Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
military napisał(a):Pastisz to dzieło naśladujące dzieło innego twórcy.
nie.
pastisz to technika (umiejętność) polegająca na naśladowczym odtwarzaniu poetyki (stylu) innego twórcy celem stworzenia nowego (nieistniejącego) dzieła na bazie dzieł już istniejących w kulturze. prościej nie potrafię. don kichot to pastisz średniowiecznych romansów rycerskich, balladyna to pastisz krwawych szekspirowskich tragedii, a pulp fiction to pastisz tanich, ociekających seksem i przemocą kryminałów.
tarantino zaistniał w popkulturze poprzez twórcze rozwinięcie dwóch patentów: 1. zamiast pastiszowac dzieła "wysokie" i szanowane, zajął się pastiszowaniem filmowych śmieci; 2. upowszechnił w kinie pomysł fabularny, który streszczał się w tym, że w jego filmach ofiara bardzo łatwo stawała się oprawcą i na odwrót. ten ostatni knyf znajdziesz w każdym z jego dotychczasowych dzieł - nawet w agonalnym kill billu. fabularnie bastardzi w całości opierać się będą na tym patencie - Żydzi spuszczający łomot naziolom.
17-04-2009, 13:31
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
qrwa, za PWNem:
1. dzieło stanowiące świadome naśladownictwo dzieła innego twórcy
17-04-2009, 13:55
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
proszę, nie każ mi padać na kolana przed słownikiem PWN. zajrzyj do książek, nie słowników - choćby autorstwa jerzego ziomka takich jak genialne "Rzeczy komiczne". stoi tam jak byk, że:
Pastisz jest falsyfikatem, ale falsyfikatem szczególnym â nie imituje konkretnego utworu i nie skleja strzępów utworu, lecz tworzy utwór nowy i przedtem nieistniejący, imitując produktywne siły tkwiące w danej poetyce.
dalej masz objaśnione, czym jest znak ikoniczny i na czym polega identyfikacja pastiszu z dziełem pastiszowanym. pastisz w kulturze - teraz mówie własnymi słowami - zawsze pełnił jedną funkcję (pierwsze trzy filmy tarantino są tego mega dosadnym przykładem): funkcje świadectwa kompetencji autora i czynnego rozumienia reguł badanych poetyk.
17-04-2009, 14:06
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Fajna definicja. KB idealnie się w nią wpisuje.
17-04-2009, 14:14
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
polemizowałbym, ale skoro dobrze ci z tą myślą, to niech tak zostanie
17-04-2009, 14:16
Nowy
Liczba postów: 2,101
Liczba wątków: 29
Mental napisał(a):teraz mówie własnymi słowami - zawsze pełnił jedną funkcję (pierwsze trzy filmy tarantino są tego mega dosadnym przykładem): funkcje świadectwa kompetencji autora i czynnego rozumienia reguł badanych poetyk.
Własnymi, jak cholera: http://forum.liceum36.pl/viewtopic.php?t=1052
Mental, przestań bezmyślnie kopiować fragmenty tekstów z sieci i się pod nimi podpisywać. To robi się nudne.
17-04-2009, 14:17
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
a skąd mam kopiować, jak nie mam przy sobie książki? i nie wrzucaj mi, że się pod czymś podpisuje, bo to się robi pomału niegrzeczne. wyraźnie zaznaczyłem, skąd pochodzi ten cytat.
17-04-2009, 14:18
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Mental, z mojego punktu widzenia definicja zapodana przez Ciebie to jest to samo co napisał Military, tyle że ubrana w bardziej poetyckie słowa. :-)
Słowniki, encyklopedie mają za zadanie jasno, krótko i treściwie zdefiniować "pojęcie" bez zbędnej poetyki. Pan Jurek może sobie opisywać czym jest pastisz nawet w stu stronicowej księdze co nie zmienia faktu, że jego definicja jest tym samym co jednozdaniowe wyjaśnienie pastiszu w PWN. :-)
17-04-2009, 14:20
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Monika napisał(a):Mental, z mojego punktu widzenia definicja zapodana przez Ciebie to jest to samo co napisał Military, tyle że ubrana w bardziej poetyckie słowa. :-)
dla kogoś świadomego, o co chodzi w temacie - tak. tylko pytanie, czy pan jurek ze środkowej klatki będzie w stanie na własne potrzeby rozróżnić konkretne dzieło (Samurai Chicks in Big City Hell) od procesu, który doprowadził do powstania tego dzieła. bo pastisz to naśladowanie procesu, a nie skończonego dzieła. jeśli tak bardzo ufasz zdolnościom pana jurka, to tylko pozazdrościć wiary w ludzi.
