Sorry, że się wtrącam, ale ten cały kwiz przyprawia mnie o drgawki ze śmiechu. Najpierw miesiącami się dogadujecie co do terminu, potem jakieś pojedyncze zagadki, potem długie milczenie prowadzącego, a potem znowu kolejne tygodnie na ustalanie terminu. Jakże żałuję, że w to nie zagrałem...
31-10-2009, 11:28





