Takie odnoszę wrażenie, że tłumacze często nie skupiają się na tłumaczeniu, ale wymyślaniu chwytliwych tytułów. Może to przybrać i czasami przybiera postać próby skojarzenia tytułu polskiego z tytułem amerykańskim lub po prostu jednego tytułu z drugim, wcześniejszym, być może popularnym (przykładem może być My Life in Ruins przetłumaczone jako Moja wielka grecka wycieczka). Tutaj to samo, tylko w odniesieniu do filmu polskiego i nie w tytule, tylko w haśle. Dla mnie takie zabiegi, to gówno i rzygi.
23-08-2009, 21:43





