIF by Friends - Find & Share on GIPHY
20-02-2026, 20:44
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
(20-02-2026, 19:06)Mefisto napisał(a): Książka jest znana z przełomowego ukazania robotyki. Here It Is Season 6 GIF by Friends - Find & Share on GIPHY 20-02-2026, 20:44
Dzisiaj generalnie zrobiłem sobie doskonały podwójny seans w kinie, bowiem przed pójsciem na ten nieszczęsny "Wichrowy wzgórek" Fennell, zobaczyłem film, który będzie - a raczej powinien być - "Kosmicznym meczem" współczesnych dzieciaków. Mowa o animacji "GOAT".
Absolutnie film godny polecenia. Jestem fanem tego rodzaju animacji i po obejrzeniu "Goata" (w ogóle oryginalny tytuł jest cudowny!) od razu mam ochotę na powtórkę Spider-Manów i Zółwi Ninja. No, ale nieważne. Ważne, że film jest turbo efektowny, ADHD każdego gówniaka w kinie powinno zostać zaspokojone w stu procentach, dzieje się tutaj masa rzeczy. Film nie traci tempa, ma fajne poczucie humoru, nie jest nachalne, jest w punkt, polski dubbing wysokiej klasy, sporo fajnych gierek słownych. Główny bohater, którego da się lubić, masa świetnych postaci drugoplanowych, które wyróżniają się a nie są tylko tłem - pomysł, aby każde zwierzę korzystało ze swoich cech został wykorzystany, dla mnie MVP Aczkolwiek mówię, niektórzy mogą poczuć przesyt tym i go to zmęczy. Ja natomiast bawiłem się wybornie. To jest film o świecie zwierząt, który powinien bić rekordy kasowe, a nie "Zwierzogród 2" :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
20-02-2026, 21:33 (20-02-2026, 19:58)Pelivaron napisał(a): [quote='simek' pid='889139' dateline='1771610087'] Co tam Halle. Emma to się dopiero trzyma zajebiście. Zdjęcie 18+, dlatego wrażliwcy nie oglądać.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 20-02-2026, 22:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2026, 22:02 przez shamar.) (20-02-2026, 20:09)simek napisał(a): Można być ładnym nawet i do śmierci, co nie zmienia faktu, że kobiety swój szczyt mają w okolicach 25 roku życia maksymalnie. Nie zgadzam się. A z niejednego pieca chleb jadłem. Z mojej obserwacji to jest to różnie, ale generalnie to prime time przypada na 25-32 lata. Oceniając figurę, jakość skóry, pupę (kształty) ramiona i nogi. Z cyckami jest zgoła inaczej, ale też jest masa czynników, w tym biologicznych, które - niestety - znacząco zakrzywiają postrzeganie. Ale jakby cycki wyeliminować z rachunku, to tak, wiek 25-32 to prime.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
20-02-2026, 22:09
Debryk mnie uprzedzil.
