Dlatego ja w kinie bywam raz na ruski rok. Chwalmy tego, kto wymyślił kino domowe. Do szczęścia brakuje mi tylko projektora HD i 100 calowego ekranu (czyli jakichś 15 kzł). Chociaż oglądanie niektórych filmów na 32 calch to nie to samo, co wrażenia z sali kinowej (chociaż ja wolę te mniejsze sale, gdzie ekran nie jest tak ogromny, przez co łatwiej ogarnąć go wzrokiem i dzięki temu nie denerwuje tak bardzo roztrzęsiona kamera oraz teledyskowy montaż), to muszę przyznać, że we własnym domu o wiele łatwiej wczuć się w nastrój filmu, gdy w pokoju siedzą tylko osoby zaintereosowane seansem, a nie banda buraków stale komentujących, rżących jak bydło, ciamkających, kopiących w fotele i siorbiących colę.
03-06-2009, 11:33






