"Wielki kanion" czyli symultaniczność spod ręki Lawrence Kasdana, niezła, ale tylko niezła, albo aż niezła. Tak jakoś mam, że wszystkie tego typu historie porównuję do "Na skróty", co - jak do tej pory - ujemnie wpływało na ich ocenę. No więc, w porównaniu z tworem Altmana, to troszeczkę miałkie i bez wyrazu, pozbawione tej szydery i autorskim spojrzeniem nieprzesiąknięte. Kilka scen bardzo fajnych (jak ta z zagubionym Kevinem Klinem w samym sercu opanowanego przez gangi Inglewood). Parę scenek zupełnie niepotrzebnych i silących się na melancholijną refleksję o przemijaniu, parę rówie niepotrzebnych i zupełnie o czymś innym. Właśnie w rozbiciu na różne tematy, nie bardzo do siebie pasujące i pozlepiane jakby na siłę, dostrzegam największą wadę tego obrazu. Jest miejsce na rozmyślania o człowieku postawionym wobec zagadnienia wieczności, scenki rodzinno - obyczajowe, jak i poruszające temat przemocy w mediach oraz dzielnicach wieloetnicznych (w czym trochę przypomina "Miasto Crashu" ; )) itd.. Niestety, z tej mieszanki ostatecznie niewiele wynika, scenariusz zaś sprawia wrażenie lekko wymuszonego. Ale i tak nieźle i w sumie polecam, bo to miły film i ponadpoprawnie wykonany (zdjęcia, muzyka, aktorstwo, zwłaszcza Danny'ego Glovera).
"Duchy Goi" - trochę jednak się zawiodłem. Myslałem, że będzie to biografia - jak w przypadku "Amadeusza" i "Człowieka z księżyca" - bogatsza, bardziej wielowymiarowa, o uniwersalnym przesłaniu i wykraczająca daleko ponad przedstawienie losów danej postaci. Tymczasem, można się dowiedzieć jedynie, że w Hiszpanii XVIII wieku był niezły burdel, szalała inkwizycja, a jak nie inkwizycja, to rewolucja i nikt nie mógł być pewien niczego, co budziło demony nie tylko na płótnach Goi, ale może przede wszystkim w ludzkich duszach. Postaci kiepsko rozpisane, niedbale i bez namysłu, jeśli chodzi o prawdopodobieństwo psychologiczne, ale - i to jest największy zarzut - w sposób, który nie wywołuje jakiegokolwiek przywiązania czy zaangażowania ze strony widza. Ot, marionetki na kartach historii.
"Duchy Goi" - trochę jednak się zawiodłem. Myslałem, że będzie to biografia - jak w przypadku "Amadeusza" i "Człowieka z księżyca" - bogatsza, bardziej wielowymiarowa, o uniwersalnym przesłaniu i wykraczająca daleko ponad przedstawienie losów danej postaci. Tymczasem, można się dowiedzieć jedynie, że w Hiszpanii XVIII wieku był niezły burdel, szalała inkwizycja, a jak nie inkwizycja, to rewolucja i nikt nie mógł być pewien niczego, co budziło demony nie tylko na płótnach Goi, ale może przede wszystkim w ludzkich duszach. Postaci kiepsko rozpisane, niedbale i bez namysłu, jeśli chodzi o prawdopodobieństwo psychologiczne, ale - i to jest największy zarzut - w sposób, który nie wywołuje jakiegokolwiek przywiązania czy zaangażowania ze strony widza. Ot, marionetki na kartach historii.
14-06-2009, 21:30