Jezeli chodzi o plodnosc to wiek ma znaczenie, ale jak ktos nie zamierza wkladac kobiecie probnika w picze, celem liczenia jajeczek w jajnikach to ta plodnosc nie ma az takiego znaczenia. I tak, wiem, ze pewnie sa jakies badania, gdzie pytano facetow w okolicy kryzysu wieku sredniego, jaki wiek u kobiety powoduje u nich poranna sztyce i oni powiedzieli 18-26, czy cos...ale :) Kobieta, kobiecie nierowna, albo jeszcze lepiej, masa dziewczyn zaczyna wygladac jak kobieta wlasnie gdzies dopiero po 25 roku zycia - biodra, pierdziocha, czy wyostrzajace sie rysy twarzy chociazby, ktore powoduja, ze mlodziencze pucki zastepuje seksowna zdzirowatosc. Jak dla mnie, wiekszosc najseksowniejszych kobiet, ktore spotkalem (znowu, KOBIET) bylo pomiedzy 25-33 rokiem zycia, bo Licealistki i studentki...no nie wiem, rzadko kiedy widze mlodke (nie wiem, 18-24) o ktorej moglbym powiedziec, ze ma w sobie cos seksownego, zazwyczaj co najwyzej platonicznie doceniam urode, ale to tyle. No, ale kto co lubi, wiadomo.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
20-02-2026, 22:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-02-2026, 22:34 przez Bucho.) The Royal Tenenbaums (2001) Liczyłem, że to będzie film "dojebany do pieca". Wiecie, zgodnie z zasadą, że dany twórca zaczyna świetnie a im dalej to gorzej. Ale nie. Tu mamy odwrotną sytuację. To jest dopiero "kształtowanie się" wesoandersonizmów. I to jest zawód. Bo to bardzo zwyczajny i małoporywający film. 4/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 20-02-2026, 23:50 (20-02-2026, 18:27)Pelivaron napisał(a): Wichrowe wzgórza 2026 Obejrzałem sobie z ciekawości cama bo jest niezłej jakości. Koszmarny film, a Barbie w roli głównej to potężny miscast. I jeszcze coś - tu nie ma ani grama cycka. Wszystko co dotyka seksualności, pożądania etc. - grają w ubraniach i sapią do kamery jak w tanim pornolu. Z resztą opinii się zgadzam. Dodam, że to absolutnie NIEPOTRZEBNA wersja, mogli to nakręcić za 10x mniejszy budżet pod streaming.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
21-02-2026, 18:20
Ale Elordi wkłada palce w rozbite jajko i bawi się żółtkiem. Ełotyzm:)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
21-02-2026, 19:01
Jakie czasy, takie "9 i pół tygodnia"
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 21-02-2026, 19:25
Jade (1995) reż William Fredkin
Eeech.. słabo pamiętałem ten film gdzieś z młodszych lat, że to coś w rodzaju "Nagiego Instynktu".. uch. Od razu - ten film z całą pewnością nie jest wersją oryginalną (bo to widać), udało mi się znaleźć że istnieje wersja reżyserska (ale nie wydana na nośnikach) dłuższa o 12 minut i z innym zakończeniem. Jeśli ktoś ją widział niech rzuci kilka słów. Pierwsza mniej więcej godzina toczy się niespiesznie, ma bardzo fajny tajemniczy i zmysłowy klimat. Potem jest świetna scena pościgu mocno pachnąca "Bullitem". A potem.. wszystko się wali na pysk. JEBUT !!! Ile tu rzeczy się ze sobą nie zgadza to aż szkoda pisać. Wygląda to jakby ktoś wyciął ileś materiału, może dokręcił i dokleił coś na szybko, może pozmieniał kolejność scen. Daleko nie szukając - Fiorentino wyraźnie gra "dziwkę z duszą" a nie zimną i wyrachowaną femme fatale którą wydaje się na początku. Dość szybko widzimy jej różne reakcje w różnych sytuacjach.. A to jest dobra aktorka i widać co ona gra. Tylko to się nijak w filmie nie spina. Kompletnie nie można zrozumieć o co jej w tych emocjach chodzi. Ma np sceny seksu z mężem (Palminteri). I choć na pozór wydają się normalnym małżeństwem to mąż wydaje się dla niej wręcz aseksualny. Więc.. czemu np za niego wyszła skoro był ten główny bohater grany przez Caruso z którym dość wyraźnie nie ma takich problemów? Dla pieniędzy? I czemu w takim wypadku cały czas trzyma Caruso na dystans? Nie to że dostajemy jakieś słabe wyjaśnienia. To bym kupił - ot, słabe scenopisarstwo. Nie dostajemy w ogóle żadnych. Bym powiedział ze film do sceny pościgu włącznie to jakieś 8/10, może więcej. Potem to jakieś 1/10. Całościowo ode mnie niech będzie 5/10 22-02-2026, 08:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-02-2026, 11:46 przez Rozgdz.) (22-02-2026, 08:31)Rozgdz napisał(a): udało mi się znaleźć że istnieje wersja reżyserska (ale nie wydana na nośnikach) W zeszłym roku wyszło UHD, są tam obie wersje.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 22-02-2026, 16:09
A ja byłem od was mądrzejszy, bo się nie katowałem jakimś harlekinem, gdzie wiadomo że on będzie słaby, i zamiast tego obejrzałem bajkową trylogię, bo pasuje mi tematycznie do lutego :).
