Yossa napisał(a):Szkoda, że nie w sposób zamierzony przez twórców. Ona miała być śmieszna, a jest tak żenująca, że aż śmieszna.
Ty tak twierdzisz. A mnie się podobała i nie wydała się żenują, zauważyłem w niej nawiązanie do starych filmów o piratach, w których grali amanci pokroju Clarka Gable. I kto ma rację? Ty, wydając autorytarne sądy, czy np. ja, któremu to się wcale podobało?
Cytat:Nie tego się czepiam. Czepiam się za dużej ilości nazw pisanych z dużej litery. Piraci Lordowie, którzy na Zlocie Okolicznych Piratów pokazują Pirackie Rzeczy Które Akurat Mieli W Kieszeni aby według Pirackiego Kodeksu, którego powiernikiem jest Strażnik Kodeksu, wybrać Pirackiego Króla. Ciągnie kiczowatą produkcją dla dzieci.
Te nazwy to wymyślasz ty i tylko ty. Jak mieli nazwać kodeks, obecny już od pierwszej części, żeby nie nazwa nie wydała ci się napuszoną? "Książeczka"? Pirate lords czy pirate king to akurat normalne miano, bez żadnych zbędnych tytułów - ot, użytkowa nazwa dowódców, nie są żadnymi Lordami Khantabalanu, Tajemnej Wspólnoty Piratów.
Cytat:To z recenzji na stronie KMF.
Uważasz swój głos za zbyt słaby i musisz się posiłkować zdaniem kogoś innego? Mnie ta recenzja tak samo nie przekonała jak i ty.
Cytat:Zacznijmy od początku. Wyobraź sobie, że pływasz na jakimś statku przez naście lat. Razem z resztą załogi, będąc non stop w zamkniętej przestrzeni, musicie się poznać na wylot i zgrać. Niezależnie od sympatii i antypatii. W pewnym momencie na pokład przybywa obca osoba która twierdzi, że jest kapitanem. Oddałbyś jej dowództwo bez słowa szemrania? Wierzysz w to, że banda ludzi którzy na życie zarabiają zabijaniem nie powiedziałaby ani słowa?
Na miejscy zastępcy, który dowiaduje się jako pierwszy, poderżnąłbym jej gardło, ale wtedy film straciłby jednego z głównych bohaterów.
Zacznijmy od początku (bo od końca byłoby dziwnie). Przybywa jakaś obca osoba, która mówi że jest następcą jednego z władców. Przybywa na supertajną wyspę, o której nikt prócz władców nie wie. Przybywa na statku tego władcy, a jego załoga jest jej wierna. Więc nasuwają się dwa możliwe wniosku: mówi rację i należy jej się szacunek i miejsce wśród nas, albo... zabiła tego władcę - więc tym bardziej nalezy jej się szacunek i miejsce w radzie.
Cytat:No i? Kalipso znika z ekranu i równie dobrze, mogłaby zniknąć z kart scenariusza bo nic nie wnosi. A jeśli chcesz wspomnieć o krabach to daruj sobie, bo scenarzyści mogli to rozwiązać w dowolny inny sposób.
Ba, mogli rozwiązać wszystko w inny sposób. Davy Jones mógł odlecieć w kosmos. Jack mógł zmienić się w mechagodzillę. I co z tego? Znów - poza wizualizacją "uwolnienia" mnie się ten wątek podoba. I kto z nas dwóch ma rację?
Cytat:Ktoś tu chyba nie oglądał filmu. To nie jest jedyny statek, który może się zmierzyć z Holendrem. To jedyny statek, który może go dogonić.
Masz rację, mój błąd.
Cytat:Ale wiesz co... to i tak nie było potrzebne, bo w finałowej bitwie nikt się nie ganiał, a poszli w bój spotkaniowy.
Bo był też DRUGI cel - konfrontacja z flotą Kompanii, w której był statek Jonesa. Tej konfrontacji nie planował Will - on chciał Perłę tylko po to, żeby dorwać Jonesa. Innym Perła była potrzebna do zjednoczenia reszty piratów.
Cytat:Co ten wir zmienił, poza widowiskowością?[/qute]
Bo ja wiem... Może to, że przyczynił się do upadku Davy'ego, kończąc jego smutną historię śmiercią z ręki ukochanej? Eee tam, głupi szczegół, mogli po prostu lać się po mordach.
[quote]
Rolę posiadającą ograniczenia można zagrać gorzej albo lepiej, prawda? Jacka mógłby zagrać ktoś inny i mając takie same ograniczenia prawdopodobnie zagrałby go gorzej. Elizabeth mógłby zagrać ktoś inny i mając takie same ograniczenia zagrałby lepiej.
Jack to także lepiej napisana rola, w której było miejsce na improwizację. Rola Knightley to niestety sztampa, postać jakich wiele. Zdobywczyni Oskara by tu lepiej nie wypadła.
Cytat:Może nie dane mi było uświadczyć spójnego ciągu przyczyniowo-skutkowego?
Moja wina? Ja i wiele innych osób jednak go uświadczyło.
[/url]
27-05-2007, 18:53






