No i tak, będę się trzymał tego, że wystarczyło pogadać, ale do tego potrzeba odpowiednio dojrzałych emocjonalnie osób a bohaterowie takowi na pewno nie byli.
Tak czy siak potencjał nie został wykorzystany.
19-04-2026, 21:03
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
No tak, ja się zgadzam, że to miał być przede wszystkim film o związkach i relacjach (i to nie tylko z partnerem, ale też przyjaciółmi, jak się okazuje toksykami), ale z racji tego jaki nacisk położono na kwestie związane właśnie z kwestią strzelanin, to nie do końca wszystko gra i buczy.
No i tak, będę się trzymał tego, że wystarczyło pogadać, ale do tego potrzeba odpowiednio dojrzałych emocjonalnie osób a bohaterowie takowi na pewno nie byli. Tak czy siak potencjał nie został wykorzystany.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
19-04-2026, 21:03
Anastasia: Die letzte Zarentochter - okazało się, że w 1956 roku była jeszcze jedna ekranizacja historii rzekomo ocalałej carewny. Od Niemców. Na szczęście można odnaleźć na serwisach jutubopodobnych, więc mogłem zobaczyć. Tu nie ma fajerwerków jak u Amerykańców. Czarno-biała taśma w proporcjach 4:3. Także nie ma jakoś wiodącego wątku miłosnego. Idzie w większą wierność historyczną, bo śledzimy losy Anny Anderson i momentami to wygląda jak wstawki z Sensacji XX wieku. Bardziej też idzie w większą ponurość - muzyka dość mroczna, jest wiele scen w psychiatryku, a Anka ma czasem wzrok, że czuje się niepokój. Lili Palmer świetna w roli tytułowej. Od zagubionej kobieciny przez wyniosłą arystokratkę do załamanej psychicznie kobiety nie wiedzącej kim naprawdę jest. I głównie dla niej obejrzeć ten film, który w zasadzie jest bardziej ciekawostką.
6/10 Mój przyjaciel lis - daję słowo, że co roku lub dwóch zawsze pojawia się w kinach jakiś europejski (zwykle francuski) film familijny, gdzie jakiś dzieciak nawiązuje przyjaźń z dzikim zwierzęciem i że przyroda jest ważna. I chyba ten był pierwszy. Jest sobie dziewczę, które za dużo naczytało się Małego Księcia i postanawia się zakumplować się z lisełem. Obie strony ideologiczne będą zadowolone, bo wita nas idylliczna natura i jest wzmianka o tym, iż ludzie to luje, bo chcą truć biedne liski za niewinność, ale końcową myślą jest to, że udamawianie dzikich zwierząt to baaaaardzo średni pomysł skutkujący dość mocnym finałem (jestem pewien, że jego skutki celowo złagodzono, by dzieciom nie sprawiać traumy). Także to wszystko zapodano realistycznie, bo 10-latka naturalnie będzie naiwna jeśli chodzi o zwierzęta i ona sama jako dorosła osoba podkreśla swoje wówczas nierozważne zachowania. Młoda też normalna, bo nie robi olaboga, że lis w pierwszej scenie wpierdziela nornika :). No i przyznać trzeba, że jechania po ludziach właściwie nie ma i to jedynie epizod obywający się bez karykaturalnych myśliwych/drwali czy kapitalistów wycinających drzewa przy kreskówkowej muzyce. Co