Balto (1995) - widziałem tylko początek na Polsacie, który dał lektora (gdy TVP jak zwykle w tych sprawach była rigczowa i dała dubbing). Co mogę pochwalić - nie jest to musical. W ogóle Amblimation ze wszystkich studiów animacji tych czasów najmniej małpowało renesans Disneya i miało własną tożsamość. Nic dziwnego, że to na jego bazie powstało Dreamworks Animation za czasów 2D. Niestety, w przeciwieństwie do Dreamworksa, Amblimation nie miało szczęścia do scenariuszy. Animację miały zajebistą, ale historie w najlepszym był średnie. Oczywiście film jak to każda animacja inspirowana prawdziwymi zdarzeniami leje sikiem na zgodność historyczną. Balto jest w połowie Indiańcem tj. rdzennym psowatym, więc jest stygmatyzowany przez wszystkich (BTW nikt nie wpadł na odstrzelenie potencjalnie groźnego psa?) i historia z tego powodu jest dość oklepana (jest sobie szkolny bully, jakaś dupencja z sąsiedztwa lubiąca wyrzutka, który robi coś zajebistego i zyskuje szacun na dzielni). I tu jest wciskanie comic reliefów. Gąsior jeszcze trochę unikalny, bo trochę to zrzęda. Próbują niepotrzebnie dośmiesznić scenę jak Balto ma doła, a Borys stara go rozweselić w wyjątkowo nieadekwantym momencie. Phil Collins jako podwójny miś polarny też nic nie wnosi do fabuły. Mógł chociaż się przydać w walce z grizzlym. Ale przyznam, że z całej trójki Balto ma najsolidniejszy scenariusz. Sporym wątkiem jest choroba u dzieci i jest moment, jak grabarz przygotowuje miniaturowe trumny. I film mądrze robi, pozbywając się comic reliefów na szmat czasu i heros sam uczestniczy w drodze po lekarstwa. Przyznaję, że jak zaczyna podróż, to całość robi dramatyczna i wielokrotnie postacie są na granicy śmierci. No i będę powtarzać się, ale co mnie tam - film jest prześliczny. Co chwila miał pięknie pokolorowany krajobraz. Na cda.pl jest TVP-owski dubbing. Który jest pół na pół. Arkadiusz Jakubik jako Balto to... dziwny wybór. Podobnie Jolanta Wołłejko z tym dojrzałym matczynym głosem jako Jenna. Chociaż ta sama reżyserka obsadziła Mirosława Zbrojewicza do roli pieska Kacpra (ostatniej roli, do której by się obsadziło Zbrojewicza) i Zbrojewicz okazał się strzałem w dziesiątkę. Zofia Gładyszewska dobrze wypada jako Miriam Margoyles. Olesiński jako te miśki polarne to od razu skojarzyły się z Dommelem, bo postacie wyglądają tak samo i Olesiński nadał im tą samą barwę głosu,. Przy okazji zauważyłem, że dubbingi robione przez TVP z reguły jak ognia unikają zatrudniania dzieci do ról dzieci (zarówno w serialach jak i pełnometrażówkach) i tylko dwa przypadki kojarzę - Sara Mülnder jako Pippi Langstrumpf i chłopak grający Culkina we Władcy ksiąg. Ciekawe z czego to wynika. Reasumując - mimo pewnych bolączek, nadal to dobra animacja i jest to najlepszy film z Amblimation i szkoda, że tej wytwórni się nie ułożyło. 