Imperium Słońca- ciągle nie wiem co o tym filmie myśleć.
Z jednej strony kapitalne zdjęcia(poetyckie bym powiedział) i przepiękna muzyka, młody Bale(ta rola musiała była zapowiedzią wielkiej kariery!) rewelacyjny Malkovich jako cwaniaczek Basie, b.dobry Pantoliano (nie poznałem gościa, a nie dawno powtórzyłem sobie Memento;). Pełno scen wzruszających (gdy Jim salutuje japońskim pilotom na tle spawanego samolotu, i gdy potem śpiewa ichni hymn).
Pięknie też pokazano kontrast beztroskiego dzieciństwa z wszechobecnym syfem:
*Zapadająca w pamięć scena, gdy przebrani w bajkowe stroje Brytyjczycy przejeżdżają przez biedne dzielnice Szanghaju,
*Jim zachwycony nalotem na obóz jeniecki,
*przyjaźń z tym Japończykiem i jej mało wesoły kres,
*Jim w stroju Sindbada nad obozem Japońców
W zasadzie mógłbym jeszcze długo wymieniać plusy produkcji, ale one i tak nie zniwelują bardzo poważnego minusa: lajtowość przeżyć wojennych. Wiem, że nie brakuje umierających, że komendant obozu to psychol i sadysta...ale jakoś nie czułem lęku, czy Jim przeżyje, czy nie. Zresztą pierwsze minuty po "zgubieniu się" Jamesa: biegnie po
Szanghaju i krzyczy do wszystkich żołnierzy "Poddaję się". W realu któryś z Japońskich żołdaków w końcu wkurzył by się i ciachnął małego kataną...
No, ale życie to nie film.
Mocne 8/10
Z jednej strony kapitalne zdjęcia(poetyckie bym powiedział) i przepiękna muzyka, młody Bale(ta rola musiała była zapowiedzią wielkiej kariery!) rewelacyjny Malkovich jako cwaniaczek Basie, b.dobry Pantoliano (nie poznałem gościa, a nie dawno powtórzyłem sobie Memento;). Pełno scen wzruszających (gdy Jim salutuje japońskim pilotom na tle spawanego samolotu, i gdy potem śpiewa ichni hymn).
Pięknie też pokazano kontrast beztroskiego dzieciństwa z wszechobecnym syfem:
*Zapadająca w pamięć scena, gdy przebrani w bajkowe stroje Brytyjczycy przejeżdżają przez biedne dzielnice Szanghaju,
*Jim zachwycony nalotem na obóz jeniecki,
*przyjaźń z tym Japończykiem i jej mało wesoły kres,
*Jim w stroju Sindbada nad obozem Japońców
W zasadzie mógłbym jeszcze długo wymieniać plusy produkcji, ale one i tak nie zniwelują bardzo poważnego minusa: lajtowość przeżyć wojennych. Wiem, że nie brakuje umierających, że komendant obozu to psychol i sadysta...ale jakoś nie czułem lęku, czy Jim przeżyje, czy nie. Zresztą pierwsze minuty po "zgubieniu się" Jamesa: biegnie po
Szanghaju i krzyczy do wszystkich żołnierzy "Poddaję się". W realu któryś z Japońskich żołdaków w końcu wkurzył by się i ciachnął małego kataną...
No, ale życie to nie film.
Mocne 8/10
15-11-2009, 19:42
Spoiler