też pochwalę, że był uczciwy w ukazaniu innych zwierząt. Jest tu "wielki zły wilk", ale wszystko podane realistycznie. Wilki nie szczerzą kłów jak Cujo i jak dziewczynka chce je odpędzić, drąc mordę machając łapami, to one... uciekają. W amerykańskim filmie to te wilcy rzuciłyby z pianą. No i obiektem ataku wilków jest zwierzę, czyli normalność u drapieżnika. No i tym atakowanym zwierzęciem jest lis, a nie jakaś sarna czy inny wegański libertyn (często ludzie usilnie zapominają, że drapieżniki też lubią upolować sobie inne drapieżniki). I film w ogóle pamięta, że lisy mają wrogów naturalnych, bo prócz wilka występuje ryś i mamy ślicznie nakręcony pościg powtarzający finał Zwierzogrodu 2. A potem jest orzeł mający chrapkę na lisiątko. W ogóle ten film przepięknie wygląda. Co drugi kadr można oprawić w ramkę. Jak i pozwolono nieco na artyzm, bo jak dziewczynka gra na fletni, pojawiają przebitki na masywy i zeschnięte konary, które mają jakby ludzkie rysy niczym w Pikniku nad wiszącą skałą. No i ceni się, że tu są prawdziwe zwierzęta i w czasach, gdzie nie można było ich zastąpić CGI-animkami, nawet w tych co bardziej niebezpiecznych sytuacjach. Albo trafia na plan Zejścia i ląduje w tej samej nawiedzonej puszczy co disneyowska Śnieżka. Całkiem ponadczasowy. Rok produkcji bodaj 2007, i niby lata 80.-90., ale pokazano na tyle vague, że można pomyśleć, że akcja dzieje właśnie w 2007 roku. Całkiem sensowny film przyrodniczy bez zbędnego infantylizmu, który mogą obejrzeć dzieci, jak i dorośli (dorośli to moim zdaniem bardziej). 7,5/10 23-04-2026, 21:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-04-2026, 19:23 przez OGPUEE.)
Wklejam z filmweba, nie chce mi się nic więcej pisać o tym gównie.
Wpatrując się w słońce - Wpatrywać się w słońce to ja mogłem zamiast pójść na to „dzieło”. Wspaniale 10 godzin w kinie. Na sam koniec czekałem już tylko na napisy, a tu kolejna scena, i kolejna i kolejna. Kolejny film z katalogu artsy fartsy indie pierdololo, gdzie przez cały seans nie dzieje się nic, a postaci są z kartonu. Nie rozumiem zachwytów, no totalnie nie rozumiem. Lubię spokojne i powolne kino, ale gdy jest umiejętnie sprzedane albo no cokolwiek się dzieje (Aftersun np). Film o niczym, z dużą ilością jakichś przemyśleń…o niczym. Zdjęcia bardzo irytujące. Te specjalne pogorszenie obrazu pewnie miało jakiś swój oryginalny cel ale mnie wytrącał z równowagi. Najgorszy seans w kinie odkąd pamiętam. Najwyraźniej jestem za normicki na takie awangardowe kino. 1/10 23-04-2026, 22:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-04-2026, 22:40 przez Krismeister.)
Włóczęgi (1979) - lata temu widziałem na TVP1 fragmenty jako gimbus i nawet się to nieźle oglądało. I o samym filmie dopiero teraz przypomniałem, gdy szukałem na ebayu skanów plakatów do jednej prezentacji i przypadkiem natknąłem się na takowy do tego. Więc poszło zassanko BD-ripa z neta.