7,5/10 PS. Ciekawostka - jeden ziomek próbował saneczkować wilki, ale w tym przypadku psowaty BIOS był przestarzały: ![]() Balto 2 - ciekawostka. W jedynce Borysa dubbingował Bob Hoskins, a w dwójce Charles Fleischer – obaj panowie byli w Króliku Rogerze. I inna ciekawostka. Prawdziwy Balto był wykastrowany, więc mógł zapomnieć o szczeniakach :). Dlaczego do cholery szczenięta nie wyglądają jak wymieszane? Wszystkie mają czerwona sierść jak Jenna, a tylko jedna córka przypomina Balta. I dlaczego Balto nie został przez nikogo adoptowany, skoro zyskał famę i doczekał się pomnika? Szczerze mówiąc, bardzo mi się podobał. DVD-sequel, który nie jest musicalem?! Co to za herezja. Animacja jest... dobra. Żeby nie powiedzieć, bardzo dobra. W porównaniu z Pradawnymi lądami czy Amerykańskimi opowieściami to poziom wręcz kinowy. Często są przebitki na ładnie namalowane tła. No i szczeniaki sprzed okresu dojrzewania nie mają zaznaczonych cech płciowych typu rzęsy. I jak Szarka jest dojrzałą suką to jej rzęsy są symbolicznie zaznaczone. W ogóle pochwalę projektantów, że postacie poza owymi rzęsami, nie krzyczą że są babami, łącznie z tą lisicą startującej do wilczaka. I aż dziwne, że ktoś pamiętał o tym, że kruk jednak różni się od wrony i jego ogon jest w kształcie romba (bo na takie szczegóły nikt nie zwraca uwagi, a to wciąż sequel prosto na DVD). A co z fabułą? Córka Balta ma kryzys egzystencjalny i nie wie, czy jest leśnym psem czy domowym wilkiem. I dość długo obserwujemy wędrówkę jej i ojca. I bardziej na doczepkę dali villaina, który dla odmiany ma uzasadnioną motywację i można rzec, że daleko mu do w pełni złego. I wyjątkowo dam pass, że znowu mamy wilczą watahę jako plemię, bo produkcję robili, gdy jeszcze David Mech nie obalił swego naukowego błędu (no i tutaj w watasze wszyscy są na równi). I też trochę wychodzi z poza pudełka, bo myśliwy strzelający do Szarki to nie jakiś białas z redneckowa, a randomowy Eskimos (w ogóle na tej Alasce jest sporo Inuitów, a wtedy nie naciskali na diversity. Nie muszę mówić, że tutaj diversity jest faktycznie dobrze odzworowane). A i małe szczekające tatałajstwo zostanie potraktowane kopem przez Borysa. Niestety, więcej jest scen z comic reliefami. Za polski dubbing znów odpowiada TVP, ale wymienili wszystkich aktorów - zarzutów jak zwykle nie mam, i przyznam że Balto i Jenna są lepiej dobrani. I rany, Andrzej Bogusz podczas czytania creditsów mówi tak monotonnie, że aż amatorsko - słychać, że wiek dał o sobie znać. Nie dziwota, że to on był trzecim Gumisiem u kostuchy (i wielka szkoda, że gościówa od Widzę Głosy nie zrobiła z nim wywiadu). No i w oryginale kruk to faktycznie kruk, a nie wrona, więc tu plus #StopKruczyzacjiWronPrzezPolskichTłumaczy. Więc tak. To całkiem udana vhs-owa kontynuacja kinowej animki. Coś co się rzadko zdarza. 7,5/10 Balto 3 - początek ma całkiem dobre tropy xenofiction, bo Balto i Jenna zastanawiają co to za dziwna istota, ten cały aeroplan. Wzorem sequeli Pradawnego lądu w końcu to jest musical z całą tą oprawą. I wzorem sequeli Pradawnego lądu też fabuła jest dość pretekstowa. I gdyby nie parę zapychaczy, to fabuły starczy na najwyżej 45 minut. Choć ma parę niezłych przemyśleń, jak przegrywanie z postępem technologicznym czy warto zachowywać pracę kosztem moralności. A i lotnik nie jest