Chciałem utworzyć odrębny temat dot. "X-Files", ale w porę pokapowałem, że ktoś mądry już wpadł na ten pomysł.
Generalnie tak: od tego serialu rozpoczęła się moja przygoda z kinem. Z dystansu mogę powiedzieć, ze nie był to absolutnie czas stracony. Przy czym tu mała uwaga - serial ewidentnie rozpada się na dwie części, diametralnie od siebie różne. Jedna część obejmuje tzw. epizody "mitologiczne", tzn. problematykę spisków, kolonizacji, pozaziemskich szczepionek, wirusów, syndykatu, Pentagonu, kolaboracji rządu USA z kosmitami i tak dalej. Trzeba uczciwie powiedzieć, że tego typu sprawy trącą infantylizmem na kilometr. Kiedy byłem mniejszy, to nawet wierzyłem w ten stek bzdur, ale obecnie rzecz wydaje się już nie tyle naciągana, ile po prostu głupia. Dlatego uważam, że odcinki mitologiczne nie przetrwały próby czasu - są jedynie dowodem zmian zachodzących w świadomości człowieka: 13-latek po obejrzeniu kilku takich epizodów zapewne uwierzy w spiskową teorię dziejów, student zaś skwituje całość pobłażliwym uśmieszkiem.
Na szczęście, są jeszcze odcinki innego typu, niezwiązane z głównym nurtem - epizody podejmujące tematykę satanologiczną, problematykę seryjnych morderców, mutantów oraz wszelkiej maści dewiantów o ponadnaturalnych zdolnościach. Do czego zmierzam? Ano do tego, że to właśnie dzięki tym epizodom "Z archiwum X" zajmuje w mojej prywatnej historii kina miejsce poczytne i niezagrożone. Wyliczam z pamięci:
"Home" (miniaturowe arcydzieło! - najlepszy epizod w dziejach "X-Files")
"Milagro"
"Tooms"
"Drive" (KLIMAT !!!)
"Die Hand Die Verletz"
"Bad Blood" (arcydzieło humoru!)
"Chinga"
"Rush"
"Orison"
ten epizod z mutantem, co łazi po kanałach - zapomniałem tytułu
"X-Cops"
"Monday"
"Detour"
"Hungry"
(...)
Oto lista najlepszych - moim zdaniem - epizodów w historii serialu. Wracam do nich systematycznie, z niesłabnącym entuzjazmem.
Generalnie tak: od tego serialu rozpoczęła się moja przygoda z kinem. Z dystansu mogę powiedzieć, ze nie był to absolutnie czas stracony. Przy czym tu mała uwaga - serial ewidentnie rozpada się na dwie części, diametralnie od siebie różne. Jedna część obejmuje tzw. epizody "mitologiczne", tzn. problematykę spisków, kolonizacji, pozaziemskich szczepionek, wirusów, syndykatu, Pentagonu, kolaboracji rządu USA z kosmitami i tak dalej. Trzeba uczciwie powiedzieć, że tego typu sprawy trącą infantylizmem na kilometr. Kiedy byłem mniejszy, to nawet wierzyłem w ten stek bzdur, ale obecnie rzecz wydaje się już nie tyle naciągana, ile po prostu głupia. Dlatego uważam, że odcinki mitologiczne nie przetrwały próby czasu - są jedynie dowodem zmian zachodzących w świadomości człowieka: 13-latek po obejrzeniu kilku takich epizodów zapewne uwierzy w spiskową teorię dziejów, student zaś skwituje całość pobłażliwym uśmieszkiem.
Na szczęście, są jeszcze odcinki innego typu, niezwiązane z głównym nurtem - epizody podejmujące tematykę satanologiczną, problematykę seryjnych morderców, mutantów oraz wszelkiej maści dewiantów o ponadnaturalnych zdolnościach. Do czego zmierzam? Ano do tego, że to właśnie dzięki tym epizodom "Z archiwum X" zajmuje w mojej prywatnej historii kina miejsce poczytne i niezagrożone. Wyliczam z pamięci:
"Home" (miniaturowe arcydzieło! - najlepszy epizod w dziejach "X-Files")
"Milagro"
"Tooms"
"Drive" (KLIMAT !!!)
"Die Hand Die Verletz"
"Bad Blood" (arcydzieło humoru!)
"Chinga"
"Rush"
"Orison"
ten epizod z mutantem, co łazi po kanałach - zapomniałem tytułu
"X-Cops"
"Monday"
"Detour"
"Hungry"
(...)
Oto lista najlepszych - moim zdaniem - epizodów w historii serialu. Wracam do nich systematycznie, z niesłabnącym entuzjazmem.
12-06-2006, 13:00