Trochę to takie gritty West Side Story i to bez muzyki. Kolejny anglosaski film, w którym cenię jak z wyczuciem pokazano margines społeczny. Taki ojciec Joeya jest przemocowy, ale nie obnoszą się z tym i ma momenty, gdzie normalnie gada z synem i gdy pojawia punkt kulminacyjny, to efektywnie widz dostaje pięścią w brzuch. A bohaterowie wzbudzają sympatię, mimo że wszyscy to mniejsze lub większe patusy. I też nie ma jakiegoś słodzenia, bo tacy Afroamerykanie żadni uciśnieni nie są (i są ziółkami) czy podziału na dobrych czy złych. A fabuła w gruncie jest dość ponadczasowa i też takowych wartości dotyczy, jak przyjaźń czy walka nad podziałami. Z kolei widać mocno niski budżet, bo to kręcone jak bardziej exploitation i dominuje słaba gra aktorska. Nie mówiąc, że niektórych może uderzyć dość komiksowe ukazanie każdego z gangów, prędzej przypominających wyobrażenie jak wyglądały subkultury w latach 60. (a film jest niezwykle przyziemny). Co jednak pochwalę to ukazanie wiodących antagonistów - Ducky Boys. Każda scena z nimi powoduje dreszcze i efektywnie budowana jest ich groza. I cóż, nadal nieźle to się ogląda. 7/10 The Warriors - czytałem, że w/w The Wanderers konkurowało z Wojownikami, więc nastąpiła okazja, by wreszcie zrobić kolejne nadrobienie. Oczywiście jedynym punktem wspólnym są to uliczne charakterystycznie wyglądające młodociane kliki, bo film Hilla różni się konwencją jak tylko możliwe. Już sam fakt, że te wszystkie najróżniejsze gangi wyglądają jak przeciwnicy w grach na arcade'ach z lat 90., a fabuła nie jest jakaś wyrafinowana. A mimo tego jest odczuwalna surowość i szorstkość, jak i oddanie syfnego i nieprzyjemnego NYC z lat 70. W sumie to dość męski film, bo członkami gangów są praktycznie sami faceci, baby to żałosny procent, a ta najgłówniejsza (dziewczyna lidera Orphans) praktycznie ma może kwadrans czasu ekranowego. I kobiety albo są obiektami seksualnymi albo zdradliwymi harpiami, a właściwie jednym i drugim. Też nasi wojownicy nie są kryształowi, bo James Remar praktycznie napastuje seksualnie jakąś różową (jak się potem okazuje na własne nieszczęście, co mnie zaskoczyło). Całkiem też zacna akcja i każdy z mini-bossów zapada w pamięć (i stanowi wyzwanie) i droga powrotna do Coney Island nie jest usłana różami. Choć potem jest przestój jak główna baba ma wątek romansowy ze Swanem i zwierza się, że ma problemy, bo chce urwać z pozbawionej perspektyw dzielni. O jezu, ja oglądam dla kiczowatej akcji, a nie jakichś społecznych smutów! Także ciągnie w dół drewniana gra aktorska, choć część ma jakąś charyzmę. Co też pochwalę to jak nieoczywiście ukazano finałową konfrontację. Też oglądałem w Final Ultimate Cut, co było lekko niemiłym zaskoczeniem gdy wyszło, że Hill zabawił w późnego Lucasa i dał nowoczesne komiksowe przejścia robione tanią kanwą, co raczej nie dodaje niczego wartościowego do seansu i bez tego się broni (a film dobrze jest nakręcony). I status kultowca też zasłużony i zrozumiały. 7/10 25-04-2026, 21:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-04-2026, 13:31 przez OGPUEE.)
Dla mnie to jest jeden z tych filmów, których kult szanuję ale na tym moja miłość do niego się kończy. W dzisiejszych czasach to jest po prostu nieoglądalna ramota i to delikatnie rzecz ujmując. Milion razy lepszym filmem w tym samym stylu i prawdziwym arcydziełem jest z kolei "Streets of Fire".
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
26-04-2026, 00:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-04-2026, 00:30 przez slepy51.)
Też obejrzałem parę dni temu The Warriors i zdanie mam takie pomiędzy slepym a Oguppe, czyli że owszem, jest to raczej ramota, której się pogubiły konwencje, bo aktorzy grają z kijem w dupie, a całość to jedna wielka kreskówka, no i ogólnie fabuła jest dosyć licha, tempo również takie sobie. Na początku byłem zachwycony, bo fascynujący jest ten syfiasty Nowy Jork z lat 70., grała fajna muza, intrygujący punkt wyjścia, ale później im dalej tym gorzej i na dobrą sprawę niewiele się działo: ciągle tylko jeżdżą, biegną i krzyczą na siebie.
