Dla mnie najlepsze jest z całej trylogii "Dla kilku dolarów więcej"... Trudno to może wyrazić kończąc nalewkę z wiśni, ale "Garść dolarów" to jeszcze nie jest TO, chociaż bardzo, nieopodal. Nieźle podsupował to kiedyś chyab Jakuzzi: "jak na Leone jest to dyskoteka z epileptycznym montażem" :). Ale jednak - brakuje mi w tym filmie jakiegoś głębszego dramatyzmu. Może dlatego, że wcześniej niź Leone, poznałem Peckinpaha (co i tak było naście lat temu). W każdym razie "FAFDM" jest dla mnie tym kluczowym filmem trylogii. Tam jest zajebiście zrobiona relacja obu łowców, tam jest kapitalny cyniczny klimat, no i - last but not least - to tą partyturę Morricone uważam za najlepszą z trylogii. A za "TGTB&TU" nie przepadam, bo za dużo tam - jak na mój indywidualny gust - humoru. W "Kilku dolarach" jest cynicznie i humorystycznie, a w "TGTB&TU" odwrotnie - więcej komedii niż tego wisielczego cynizmu. Poza tym "Kilka dolarów" ma w sobie - pod całą tą stylistyczną zgrywą - poważnie potraktowany wątek relacji dwóch twardzieli, który jak dla mnie w ostatniej części cyklu jest potraktowany zbyt lekko, zbyt komediowo. Może to wynika z temperamentnej roli Wallacha (skądinąd kapitalnej). Na pewno "TGTB&TU" jest nakręcony z największym rozmachem, ma genialną sekwencję z wojny secesyjnej i tak dalej, ale jako film, ujmując ogólnie, rozgrywający relacje między bohaterami - bardziej do mnie trafia "FAFDM". No i finał - tak, uważam za lepszy niż scena na cmentarzu.
Przy czym "OUATITW" i tak bije to wszystko na głowę.
Ale to "FAFDM" je zapowiada, a nie "TGTB&TU" - takie mam wrażenie.
Przy czym "OUATITW" i tak bije to wszystko na głowę.
Ale to "FAFDM" je zapowiada, a nie "TGTB&TU" - takie mam wrażenie.
24-04-2009, 23:58





