Project Hail Mary (2026) reż. Phil Lord i Chris Miller
#21
Cytat:W Stanach Zjednoczonych odbyły się już pokazy prasowe filmu Projekt Hail Mairy. Wstępne opinie na temat produkcji w reżyserii Phila Lorda i Christophera Millera nie pozostawiają wątpliwości: mamy tu do czynienia z "arcydziełem", albo - jak kto woli - "pierwszym wielkim kinowym hitem 2026 roku". Krytycy przekonują, że Ryan Gosling w roli głównej zaliczył kapitalny występ w "odysei kosmicznej, której nie można przegapić".

Jakby tego było mało, dziennikarze już teraz spekulują, że Projekt Hail Mary może stać się jednym z największych faworytów oscarowych w przyszłorocznym rozdaniu nagród, potwierdzając doniesienia sprzed kilku miesięcy. Tylko jedna zamieszczona w sieci reakcja odwołuje się do mankamentu filmu, którym miałby być sam scenariusz, ale koniec końców i tak ma ona entuzjastyczny wydźwięk.

"Scenariusz może nie do końca jest tak szybki jak światło, posiada nadmiar finałów i jeden kluczowy element fabuły, który w niejasnych okolicznościach wyparowuje, ale to i tak jest w cieniu rozciągniętego na całą galaktykę uroku Goslinga. Trochę jak Interstellar, tylko bez "czynnika X". "

"Ten film jest zrealizowany po mistrzowsku, jest przepiękny. Naprawdę poruszająca historia o człowieczeństwie i przyjaźni. Znakomity występ Goslinga - najlepszy w jego karierze. Zdjęcia Greiga Frasera są perfekcyjne. "

"Udane, niezwykle wyrafinowane połączenie komedii, science fiction, dramatu i suspensu. Ryan Gosling jest prawdziwą gwiazdą tej pełnej empatii opowieści o budowaniu więzi i pokonywaniu przeciwności losu. "

czyli scenariusz leży ale arcydzieło, no ludzie kochani

Odpowiedz
#22
Cytat:Trochę jak Interstellar, tylko bez "czynnika X".

Chyba zabrakło "D" po "X" :)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#23
Chwalą się, że nie użyli ani jednego green screena, maksymalizacja praktycznych efektów (m.in. Rocky to kukła):


Czytałem książkę, jest super. Jeśli scenariusz powtarza książkę, to ten zarzut co do scenariusza, nie powinien być taki mocny. Na Rotten Tomatoes mocny FRESH z 95% przy 128 recenzjach. Nie mogę się doczekać seansu w IMAX :)
Demokracja: Bóg, który zawiódł

Odpowiedz
#24
Ronaldinho napisał(a):Chwalą się, że nie użyli ani jednego green screena, maksymalizacja praktycznych efektów (m.in. Rocky to kukła)

A świnie latają :) Szkoda tylko znowu ciężkiej pracy tych setek ludzi wymienionych w creditsach, którzy tworzyli efekty wizualne do tego filmu. Niedługo pewnie i w napisach końcowych nie będą o nich nawet wspominać.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#25
Ale czy zbudowali las?

Odpowiedz
#26
jak to wypali to Krzychu Nolan jedzie z Interstellar 2 jak tylko Odyseusz znajdzie drogę do domu

Odpowiedz
#27
Byłem, widziałem i mam mieszane uczucia. Muszę jednak zaznaczyć, że mój odbiór filmu z pewnością znajduje się pod dużym wpływem książki, którą skończyłem czytać dosłownie kilka dni temu.

Mam trzy główne zarzuty. Po pierwsze, tempo. Wszystko zdaje się dziać zbyt szybko (mimo tego, że film trwa prawie dwie i pół godziny). Być może takie wrażenie zostało spowodowane właśnie przez książkę, gdzie każda scena ma czas, aby pooddychać. Tutaj natomiast wszystko bardzo szybko pędzi. Oczekiwałem, że film będzie się "delektował" przynajmniej kilkoma sekwencjami i poświęci im więcej czasu. Chodzi mi przede wszystkim o sekwencję
, która jest najbardziej spektakularnym momentem książki. Spodziewałem się długich, majestatycznych ujęć, ale tego nie dostałem. Sekwencja ta jest dość widowiskowa, ale nie tak, jak w książce. No i oczywiście jest krótsza. Film bardziej się po niej prześlizguje niż nią delektuje. Lord i Miller chyba celowo zrezygnowali z majestatycznych ujęć kosmosu, bo poza kilkoma wyjątkami raczej ich nie uświadczymy (w jakimś wywiadzie powiedzieli, że chcieli, aby przestrzeń kosmiczna sprawiała wrażenie "zaśmieconej" i im się to udało). Przez tak wysokie tempo również finał sprawiał wrażenie dziejącego się na szybciora, co odjęło mu nieco wagi.