17-04-2009, 14:23
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Mental napisał(a):bo pastisz to naśladowanie procesu, a nie skończonego
dzieła.
Oczywiście, bo naśladowanie skończonego dzieła to remake ;-)
Cytat:jeśli tak bardzo ufasz zdolnościom pana jurka, to tylko pozazdrościć wiary w ludzi.
Nie. Ja go nawet nie znam! ;-) Bardziej jednak ufam ludziom z PWN.
17-04-2009, 14:32
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Monika napisał(a):Bardziej jednak ufam ludziom z PWN.
wiedza czerpana ze słowników poszerza horyzonty - zawsze to powtarzam.
EDIT
jako że istnieje teraz możliwość nadawania topicom podtytułów, to chyba skorzystam z tej sposobności, gdyż temat rozrasta się w oczach o coraz to nowe zagadnienia.
EDIT 2
ok, podtytuł nadany - teraz przynajmniej wiadomo, do czego zmierza ten topic
17-04-2009, 14:37
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Akurat tutaj się nie zgodzę i doskonale wiem, że napisałeś to z ironią! ;-) Wiedza zaczerpnięta z PWN, encyklopedii, słowników i tym podobnych jest tylko punktem wyjściowym dla procesu poznawczego. Definicję pastiszu można zamknąć w jednym zdaniu ale równocześnie można też o tym pisać grube książki podpierając się przy tym ciekawymi przykładami i snuć różne na ten temat teorie. Jednak zawsze będą one blisko rdzenia głównej definicji pojęcia. Im dalej od tego rdzenia tym definicja bardziej kontrowersyjna co nie znaczy, że zawsze niesłuszna. :-)
17-04-2009, 14:44
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Cytat:Wiedza zaczerpnięta z PWN, encyklopedii, słowników i tym podobnych jest tylko punktem wyjściowym dla procesu poznawczego.
zgoda. sęk w tym, że dla laika (parę ładnych lat temu pisałem prace roczną o pastiszu w kinie na podstawie westernów sergia leone, więc co nieco wiem na ten temat) definicja słownikowa pozbawiona komentarza to ślepy zaułek, czego najlepszym przykładem jest reakcja military'ego, który zacytował mi tu PWN niczym prawdę objawioną, niemając pojęcia, co się kryje za skrótem myślowym "dzieło". powtórzę: pastisz nie jest kopiowaniem dzieła ani sklejaniem skrawków, a to niestety wynika z suchej lektury encyklopedycznych kolumn.
17-04-2009, 14:50
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Tak trochę offtopowo: cholera, okazuje się że naprawdę istnieje film "Samurai Chicks".
http://www.dvdverdict.com/reviews/samuraichicks.php
17-04-2009, 15:05
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Monika napisał(a):Oczywiście, bo naśladowanie skończonego dzieła to remake ;-)
a naśmiewanie się z niego to parodia:)
17-04-2009, 15:12
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Mental napisał(a):sęk w tym, że dla laika (parę ładnych lat temu pisałem prace roczną o pastiszu w kinie na podstawie westernów sergia leone, więc co nieco wiem na ten temat) definicja słownikowa pozbawiona komentarza to ślepy zaułek
Oczywiście masz rację. PWN, czy słowniki opisują pojęcie dość jednoznacznie i nie pozwalają na większą swobodę interpretacji. Podają ogólną charakterystykę danego âpojęciaâ bo takie mają zadanie. Wiadomo jednak od dawien dawna, że ogólniki szkodzą â dlatego temat pastiszu to szersze pojęcie o którym można pisać dużo i różnie â tworząc właśnie bliższe lub dalsze jego definicje. Pastisz nie jest określeniem jednoznacznym.
Zaryzykowałabym nawet też stwierdzenie, że wielu ludzi pastisz myli z parodią. Ludzie, którzy chodzą raz na dwa tygodnie do kina dla czystej rozrywki oglądając Kill Billa nie mają pojęcia o tym, że oglądają pastisz. Większość nawet nie zna jego podstawowej definicji. Dla nich taki film jak KB będzie tylko parodią kina dalekiego wschodu.