złolem. I do Balta podchodzi z respektem. A także nietuzinkowo za jedynego złego robi łoś, którego przedstawiono jakby chciano przekonać dzieci, że może jednak zdejmijmy z tego gatunku moratorium. Tym razem Borys jest w centrum uwagi. W sumie centrum powinien być syn Balta, bo przez pocztę lotniczą traci zatrudnienie jako psi listonosz i na tym polega cały konflikt. Wreszcie animacja dostosowała się do nośnika i tym razem jest średnia, a nawet słaba :). I nie tylko - gęś dostała subtelne najgorsze tropy akcentowania żeńskich atrybutów. Prócz nieśmiertelnych rzęs to jest nie tylko grzywki, a także pokaźny biust (mimo, że piersi to wyłącznie atrybut ssaków) i wcięcie talii. I parę jest wyborowych fuck-upów - jest dramatyczna scena z wodospadem, to leci sympatyczna jazzowa muza. Kek. Ale też się oglądało to bez większych boleści i najgorszym wypadku to przeciętniak. Co i tak jest wyczynem, jeśli chodzi o tanie i zbędne sequele do klasyków. Co reżyser, to inna obsada w polskim dubie. Piotr Adamczyk z całej trójki chyba jest najlepszym wyborem. Ale Jenna już gorsza. 6/10 22-02-2026, 21:58 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2026, 13:56 przez OGPUEE.) (22-02-2026, 08:31)Rozgdz napisał(a): Jade (1995) reż William Fredkin Jezeli mowa o ero-thrillerach, a zwlaszcza z Linda Fiorentino to mocno polecam The Last Seduction. I jak skonczysz to od razu nadrabiaj filmografie Johna Dahla, zwlaszcza Red Rock West i Kill Me Again.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
22-02-2026, 22:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-02-2026, 22:42 przez Bucho.)
Dahl to jeden z niekwestionowanych królów neo noir. The Last Seduction to ekstremalny przykład, nie kojarzę innego filmu tak ostentacyjnie zdominowanego przez femme fatale. Każdy samiec w tym filmie to zatracony piździelec.
Zarzucę czymś mniej oczywistym. Zrealizowany przez Dahla odcinek genialnego i haniebnie zapomnianego serialu (antologia adaptacji czarnych kryminałów) Fallen Angels. Nie ma serii telewizyjnej z bardziej wyjebaną w kosmos listą reżyserów. Soderbergh. Cuaron. Bogdanovich. TOM CRUISE ?! Jakaś polska żydówa, mniejsza z tym. TOM HANKS?! KIEFER SUTHERLAND?! Twórca najlepszego filmu o irlandzkiej mafii w Nowym Jorku w roku 1990 Phil Joanou. Dahl zrealizował wyjebaną w kosmos adaptację opowiadania Mickeya Spillane'a. Bardzo wierną... jeśli nie liczyć ostatnich 10 sekund. Nie ma za co dzifki. 22-02-2026, 23:00
Paszczak, gruba ta lista reżyserów i myślę, że Kiefer mógł dowalić do pieca
Kur*a, Dahl mi się jeszcze nie napatoczył w neo-noirach, będę musiał koniecznie nadrobić, bo liczę, że w tym gatunku złapię jeszcze jakieś arcydzieło. 22-02-2026, 23:11
The Last Seduction chyba kiedyś widziałem ale też już niemal nic z tego filmu nie pamiętam. Lindę pamiętam, zresztą jak z "Jade". W ogóle Linda Fiorentino to chyba taki mój młodzieńczy filmowy crush :p Podobała mi się bardzo w każdym filmie :p
A "trafiło" to mnie chyba tutaj ;) 23-02-2026, 00:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-02-2026, 00:23 przez Rozgdz.)