Po drugie, film za mało skupia się na aspekcie naukowym. Nie myślałem, że kiedykolwiek to napiszę, ale przydałoby się tu trochę nolanowskiej ekspozycji. Film mało czasu poświęca badaniu astrofagów, a ważne informacje są tu niejednokrotnie podawane jakby mimochodem i łatwo je przeoczyć. Można odnieść wrażenie, że cały aspekt dotyczący odkrywania sekretów astrofagów był dla Lorda i Millera sprawą drugorzędną. Kojarzy mi się to trochę z adaptacjami "Solaris", z których żadna nie skupia się na Solaris. Chyba bardziej im zależało na zrobieniu kosmicznej komedii, co prowadzi mnie do trzeciego, największego zarzutu.

Tym zarzutem jest humor. Jak dla mnie za dużo tutaj śmieszkowania. Książkowi Grace i Rocky zachowują się bardziej profesjonalnie i doroślej. Owszem, Grace lubi rzucić żartem i ogólnie ma pogodny styl bycia, ale w filmie za bardzo to spotęgowano. Zrobiono też z niego większą fujarę, co zaowocowało niepotrzebnym slapstickiem. Filmowy Rocky również jest mniej poważny i miejscami zachowuje się jak podekscytowany dzieciak. Obydwaj są wprawdzie sympatyczni, ale przydałoby się tu trochę więcej powagi. Wszędobylski humor sprawia, że cała misja zdaje się nieco tracić ciężar, co dla mnie jest największą bolączką.

Z drugiej strony, nie mogę powiedzieć, że film był zły, albo średni. Patrząc na całokształt, to całość wypada dobrze. Od strony technicznej nie mam się czego przyczepić. Wydaje mi się jednak, że to chwalenie się twórców, że Rocky był fizyczną kukiełką to kolejna ściema mająca na celu udobruchać hejterów CGI. Może się mylę, ale mam wrażenie, że przez większość czasu Rocky był animowany komputerowo. Twórcy pewnie nie kłamali i mieli kukiełkę na planie filmowym, ale potem podmienili ją na cyfrowy model (jak samoloty w "Top Gunie"). Miller nawet osobiście na Twitterze napisał, że Rocky jest połączeniem kukiełki i animacji komputerowej, aczkolwiek podejrzewam, że w finalnej wersji tej drugiej było więcej (dla zainteresowanych, tutaj link do wpisu: https://x.com/chrizmillr/status/2029298230341878108). Muzyka ma dość szeroki wachlarz w tym sensie, że usłyszymy tutaj komediowe, radosne brzmienia, kilka piosenek, a także poważne, dramatyczne i melancholijne chóry. Ogólnie ciekawy i dość specyficzny miks.

Być może jak obejrzę ten film ponownie w domu nie mając już wobec niego książkowych oczekiwań, to mój odbiór będzie bardziej pozytywny. Na chwilę obecną, biorąc pod uwagę, że to był jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów tego roku, jestem lekko rozczarowany. Wniosek jest więc chyba taki, że w miarę możliwości lepiej najpierw obejrzeć adaptację, a potem zapoznać się z książkowym pierwowzorem, który prawie zawsze jest lepszy i pełniejszy.

Odpowiedz
#28
Żółte Krzesło napisał(a):Wydaje mi się jednak, że to chwalenie się twórców, że Rocky był fizyczną kukiełką to kolejna ściema mająca na celu udobruchać hejterów CGI. Może się mylę, ale mam wrażenie, że przez większość czasu Rocky był animowany komputerowo. Twórcy pewnie nie kłamali i mieli kukiełkę na planie filmowym, ale potem podmienili ją na cyfrowy model (jak samoloty w "Top Gunie"). Miller nawet osobiście na Twitterze napisał, że Rocky jest połączeniem kukiełki i animacji komputerowej, aczkolwiek podejrzewam, że w finalnej wersji tej drugiej było więcej

Oczywiście, że tak było, pytanie kiedy to ściemnianie się skończy bo robi to więcej złego niż dobrego, dodatkowo ciężko pracujący ludzie są spychani gdzieś na margines i zamiast być doceniani za swoją robotę to są razem z nią umniejszani a zewsząd słyszymy, że "paczta, mamy kukiełkę a nie te brzydkie CGI". To samo z filmikami zza kulis, które zaczynają przybierać ostatnio komiczny kształt, no bo spójrzcie choćby na to:



