Wikus mógł nie walczyć o przeżycie tylko dać się usmażyć w laboratorium. Albo zadzwonić do MNU i dać się rozwalić Koobusowi. To byłoby wiarygodniej przecież... Tak, kurna, ironizuje! :P
Kurde, toć lizaka dał wcześniej małemu. Taki ten Wikus przyjazny był. ;)
desjudi napisał(a):Nie mam jakichś większych podstaw do wiary w wewnętrzną rewolucję, która zmusza go do walki o przeżycie i konkretny, bo przyjazny, stosunek do krewetek .Nie ma podstaw zmuszających go do walki o przeżycie? To, że do niego strzelają jest główną podstawą. I to, że torturowali parę godzin. I, że zrobili z niego perwersa. I odebrali mu kontakt z żoną. Oż w morde, no i jaki przyjazni stosunek do krewetek? Wszystkie jego interakcje z Chrisem i jego dzieckiem są nacechowane chęcią powrotu do dawnego życia, a nie jakąś xenofilią.
Kurde, toć lizaka dał wcześniej małemu. Taki ten Wikus przyjazny był. ;)
desjudi napisał(a):Nagle się nie boi, zaczyna walczyć. Nie próbuje się przed nikim tłumaczyć, nie próbuje nawiązać jakiegos kontaktu z kimś, kto może zrozumieć jego sytuację.Man, ale to nieprawda. Wikus próbuje cały czas dzwonić do żony. Po pierwszym telefonie ona go nie rozumie, po drugim Wikus znalazł lekarstwo.
Artemis napisał(a):Bo jego "swoji" stali się "obcy"? A on nie miał nikogo innego, na kim mógłby polegać? Krewety były jego jedyną pomocą.Tyler Durden napisał(a):Chodzi o coś zupełnie innego - krewetki były cały czas "obce" i nagle stały się "swoje".Artemis napisał(a):Zabrakło mi tam dorosłego zdziwienia przy kontakcie z obcą istotą.Kosmici biegali po świecie już od 20 lat, czas na dziwienie się (zwłaszcza u człowieka, który poprzez pracę miał ciągły z nimi kontakt) dawno minął.
24-09-2009, 14:32