Ma to swój niezaprzeczalny urok, ja oglądałem jednak z przyjemnością i na dobrą sprawę polecam, bo warto znać ten film, ale jakiś dobry to on nie jest. Ode mnie taka 6ka ze sporym minusem. 26-04-2026, 07:51
Oglądałem "The Warriors" ze 3 lata temu i jak patrzę na swoją ocenę na Filmwebie to zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Ot, historia która by się mogła dziać w średniowieczu czy w starożytnej Grecji i prezentująca uniwersalne wartości - przeniesiona w realia gangów nowojorskich.
A "Streets of Fire" bardzo zacne i lubię, ale jak dla mnie to zupełnie co innego. "The Warriors" są niepowtarzalni. Najbliżej to chyba będzie ten film który teraz Nolan nakręcił :p Ewentualnie "300" Snydera. 26-04-2026, 08:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-04-2026, 08:10 przez Rozgdz.)
Ale wiesz, że "film w tym samym stylu" a "taki sam film" to nie jest to samo? Czy nie wiesz?
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
26-04-2026, 11:00
Hmmm.. :p
Chyba chodzi Ci o coś takiego "Streets of Fire" to w zasadzie western osadzony w podkręconych latach 50ych. Z bandziorami na motorach, dzielnym herosem który przybywa by ratować dziewczynę i na końcu odjeżdza w stronę zachodzącego słońca. "The Warriors" to film o niemożliwym marszu drużyny wojowników do domu gdzie na drodze jest wiele innych grup i pułapek i wszyscy są przeciwko nim. Zresztą oglądałem chyba tą samą wersję co OGPUEE bo na początku są te komiksowe wstawki i reżyser wali łopatą o co tu biega (więc w sumie nie trzeba się zastanawiać :p) 26-04-2026, 11:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-04-2026, 11:19 przez Rozgdz.) (25-04-2026, 21:19)OGPUEE napisał(a): The Warriors Nigdy nie oglądałem go w czasach VHSów i też nie szanuje. Takie se. Dałem chyba 6/10 kilka lat temu. Podobnie miałem z "Streets of Fire", który chyba też kultowy.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 26-04-2026, 16:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-04-2026, 16:01 przez shamar.)
Taka ciekawostka - John Wick 4 trochę pożyczył z "The Warriors" :p
26-04-2026, 17:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-04-2026, 17:26 przez Rozgdz.)
I Guy Ritchie też :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 26-04-2026, 18:33 (26-04-2026, 16:01)shamar napisał(a): Nigdy nie oglądałem go w czasach VHSów i też nie szanuje. Takie se. Dałem chyba 6/10 kilka lat temu. Podobnie miałem z "Streets of Fire", który chyba też kultowy. Pamiętam, że chyba dałeś dużo niższą ocenę i Corn facepalmował za niezrozumienie u ciebie konwencji. 26-04-2026, 20:31
The Skull (1965). Cushing, Lee, okultyzm, diabły, demony, markiz de Sade, takie rzeczy: kolekcjoner dziwnych śmieci (w stylu noża mordercy, czy książki w obwolucie z ludzkiej skóry albo posążków Baala tudzież innego Lewiatana) znajduje przeklętą czaszkę. Uroczy i klimatyczny horrorek, ale im dalej, tym gorzej, a od sceny w sądzie wszystko jakoś tak siada i traci siłę. Bardzo to skromne i proste, biedne może nawet bym powiedział, nie wykorzystujące potencjału. Zamiast niedopowiedzeń, niepewności i poczucia zagrożenia jest po prostu fruwająca czaszka :) 6 albo 7/10 mimo wszystko, bo mam słabość do takich staruszków.
27-04-2026, 09:51
Z 15 lat tego filmu nie widziałem, Lee to w zasadzie epizod. To klimatyczny film z naprawdę dobrą obsadą - Michael Gough, Patrick Magee, George Coulouris i inni. Końcówka to po prostu ten sam gimmick, mocno przeciągnięty zresztą - lewitująca czacha Markiza, wow. Gdyby to robił William Castle i na sali kinowej upuszczał czaszki na linkach to byłoby absolute cinema, a tak to jest właśnie takie 6/10 i tyle.