Chwalą się tym super wyglądającym animatronicznym dzikiem by za chwilę puścić klipy z gotowego obrazka, w którym śmiga ten cyfrowy, kiepsko animowany koszmarek. Wygląda to po prostu tak, jakby robili to celowo zdając sobie doskonale sprawę z tego, że ludzie przychylniej patrzą na jakiś film wiedząc, że jego twórcy coś robili praktycznie - i dokładają sobie roboty, która jest zupełnie niepotrzebna (bo umówmy się, tej kukły dzika mogłoby tam nie być skoro później i tak w CAŁOŚCI została zastąpiona cyfrowym zwierzakiem), a do referencji i światła mogliby używać tego co stosowali do niedawna, czyli jakiejś piłki albo prostego modelu łba ze znacznikami pozbawionego szczegółów. Oni to po prostu robią, żeby się tym chwalić w tego typu materiałach, do niczego innego to nie służy. I jasne, fajnie, że ludzie tworzący te kukły znów mają robotę, ale ani oni nie są należycie doceniani (bo nie widać ich pracy w gotowy obrazku) ani tym bardziej twórcy CGI, których pracę z kolei w filmie możemy oglądać, ale o której lepiej nie mówić w materiałach promocyjnych albo używać w wywiadach lakonicznych stwierdzeń typu "(...) jest połączeniem kukiełki i animacji komputerowej", co jest po prostu kolejną PR-ową bzdurą.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
#29
Bardzo przyjemny film. To taki Cast Away z one man show Goslingiem (świetna rola, choć nie dam sobie palca odkroić że będzie tu jakakolwiek nominacja) połączony z Marsjaniniem, ET i wuchtą innych filmów. Nie czytałem książki więc nie będę wytykać różnić, ale dodam że dawno nie miałem wrażenia aby 2,5h zleciało tak szybko. Może i popyla to po wątkach i scenach, ale nie gubi to serducha i emocji, a i potrafi przyfasolić widowiskowością. Ale to nie jest Interstellar, czy inne kosmiczne pierdololo za grube miliony. To feel good movie, z kilkoma akcyjkami, domieszką dramatu i jednak mocno zarysowanym humorem. To taki humor "śmiertelnie poważny", to znaczy nic tu nie jest w 100% na serio, nawet te sceny z naukowcami to taka trochę beka.

Nie zgodzę się, że jest tu za mało nauki. Jest jej właśnie dużo, praktycznie każdy problem na jaki trafia Gosling wymaga jakiejś krótkiej rozkminy, ale rozładowanej właśnie lekkim humorem. Gdyby to robił Nolan... fu, co ja piszę, przecież on to zrobił - to mielibyśmy scenę przebijania kartki długopisem i tłumaczeniem że "miłość przekracza wszelkie wymiary". Tutaj tego nie ma. Jest za to czysty fun.

Czemu nie dycha? Bo to jednak bardzo dobra, ale rzemieślnicza robocza bez tej iskry geniuszu.
Czemu nie dziewięć? Bo film niepotrzebnie 

W filmie tak napakowanym różnymi drobnymi, emocjonalnymi rzeczami był to o jeden skok za daleko. I dlatego daję te 8. Przy czym zachęcam was do wizyty w kinie. Niech to zarobi. Bo jak nie zarobi to kino przygody w kosmosie umrze.

8/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#30
Bylem na "Projekcie Hail Mary" co by się trochę odmożdzyć. Calkiem przyjemny film z pozytywnym przesłaniem o sile współpracy i przyjaźni ponad podziałami. Naiwny? Zdecydowanie! Ale nie wszystko musi być poważne, zwłaszcza w kontekście tego co oglądamy teraz we wiadomościach ?

Odpowiedz
#31
W Imaksie ten film był po prostu znakomity. Nie spodziewałem się też, że się aż wzruszę. No i Gosling jest idealny do takiej roli bohatera z przypadku.

