Podsumuję 5 stron tej dyskusji z mojej perspektywy:
- W dyskusji Solo kontra reszta świata o Purvisie i Dillingerze w więzieniu: 3/4 punktu dla Solo, 1/4 punktu dla reszty. W tym właśnie cały numer, że obaj panowie podczas tej rozmowy czują wyższość nad tym drugim, niemniej.
- Powody odejścia Purvisa z FBI, owszem, są ukazane w filmie, choć niedosłownie. (Tu punkcik dla reszty świata).
- Samobójstwo (też niepewne, bo jak napisał Solo, prawdopodobnie był to postrzał przy czyszczeniu broni) nie ma tu nic do rzeczy. Na litość boską, Purvis zabił się prawie 40 lat później. Całe życie później. Nawet jeśli Mann umieszcza informację o samobójstwie (podanym jako fakt), żeby coś zasugerować, to jest to w jego wykonaniu strzał w płot (szczególnie, że podaje datę).
- Komputerowy postrzał Dillingera razi bardzo, o czym pisałem w pierwszym moim poscie w wątku. Razi, bo to nie "Strażnicy". Razi, bo nie pasuje do reszty filmu. To nieprawda, że nie dało się tego inaczej zrobić; trzeba było próbować. Inne ujęcie? Mniejsze slo-mo, dzięki czemu krew tylko by trysnęła, a nie tańczyła w powietrzu? Nie ja jestem reżyserem. Jako kulminacja REWELACYJNEJ sekwencji poprzedzającej sam strzał jest to mocny zgrzyt. I mówię to ja, choć powinien to powiedzieć Mental.
- Pewien brak realizmu w ubiorach itp., o którym pisał Solo, "robi" cyfra, która po prostu pokazuje więcej i dokładniej. Więc bardziej widać (czasem, nie zawsze, ale zgadzam się, że są takie momenty), że kostiumy to tylko kostiumy, rekwizyty to tylko rekwizyty, a scenografie to tylko scenografie. Coś za coś.
- Działa na mnie specyfika kina Manna, dzięki której patrzę na film przychylniej niż, powiedzmy, wczoraj. Oczywiście nie chodzi o zmianę oceny, ale myślę o tym filmie z sympatią, choć w przypadku domowych seansów wyobrażam sobie raczej oglądanie wersji skróconej: od połowy do końca.
- W dyskusji Solo kontra reszta świata o Purvisie i Dillingerze w więzieniu: 3/4 punktu dla Solo, 1/4 punktu dla reszty. W tym właśnie cały numer, że obaj panowie podczas tej rozmowy czują wyższość nad tym drugim, niemniej.
- Powody odejścia Purvisa z FBI, owszem, są ukazane w filmie, choć niedosłownie. (Tu punkcik dla reszty świata).
- Samobójstwo (też niepewne, bo jak napisał Solo, prawdopodobnie był to postrzał przy czyszczeniu broni) nie ma tu nic do rzeczy. Na litość boską, Purvis zabił się prawie 40 lat później. Całe życie później. Nawet jeśli Mann umieszcza informację o samobójstwie (podanym jako fakt), żeby coś zasugerować, to jest to w jego wykonaniu strzał w płot (szczególnie, że podaje datę).
- Komputerowy postrzał Dillingera razi bardzo, o czym pisałem w pierwszym moim poscie w wątku. Razi, bo to nie "Strażnicy". Razi, bo nie pasuje do reszty filmu. To nieprawda, że nie dało się tego inaczej zrobić; trzeba było próbować. Inne ujęcie? Mniejsze slo-mo, dzięki czemu krew tylko by trysnęła, a nie tańczyła w powietrzu? Nie ja jestem reżyserem. Jako kulminacja REWELACYJNEJ sekwencji poprzedzającej sam strzał jest to mocny zgrzyt. I mówię to ja, choć powinien to powiedzieć Mental.
- Pewien brak realizmu w ubiorach itp., o którym pisał Solo, "robi" cyfra, która po prostu pokazuje więcej i dokładniej. Więc bardziej widać (czasem, nie zawsze, ale zgadzam się, że są takie momenty), że kostiumy to tylko kostiumy, rekwizyty to tylko rekwizyty, a scenografie to tylko scenografie. Coś za coś.
- Działa na mnie specyfika kina Manna, dzięki której patrzę na film przychylniej niż, powiedzmy, wczoraj. Oczywiście nie chodzi o zmianę oceny, ale myślę o tym filmie z sympatią, choć w przypadku domowych seansów wyobrażam sobie raczej oglądanie wersji skróconej: od połowy do końca.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
18-07-2009, 10:38