17-04-2009, 16:16
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Monika napisał(a):Ludzie, którzy chodzą raz na dwa tygodnie do kina dla czystej rozrywki oglądając Kill Billa nie mają pojęcia o tym, że oglądają pastisz.
i dobrze, że nie mają pojęcia, bo kill bill nie ma z pastiszem nic wspólnego  kill bill to bełkot, gazetowa wydzieranka, kolaż albo - że zacytuje wujo444 - pseudoartystyczne kino głupoty. tym różni się od trzech pierwszych filmów quentina.
za oseska często bawiłem się pamperkami j.i. joe - wymyślałem różne sensacyjne intrygi (które zazwyczaj kończyły się typowo bayowską rozpierduchą) i próbowałem naśladować film, a ściślej: filmowa fabułę w swoim biegu. szybko się jednak okazywało, że nie wiem, jak poprowadzić dany wątek - pojawiały sie dziury, rozwiązania deus ex machina i inne bzdety. w takich sytuacjach, zebrawszy w sobie dostateczną ilość dobrej woli, wymyślałem ekstra postać, wątek albo zdarzenie, które popychało całość do przodu. po prostu od ręki potrafiłem - jak każde dziecko zresztą - wyczarować rozwiązanie kłopotliwej sytuacji i nadać "fabule" mojej zabawy pozory logiki. punktem wyjścia zabawy w kill billa (już widzę, jak negrin albo dmoon cytują ten fragment z dopiskiem: "tak, mental, zabawy, w końcu pojąłeś!") był oczywiście zamach na życie panny młodej. potem tarantino wymyślał coraz to głupsze klocki-sceny, byle tylko sklecić z tego pełny metraż. w miarę postępowania radosnej twórczości, doznał olśnienia: skoro taki zajebisty ze mnie filmowy erudyta, to czemu nie wcisnąć tego syfu publice i przy okazji nie wydębić od niej trochę monety? kultowo wyglądający perfumowany stolec i tak sprzeda się na pniu, choćby parował niemiłosiernym smrodem. dopisał więc na kolanie kilka nowych scenek, wstawił je między scenki już istniejące, napchał do nich od groma żenujących monologów-odrzutów, które nie zmieściły się w jackie brown czy pulp fiction, zamotał chronologie, po czym poprosił richardsona, żeby mu to ładnie sfotografował. tak powstał kill bill.
od samego początku filmik zalatywał mi mega fuszerką. pamiętam, że po pierwszym seansie nie mogłem się nadziwić, jak twórca pokroju quentina mógł wydać na świat coś tak gównianego, będącego olewactwem w czystej formie. no chyba że właśnie o to mu chodziło - o twórcze naśladowanie dziecięcej zabawy pamperkami g.i joe zaadaptowane na potrzeby szmirowatego kina azjatyckiego. kill bill jako hołd dla dziecięcego, nieskażonego rygorem logiki, pierwotnego myślenia.
17-04-2009, 17:19
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Tarantino nakręcił Kill Billa i powiedział: "Oto daję wam pastisz jakiego jeszcze nie widzieliście" Ty mu nie uwierzyłeś i starasz się to udowodnić. Postawiłeś tezę i rzuciłeś swoje argumenty, które zmuszają do intelektualnego wysiłku i zastanowienia się nad tym, czy pan Quentin nie zrobił nas wszystkich w bambuko. Prawda (jak zwykle) moim zdaniem leży po środku . Moim osobistym zdaniem Kill Bill jest po części pastiszem po części głupią parodią z naciskiem na parodię. Tak samo jak remake jest po części plagiatem.
Ktoś krzyknie âREC, to remake!â ktoś inny mu odpowie "nie, to plagiat!". Oboje oni będą mieli rację. Sytuacja adekwatna do Kill Billa "to pastisz!", "nie, to parodia!" I tak można przeciągać tę linę w nieskończoność. ;-)
17-04-2009, 20:31
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
To, że film jest dobry albo zły, nie jest "faktem". Niesamowicie wkurwiają mnie takie jednoznaczne, wydawane bez wahania, bezczelnie pewne siebie sądy koleżków, którzy sądzą że ich opinia staje się "faktem".
18-04-2009, 09:01
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
freak_outXP napisał(a):Opinia to jest opinia, historia weryfikuje - a ja jestem jakąś jej małą częścią. Nie tylko ja sądzę, że film jest słaby.
Owszem. Jednak jesteś w zdecydowanej mniejszości. Historia jest (jak na razie) po stronie filmu i weryfikuje go jako film dobry. Dlatego jak na razie Twój głos to niemy krzyk w tropikalnej puszczy. :-)
18-04-2009, 10:10
|