Ludzie na sali jednak chyba nie mieli czasami wyczucia, bo
Daję 8,5/10. Muzyka była również super. I mi też film zleciał jak z bicza strzelił.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
#32
Ciekawy eksperyment u mnie, bo parę dni temu dostałem w prezencie książkę, wziąłem wczoraj do ręki i przeczytałem połowę, a dzisiaj pojechałem do kina. Pewne rozczarowanie pojawiło się już w pierwszych scenach, które no dosyć kiepsko w stosunku do książki przedstawiają nam bohatera i całą fabułę. W książce humoru jest niewiele i to takiego nienachalnego, a w filmie od razu robi się z Goslinga śmiesznego chłopa, fajtłapę który znalazł się na statku kosmicznym przez przypadek, a nie zdezorientowanego po wybudzeniu ze śpiączki naukowca, który jak najszybciej bierze się do pracy.
Przez tą mocną zmianę klimatu zrobił się film dla nastolatków, a był potencjał na coś ciekawszego. Chociaż zastanawiam się czy taka poważna wersja, będąca w sumie kopią Marsjanina w reżyserii przeciętnych Lorda i Millera miałaby sens i dochodzę do wniosku, że miałaby go mało, więc może lepiej że wpierdolili tam ten humor?
Gosling wcale nie zagrał żadnej roli życia, dla mnie był mocno drewniany, a Huller po prostu odcina hollywoodzkie kupony po mocnym sezonie dwa lata temu.
Wizualnie też średniawka: chyba jeszcze nigdy w IMAX nie widziałem tak nudnego wizualnie filmu.
Jakieś złe to nie było, ale o powtórce nie ma mowy. Lepiej już przeczytać książkę, której samej dosyć daleko do arcydzieła. Takie 5,5/10

Krismeister: ja się kompletnie nie dziwię reakcji widzów, u mnie też na sali były śmiechy. Jeśli cały film tworzysz wesołą, śmieszną atmosferę to jak można się spodziewać innej reakcji widzów? Przecież to było nakręcone w śmieszny sposób, Gosling się wydurnia próbując wchodzić na jakąś szafę - tak się nie kręci sceny jeśli chcesz pokazać dramat postaci. No i nie robisz tego tuż przed happy endem: gdyby od tego zaczął się film, to inna rozmowa.

Tak sobie czytam opinie na Filmwebie i dochodzę do wniosku że ludzie są chyba tak przebodźcowani negatywnymi informacjami ze świata, że rozrywkowy, humorystyczny film z automatu dostaje +2 do oceny :p

Odpowiedz
#33
Mnie też na seansie na którym był multum ludzi irytowało zachowanie w którym "śmiejemy się na każdą, nawet pozornie zabawną scenę". Tak jakby śmianie się miało zbudować mniemanie " o, jak ja się dobrze bawię w weekend i spędzam czas". Nie lubię czegoś takiego i czekałem aż sam autentycznie się zaśmieję czy nawet tylko uśmiechnę. I może były ze dwie takie sceny i nawet już nie pamiętam jakie.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#34
I cyk, bilecik i czas zaoszczędzony - dzięki simek :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#35
(24-03-2026, 23:18)simek napisał(a): Pewne rozczarowanie pojawiło się już w pierwszych scenach, które no dosyć kiepsko w stosunku do książki przedstawiają nam bohatera i całą fabułę. W książce humoru jest niewiele i to takiego nienachalnego, a w filmie od razu robi się z Goslinga śmiesznego chłopa, fajtłapę który znalazł się na statku kosmicznym przez przypadek, a nie zdezorientowanego po wybudzeniu ze śpiączki naukowca, który jak najszybciej bierze się do pracy.

Ja oceny nie zmieniam co prawda, bo nie byłem obciążony książką więc nie mam porównania, ale oglądałem na YT kilka materiałów, gdzie ludzie opowiadają w zależności od perspektywy, co działa lepiej w książce a co lepiej w filmie.

I tak, książka jest poważniejsza, ma tylko lekkie humorystyczne akcenty, w filmie jest tego więcej i cała ta atmosfera "ratowania" świata nie jest tak ciężka gatunkowo. Z drugiej, ci co cenią książkę mówią że film lepiej wprowadza bohatera i nie każe długo czekać na rozwój wypadków.

Jak widać rabini podzieleni. Ja bardzo lubie ten film, ale nie za jego humor (który raz trafia a raz nie), a raczej za całokształt. To taki "all rounder", gdzie każdy element jest wykonany w skali szkolnej na 4+, ale czerwonego paska nie dostanie z tego powodu. Na pewno zrobię sobie powtórkę jak trafi to do streamingu.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#36
A czy aspekt naukowy ma jakikolwiek sens czy jest totalnie idiotyczny?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
#37
Jak na mój rozum to cała fabularna podstawa, czyli istnienie astrofagów jest bardziej w rejonach fantasy niż twardego sci-fi, chociaż to jest podobne jak w wielu filmach.
W każdym razie z tym naukowym podejściem to chodzi o to, że w książce bohater jest najzwyczajniej w świecie mądry i sprytny, a w filmie pajacuje. Taki przykład: obcy statek wysyła w kierunku Hail Mary jakiś przedmiot, w książce komputer szybko podaje prędkość i oblicza, że Grace ma 52 minuty na złapanie go, więc ten ubiera się w kombinezon i go spokojnie łapie, a w filmie panikuje jak małe dziecko, martwi się, że to bomba, więc na początek... nie robi nic, no i przedmiot odbija się od statku, dopiero jak leci drugi to wskakuje w kombinezon, wychodzi na zewnątrz i goni za odbijającym się jak piłka przedmiotem, aby ostatecznie przy dźwięku niemalże fanfar dokonać chwytu jak z futbolu amerykańskiego i w geście tryumfu podnieść paczkę do góry.

