Takie jeszcze spostrzeżenie ode mnie (może było już coś o tym, nie wiem). Czasem tekst czytany przez lektora zapada w pamięć na długie lata, nieważne, czy było to mniej, czy bardziej poprawne lub "soczyste" tłumaczenie. Po prostu zapada i już, a podczas następnych seansów, tłumaczonych już przez kogoś innego, nowy tekst wprowadza rodzaj dyskomfortu w odbiorze.
Tak było z jedną sceną z "Blade Runnera", którego dawno temu po raz pierwszy obejrzałem w telewizji. Kiedy Deckard wali Batty'ego żelaznym drągiem, ten otrząsa się i krzyczy Yes! That's the spirit!. Lektor wówczas przeczytał To się nazywa duch! i właśnie to tłumaczenie na długo zostało u mnie "obowiązujące" i najlepsze. Potem był inny seans z tekstem O to chodziło! (aż mi się mina wydłużyła, kiepskie jak nic), a tak samo do bani są napisy z dwudyskowego DVD: Dobrze! To mi się podoba!. Mało tego, tekst czytany przez lektora w tym samym wydaniu brzmi Tak! Brawo! Co za nędza... Żal dobrego tekstu sprzed lat.
Tak było z jedną sceną z "Blade Runnera", którego dawno temu po raz pierwszy obejrzałem w telewizji. Kiedy Deckard wali Batty'ego żelaznym drągiem, ten otrząsa się i krzyczy Yes! That's the spirit!. Lektor wówczas przeczytał To się nazywa duch! i właśnie to tłumaczenie na długo zostało u mnie "obowiązujące" i najlepsze. Potem był inny seans z tekstem O to chodziło! (aż mi się mina wydłużyła, kiepskie jak nic), a tak samo do bani są napisy z dwudyskowego DVD: Dobrze! To mi się podoba!. Mało tego, tekst czytany przez lektora w tym samym wydaniu brzmi Tak! Brawo! Co za nędza... Żal dobrego tekstu sprzed lat.
17-11-2009, 21:19