Kopnęłabym cię, gdybym mogła / If I Had Legs I'd Kick You
Krytyc piejo z zachwytu, że to "Uncut Gems" tylko, że o macierzyństwie. Taki z tego "Uncut Gems", że zasnąłem w kinie. Film jest już w sklepikach, więc sobie dokończyłem w domu i z tego co widzialem to komara przyciąłem około 35 minut przed zakończeniem. Zasnąłem w trakcie kolejnej sesji terapeutycznej głównej bohaterki, a obudziłem się na napisach końcowych jak światła były już na maksa odpalone i ludzie wychodzili. No, ale trzeba oddać twórczyni, że ten film to w takim razie IMMERSJA na 1000%. Z każdą kolejną minutą byłem zmęczony co najmniej tak bardzo jak główna bohaterka i podobnie, jak jej oko mi się zamykało. W ogóle nie wiem dlaczego porównuje się ten film z "Uncut Gems". Że to niby takie samo intensywne przeciążenie sensoryczne i emocjonalne? No nie wiem, chyba tylko dla "mama na 100%", "zawód matka" i "mama na pełen etat" na Facebooku i krytyków Filmwebu. Całość oczywiście w tonie arystycznej symoboliki, której jest tutaj w ciul i jeszcze więcej. Tylko Rose Byrne szkoda, bo jej rola na pewno robi wrażenie i jest godna zobaczenia. Ale cały film totalnie nie mój vibe - odbiłem się mocno.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
24-02-2026, 08:27
Seans My Fair Lady „dokonał" niebywałego: pozwolił mi znielubić postać graną przez ikonę klasy i wdzięku, wspaniałą Audrey Hepburn. Jej Eliza to wrzaskliwa wieśniara bez szkoły, prostackie babsko nadające się wyłącznie na kompost. Można zakrzyknąć: ale przecież tak ma być! Chodzi o przemianę prostej dziewuchy w dystyngowaną damę. Odpowiadam: historia o Kopciuszku działa, bo (między innymi) tytułowa panienka z marszu wzbudza sympatię. Jęczącą idiotkę ma się za to ochotę szarpnąć za włosy i wrzucić do rynsztoka, z którego próbuje się wydostać. Osiągnięto tu coś w teorii arcytrudnego (powtarzam): zohydzono bohaterkę mającą w zamierzeniu zaskarbić sobie sympatię widzów, graną przez Hepburn (rany boskie). Jestem pod niemałym wrażeniem tej wielopoziomowej katastrofy i fuszerki w wykonaniu kwestii fundamentalnej dla tego typu opowieści. Człowiek wkurza się w zasadzie od początku, a tu jeszcze prawie trzy godziny cierpień. Gdy już durne kaczątko przemienia się w wytwornego łabędzia, to jest jeszcze gorzej — następuje zwielokrotnienie nudy (idącej dotychczas ramię w ramię z irytacją). Do gleby dociska całość pan profesur; mogła to być przeciwwaga dla Odrij i jaśniejszy punkt programu, niestety koleś jest równie fatalny. Czy nie miał czasem personifikować słabo skrywanych fantazji twórców o dominującym samcu rozstawiającym babę po kątach, traktującym ją jak istotę niższego szczebla? Higgins to kompletny burak, a jego perwersyjnie złośliwe podejście do uczennicy nie jest ani interesujące, ani przyjemne, ani nawet zabawne. Absolutna klęska filmowa, nie mogę wyjść z podziwu nad skalą dokonanych zniszczeń. To jest może i gorsze od powstałego kilka lat poźniej Olivera. Narzekamy na wybory Akademii w tym wieku, ale już w połowie (no, okolicach) poprzedniego nagradzano takie gnioty (kosztem, na przykład, Doktora Strangelove'a). Z trójki zwycięskich musicali z lat 60. ratują sie tylko Dźwięki muzyki. A, właśnie. My Fair Lady to podobno musical. Podobno, bo motywy muzyczne są dramatycznie mdłe, zrobione na odwal się. Trochę wcześniej powstała Deszczowa Piosenka, nieco później wspaniały Skrzypek. Dało się? Dało. Pies trącał to łajno. 3/10.