Odpowiedz
#38
No to czekamy na "Hity Polsatu" w takim razie :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
#39
(25-03-2026, 09:58)Dr Strangelove napisał(a): A czy aspekt naukowy ma jakikolwiek sens czy jest totalnie idiotyczny?

Rożek mówi że poza astrofagami reszta mieści się w kategorii naukowej konsekwencji. Tylko warto wspomnieć o tym, że ta konsekwencja dotyczy budowy świata i pewnych zasad, ale wciąż mówimy o filmie gdzie historię i scenariusz trzeba czasem naginać, bo inaczej wszystko trwałoby 7 godzin dłużej :)



(25-03-2026, 10:19)simek napisał(a): Taki przykład: obcy statek wysyła w kierunku Hail Mary jakiś przedmiot, w książce komputer szybko podaje prędkość i oblicza, że Grace ma 52 minuty na złapanie go, więc ten ubiera się w kombinezon i go spokojnie łapie, a w filmie panikuje jak małe dziecko, martwi się, że to bomba, więc na początek... nie robi nic, no i przedmiot odbija się od statku, dopiero jak leci drugi to wskakuje w kombinezon, wychodzi na zewnątrz i goni za odbijającym się jak piłka przedmiotem, aby ostatecznie przy dźwięku niemalże fanfar dokonać chwytu jak z futbolu amerykańskiego i w geście tryumfu podnieść paczkę do góry.

To jest właśnie przykład, gdzie moim zdaniem film działa lepiej - pierwsze spotkanie czy też "komunikacja" nie ma tego niezręcznego naciągania powagi do poziomu absurdu. Jeżeli ktoś chce czegoś odwrotnego to powinien zrobić sobie powtórkę Arrival Villeneuve'a. 
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#40
Tak jak pisałem: przy tych reżyserach, przy Goslingu, robienie tego na poważnie niewiele by pomogło, więc zrobienie z tego komedii dla nastolaków, ze słitaśnym obcym wydającym dźwięki jak zwierzątko zapewne było dobrą biznesową decyzją, bo film nieźle zarabia i zbiera dobre recenzje, ale to sprawiło, że nie jest to film dla mnie. Do tego jest zrobiony na przeciętnym hollywoodzkim poziomie.

Aaa, jest jedno super ujęcie: końcowy wybuch i opóźnienie pomiędzy jego widokiem, a dźwiękiem i falą uderzeniową - ten zabieg robi robotę niezmiennie od 2002 roku i Ataku Klonów :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Hope (2026) reż. Na Hong-jin slepy51 8 419 20-05-2026, 00:11
Ostatni post: slepy51
  Apex (2026) i szeroko pojęte kino survivalowe slepy51 15 1,612 14-05-2026, 05:09
Ostatni post: Nemo
  Lord of War (Andrew Niccol, 2005) Mental 24 6,965 12-04-2026, 18:45
Ostatni post: Rozgdz
  Pressure (2026) reż. Anthony Maras Spoilerowo 0 127 29-03-2026, 13:01
Ostatni post: Spoilerowo
  Wild Horse Nine, reż. Martin McDonagh (2026) Pelivaron 15 778 19-03-2026, 20:52
Ostatni post: Pelivaron
  DIGGER (2026) reż. Alejandro G. Iñárritu Spoilerowo 0 177 22-02-2026, 14:09
Ostatni post: Spoilerowo
  The Darkest Hour(reż. Chris Gorak?) Danus 97 14,080 10-02-2026, 23:38
Ostatni post: shamar
  Madden (2026) reż. David O. Russell Spoilerowo 9 1,435 26-12-2025, 13:00
Ostatni post: Spoilerowo
  Three Thousand Years of Longing (2022) reż. George Miller Kuba 49 9,052 29-08-2023, 21:34
Ostatni post: simek
  Passengers (2016) (Reż. Morten Tyldum) (J-Law i Chris Pratt in Space) Lawrence 134 33,466 12-05-2021, 07:43
Ostatni post: Debryk



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości