Mam mieszane uczucia. Film nie jest zły, ale nie jest zły jak na - mniej więcej - klasyczne kino akcji pierwszej dekady XXI wieku. Przy porównaniu z trzema poprzednimi częściami niestety jest znacznie gorzej, żeby nie rzec: nie ma do nich startu. Ale i tak źle nie jest.
Początek jest dobry i mocny: ludzie walczą z maszynami i widać, że nie są to jakieś dziekie bandy uzbrojone w dubeltówki, tylko resztki regularnych oddziałów, walczących wciąż na niezłym sprzęcie, stosujące wojskową taktykę i generalnie wiedzących co robią. Z drugiej strony jest Skynet i jego dość prymitywne maszyny, przynajmniej jeśli chodzi o terminatory. T-600 jest np. prostym, prymitywnymmetalowym siekaczem, który ma za zadanie rzucać się na ludzi, bez pomyślunku i wyrafinowania. To ma sens, bo tłumaczy potrzebę późniejszej ewolucji zabójców.
Teraz może czego mi tu zabrakło: przede wszystkim akcji. Tak jest - jest to film sensacyjny, ale miejscami miałem wrażenie, że wszystko to gdzieś się rozłazi na boki, brakuje nerwu i napięcia (do finału), a jeśli trafiają się dobre sceny akcji, to brakuje tego słynnego cameronowskiego sznytu, rytmu, rozmachu. Ten ostatni ok, jest, widac te 200 baniek, ale to nie robi wrażenia jakie powinno.
Z drugiej strony jest aktorstwo, dość przeciętne za wyjątkiem Christiana Bale'a, któy przy dość nijakim niestety Worthingtonie. Na deser jest drażniący młody Kyle Reesem któy bardziej przypomina drażniącego Connora z trzeciej części, niż skupionego na walce bojownika z przyszłości w pierwszej. Na szczęście to jeszcze dzieciak, więc twórcy są usprawiedliwieni. Acha, niema dziewuszka nie drażni tak bardzo (poza dwiema scena: z flarą i detonatorem), bo jest jej bardzo mało. Reszta obsady to standardowe tło i tyle.
Rozczarowało mnie też wejście Arniego, bo jego twarz wygląda bardziej jak gumowa maska z podobizną Arnolda, ale ok, sam T-800 jest taki jak być powinien, a jego finałowa walka z Connorem robi wrażenie, choć trochę razi nachalne odwoływanie się do poprzedników. Za to finał jest emocjonującym, mimo głupawego pomysłu (i przewidywalnego) na wyjaśnienie o co chodzi z tym Marcusem. No i końcówka niestety jest zła, banalna, przesłodzona i te de. Widać, że to Hollywood.
Co jeszcze? Nie dawać tego więcej do zrobienia McG. Facet jest dobry w pastiszach i komediach, ale termkowskiego klimatu w ogóle nie czuje. Dobrze wychodzą mu sekwencje wojenne, batalistyka, ale interkacja człowiek vs. terminator to dla niego nieznany ląd. Szkoda, tu było trzeba lepszego reżysera.
Reasumując: niezłe, miejsami bardzo dobre kino s-f, ale rażący dość mocno finał i dużo błędów reżyserskich robią z tego ledwie poprawne kino akcji w otoczce s-f. Szkoda.
6/10
Początek jest dobry i mocny: ludzie walczą z maszynami i widać, że nie są to jakieś dziekie bandy uzbrojone w dubeltówki, tylko resztki regularnych oddziałów, walczących wciąż na niezłym sprzęcie, stosujące wojskową taktykę i generalnie wiedzących co robią. Z drugiej strony jest Skynet i jego dość prymitywne maszyny, przynajmniej jeśli chodzi o terminatory. T-600 jest np. prostym, prymitywnymmetalowym siekaczem, który ma za zadanie rzucać się na ludzi, bez pomyślunku i wyrafinowania. To ma sens, bo tłumaczy potrzebę późniejszej ewolucji zabójców.
Teraz może czego mi tu zabrakło: przede wszystkim akcji. Tak jest - jest to film sensacyjny, ale miejscami miałem wrażenie, że wszystko to gdzieś się rozłazi na boki, brakuje nerwu i napięcia (do finału), a jeśli trafiają się dobre sceny akcji, to brakuje tego słynnego cameronowskiego sznytu, rytmu, rozmachu. Ten ostatni ok, jest, widac te 200 baniek, ale to nie robi wrażenia jakie powinno.
Z drugiej strony jest aktorstwo, dość przeciętne za wyjątkiem Christiana Bale'a, któy przy dość nijakim niestety Worthingtonie. Na deser jest drażniący młody Kyle Reesem któy bardziej przypomina drażniącego Connora z trzeciej części, niż skupionego na walce bojownika z przyszłości w pierwszej. Na szczęście to jeszcze dzieciak, więc twórcy są usprawiedliwieni. Acha, niema dziewuszka nie drażni tak bardzo (poza dwiema scena: z flarą i detonatorem), bo jest jej bardzo mało. Reszta obsady to standardowe tło i tyle.
Rozczarowało mnie też wejście Arniego, bo jego twarz wygląda bardziej jak gumowa maska z podobizną Arnolda, ale ok, sam T-800 jest taki jak być powinien, a jego finałowa walka z Connorem robi wrażenie, choć trochę razi nachalne odwoływanie się do poprzedników. Za to finał jest emocjonującym, mimo głupawego pomysłu (i przewidywalnego) na wyjaśnienie o co chodzi z tym Marcusem. No i końcówka niestety jest zła, banalna, przesłodzona i te de. Widać, że to Hollywood.
Co jeszcze? Nie dawać tego więcej do zrobienia McG. Facet jest dobry w pastiszach i komediach, ale termkowskiego klimatu w ogóle nie czuje. Dobrze wychodzą mu sekwencje wojenne, batalistyka, ale interkacja człowiek vs. terminator to dla niego nieznany ląd. Szkoda, tu było trzeba lepszego reżysera.
Reasumując: niezłe, miejsami bardzo dobre kino s-f, ale rażący dość mocno finał i dużo błędów reżyserskich robią z tego ledwie poprawne kino akcji w otoczce s-f. Szkoda.
6/10
05-06-2009, 22:56