Przy Dragonheart również miałem cierpieć, płacąc frycowe za nieobejrzenie tego wtedy, gdy powinienem (jako dzieciak pod koniec ubiegłego wieku). Negatywne nastawienie może i zadziałało jak powinno (tj. przekornie), bo nieźle się bawiłem. Ponad przeciętność wynosi tę prościutką historyjkę relacja Quaida ze smoczkiem i przemiany charakteru tego pierwszego. Nie ma tu żadnego zaskoczenia, wszystko zrobione jakby od linijki — dobry ma wątpliwości i miota sie w moralnej szarzyźnie, ale w końcu robi, co należy, zły jest wstrętny, wredny i brzydki, a biedakom trzeba pomóc w rewolucji — ale mało co zgrzyta, bo takie to szczere, od serca (hehe), a i jeszcze momentami autentycznie zabawne. Słabym punktem fatalnie obsadzony David Thewlis (aktor wyborny [Naked!]). W zamierzeniu miał to być paniczyk-ciulik, ale przy tej charakteryzacji (i fizys) wyszła karykatura. Z kwestii pobocznych: w trakcie seansu mózg wziął sobie wolne, bo nie rozponałem Lucjusza Malfoya (gdy służył Lupinowi) i baaaaardzo długo nie mogłem połączyć nazwiska Briana Thompsona z cholernie chakterystyczną twarzą filmowego złoczyńcy. Michax pewnie wystawiłby mi dwóję z egzaminu wiedzy o X-Files (dla nieuświadomionych: Obcy-łowca nagród), sprać brutalnie trzcinką i kazał (w ramach pokuty) przez miesiąc oglądać mecze Świątek. Anyłej — po prostu fajne to smocze serce. Kiedyś było lepiej. 6/10. Po obejrzeniu Sentimental Value „naszła" mnie dygresja: gdyby papa Bergman kręcił tego typu filmy, to może jego kino szczerze lubiłby ktoś jeszcze poza studentami filmoznawstwa. Teoria zapewne kontrowersyjna, ale nie zależy mi na popularności. W każdym razie dzieło Triera nie jest niczym wielkim; sprawia wrażenie lekko niedogotowanego, jak gdyby twórca przekręcił gałkę na 70% i ukontentowany pokiwał głową. Chciałoby się nieco głębszego zanurzenia w rodzinny konflikt miast ślizgania się po powierzchni. Całkiem to subtelne i delikatne, ale przez to (niestety) nie do końca angażujące. Aktorsko bardzo dobrze, ale bez opadu szczeny. Statuetkę wręczyłbym wyłącznie Lilleaas — z głównego kwartetu ma do zagrania najbardziej zniuansowaną postać i z klasą oraz (powtórzenie) subtelnością robi swoje. Stellan jest spoko, ale nie na nagrody (swoją drogą umieszczenie go w kategorii drugoplanowej nieco wątpliwe, bo dostaje sporo czasu ekranowego). 6-7/10, pewnie warto obejrzeć poprzednie filmy Joachima (ponoć lepsze). 6-7/10. 24-02-2026, 15:33 (24-02-2026, 15:33)Norton napisał(a): Pies trącał to łajno. 3/10. Dżizas, ktoś tu miał naprawdę zły dzień xD
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 24-02-2026, 15:42 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 243,122 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,822 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,229 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,452 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,745 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,381 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 722,248 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,218 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 326 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 3 gości |