Tak btw to drugi film pełnometrażowy od Amicusa, pierwszym był Gabinet Grozy doktora Zgrozy (gdzie obok Cushinga występują Lee i Gough, ale jest też młody Donald Sutherland). 27-04-2026, 21:32
Michael
Film laurka z potężną muzyką. Wielki kolorowy teledysk twórczości MJa i tyle. Żadnych kontrowersji, żadnych większych dramatów poza spaleniem sobie włosów przy kręceniu teledysku, zadnej złej krwi. Laurka, którą ogląda się przy kinowym dźwięku wybornie. Jeśli Bohemian Raphsody zdobyło Oscary to tym bardziej Michael powinien - niestety gówno biografia Freddiego stała się wyznacznikiem. Ps to mógłby być dojebany dramat gdyby poszli w kontrowersje i bardziej skupili się na postaci ojca i tego jak toksyczne wychowanie może wpłynąć na rozwój oraz karierę. Czy dzięki temu Michael stałby się jednostką wybitną czy byłby jednym z wielu? Szkoda. 6/10 - głównie za sprawą muzyki i scen kręcenia teledysków. Film powtórnego seansu może nie przetrwać, chociaż muzyka Jacksona i tak będzie się broniła. Normal Saul Goodman, aktor wybitny, szkoda że utknął w takim kinie, bo to bardzo podobny film do serii Nobody. Tylko trochę lepszy wg mnie. Bawiłem się przednio, bo działa jako sympatyczny akcyjniak ze sporą dawką brutalności i działa, jako głupawa komedia - twórca jest ewidentnie fanem Nagiej broni, Johna Wicka i kina z motywami zmowy milczenia. Reżyserem jest Ben Wheatley którego kariera poszła w dziwne kierunki. Nie mniej - film przyjemny, zabawny, brutalny, w świetnej zimowej scenerii i fajnie zagrany. 7/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
28-04-2026, 10:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-04-2026, 10:24 przez Pelivaron.)
A właśnie. Jak pokazali Joego? Czytałem, że jest scena jak bije Michaela i jest techniczne tym złym, ale generalnie w głębi duszy miał dobre chęci i że kochał rodzinę itd. (zwłaszcza, że przy tym ręce maczał Jackson Estate, którego zarządcą był Joe).
28-04-2026, 10:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-04-2026, 10:30 przez OGPUEE.)
Tak, na początku filmu uderzył go kilka razy paskiem. I generalnie to postać którą można określić "zawsze dzień dobry na klatce schodowej mówił i to dobry chłopak jest. A że bił synów i znęcał się nad nimi psychicznie? No sorry ale setki milionów na koncie nie wzięły się z niczego ;)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
28-04-2026, 11:57
Nie powiedziałbym, że jest przedstawiony tak pozytywnie. Raz pokazali jak leje go pasem, ale potem jest kolejna scena jak z paskiem w ręce zamyka się z nim w pokoju. Dodatkowo nazywa go „big nose”, co zaowocowało kompleksem Michaela na punkcie nosa.
Cały film praktycznie opiera się na tym jak Jackson próbował uciec od ojca. Scena jak ogłasza koniec trasy Victory była cudna. Mogli dodać wątek Diany Ross, to dodałoby trochę sensu temu, że Michael później nie miał za bardzo parcia na życie z kobietą. A film kończy się w 88 to głównych kontrowersji jeszcze nie było. Prawdopodobnie już szykują się do przyklepania sequela. Jestem jak najbardziej na tak, bo samo kręcenie „They don’t care about us” to materiał na solidny, osobny wątek. Ode mnie 8,5/10, bawiłem się rewelacyjnie w Imaksie. Dziwi mnie taka surowa średnia ocen od krytyków. Ale ci sami ludzie wychwalają pod niebiosa „Wpatrując się w słońce”, także w dupie mam ich opinie. 28-04-2026, 16:25 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 243,236 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,920 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,257 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,452 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,752 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,426 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 722,925 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,303 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 326 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 2 gości |